Przed południem 18 maja 1944 roku na ruinach benedyktyńskiego opactwa na Monte Cassino zawisł proporzec 12 Pułku Ułanów Podolskich, a w południe polski żołnierz odegrał tam hejnał mariacki. Dla tysięcy żołnierzy 2 Korpusu Polskiego był to koniec drogi, która zaczęła się w sowieckich więzieniach, łagrach i na zesłaniu, prowadziła przez Iran, Irak i Palestynę i skończyła się na stokach włoskich gór, o które od stycznia bezskutecznie walczyli żołnierze kilku alianckich armii.
W tym poradniku opowiadamy, skąd wzięła się armia gen. Władysława Andersa, dlaczego Monte Cassino było tak ważne, jak przebiegały polskie natarcia 12 i 17 maja 1944 roku, ile kosztowało zwycięstwo i kim byli ludzie tej bitwy. Osobno opisujemy historię niedźwiedzia Wojtka, który razem z żołnierzami przeszedł drogę z Iranu do Szkocji, a także dzieje pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino”, losy żołnierzy po wojnie, polski cmentarz pod klasztorem i pamięć o bitwie, także wśród Polonii.
- Armia gen. Andersa powstała w ZSRR po układzie Sikorski–Majski z 30 lipca 1941 roku. W 1942 roku ewakuowano ją wraz z cywilami do Iranu, a na Bliskim Wschodzie z jej żołnierzy utworzono 2 Korpus Polski.
- Monte Cassino było kluczowym punktem Linii Gustawa na drodze do Rzymu. Od stycznia do marca 1944 roku nie zdobyli go w trzech bitwach Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi z Marokańczykami, żołnierze z Indii i Nowozelandczycy.
- Polacy atakowali 12 i 17 maja 1944 roku. 18 maja patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich wszedł do ruin opactwa, a 25 maja 2 Korpus zdobył Piedimonte.
- Najczęściej podawany bilans polskich strat to 923 poległych, 2931 rannych i 345 zaginionych. Na polskim cmentarzu pod klasztorem pochowano 1072 żołnierzy, a w 1970 roku także gen. Andersa.
- W nocy z 17 na 18 maja 1944 roku Feliks Konarski i Alfred Schütz stworzyli pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino”.
- Niedźwiedź Wojtek, kupiony w Iranie w 1942 roku, stał się maskotką i symbolem 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Opowieść, że nosił pociski w czasie bitwy, jest raczej legendą.
Z łagrów do armii
Większość żołnierzy, którzy w maju 1944 roku szli pod górę na Monte Cassino, trzy lata wcześniej nie miała ani munduru, ani karabinu, ani nawet pewności, że przeżyje następną zimę. Droga 2 Korpusu Polskiego do Włoch nie zaczęła się w koszarach, tylko w wagonach towarowych, którymi Związek Sowiecki wywoził obywateli polskich z zajętych w 1939 roku ziem wschodnich Rzeczypospolitej.
Cztery wywózki
Po 17 września 1939 roku ZSRR zajął ziemie wschodnie Polski, zamieszkane przez około 13 milionów ludzi. Pierwsza masowa wywózka ruszyła w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku. Według danych NKWD objęła około 140 tysięcy osób, głównie osadników wojskowych i cywilnych oraz pracowników służby leśnej z rodzinami. Trafili głównie do osiedli leśnych na północy Rosji i na Syberii.
W drugiej, 13 kwietnia 1940 roku, wywieziono około 61 tysięcy osób, przede wszystkim rodziny urzędników, policjantów, nauczycieli i ziemian, wielu do Kazachstanu. W trzeciej, pod koniec czerwca 1940 roku, deportowano około 80 tysięcy ludzi, głównie uchodźców z terenów zajętych przez Niemców, w dwóch trzecich Żydów. Czwarta wywózka odbyła się w maju i czerwcu 1941 roku, tuż przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej.
Ludzie mieli na spakowanie od kilkudziesięciu minut do dwóch godzin. Jechali tygodniami w zatłoczonych wagonach, po około 50 osób, z dziurą w podłodze zamiast toalety i żelaznym piecykiem, przy mrozach dochodzących zimą do minus 40 stopni. Na miejscu pracowali przy wyrębie, w kopalniach i kołchozach, często po 10–14 godzin dziennie, a racje żywnościowe zależały od wyrobionej normy. Najszybciej umierały dzieci i starsi.
Ilu ludzi wywieziono, do dziś jest przedmiotem sporu. Opierając się na danych rządu polskiego na emigracji i ambasady RP w ZSRR z czasu wojny, przez lata mówiono o około milionie deportowanych. Współcześni historycy, opierający się na dokumentach NKWD, w tym Aleksander Gurjanow ze Stowarzyszenia Memoriał, mówią o 320–340 tysiącach osób w czterech wielkich deportacjach, a historycy IPN o około 320–330 tysiącach. Sowieckie źródła są wiarygodne, ale niekompletne, więc i te liczby pozostają szacunkiem. Do tego dochodzili jeńcy i aresztowani.
22 czerwca 1941 i układ Sikorski–Majski
Wszystko zmieniło się 22 czerwca 1941 roku, gdy Niemcy zaatakowały Związek Sowiecki. 30 lipca 1941 roku w Londynie premier i Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski oraz sowiecki ambasador Iwan Majski podpisali układ, który przywracał stosunki dyplomatyczne zerwane 17 września 1939 roku, uznawał za nieważne sowiecko-niemieckie traktaty z 1939 roku dotyczące zmian terytorialnych w Polsce i przewidywał utworzenie na terytorium ZSRR armii polskiej. W protokole dodatkowym rząd sowiecki zobowiązał się do „amnestii” dla obywateli polskich więzionych, zesłanych i przetrzymywanych jako jeńcy.
Układ nie potwierdzał wprost granicy z traktatu ryskiego i wywołał w Londynie kryzys: do dymisji podali się ministrowie August Zaleski, Kazimierz Sosnkowski i Marian Seyda. Krytykowano też samo słowo „amnestia”, bo deportowani i jeńcy nie popełnili żadnego przestępstwa. Dlatego polscy historycy często piszą o „tak zwanej amnestii”.
Dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRR o amnestii wydano 12 sierpnia 1941 roku. Według danych przekazanych Stalinowi przez Berię miał objąć 381 220 osób, w tym 26 160 jeńców wojennych. 14 sierpnia podpisano polsko-sowiecką umowę wojskową.
Generał z Łubianki
Na dowódcę nowej armii wybrano gen. Władysława Andersa, we wrześniu 1939 roku dowódcę Nowogródzkiej Brygady Kawalerii. Ranny, 30 września 1939 roku dostał się w ręce Sowietów, gdy próbował przebić się na Węgry. Trzymano go we lwowskich Brygidkach, a 29 lutego 1940 roku NKWD przewiozło go do Moskwy, na Łubiankę i do Butyrek. Wyszedł na wolność 4 sierpnia 1941 roku, po ponad 22 miesiącach niewoli, i jeszcze w sierpniu został dowódcą Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR oraz generałem dywizji. Źródła podają różne daty tej nominacji, od 4 do 11 sierpnia 1941 roku.
Buzułuk, Tockoje, Tatiszczewo
Komisje werbunkowe zaczęły pracę w obozach NKWD 23 sierpnia 1941 roku, a już do 12 września przyjęły 24 828 jeńców i internowanych. Dowództwo armii mieściło się w Buzułuku nad Samarą, a sam Anders kwaterował w pobliskiej Kołtubance. Nad Samarą, w Tockoje, formowała się 6 Dywizja Piechoty gen. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza, a w Tatiszczewie pod Saratowem 5 Dywizja Piechoty gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza.
Do Tockoje na początku września przybyło około 15 tysięcy ludzi. Gdy Anders odwiedził obóz 14 września, zastał braki we wszystkim, od żywności po leki i wodę. Żołnierze mieszkali w płóciennych namiotach w polu i w lesie, a w listopadzie temperatura spadała do około minus 40 stopni. Ludzie marzli, byli niedożywieni i umierali na choroby, a szkolenie mimo to trwało.
3 grudnia 1941 roku Sikorski rozmawiał na Kremlu ze Stalinem. Sikorski zrezygnował wtedy z planu wyprowadzenia armii do Iranu, a Stalin zgodził się powiększyć armię do siedmiu dywizji, czyli 96 tysięcy żołnierzy, i przenieść ją znad Wołgi w cieplejsze rejony Azji Środkowej. 12 grudnia Naczelny Wódz odwiedził żołnierzy w Tockoje.
Głód i choroby na południu
Na przełomie stycznia i lutego 1942 roku jednostki ruszyły na południe, do Uzbekistanu, Kirgistanu i południowego Kazachstanu. Dowództwo przeniosło się do Jangi-Jul pod Taszkentem, a Ośrodek Organizacyjny Armii do Guzaru.
Cieplejszy klimat nie przyniósł ulgi. Tyfus plamisty, czerwonka, żółtaczka i malaria zbierały żniwo wśród wycieńczonych ludzi, a w Guzarze działał główny obóz kwarantanny dla chorych na tyfus. Według IPN śmiertelność wśród chorych, zwłaszcza dzieci, przekraczała tam 10 procent. Na cmentarzu w Guzarze, największej polskiej nekropolii w Uzbekistanie, spoczywa 661 osób zmarłych w Guzarze i pobliskim Karkin-Batasz.
Do tego dochodził głód. Sowieci uzależniali przydział żywności od ustalonych stanów armii, a do obozów ściągały tysiące cywilów, którzy dzielili się z żołnierzami każdą porcją. 6 marca 1942 roku sowiecki szef zaopatrzenia zapowiedział, że od 20 marca armia licząca około 70 tysięcy ludzi dostanie tylko 26 tysięcy racji. Po rozmowie z Andersem 18 marca Stalin podniósł tę liczbę do 44 tysięcy. IPN szacuje, że w miejscach formowania armii z niedożywienia i chorób zmarło około 10 tysięcy żołnierzy i cywilów.
Oficerów nie ma
Od pierwszych tygodni w Buzułuku dowództwo zauważało, że brakuje tysięcy oficerów, o których wiedziano, że w 1939 i 1940 roku trafili do obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Szukał ich z polecenia Andersa rtm. Józef Czapski, malarz i pisarz, sam więzień Starobielska i Griazowca. Do kwietnia 1942 roku jeździł po urzędach i rozpytywał byłych więźniów, bez skutku.
Prawdę ujawnili dopiero Niemcy. 11 kwietnia 1943 roku niemiecka agencja Transocean podała, że w lesie katyńskim pod Smoleńskiem odkryto masowe groby, a 13 kwietnia informację powtórzyło Radio Berlin. Gdy rząd polski poprosił Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża o zbadanie sprawy, ZSRR w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku zerwał z nim stosunki dyplomatyczne. Żołnierze Andersa szukali kolegów, których NKWD zamordowało wiosną 1940 roku. Ofiar zbrodni katyńskiej było co najmniej 21 768. Czapski opisał swoje poszukiwania w książce „Na nieludzkiej ziemi”, wydanej w 1949 roku.
Cywile, dzieci, junacy
Armia Andersa była niezwykła także dlatego, że za wojskiem szły rodziny. Wokół obozów gromadziły się kobiety, starcy i dzieci, często sieroty, których rodzice zmarli na zesłaniu. W lutym 1942 roku w Aszchabadzie w Turkmenii otwarto dom dziecka, przez który do lipca 1943 roku przeszło ponad tysiąc polskich dzieci. Dużą rolę przy jego tworzeniu odegrała Hanka Ordonówna, gwiazda przedwojennej warszawskiej sceny, z mężem Michałem Tyszkiewiczem. Anders polecił przyjmować do wojska ochotników bez względu na wiek. Tak powstały oddziały junaków i junaczek, w których znalazło się około 3 tysięcy chłopców i dziewcząt w wieku mniej więcej 14–18 lat.
Sowieci w nocie z 1 grudnia 1941 roku ograniczyli „amnestię” do osób narodowości polskiej, co uderzało w Ukraińców, Białorusinów i Żydów z kresów. Mimo to z armią wyszło z ZSRR według szacunków historyka Redlicha 5–7 tysięcy Żydów, w tym około 4 tysięcy żołnierzy.
Przez Iran na Bliski Wschód
Wiosną 1942 roku stało się jasne, że armia polska w ZSRR nie przetrwa. Sowieci zgodzili się uzbroić zaledwie jedną dywizję, około 11 tysięcy ludzi, a w lutym zaproponowali wysłanie na front samej 5 Dywizji, choć nie była jeszcze gotowa do walki. Anders i Sikorski odmówili. Spotkanie Andersa ze Stalinem 18 marca 1942 roku przyniosło zgodę na wyprowadzenie części wojska do Iranu.
Dwie ewakuacje przez Morze Kaspijskie
Pierwsza ewakuacja ruszyła 24 marca 1942 roku. Pociągi wiozły ludzi do turkmeńskiego portu Krasnowodsk, a stamtąd przepełnione statki płynęły przez Morze Kaspijskie do Pahlawi, dzisiejszego Bandar-e Anzali. Do początku kwietnia wyjechało około 33 tysięcy żołnierzy i 11 tysięcy cywilów.
W czerwcu Anders zaproponował przeniesienie całej armii na Bliski Wschód. 30 czerwca Stalin przedstawił ten pomysł Churchillowi, a ten przekazał go rządowi Sikorskiego. Sikorski zgodził się, stawiając kilka warunków, z których Churchill poparł jeden: razem z wojskiem mają wyjechać towarzyszące mu kobiety i dzieci. Druga ewakuacja odbyła się w sierpniu 1942 roku, znów przez Krasnowodsk, a część ludzi jechała też drogą lądową z Aszchabadu do Meszhedu. Do 31 sierpnia ZSRR opuściło około 44–45 tysięcy żołnierzy i 25 tysięcy cywilów.
| Ewakuacja | Czas | Żołnierze | Cywile |
|---|---|---|---|
| Pierwsza | 24 marca – początek kwietnia 1942 | około 33 tys. | około 11 tys. |
| Druga | sierpień 1942 | około 44–45 tys. | około 25 tys. |
| Razem (z późniejszymi grupami) | do listopada 1942 | około 77–79 tys. | około 37–43 tys. |
Liczby różnią się w zależności od źródła, a najtrudniej policzyć cywilów, bo nikt nie rejestrował wszystkich, którzy dołączali do transportów. IPN mówi łącznie o około 115 tysiącach ludzi, a polskie MSZ o ponad 120 tysiącach, w tym około 77 tysiącach żołnierzy i 43 tysiącach cywilów, z których mniej więcej 20 tysięcy stanowiły dzieci. Większość obywateli polskich wywiezionych do ZSRR pozostała tam, wielu na zawsze.
Pahlawi, Teheran, Isfahan
Na plaży w Pahlawi rozbito namioty, a obóz dla dzieci ciągnął się wzdłuż brzegu na około trzy kilometry. Przybyszów masowo szczepiono i odwszawiano, a w miarę możliwości wymieniano im odzież. Mimo wysiłków lekarzy wielu ludzi zmarło już na wolności, z wycieńczenia i chorób przywleczonych z ZSRR. Na cmentarzu ormiańskim w Pahlawi spoczęło 639 Polaków.
Z wybrzeża droga prowadziła dalej, przede wszystkim do Teheranu. Na ulicach irańskiej stolicy często słychać było polski język. Uchodźcy otwierali sklepy i kawiarnie, pracowali w alianckich bazach. Na polskiej kwaterze cmentarza Dulab w Teheranie jest 1937 grobów, 409 żołnierzy i 1528 cywilów. W całym Iranie zmarło w czasie wojny według różnych danych od 2,8 do ponad 3,5 tysiąca Polaków.
Najbardziej znanym polskim miejscem w Iranie stał się Isfahan, nazywany miastem polskich dzieci. Według IPN mieszkało tam około 2,6 tysiąca polskich dzieci, w 21 zakładach opiekuńczych rozsianych wzdłuż alei Czahar Bagh i na południe od rzeki Zajende. Inne transporty dzieci i cywilów popłynęły dalej, do Indii, Afryki, Meksyku i Nowej Zelandii.
W Iranie zaczyna się też historia, którą opowiadamy szerzej w dalszej części poradnika: w 1942 roku do polskiej kompanii transportowej, późniejszej 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii, trafił tu mały niedźwiedź, któremu żołnierze dali imię Wojtek.
Irak i Palestyna
12 września 1942 roku Sikorski połączył żołnierzy wyprowadzonych z ZSRR z Wojskiem Polskim na Środkowym Wschodzie w Armię Polską na Wschodzie pod dowództwem Andersa. Jej oddziały rozlokowano w północnym Iraku, między innymi w Kizil Ribat, Chanakinie i pod Mosulem. Armia miała chronić pola naftowe między Mosulem a Kirkukiem na wypadek, gdyby Niemcy przebili się przez Kaukaz.
We wrześniu 1942 roku żołnierze dostali pierwszą broń, głównie brytyjską i amerykańską, a 1 grudnia armia liczyła 62 082 żołnierzy. Później wojsko przeniosło się do Palestyny, do obozów pod Gazą, między innymi w Julis i Mughazi.
W Palestynie część żołnierzy pochodzenia żydowskiego odeszła z wojska, by zostać w ziemi, którą uważali za swoją. Według różnych szacunków było to około 2,5–3 tysięcy z ponad 4 tysięcy żydowskich żołnierzy armii. Najbardziej znany z nich, kapral Menachem Begin, późniejszy premier Izraela, nie zdezerterował, tylko otrzymał formalne zwolnienie ze służby.
Narodziny 2 Korpusu
21 lipca 1943 roku, na mocy rozkazów Sikorskiego z czerwca, z Armii Polskiej na Wschodzie wydzielono 2 Korpus Polski. Formował się w północnym Iraku, w rejonie Kirkuku, a w sierpniu i wrześniu przeszedł do południowej Palestyny. Dowodził nim Anders. 1 października 1943 roku korpus liczył 52 688 osób, w tym 3099 oficerów i 559 ochotniczek Pomocniczej Służby Kobiet. Jego trzon tworzyły trzy wielkie jednostki:
- 3 Dywizja Strzelców Karpackich, utworzona w maju 1942 roku w Palestynie z Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, weteranów obrony Tobruku, oraz z 9 i 10 Dywizji Piechoty przybyłych z ZSRR. Dowodził nią gen. Bronisław Duch.
- 5 Kresowa Dywizja Piechoty, utworzona w marcu 1943 roku w Chanakinie w Iraku z 5 Wileńskiej i 6 Lwowskiej Dywizji Piechoty. Jej znakiem był żubr, a dowodził nią gen. Nikodem Sulik.
- 2 Brygada Pancerna, wywodząca się z 2 Brygady Czołgów zorganizowanej w 1942 roku, od września 1943 roku wyposażona w amerykańskie czołgi Sherman. Dowodził nią gen. Bronisław Rakowski. Nazwę „Warszawska” brygada otrzymała dopiero w czerwcu 1945 roku.
Do tego dochodziła 2 Grupa Artylerii i oddziały korpuśne. W maju 1944 roku korpus liczył około 48 tysięcy ludzi, a we Włoszech wszedł w skład brytyjskiej 8 Armii.
Śmierć Sikorskiego i droga do Włoch
W 1943 roku Sikorski przez kilka tygodni wizytował oddziały na Bliskim Wschodzie. W drodze powrotnej, 4 lipca 1943 roku około godziny 23, brytyjski Liberator, którym leciał, runął do morza tuż po starcie z Gibraltaru. Zginęło 16 osób, wśród nich Sikorski, jego córka Zofia Leśniowska i szef sztabu gen. Tadeusz Klimecki. Przeżył tylko czeski pilot Eduard Prchal. Naczelnym Wodzem został gen. Kazimierz Sosnkowski, a premierem Stanisław Mikołajczyk.
W listopadzie 1943 roku korpus zaczął przechodzić do Egiptu. Pierwsze oddziały 3 Dywizji Strzelców Karpackich wypłynęły w grudniu spod Suezu na statku „Indrapoera” i 21 grudnia 1943 roku dotarły do Tarentu. Przerzut całego korpusu i jego zaplecza trwał od grudnia 1943 do kwietnia 1944 roku. Polskich żołnierzy wiózł do Włoch między innymi „Batory”, który w 1944 roku odbył jedenaście podróży z żołnierzami 2 Korpusu z portów egipskich do Tarentu. Od 2 lutego 1944 roku Karpatczycy luzowali brytyjską 78 Dywizję Piechoty nad rzeką Sangro. Po drugiej stronie Apeninów alianci od kilku tygodni bezskutecznie atakowali Monte Cassino.
Linia Gustawa i trzy pierwsze bitwy
Zanim pod Monte Cassino stanęli Polacy, o tę górę walczyli już Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi z Marokańczykami i Algierczykami, Hindusi, Gurkhowie i Nowozelandczycy, w tym Maorysi. Od 17 stycznia do 18 maja 1944 roku alianci przypuścili cztery wielkie natarcia. Trzy pierwsze, opisane w tej części, zakończyły się niepowodzeniem i kosztowały dziesiątki tysięcy zabitych, rannych i zaginionych.
Dlaczego właśnie Cassino
Po lądowaniu na Sycylii i w południowych Włoszech w 1943 roku alianci posuwali się na północ, w stronę Rzymu. Feldmarszałek Albert Kesselring postanowił zatrzymać ich w najwęższym miejscu Półwyspu Apenińskiego, na umocnionej Linii Gustawa. Jej zachodnia część opierała się o rzeki Rapido, Gari i Garigliano. Bronił jej niemiecki XIV Korpus Pancerny gen. Fridolina von Sengera und Etterlina, część 10 Armii gen. Heinricha von Vietinghoffa.
Kluczem była dolina Liri. Biegła nią droga numer 6, dawna Via Casilina, najkrótsza droga z Neapolu do Rzymu, przez którą mogły przejść czołgi i kolumny zaopatrzenia. Wejście do doliny zamykało miasteczko Cassino, a nad nim wznosiła się góra z klasztorem, z której widać było każdy ruch w dolinie.
Klasztor świętego Benedykta
Opactwo na szczycie góry założył około 529 roku św. Benedykt z Nursji, na miejscu dawnej świątyni Apollina. Tu powstała reguła benedyktyńska. Był niszczony już wcześniej: w VI wieku złupili go Longobardowie, w IX wieku spalili Saraceni, a w 1349 roku uszkodziło go trzęsienie ziemi. Za każdym razem go odbudowywano.
Jesienią 1943 roku dwaj oficerowie niemieckiej dywizji „Hermann Göring”, ppłk Julius Schlegel i kpt. Maximilian Becker, zorganizowali wywiezienie z opactwa jego skarbów i przechowywanych tam dzieł sztuki, w tym obrazów Tycjana, El Greca i Goi. Ponad sto ciężarówek pojechało do Rzymu. W grudniu 1943 roku Kesselring zapewnił Watykan i aliantów, że wojska niemieckie nie włączą budynków klasztoru do obrony. Na górze został opat Gregorio Diamare z kilkoma zakonnikami, a w murach chronili się okoliczni mieszkańcy.
Pierwsza bitwa: styczeń i luty 1944
Równolegle, 22 stycznia 1944 roku, alianci wysadzili desant pod Anzio, na tyłach Linii Gustawa, a ataki pod Cassino miały między innymi odciągnąć niemieckie siły od tego przyczółka. 17 stycznia brytyjski X Korpus gen. Richarda McCreery’ego sforsował dolne Garigliano. Brytyjczycy zdobyli przyczółki, ale nie przebili się dalej, tracąc około 4 tysięcy ludzi. W tym natarciu wzięli udział także polscy komandosi z 6 Oddziału (6 Troop) brytyjskiego 10 Międzysojuszniczego Commando, którzy opanowali stoki Monti Aurunci.
Od 20 do 22 stycznia amerykańska 36 Dywizja Piechoty próbowała przeprawić się przez Rapido. Rzeka była wezbrana, brzegi zaminowane, a Niemcy mieli doskonały widok na przeprawy. Według amerykańskiego raportu wojskowego dywizja straciła 1681 zabitych, rannych i zaginionych, inne opracowania mówią o około 2,1 tysiąca ludzi w ciągu 48 godzin. Jej 141 pułk piechoty praktycznie przestał istnieć.
Od 24 stycznia na północ od Cassino nacierała amerykańska 34 Dywizja Piechoty, a na jej prawym skrzydle Francuski Korpus Ekspedycyjny gen. Alphonse’a Juina, złożony w dużej mierze z żołnierzy marokańskich i algierskich. Francuzi zdobyli Monte Belvedere i Colle Abate, płacąc za to stratą około 2,5 tysiąca ludzi, ale zabrakło odwodów, by pójść dalej. Amerykanie z 34 Dywizji wdarli się w góry za klasztorem i doszli bardzo blisko jego murów, walcząc między innymi o wzgórze 593, które w maju zdobywali Polacy. Do 11 lutego dywizja straciła około 2,2 tysiąca ludzi, mniej więcej 80 procent stanu batalionów piechoty, i musiała zostać wycofana.
15 lutego: bomby na opactwo
Wyczerpanych Amerykanów zastąpił Korpus Nowozelandzki gen. Bernarda Freyberga, złożony z 2 Dywizji Nowozelandzkiej i 4 Dywizji Indyjskiej. Dowódca Hindusów gen. Francis Tuker był przekonany, że klasztor trzeba zniszczyć, zanim pośle się ludzi do ataku. Choć 4 lutego ciężko zachorował, przekonywał do tego Freyberga w memorandum, a Freyberg wystąpił o bombardowanie. Dowódca amerykańskiej 5 Armii gen. Mark Clark był przeciwny: nie chciał odpowiadać za zniszczenie zabytku, wiedział, że ruiny bywają lepszą pozycją obronną niż budynki, i pamiętał o cywilach w murach. Decyzję podjął przełożony obu, gen. Harold Alexander, który uznał bombardowanie za konieczność wojskową.
14 lutego alianci zrzucili ulotki ostrzegające przed nalotem. Rankiem 15 lutego nad klasztor nadleciały ciężkie bombowce B-17, a po nich średnie B-25 i B-26, według różnych źródeł łącznie od około 230 do 256 maszyn. Opracowania różnią się też co do ilości bomb: podają od niespełna 600 do ponad 1100 ton. Klasztor zamienił się w gruzowisko. Opat Diamare i mnisi przeżyli w kryptach, ale zginęli chroniący się w opactwie cywile. Ich liczba też jest sporna: amerykańskie Narodowe Muzeum II Wojny Światowej w Nowym Orleanie pisze o około 115 ofiarach, inne opracowania o 230, a jeszcze inne o 280–300.
Spór o sens bombardowania trwa do dziś. Opat Diamare oświadczył, że przed nalotem w klasztorze nie było niemieckich żołnierzy ani broni. Brytyjska oficjalna historia nie znalazła dowodów na wojskowe wykorzystanie budynków, a armia amerykańska w 1969 roku uznała, że opactwo nie było zajęte przez Niemców. Za to po nalocie Niemcy nie mieli już żadnych powodów, by trzymać się z daleka: spadochroniarze 1 Dywizji Spadochronowej zajęli ruiny i zamienili grube, ocalałe mury piwnic w twierdzę.
Druga bitwa: od 15 do 18 lutego
Nalot przeprowadzono o dzień wcześniej, niż planowano, bo poprawiła się pogoda, i oddziały na pierwszej linii nie były gotowe, by od razu ruszyć do ataku. Żołnierze 4 Dywizji Indyjskiej nacierali przez kolejne noce na wzgórze 593 i grzbiety prowadzące do klasztoru. Brytyjski batalion Royal Sussex, walczący w składzie tej dywizji, stracił w ciągu dwóch nocy 12 z 15 oficerów i 162 z 313 żołnierzy. Ciężko krwawiły też bataliony Rajputana Rifles i Gurkhów.
U podnóża góry Maorysi z 28 Batalionu Nowozelandzkiego zdobyli w nocy z 17 na 18 lutego dworzec kolejowy w Cassino. Utrzymali się tam tylko kilka godzin: 18 lutego niemiecki kontratak z udziałem czołgów zmusił ich do odwrotu. Tego dnia natarcie wstrzymano.
Trzecia bitwa: marzec 1944
Freyberg postanowił tym razem zaatakować samo miasteczko. 15 marca 1944 roku, w operacji „Dickens”, setki bombowców przez około trzy i pół godziny zrzucały bomby na Cassino, a potem do ognia włączyło się 746 dział. Tylko część bomb spadła w pobliże celu. Miasto zostało starte z powierzchni ziemi, ale niemieccy spadochroniarze przetrwali w piwnicach i natychmiast obsadzili gruzy.
Nowozelandczycy zdobyli większą część miasteczka i Wzgórze Zamkowe, a 1/9 batalion Gurkhów dotarł 17 marca na Wzgórze Wisielców, punkt 435, około 250 jardów od murów klasztoru. Gruzy i leje zatrzymały czołgi, deszcz zalewał kratery, a niemieckie kontrataki rozbijały kolejne próby. 23 marca, po naradzie z Alexandrem, Freyberg odwołał natarcie. 4 Dywizja Indyjska straciła w tej bitwie około 3 tysięcy ludzi, a 2 Dywizja Nowozelandzka około 1,6 tysiąca zabitych, rannych i zaginionych.
Dlaczego się nie udało
Trzy bitwy zakończyły się porażką nie dlatego, że alianckim żołnierzom brakowało odwagi. Powody były inne. Teren sprzyjał obrońcom: góry, z których widać było każdy ruch, wezbrane rzeki i błotnista dolina, w której czołgi grzęzły. Niemcy, zwłaszcza spadochroniarze, bronili się z wielkim uporem, a ruiny klasztoru i miasteczka, które miały ułatwić atak, stały się dla nich idealnymi pozycjami.
Do tego poszczególne dywizje uderzały kolejno, często bez dostatecznego rozpoznania, a Niemcy mogli przerzucać odwody tam, gdzie akurat było groźnie. Wiosną 1944 roku dowództwo aliantów wyciągnęło z tego wnioski. Czwarte natarcie miało być jednym potężnym uderzeniem na całej szerokości frontu, od morza po góry, z udziałem kilku korpusów naraz. Jednym z nich był 2 Korpus Polski.
Maj 1944: zadanie dla Polaków
Wiosną 1944 roku front we Włoszech od miesięcy stał w miejscu. Niemiecka Linia Gustawa, przecinająca Półwysep Apeniński mniej więcej w połowie drogi między Neapolem a Rzymem, opierała się o masyw Monte Cassino ze zburzonym klasztorem benedyktynów na szczycie. Trzy wcześniejsze natarcia, w styczniu, lutym i marcu, kosztowały aliantów ogromne straty. Walczyli tam Amerykanie, Brytyjczycy, Hindusi, Nowozelandczycy i Francuzi z oddziałami kolonialnymi. Klasztoru nie zdobył nikt.
Czwarta bitwa miała być zupełnie inna. Alianci przygotowali wielką ofensywę pod kryptonimem „Diadem”. Brytyjska 8 Armia przesunęła się znad Adriatyku przez grzbiet Apeninów, żeby razem z amerykańską 5 Armią uderzyć na froncie długim na około 32 kilometry, między Cassino a morzem. Do natarcia szły jednocześnie brytyjski XIII Korpus (z 4 Dywizją Piechoty i 8 Dywizją Indyjską), amerykański II Korpus, Francuski Korpus Ekspedycyjny gen. Alphonse’a Juina, polski 2 Korpus, a w odwodzie czekał kanadyjski I Korpus, który miał wykorzystać przełamanie.
Propozycja gen. Leese’a
Dowódca brytyjskiej 8 Armii gen. Oliver Leese pod koniec marca 1944 roku przyjechał do kwatery gen. Władysława Andersa w Vinchiaturo i przedstawił mu plan ofensywy. Polskiemu korpusowi przypadło w nim zadanie: w pierwszej fazie zdobyć wzgórza Monte Cassino, a potem Piedimonte. Anders opisał tę rozmowę we wspomnieniach „Bez ostatniego rozdziału”. Napisał, że dla 2 Korpusu przewidziano „najtrudniejsze zadanie” i że po krótkim namyśle oświadczył, iż się go podejmuje.
Decyzja nie była oczywista. Anders, jak przypomina IPN, obawiał się wielkich strat i tego, że jego żołnierze zostaną użyci jako „mięso armatnie”. Zgodził się szybko i bez konsultacji z Naczelnym Wodzem gen. Kazimierzem Sosnkowskim, który był przeciwny frontalnym atakom na niemieckie umocnienia i miał o to do Andersa żal. Anders widział jednak w tym zadaniu przede wszystkim szansę polityczną. Wierzył, że zwycięstwo tam, gdzie inni musieli się cofnąć, przypomni światu o sprawie polskiej.
Polskie oddziały zastąpiły w górach brytyjską 78 Dywizję. Do bitwy szły przede wszystkim dwie dywizje piechoty: 3 Dywizja Strzelców Karpackich gen. Bronisława Ducha i 5 Kresowa Dywizja Piechoty gen. Nikodema Sulika. Wspierała je 2 Samodzielna Brygada Pancerna gen. Bronisława Rakowskiego i artyleria korpusu. O drodze żołnierzy 2 Korpusu z sowieckich łagrów przez Iran i Bliski Wschód piszemy w innej części poradnika. 7 kwietnia Anders oglądał masyw z samolotu, a 30 kwietnia ostatecznie przyjęto polski plan natarcia.
Teren: wzgórza z numerami i nazwami
Dla żołnierzy Monte Cassino nie było jedną górą, tylko labiryntem grzbietów i szczytów, z których każdy miał numer z mapy albo żołnierską nazwę. Polski plan zakładał skoncentrowane natarcie na osi Colle Maiola – Massa Albaneta. Chodziło o to, żeby przełamać obronę, opanować południowo-zachodnie stoki, odciąć klasztor, a potem uderzyć na niego od północnego wschodu.
- Wzgórze 593, nazywane też Monte Calvario, było kluczową pozycją obrony wzgórza klasztornego i głównym celem 3 Dywizji Strzelców Karpackich, razem z sąsiednim wzgórzem 569.
- Widmo (w źródłach angielskich Phantom Ridge) to grzbiet, który miała zdobyć 5 Kresowa Dywizja Piechoty.
- Colle Sant’Angelo z sąsiednim wzgórzem 575 tworzyły północny skraj niemieckiego pierścienia obrony.
- Massa Albaneta wyznaczała, razem z Colle Maiola, oś głównego polskiego uderzenia.
- Gardziel to polska nazwa zagłębienia między Monte Castellone a Massa Albaneta, o którego stoki toczyły się zacięte walki już pierwszego dnia.
- Monte Cairo i przełęcz Passo Corno leżały na prawym skrzydle. Plan zakładał obezwładnienie ognia z Passo Corno, a zajęto je dopiero pod koniec bitwy.
Na tych zboczach czekały na Polaków bunkry, gniazda karabinów maszynowych, pola minowe i zasieki z drutu. Polska artyleria miała przygotować natarcie, ale jak zauważają polskie opracowania, ostrzał okazał się mało skuteczny wobec niemieckich bunkrów.
Przeciwnik: niemieccy spadochroniarze
Masywu bronili niemieccy spadochroniarze z 1 Dywizji Strzelców Spadochronowych (1. Fallschirmjäger-Division), dowodzonej przez gen. Richarda Heidricha. Na samych wzgórzach Polacy mieli przed sobą przede wszystkim spadochroniarzy płk. Ludwiga Heilmanna, dowódcy 3 Pułku Strzelców Spadochronowych. W polskich opracowaniach wymienia się także oddziały 5 Dywizji Strzelców Górskich. Spadochroniarze zajęli ruiny klasztoru po alianckim bombardowaniu 15 lutego 1944 roku i od tamtej pory bronili ich z uporem. Według dzieje.pl gen. Harold Alexander, dowódca alianckiej 15 Grupy Armii, miał o nich powiedzieć po marcowym natarciu: „niestety walczymy z najlepszymi żołnierzami na świecie”.
Dwa natarcia
11 maja 1944 roku o godzinie 23.00 na całym froncie od Cassino do morza odezwała się artyleria. Na odcinku 8 Armii strzelało 1060 dział, na odcinku 5 Armii około 600. Anders wydał tego dnia rozkaz do żołnierzy, w którym zapowiadał, że zadanie, które im przypadło, rozsławi imię żołnierza polskiego.
Pierwsze natarcie, 12 maja
Polska piechota ruszyła około pierwszej w nocy z 11 na 12 maja. Od początku wiele rzeczy szło źle. Rozkaz gen. Leese’a zakazywał wcześniejszego wysyłania patroli na przedpole. W efekcie oddziały szły w nieznany teren, prosto na pola minowe i zasieki.
2 Batalion Strzelców Karpackich zdobył wzgórze 593 i utrzymał je do rana, odpierając cztery kontrataki. Jego dowódca ppłk Brzósko został ciężko ranny. Według polskich opracowań około południa na wzgórzu pozostało już tylko 17 żołnierzy i jeden oficer. 3 kompania 1 Batalionu, dowodzona przez por. Edwarda Maślonę, utrzymała się na wschodnich stokach Gardzieli aż do popołudnia 13 maja. Na Widmo weszły około trzeciej nad ranem 13 i 15 Wileński Batalion Strzelców 5 Kresowej Dywizji, tracąc przy tym około 20 procent stanu.
Około 14.00 dowództwo korpusu nakazało wycofanie się na pozycje wyjściowe. Kalendarium dzieje.pl podaje, że w pierwszym natarciu Polacy stracili około 1800 zabitych i rannych. Jedno z polskich opracowań pisze o około 700 żołnierzach utraconych tylko przez 3 Dywizję Strzelców Karpackich, głównie z 1 i 2 batalionu. Natarcie nie przyniosło zdobyczy terenu. Opracowania wskazują wśród przyczyn nierozpoznane przedpole, pola minowe i zasieki oraz to, że niemieckie bunkry przetrwały ostrzał artyleryjski.
W tym samym czasie na dole Brytyjczycy forsowali rzeki Rapido i Gari, a Francuzi przebijali się przez góry Aurunci. Według anglojęzycznych opracowań, które powołują się na gen. Marka Clarka, 2 Marokańska Dywizja Piechoty przeszła przez Linię Gustawa w niecałe dwa dni, a 13 maja Francuzi zdobyli masyw Monte Maio. To francuskie przełamanie było jednym z decydujących momentów całej ofensywy.
Drugie natarcie, 17 maja
Anders wstrzymał ataki na kilka dni. 15 maja polska artyleria przeprowadziła półgodzinny ostrzał wzgórz 593 i 569, żeby sprawdzić, czy Niemcy nadal tam są. 16 maja rano Leese polecił powtórzyć natarcie następnego dnia. Według polskich opracowań 16 Lwowski Batalion Strzelców wszedł na Widmo już 16 maja o 22.20, kalendarium dzieje.pl podaje, że 5 Kresowa Dywizja zdobyła Widmo 17 maja o 7.00.
17 maja był najcięższym dniem bitwy. Niemcy kontratakowali na Colle Sant’Angelo z użyciem ciężkich moździerzy. W kontrataku pod San Angelo zginął mjr Jan Żychoń, przedwojenny oficer wywiadu, który według kalendarium dzieje.pl przed śmiercią powiedział: „Za Polskę i dla Polski”. Pod koniec dnia Polacy trzymali Widmo, wzgórze 593, Monte Castellone i Massa Albaneta oraz przerwali północny skraj niemieckiego pierścienia na Colle Sant’Angelo. Tymczasem postępy aliantów w dolinie Liri zaczęły zagrażać niemieckim liniom zaopatrzenia.
W nocy z 17 na 18 maja Niemcy na rozkaz feldmarszałka Alberta Kesselringa zaczęli opuszczać wzgórza i wycofywać się na Linię Hitlera. Według polskich opracowań około setki spadochroniarzy zeszło na południe, woląc poddać się Brytyjczykom niż Polakom. Wczesnym rankiem 18 maja brytyjska 78 Dywizja i polski 2 Korpus spotkały się w dolinie Liri około 3 kilometrów na zachód od miasta Cassino.
Rano 18 maja: patrol ułanów podolskich
Rano nad ruinami klasztoru dostrzeżono białą flagę. W stronę gruzów wyruszył patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich prowadzony przez ppor. Kazimierza Gurbiela. Ułani przeszli przez pole minowe, według polskich opracowań o wymiarach około 300 na 100 metrów, i weszli do ruin bez strat. W środku zastali kilkunastu ciężko rannych niemieckich żołnierzy z sanitariuszami, którzy nie mogli się wycofać razem z resztą. Gurbiel wspominał potem, że po tych wszystkich walkach klasztor został zdobyty „bez jednego wystrzału”.
Jako pierwszy nad ruinami zawisł proporzec pułkowy 12 Pułku Ułanów Podolskich. Źródła różnią się co do godziny. Kalendarium dzieje.pl podaje 9.50, inne opracowania PAP i anglojęzyczne mówią o 10.20. Według polskich opracowań proporzec uszył plut. Jan Donocik. Później na ruinach zatknięto biało-czerwoną flagę narodową. Wnieśli ją żołnierze 3 kompanii 5 Batalionu Strzelców Karpackich, a flagę niósł w chlebaku st. sierż. Ryszard Stachurski. Kilka godzin później, na rozkaz Andersa, obok polskiej flagi zawisła flaga brytyjska.
Hejnał na ruinach
Najbardziej znanym obrazem tego dnia jest hejnał mariacki odegrany na gruzach klasztoru. Zagrał go plut. Emil Czech z 3 Dywizji Strzelców Karpackich, przed wojną muzyk wojskowej orkiestry w Krakowie, który już wtedy wielokrotnie grał hejnał mariacki. Według jego biografii, żeby zagrać w południe, musiał w niecałe dwie godziny pokonać kilkanaście kilometrów górskiego terenu pod niemieckim ostrzałem. Na szczyt dotarł tuż przed dwunastą.
Większość źródeł, w tym IPN i kalendarium dzieje.pl, podaje, że hejnał zabrzmiał w południe 18 maja. W jednym z tekstów PAP mowa jest ogólnie o popołudniu. Różni się też stopień muzyka: w części opracowań jest plutonowym, w materiałach IPN kapralem.
Piedimonte i koniec polskiej bitwy
Zdobycie klasztoru nie kończyło polskiego zadania. 19 maja oczyszczono wzgórze 575 i Colle Sant’Angelo. Teraz trzeba było przełamać Linię Hitlera, której ważnym punktem oporu było miasteczko Piedimonte San Germano. Pierwsze polskie ataki na nie ruszyły już 20 maja, główne natarcie według anglojęzycznych opracowań 23 maja, a 25 maja Piedimonte było w polskich rękach. W tych samych dniach, między 21 a 25 maja, 15 Pułk Ułanów Poznańskich zajął Passo Corno i Monte Cairo. 24 maja kanadyjska 1 Dywizja Piechoty przełamała Linię Hitlera w dolinie Liri, a w wyłom weszła kanadyjska 5 Dywizja Pancerna.
Jedno z polskich opracowań wylicza, że walki 2 Korpusu pod Monte Cassino i Piedimonte trwały łącznie 13 dni i 20 godzin. Rzym wpadł w ręce Amerykanów 4 czerwca 1944 roku, dwa dni przed lądowaniem w Normandii.
Koszt zwycięstwa
Najczęściej podawany bilans polskich strat w bitwie o Monte Cassino i Piedimonte to 923 poległych, 2931 rannych i 345 zaginionych. Te liczby przytaczają między innymi dzieje.pl i polskie opracowania historyczne. Część zaginionych odnalazła się później w swoich oddziałach. Jedno z polskich opracowań podaje w jednym miejscu 251, a w innym 291 takich żołnierzy, więc dokładna liczba trwale zaginionych zależy od źródła. Inne opracowania podają liczby nieco inne, zależnie od tego, jaki okres walk obejmują, dlatego IPN pisze ostrożnie o ponad 900 poległych i około 3000 rannych. Wśród poległych było wielu oficerów. Na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino pochowano 1072 żołnierzy.
Straty innych armii
Polskie straty trzeba widzieć na tle całej kampanii. Cztery bitwy o Monte Cassino, od stycznia do maja 1944 roku, kosztowały aliantów, według najczęściej cytowanych szacunków, około 55 tysięcy zabitych i rannych. Niemcy stracili około 20 tysięcy żołnierzy. Szersze szacunki, z walkami pod Anzio i marszem na Rzym, sięgają ponad 105 tysięcy strat alianckich. Brytyjski historyk James Holland podaje dla samej ofensywy „Diadem”, od 11 maja do 6 czerwca, 43 746 strat alianckich i 51 754 strat po stronie Osi.
W tych liczbach są Amerykanie, między innymi z teksańskiej 36 Dywizji, która w styczniu próbowała forsować Rapido, Hindusi i Nowozelandczycy z lutego i marca, Brytyjczycy, Kanadyjczycy, a także żołnierze Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego, w tym marokańscy goumierzy, którzy w maju dokonali jednego z najważniejszych przełamań. Monte Cassino było bitwą wielu narodów, a zwycięstwo w maju 1944 roku było zwycięstwem całej koalicji. Polacy mieli w nim swój wyraźny i bolesny udział.
Co dało zwycięstwo
Z wojskowego punktu widzenia sukces ofensywy „Diadem” polegał na przełamaniu Linii Gustawa i Linii Hitlera oraz na otwarciu drogi do Rzymu. Po upadku Monte Cassino i przełamaniu w dolinie Liri alianci ruszyli na północ, a do Rzymu weszli Amerykanie gen. Marka Clarka.
Historycy oceniają jednak całą kampanię krytycznie. 26 maja Clark zmienił kierunek natarcia na Rzym, zamiast odcinać wycofującą się niemiecką 10 Armię, co pozwoliło Niemcom ujść na północ, na Linię Gotów. Brytyjski korespondent wojenny Alan Whicker skomentował to tak, że gdyby Clark służył w armii niemieckiej, Hitler kazałby go rozstrzelać.
Co mówili dowódcy
20 maja 1944 roku gen. Harold Alexander, dowódca 15 Grupy Armii, podziękował żołnierzom 2 Korpusu za zwycięstwo. Jego słowa przytacza kalendarium dzieje.pl. Powiedział, że gdyby dano mu do wyboru dowolnych żołnierzy, którymi chciałby dowodzić, „wybrałbym Was – Polaków”.
Sam Anders od początku widział w bitwie także wymiar polityczny. Jego słowa, przytaczane w polskich opracowaniach, brzmią: „Jeśli zdobędziemy Monte Cassino, a zdobyć je musimy, wyniesiemy sprawę polską”. Gorzką ironią historii było to, że w lutym 1945 roku w Jałcie przywódcy wielkich mocarstw rozstrzygali o granicach Polski bez udziału Polaków, a polski wkład w zwycięstwo we Włoszech, jak zauważa IPN, nie miał tam znaczenia.
Brytyjski historyk Norman Davies ujął to, co dla Polaków znaczy ta bitwa, słowami przytoczonymi przez dzieje.pl: „Monte Cassino odarte z męstwa, rozpaczy, patriotyzmu, bólu i uniesienia nie byłoby Monte Cassino”.
Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino
Rozkazem Naczelnego Wodza z 20 listopada 1944 roku ustanowiono Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino. Otrzymywali go żołnierze 2 Korpusu, którzy walczyli pod Monte Cassino, Piedimonte i Passo Corno między 12 a 31 maja 1944 roku, a także ci, którzy zostali ranni na tym polu bitwy od 7 kwietnia do 11 maja.
Źródła różnią się co do liczby nadań. Najczęściej podaje się 48 335 odznaczonych, inne zestawienie mówi o 48 608 nadaniach, z których 27 cofnięto. Według polskich opracowań koszt krzyża pokrywał sam odznaczony.
Ludzie bitwy
Oto kilka życiorysów dowódców, żołnierzy, artystów i reportera, których drogi skrzyżowały się w maju 1944 roku pod klasztorem, a skończyły w Londynie, Chicago, Melbourne albo z powrotem w Polsce.
Gen. Władysław Anders (1892–1970)
Urodził się 11 sierpnia 1892 roku w Krośniewicach-Błoniu, około 96 kilometrów na zachód od Warszawy, w rodzinie od dawna spolonizowanych Niemców bałtyckich wyznania ewangelickiego. W czasie I wojny światowej służył jako oficer w armii rosyjskiej, w 1917 roku przeszedł do 1 Pułku Ułanów Krechowieckich w I Korpusie Polskim, a potem służył w Wojsku Polskim. We wrześniu 1939 roku był dwukrotnie ranny, a pod koniec miesiąca trafił do sowieckiej niewoli. Przez około 22 miesiące siedział w więzieniach we Lwowie i w Moskwie, na Łubiance i w Butyrkach.
Wypuszczony 4 sierpnia 1941 roku po układzie Sikorski–Majski, kilka dni później stanął na czele Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. Wyprowadził je przez Iran na Bliski Wschód, a jako dowódca 2 Korpusu przyjął zadanie zdobycia Monte Cassino. 26 września 1946 roku Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej pozbawił go polskiego obywatelstwa i stopnia generalskiego. Został w Londynie, był Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych i członkiem emigracyjnej Rady Trzech. Zmarł w Londynie 12 maja 1970 roku, w 26. rocznicę pierwszego natarcia, i zgodnie ze swoją wolą spoczął wśród żołnierzy na cmentarzu pod Monte Cassino. Decyzję o odebraniu mu obywatelstwa uchylono w 1989 roku. Jego wspomnienia ukazały się po angielsku w 1949 roku jako „An Army in Exile”.
Gen. Bolesław Bronisław Duch (1896–1980)
Urodził się 15 listopada 1896 roku w Borszczowie na Podolu. W 1914 roku wstąpił do Legionów, walczył pod Rarańczą, a potem w polskich korpusach w Rosji i przez Murmańsk dotarł w 1919 roku do Wielkiej Brytanii, skąd wrócił do Polski.
We wrześniu 1939 roku faktycznie dowodził 39 Dywizją Piechoty Rezerwowej, uniknął niewoli i przedostał się do Francji, gdzie objął 1 Dywizję Grenadierów. W latach 1941–1942 kierował Polską Misją Wojskową w Kanadzie, gdzie pomagał organizować werbunek ochotników. 6 sierpnia 1943 roku objął dowództwo 3 Dywizji Strzelców Karpackich i prowadził ją przez całą kampanię włoską, od Monte Cassino po koniec walk w kwietniu 1945 roku. Po demobilizacji zamieszkał w Londynie. W 1980 roku prezydent Edward Raczyński mianował go Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych. Zmarł w Londynie 9 października tego roku. Urnę z jego prochami złożono pod pomnikiem 3 Dywizji Strzelców Karpackich na wzgórzu 593 pod Monte Cassino, a na polskim cmentarzu ma grób symboliczny.
Gen. Nikodem Sulik (1893–1954)
Urodził się 15 sierpnia 1893 roku w Starej Kamiennej na Grodzieńszczyźnie. W Polsce międzywojennej dowodził oddziałami Korpusu Ochrony Pogranicza. We wrześniu 1939 roku walczył z Armią Czerwoną z pułkiem KOP „Sarny”, a potem odmówił złożenia broni i zszedł do konspiracji. Kierował Okręgiem Wileńskim Związku Walki Zbrojnej, aż 13 kwietnia 1941 roku aresztowało go NKWD.
Wolność odzyskał w sierpniu 1941 roku dzięki układowi Sikorski–Majski i wstąpił do armii Andersa. W 1943 roku objął dowództwo 5 Kresowej Dywizji Piechoty, którą prowadził na Widmo i Colle Sant’Angelo. Za Monte Cassino otrzymał Złoty Krzyż Virtuti Militari. Po wojnie został w Wielkiej Brytanii. Od 1953 roku przewodniczył Związkowi Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju. Zmarł w Londynie 14 stycznia 1954 roku. W 1993 roku jego szczątki i szczątki jego żony Anieli sprowadzono do rodzinnej Starej Kamiennej.
Ppor. Kazimierz Gurbiel (1918–1992)
Urodził się w 1918 roku w Moskwie, a jako dziecko uciekł z bolszewickiej Rosji do odrodzonej Polski. We wrześniu 1939 roku został ranny. W okupowanym przez Sowietów Lwowie próbował przedostać się do Rumunii, ale aresztowało go NKWD i po procesie trafił do obozu pracy. Zwolniony na mocy amnestii w 1941 roku, wstąpił do armii polskiej i razem z nią wyszedł na Bliski Wschód.
18 maja 1944 roku jako podporucznik 12 Pułku Ułanów Podolskich poprowadził patrol do ruin klasztoru. Według jego wspomnień ułanów było trzynastu. Wzięli do niewoli rannych spadochroniarzy z podchorążym i sanitariuszami, którzy powiedzieli im, że około 200 Niemców opuściło klasztor dziesięć minut wcześniej i poddało się Brytyjczykom. Po zakończeniu patrolu na ruinach zawieszono amarantowo-niebieski proporzec pułku. Dalsza kampania skończyła się dla niego amputacją podudzia po ranie. Po wojnie mieszkał w Wielkiej Brytanii, potem w Stanach Zjednoczonych. W 1975 roku wrócił do Polski i zamieszkał w Przemyślu, gdzie zmarł w 1992 roku. W 1987 roku na prośbę przyjaciół spisał wspomnienia, wydane później jako „Moja droga do Monte Cassino”.
Plut. Emil Czech (1908–1978)
Urodził się 8 sierpnia 1908 roku w Bobowej koło Gorlic. Przed wojną pracował jako urzędnik, a w wojsku grał w orkiestrze 1 Batalionu Mostów Kolejowych w Krakowie, z którą często wykonywał hejnał mariacki. We wrześniu 1939 roku walczył między innymi pod Stryjem, 20 września jego oddział przekroczył granicę węgierską i Czech trafił do internowania. W 1940 roku przez Jugosławię, Grecję, Turcję i Syrię dotarł do Palestyny i wstąpił do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Przeszedł z nią szlak przez Aleksandrię i Tobruk aż do Włoch.
W południe 18 maja 1944 roku odegrał hejnał na ruinach klasztoru, przed żołnierzami, fotoreporterami oraz angielskimi i amerykańskimi korespondentami wojennymi. Wspominał, że najbardziej bał się pomylić. W 1947 roku wrócił z Anglii do Polski i osiadł w Kłodzku. Przez ponad dwadzieścia lat pracował na kolei i opowiadał dzieciom w szkołach o wojnie. Zmarł 26 marca 1978 roku i spoczywa na cmentarzu komunalnym w Kłodzku.
Feliks Konarski „Ref-Ren” (1907–1991)
Urodził się w Kijowie 9 stycznia 1907 roku. Jako nastolatek przyjechał do Warszawy, gdzie grał nawet w piłkę w Polonii Warszawa. W 1934 roku przeniósł się do Lwowa i założył teatr rewiowy, który jeździł po całej Polsce. Po wkroczeniu Armii Czerwonej występował ze swoim teatrem w miastach sowieckich, a w 1941 roku wstąpił do armii Andersa i szedł z nią przez Persję, Irak, Palestynę i Egipt, tworząc po drodze teatr „Polska Parada”.
W nocy z 17 na 18 maja 1944 roku napisał pierwsze zwrotki „Czerwonych maków na Monte Cassino”, a kompozytor Alfred Schütz ułożył do nich melodię. Sam Konarski opowiadał po latach, że pierwsze wersy przyszły mu do głowy w półśnie, że obudził Schütza w środku nocy, a zespół jeszcze tej nocy zrobił pierwszą próbę. To relacja autora sprzed lat, nie dokument z epoki. Źródła różnią się też co do tego, kiedy powstała trzecia zwrotka, a czwartą dopisano w 1969 roku. Po wojnie osiadł w Londynie. W 1965 roku przeniósł się na stałe do Chicago, prowadził audycje radiowe i dwa razy w roku objeżdżał skupiska Polonii. Zmarł w Chicago 12 września 1991 roku, kilkanaście dni przed planowaną pierwszą od 1939 roku wizytą w Polsce. Spoczywa na cmentarzu Maryhill w Niles pod Chicago, obok żony i kolegów spod Monte Cassino.
Gwidon Borucki (1912–2009)
Urodził się 2 września 1912 roku w Krakowie jako Gwidon Alfred Gottlieb. W 1937 roku trafił do warszawskiego kabaretu „Cyrulik Warszawski”, a w czasie sowieckiej okupacji Kresów występował w teatrze rewiowym Konarskiego. Był żołnierzem armii Andersa i z teatrem żołnierskim objeżdżał fronty, występując przed żołnierzami.
To Borucki jako pierwszy zaśpiewał „Czerwone maki na Monte Cassino”. Według polskich opracowań stało się to 18 maja 1944 roku w Campobasso, podczas improwizowanej uroczystości w kwaterze gen. Andersa, z 14-osobową orkiestrą Schütza. Po wojnie zamieszkał w Londynie, przyjął imię Guy Borucki i występował w brytyjskim radiu i telewizji. W 1959 roku przyjechał do Australii z musicalem „Grab Me a Gondola” i osiadł w Melbourne. Pod nazwiskiem Guido Lorraine zagrał w 28 filmach i organizował rewie dla Polonii. Jego pierwsza żona, piosenkarka Renata Bogdańska, została później drugą żoną gen. Andersa. Borucki zmarł w Melbourne 31 grudnia 2009 roku w wieku 97 lat.
Melchior Wańkowicz (1892–1974)
Urodził się 10 stycznia 1892 roku w Kałużycach na Mińszczyźnie. We wrześniu 1939 roku wyjechał przez Rumunię, potem był na Cyprze i w Palestynie. Dzięki pomocy Jerzego Giedroycia został korespondentem wojennym przy 2 Korpusie. Szedł z nim z Iranu przez Irak, Syrię, Liban i Egipt do Włoch i stał się jego nieoficjalnym kronikarzem.
Napisał trzytomową „Bitwę o Monte Cassino”, którą tworzył w Rzymie i Mediolanie i która ukazała się w Mediolanie w latach 1945–1947. W 1949 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych i zamieszkał na Long Island pod Nowym Jorkiem. W 1956 roku otrzymał obywatelstwo amerykańskie. 27 maja 1958 roku wrócił na stałe do Polski. Skróconą i ocenzurowaną wersję jego książki, pod tytułem „Monte Cassino”, wydało w kraju Wydawnictwo MON w 1957 roku, a rok później ukazał się dodruk. W 1964 roku, po podpisaniu „Listu 34” przeciwko cenzurze, został aresztowany i skazany na trzy lata więzienia, ale wyroku nie wykonano. Zmarł w Warszawie 10 września 1974 roku. Źródła różnią się co do tego, kiedy czytelnicy w kraju dostali tekst bez cięć. Według jednych opracowań wydanie bez ingerencji cenzury wydał PAX już w 1978 roku, a według PAP pełną wersję bez skrótów PAX opublikował w 1989 roku.
Wojtek – niedźwiedź, który został żołnierzem
Wśród dziesiątek tysięcy ludzi, którzy przeszli z armią gen. Władysława Andersa z Iranu przez Bliski Wschód do Włoch, był jeden „żołnierz”, którego dziś znają dzieci w Edynburgu, Krakowie i Chicago. Ważył pod koniec życia kilkaset kilogramów, lubił zapasy i jeździł w szoferce ciężarówki. Był niedźwiedziem syryjskim, podgatunkiem niedźwiedzia brunatnego, i nazywał się Wojtek. Jego historia jest prawdziwa, ale przez osiemdziesiąt lat obrosła anegdotami, z których część trudno dziś sprawdzić. Dlatego poniżej oddzielamy to, co potwierdzają źródła, od tego, co opowiadano przy ognisku i w kantynie.
Chłopiec z niedźwiadkiem. Iran, kwiecień 1942
Wiosną 1942 roku ze Związku Sowieckiego do Iranu ewakuowano oddziały tworzącej się armii Andersa, a razem z nimi tysiące cywilów, wcześniej deportowanych w głąb ZSRS. Według komunikatu Instytutu Pamięci Narodowej 8 kwietnia 1942 roku polscy żołnierze maszerujący wraz z uchodźcami z portu Pahlewi w stronę Palestyny spotkali perskiego chłopca, który niósł małego niedźwiadka. Matkę zwierzęcia najprawdopodobniej zastrzelili myśliwi. Jako miejsce pochodzenia niedźwiadka podaje się zwykle okolice Hamadanu w zachodnim Iranie, choć same relacje o spotkaniu różnią się szczegółami. Grupa historyczna Kresy Family podaje inną wersję: do spotkania miało dojść 3 kwietnia 1942 roku, najpewniej w okolicach Kazwinu, na trasie z Pahlewi do Teheranu.
Niedźwiadkiem zachwyciła się osiemnastoletnia Irena Bokiewicz, nazywana Inką, krewna gen. Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. To ona namówiła por. Anatola Tarnowieckiego, żeby kupił zwierzę od chłopca. Co dokładnie zapłacono, zależy od tego, kto opowiada. Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku wymienia konserwy, suchary, tabliczkę czekolady, kilka monet i szwajcarski scyzoryk. Blog British Library pisze krótko o „kilku puszkach wołowiny”, inne relacje mówią po prostu o kilku puszkach jedzenia. Wszystkie wersje zgadzają się co do jednego: była to zwykła żołnierska wymiana, a nie żaden oficjalny zakup.
Niedźwiadek miał wtedy zaledwie kilka miesięcy. Jedno z polskich opracowań, opierając się na opracowaniu Magdaleny Lorenc, podaje jako rok jego urodzenia 1941. Przez mniej więcej trzy miesiące mieszkał w polskim obozie dla uchodźców pod Teheranem, głównie pod opieką Inki. Obóz przejściowy okazał się jednak złym miejscem do wychowywania psotnego dzikiego zwierzęcia. W sierpniu 1942 roku niedźwiadka przekazano wojsku, do 2 Kompanii Transportowej, późniejszej 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Tam dostał imię Wojtek. Irena Bokiewicz po latach wystąpiła w filmie dokumentalnym o niedźwiedziu i mówiła o nim: „Odczuwał wszystko prawie jak człowiek”.
Mleko z butelki po wódce
Na początku Wojtek nie umiał jeszcze jeść. Żołnierze karmili go skondensowanym mlekiem rozcieńczonym wodą, podawanym z butelki, do której zamiast smoczka przywiązano skręconą szmatkę. Według części opracowań była to butelka po wódce. IPN pisze, że podobno właśnie z tego powodu niedźwiedź do końca życia lubił pić z takiej butelki. Gdy podrósł, jego ulubionymi przysmakami były owoce, słodkie syropy, marmolada i miód. Za dobre sprawowanie dostawał piwo.
Jadł razem z żołnierzami i spał z nimi w namiocie. Gdy urósł, dostał własną „sypialnię” w dużej drewnianej skrzyni, przewożonej na ciężarówce. Samotności jednak nie lubił i nocami przychodził przytulać się do śpiących żołnierzy. Lubił jeździć wojskowymi samochodami, czasem w szoferce, czasem na pace, i siłować się z żołnierzami, z którymi zwykle wygrywał. W gorącym klimacie nie zapadał w sen zimowy, za to w obozach na pustyni często się przegrzewał.
Wokół jego obyczajów krąży wiele opowieści i nie wszystkie są równie pewne. Według różnych relacji Wojtek brał prysznic, a w jednej z najsłynniejszych anegdot miał wykryć arabskiego szpiega, który ukrywał się w łaźni. Inna historia mówi o zniszczonych zapasach żywności. Prof. Wojciech Narębski, który do śmierci w 2023 roku był ostatnim żyjącym w Polsce żołnierzem 22 Kompanii, opowiadał PAP, że Wojtek zrzucił kiedyś suszącą się bieliznę żołnierek z 316 i 317 Kompanii Transportowej Pomocniczej Służby Kobiet i wrócił cały nią owinięty. Za takie wybryki karano go zwykle przywiązaniem łańcuchem do obroży, często w tajemnicy przed oficerami. Historię o szpiegu warto traktować jak legendę kompanii: przekazują ją opracowania, ale nie da się jej dziś potwierdzić dokumentami.
Ostrożności wymagają też opowieści o papierosach i alkoholu. Opracowania podają, że żołnierze dokarmiali Wojtka także papierosami, które raczej zjadał, niż palił, i że lubił piwo. Z kolei Archibald Brown, Brytyjczyk, który poznał Wojtka po wojnie w Szkocji, w rozmowie przytoczonej przez grupę historyczną Kresy Family przekonywał, że niedźwiedź „nie był pijącym i palącym zwierzęciem z cyrku”, a butelki po piwie, z których pił, bywały napełnione herbatą. Obie wersje mogą być po części prawdziwe.
Kompania, opiekunowie i stopień wojskowy
22 Kompania Zaopatrywania Artylerii należała do Służby Zaopatrywania i Transportu 2 Korpusu Polskiego. Jej zadaniem było dowożenie amunicji dla 2 Grupy Artylerii. Szlak kompanii, a więc i Wojtka, wiódł przez Iran, Irak, Syrię, Palestynę i Egipt do Włoch. W 1944 roku kompanię przemianowano na 22 Kompanię Transportową, ale w literaturze i na pomnikach wciąż występuje pod dawną nazwą.
Wojtek miał opiekunów, ale tu źródła się rozchodzą. Najczęściej i najpewniej wymienianym jest Piotr Prendys (w źródłach angielskich także Prendysz). British Library nazywa go kapralem wyznaczonym na opiekuna niedźwiedzia, a według PAP to właśnie Prendys, z ręką na ramieniu Wojtka, tak jak prowadzał go po obozie, został przedstawiony na pomniku w Edynburgu. W niektórych opracowaniach jako opiekunowie pojawiają się też Henryk Zacharewicz, Dymitr Szawługo albo Lew Worzowski, jednak nie jest to potwierdzone źródłami.
Sprawa stopnia wojskowego jest najbardziej znanym, a zarazem najbardziej pogmatwanym elementem tej historii. IPN i PAP piszą, że Wojtka wpisano na listę personelu 22 Kompanii. Według prof. Narębskiego niedźwiedź miał własny numer służbowy, książeczkę wojskową i przydział na papierosy. W anglojęzycznych opracowaniach pojawia się numer 253, ale bez wskazania źródła. Popularna wersja mówi, że Wojtka wpisano do ewidencji jako szeregowca, bo brytyjskie przepisy transportowe nie pozwalały zabrać na statek płynący z Egiptu do Włoch maskotek i zwierząt. Sam statek był zresztą polski: według Kresy Family kompania wypłynęła z Aleksandrii 13 lutego 1944 roku na MS „Batory”. Inną, praktyczną przyczynę podają polskie opracowania historii kompanii: niedźwiedź urósł tak bardzo, że żołnierze, oddając mu część własnych porcji, nie byli w stanie go wyżywić, więc wpisanie go do ewidencji dawało mu osobny przydział. Z kolei według relacji Archibalda Browna przytoczonej przez Magdalenę Lorenc to gen. Anders mianował Wojtka kapralem, żeby oficjalnie umieścić go na liście personelu.
British Library idzie w ostrożności najdalej: pisze, że opowieść o zaciągnięciu Wojtka jako szeregowca z podwójnymi racjami jest legendą, a sam niedźwiedź był maskotką kompanii i w 1946 roku płynął do Glasgow jako oficjalnie zgłoszony pasażer. Większość polskich źródeł, w tym IPN i PAP, podaje, że za zasługi Wojtek został awansowany do stopnia kaprala, a PAP w jednym z tekstów pisze, że najpierw był szeregowcem, w innym zaś, że awans był „symboliczny”. Kresy Family, powołując się na dokumenty Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie, twierdzi z kolei, że Wojtek nie dostał ani numeru wojskowego, ani stopnia. Najuczciwiej powiedzieć więc tak: Wojtka nazywano kapralem, ale nie jest znany żaden dokument jego awansu.
Do Włoch i pod Monte Cassino
Na przełomie 1943 i 1944 roku 2 Korpus Polski przerzucono z Egiptu do Włoch. Według dziennika 22 Kompanii, na który powołuje się Kresy Family, „Batory” przypłynął z kompanią do Tarentu 21 lutego 1944 roku. Z tym etapem wiąże się często powtarzana anegdota: Archibald Brown miał w Neapolu wywołać z listy żołnierza Wojtka, a gdy nikt się nie zgłosił, zobaczyć zamiast człowieka niedźwiedzia w klatce. Kresy Family uznaje ją za nieprawdziwą: kompania nie przypłynęła do Neapolu, a Brown poznał Wojtka dopiero po wojnie w Szkocji.
W maju 1944 roku kompania dowoziła amunicję dla polskiej artylerii walczącej pod Monte Cassino. Według opracowania Magdaleny Lorenc Wojtek początkowo źle znosił huk ostrzału i bombardowań, a gdy się z nim oswoił, obserwował walki z okolicznych drzew. I tu dochodzimy do najsłynniejszego obrazu: niedźwiedzia, który dźwiga pociski. IPN przytacza jako jedną z „opowieści o Wojtku” historię, że pod Monte Cassino pomagał żołnierzom nosić ciężkie skrzynie z amunicją artyleryjską i „nigdy nie zdarzyło mu się żadnej upuścić”. Aileen Orr, autorka najpopularniejszej książki o nim, opisuje, że naśladując żołnierzy, przenosił skrzynie, do których normalnie trzeba było czterech ludzi, i układał je na ciężarówce. Alan Pollock, autor książki dla dzieci o Wojtku, mówił w 2024 roku Forces News, że istnieje „wiele relacji świadków”, według których w czasie bitwy niedźwiedź rzeczywiście nosił skrzynie z amunicją.
Są też głosy sceptyczne. Jedno z anglojęzycznych opracowań zaznacza, że prawdziwość tej historii bywa przedmiotem sporu. Najciekawsze zastrzeżenie wyszło z samej kompanii. Gdy w 2013 roku zbierano pieniądze na krakowski pomnik, prof. Wojciech Narębski stwierdził, według PAP, że popularne wyobrażenie Wojtka trzymającego skrzynkę z amunicją lub pocisk jest „niezgodne z prawdą historyczną”. Jeszcze dalej idzie Kresy Family: według tej grupy Wojtek w ogóle nie był na polu bitwy, tylko w bazie kompanii w Venafro, około 30 kilometrów od Cassino, a opowieść o skrzyniach mieli wymyślić żołnierze przy ognisku i przekazać ją korespondentowi wojennemu. Rozsądnie jest więc przyjąć, że Wojtek był z kompanią na zapleczu frontu, a obraz niedźwiedzia noszącego amunicję w czasie walk to w dużej mierze legenda, sporna i niepotwierdzona dokumentami.
Udokumentowane jest za to godło. Symbolem 22 Kompanii stał się niedźwiedź z pociskiem w łapach. Według IPN malowano go na samochodach wojskowych, umieszczano na proporczykach i noszono na mundurach. Odznaka specjalna kompanii, opisana w katalogu Sawickiego i Wielechowskiego, była z oksydowanego białego metalu i miała 31 milimetrów: Wojtek na tle kierownicy samochodowej z zielono-czerwonym trójkątem. Noszono ją na kołnierzach i beretach. Według anglojęzycznych opracowań wizerunek stał się oficjalnym godłem kompanii, ale źródła nie podają dokładnej daty. Najczęściej łączy się go z okresem po bitwie o Monte Cassino.
Pod Monte Cassino Wojtek ważył już, według audycji BBC „Outlook”, około 90 kilogramów. Po zwycięstwie stał się atrakcją dla odwiedzających korpus alianckich dowódców i polityków.
Szkocja: Winfield, Berwick i tańce
Po zakończeniu wojny 2 Korpus przeniesiono do Wielkiej Brytanii. Według Magdaleny Lorenc 22 Kompania wraz z Wojtkiem dotarła do Glasgow 26 września 1946 roku. Żołnierzy, którzy nie chcieli wracać do Polski rządzonej przez komunistów, objął Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia. Kompanię zakwaterowano na dawnym lotnisku Winfield, na terenie farmy Sunwick w pobliżu wsi Hutton w hrabstwie Berwickshire, niedaleko granicy z Anglią.
Tu Wojtek szybko stał się lokalną sławą. Zainteresowała się nim prasa, a stowarzyszenie polsko-szkockie przyjęło go na honorowego członka. Aileen Orr, dziś najbardziej znana popularyzatorka jego historii, opisuje w swojej książce, jak niedźwiedź wywąchiwał słodycze w kieszeniach gości i przepadał za ciastem na wiejskich zabawach tanecznych. Wożył na grzbiecie nie tylko żołnierzy, ale i miejscowe dzieci, które często miały przy sobie cukierki. Kilka razy wraz z kompanami wpadł też w tarapaty po zbyt wesołych wieczorach w pobliskim Berwick-upon-Tweed.
Edynburskie zoo, 1947–1963
Wraz z demobilizacją kompanii trzeba było zdecydować, co dalej z niedźwiedziem. Według IPN i Forces News 15 listopada 1947 roku Wojtek trafił do ogrodu zoologicznego w Edynburgu. Spędził tam szesnaście lat. Był jedną z największych atrakcji zoo, ale życie za kratami nie przychodziło mu łatwo. Wychowany wśród ludzi, nie potrafił się odnaleźć w towarzystwie innych niedźwiedzi. Ożywiał się, gdy słyszał język polski. Odwiedzali go dawni towarzysze broni, niektórzy wchodzili nawet na jego wybieg, inni rzucali mu papierosy. Częstym gościem był też w telewizji: jedno z anglojęzycznych opracowań wspomina jego występy w programie BBC dla dzieci „Blue Peter”.
Mało znanym epizodem jest próba sprowadzenia Wojtka do Polski. Pod koniec 1958 roku poznański oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, wspierany przez Polskie Towarzystwo Zoologiczne i ZBoWiD, interweniował w sprawie warunków, w jakich przebywał niedźwiedź. W lutym 1959 roku, jak donosił „Głos Robotniczy”, do Edynburga pojechał przedstawiciel zoo w Gdańsku-Oliwie, by rozmawiać o przeniesieniu Wojtka. Do przeprowadzki nie doszło. Wojtek został w Szkocji.
Zmarł w edynburskim zoo 2 grudnia 1963 roku. Niektóre źródła, m.in. polskie wydanie książki Aileen Orr, podają datę 15 listopada 1963 roku. Według większości opracowań miał 21 lat, według innych 22. Co do wymiarów również nie ma zgody: anglojęzyczne opracowania za książką Angelosa Mansolasa piszą, że pod koniec życia ważył blisko 500 kilogramów i mierzył ponad 1,8 metra, natomiast producenci dokumentu o Wojtku opisują go jako niedźwiedzia ważącego około 500 funtów, czyli mniej więcej 230 kilogramów. Krótko po jego śmierci na dawnym wybiegu odsłonięto tablicę pamiątkową, którą później usunięto. Dziś w zoo znajduje się tablica, która nazywa go polskim bohaterem.
Pomniki od Edynburga po Cassino
Pierwszą rzeźbę Wojtka wykonał na początku lat 70. szkocki artysta David Harding. Jej tytuł brzmi „Wojtek fails again to catch a chicken”, czyli „Wojtkowi znowu nie udało się złapać kurczaka”. Stała najpierw w restauracji hotelu w pobliżu edynburskiego zoo, a w 1985 roku trafiła do Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie, gdzie jest do dziś. Instytut zorganizował też w 2010 roku pierwszą wystawę poświęconą Wojtkowi. Tablicę upamiętniającą niedźwiedzia ma w swoich zbiorach Imperial War Museum.
Najbardziej znany pomnik stoi w Edynburgu, w zachodniej części ogrodów Princes Street Gardens. To brązowa rzeźba naturalnej wielkości autorstwa Alana Beattiego Herriota, przedstawiająca Wojtka idącego obok polskiego żołnierza, wraz z płaskorzeźbą przedstawiającą jego wojenną drogę. Pomnik ufundowała Wojtek Memorial Trust, organizacja założona przez Aileen Orr (British Library podaje rok 2008, inne źródła 2009). Władze miasta zgodziły się na niego w 2013 roku, a odsłonięto go 7 listopada 2015 roku.
W Polsce pierwszy pomnik Wojtka stanął 7 czerwca 2013 roku na placu Słowiańskim w Żaganiu, a w uroczystości uczestniczył prof. Wojciech Narębski. 17 września 2013 roku, w Światowy Dzień Sybiraka, odsłonięto pomnik w Szymbarku na Kaszubach. 18 maja 2014 roku, w 70. rocznicę zdobycia klasztoru na Monte Cassino, w krakowskim Parku im. dr. Henryka Jordana stanął brązowy Wojtek autorstwa Wojciecha Batki. Ma 2,3 metra wysokości, a łapą wskazuje pobliski pomnik gen. Andersa. Kosztował około 60 tysięcy złotych zebranych w publicznej zbiórce, a jednym z inicjatorów był mieszkający w Krakowie Brytyjczyk Richard Lucas.
W kwietniu 2016 roku Żagań podarował identyczną rzeźbę swojemu szkockiemu miastu partnerskiemu Duns, położonemu niedaleko dawnego obozu w Winfield. Pomniki i rzeźby Wojtka stoją też m.in. w Imoli (2015) i w Cassino (15 maja 2019 roku, z marmuru z pobliskiego Coreno Ausonio), w Szczecinie (2019), w Sopocie przy ulicy Bohaterów Monte Cassino (od 1 września 2019 roku), we Wrocławiu (2020) i w nowym zoo w Poznaniu (2018). W Poznaniu jest też ulica Kaprala Wojtka. W Warszawie 30 maja 2017 roku Przedszkole nr 99 przy ulicy Siewierskiej otrzymało imię Misia Wojtka i przed budynkiem odsłonięto jego pomnik. W tym samym roku Poczta Polska wydała znaczek z jego wizerunkiem w nakładzie 250 tysięcy sztuk. 1 lipca 2026 roku radni dzielnicy Śródmieście poparli projekt uchwały o budowie kolejnego warszawskiego pomnika, na skwerze Niedźwiedzia Wojtka u zbiegu ulic Andersa i Nowolipki. Jego inwestorem jest Polsko-Szkocka Fundacja im. Kaprala Misia Wojtka.
Wojtek żyje też w wojsku. Od 4 marca 2014 roku tradycje 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii przejął Batalion Logistyczny 5 Lubuskiego Pułku Artylerii w Sulechowie.
Książki, filmy i teatr
Pierwszą książkę o Wojtku napisał Wiesław Antoni Lasocki. „Wojtek spod Monte Cassino. Opowieść o niezwykłym niedźwiedziu” ukazała się w 1968 roku w Londynie w emigracyjnym wydawnictwie Gryf, a w 1970 roku, opracowana wspólnie z Geoffreyem Morganem, po angielsku jako „Soldier Bear”. W Polsce Ludowej o niedźwiedziu długo było cicho, choć w 1979 roku Janusz Przymanowski wydał książkę „Kanonier Wojtek”. Prawdziwą falę zainteresowania wywołała dopiero książka Aileen Orr „Wojtek the Bear: Polish War Hero” z 2010 roku, wydana po polsku jako „Niedźwiedź Wojtek. Niezwykły żołnierz Armii Andersa”. Później ukazały się m.in. „Private Wojtek: Soldier Bear” Krystyny Mikuli-Deegan (2011) i „Wojtek album” (2013).
Tytuł „Wojtek – The Bear That Went to War” nosi nie książka, lecz film dokumentalny z 2011 roku. Wyreżyserowali go Will Hood i Adam Lavis, narratorem jest brytyjski aktor Brian Blessed, a trwa 59 minut. Film powstał w koprodukcji brytyjsko-polskiej, z udziałem TVP, przy wsparciu BBC Scotland, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i niemieckiej MDR. W Polsce TVP2 pokazała go w listopadzie 2011 roku jako „Wojtek, niedźwiedź, który poszedł na wojnę”. Wcześniej, w 2008 roku, powstał polski film dokumentalny Marii Dłużewskiej o Wojtku, wyprodukowany przez Studio Filmowe Kalejdoskop.
Najnowszą produkcją jest animacja „A Bear Named Wojtek” w reżyserii Iaina Gardnera, w Polsce zapowiadana jako „Niedźwiedź Wojtek” lub „Kapral Wojtek”. To trwający 28 minut film animowany, polsko-brytyjska koprodukcja szkockiej wytwórni Illuminated Films i polskiego Filmografu. Brytyjska premiera odbyła się 9 listopada 2023 roku na festiwalu Aesthetica w Yorku. W grudniu 2024 roku film znalazł się na krótkiej liście piętnastu tytułów walczących o nominację do Oscara w kategorii krótkometrażowej animacji, choć ostatecznie nie trafił do finałowej piątki. Sam reżyser mówił Polskiemu Radiu: „Dla mnie to historia o uchodźcach”.
Wojtek trafił też na scenę: w styczniu 2025 roku katowicki Teatr Śląski wystawił spektakl „Niedźwiedź Wojtek”, a w 2024 roku w Coventry pokazano sztukę opartą na książce Alana Pollocka „The Bear Who Went To War”. IPN wydał o nim grę planszową dla dzieci (2018) i krótki film edukacyjny (2020), a w 2022 roku przygotował przedstawienie „Historia Misia Wojtka”, które w ramach projektu „Szlaki Nadziei. Odyseja Wolności” obejrzały w październiku 2022 roku m.in. dzieci w polskich szkołach i przedszkolach w Chicago i okolicach.
Co jest udokumentowane, a co jest legendą
Z tak barwnej historii łatwo zrobić bajkę, dlatego na koniec krótkie podsumowanie. Pewne jest, że Wojtek był niedźwiedziem syryjskim, kupionym jako niedźwiadek w Iranie w kwietniu 1942 roku, że od sierpnia 1942 roku żył z żołnierzami 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii, że przeszedł z nią Bliski Wschód i Włochy, że był z kompanią we Włoszech w czasie bitwy o Monte Cassino, że godłem kompanii stał się niedźwiedź z pociskiem i że po wojnie mieszkał w Winfield, a od 1947 roku do śmierci w 1963 roku w edynburskim zoo.
Mniej pewne są szczegóły: co dokładnie zapłacono chłopcu, kto formalnie i kiedy nadał mu stopień kaprala, a przede wszystkim, czy i jak często nosił amunicję w czasie walk. Przekonani są o tym autorzy popularnych książek i część świadków, a sceptyczni byli jeden z żołnierzy jego kompanii, prof. Narębski, oraz badacze z Kresy Family. Do sfery anegdot należą opowieści o złapanym szpiegu, o płynięciu do Włoch jako „szeregowiec”, o apelu w Neapolu i o wielkich ilościach piwa. W żadnym ze źródeł, które sprawdziliśmy, nie ma mowy o tym, by Wojtek otrzymał jakiekolwiek odznaczenie wojskowe. Jego „honory” to miejsce w historii kompanii, stopień, którym go nazywano, godło na mundurach kolegów i pamięć, która po ponad osiemdziesięciu latach wciąż przyciąga ludzi do pomników w Edynburgu, Krakowie i Cassino.
„Czerwone maki na Monte Cassino” – pieśń, która przeżyła bitwę
Słowa napisał Feliks Konarski „Ref-Ren”, muzykę Alfred Schütz, kompozytor i dyrygent, a zarazem żołnierz 2 Korpusu. Powstała w nocy z 17 na 18 maja 1944 roku, kilka godzin przed tym, jak polski patrol wszedł na ruiny klasztoru. Niewiele polskich piosenek ma tak dobrze znaną datę urodzin i tak wiele wersji tego, jak do tych urodzin doszło.
Jedna noc, kilka opowieści
Najczęściej powtarzana opowieść, którą przytaczają polskie opracowania, brzmi tak: Konarski słyszał w oddali kanonadę, szybko napisał tekst i obudził Schütza, który w ciągu kilku godzin ułożył melodię. Inaczej rozkłada akcenty tekst w „Rzeczpospolitej”. Według niego Konarski pisał po występie teatru „Polska Parada” w Acquafondacie, a obraz maków przyszedł mu do głowy w drodze powrotnej. Dwie zwrotki i refren miały powstać w kilkadziesiąt minut, a Schütz, który pierwszą wersję melodii miał gotową po kilkunastu minutach, szlifował ją do rana. We wspomnieniach Konarski tak opisywał klasztor: „Widzę ją. Czarnym masywem wbijająca się w niebo. Niedostępna”.
Obie wersje pochodzą w gruncie rzeczy z relacji samych autorów, spisanych po latach, i tak trzeba je traktować. To samo dotyczy maków. Autor tekstu w „Rzeczpospolitej” zwraca uwagę, że o kwitnących na zboczach makach piszą w swoich wspomnieniach tylko Schütz i Konarski, i kończy pytaniem, czy maki naprawdę tam były. Polskie Radio przytacza jednak także Melchiora Wańkowicza, według którego w maju 1944 roku dolina Rapido „gorzała ogniem maków”, a sam Konarski uważał sugestie o poetyckiej licencji za absurdalne. Czerwony mak jako znak pamięci o poległych był zresztą w Polsce znany już wcześniej: według Polskiego Radia w 1938 roku Obóz Zjednoczenia Narodowego zalecał składanie czerwonych maków na żołnierskich grobach w Dzień Zaduszny. Jedno z polskich opracowań dodaje ostrożnie, że Konarski mógł znać relacje z bitwy nad Sommą w czasie I wojny światowej i wiersz „In Flanders Fields”, w którym czerwone maki rosną między krzyżami poległych. To hipoteza, nie ustalony fakt.
O pierwszym wykonaniu w Campobasso piszemy wyżej przy sylwetce Gwidona Boruckiego. Według relacji przytaczanej przez „Rzeczpospolitą” płakali wtedy wszyscy, oprócz Boruckiego, który musiał śpiewać. W biogramie Ireny Anders, wówczas żony Boruckiego, występującej jako Renata Bogdańska, pojawia się jeszcze inna tradycja: że piosenkę zaśpiewała razem z mężem na wzgórzu klasztornym dwa dni po bitwie. Ta sama notka zastrzega, że pierwsze wykonanie mogło się odbyć w pobliżu pola bitwy albo w okolicznych wioskach.
Z relacji autorów, które przytacza Polskie Radio, pochodzą jeszcze dwa szczegóły pierwszego wykonania. Borucki nie znał jeszcze słów na pamięć i śpiewał z kartki, a refren wymalowano na dużej tekturowej planszy, żeby żołnierze mogli śpiewać razem z nim. Gen. Anders podziękował autorom za „śliczną piosenkę”, ale uznał, że jest za trudna i „się nie przyjmie”. Schütz żartował po latach, że generał „nie był nieomylny”.
Zwrotka trzecia i czwarta
Pierwotnie piosenka miała dwie zwrotki i refren. Trzecią Konarski dopisał później. Według „Rzeczpospolitej” stało się to jeszcze tego samego dnia, gdy zobaczył bukiet maków na bezimiennym żołnierskim grobie. Jedno z polskich opracowań mówi o kilkunastu godzinach. Czwartą zwrotkę autor dodał w 1969 roku, w 25. rocznicę bitwy. Jest znacznie mniej znana od pozostałych.
Tekst nie jest jednolity. W wersji najczęściej śpiewanej dziś w miejscu odwołania do szarży pod Rokitną pojawiają się Racławice, różnią się też drobne sformułowania. Źródła, do których dotarliśmy, nie wyjaśniają jednoznacznie, kto i kiedy wprowadził tę zmianę.
Od włoskich drukarni do „drugiego hymnu”
Jesienią 1944 roku tekst i nuty wydrukowano we Włoszech w kilkunastu tysiącach egzemplarzy, a piosenka ukazała się w „Tygodniku Polskim”. Nazywano ją nowym „Rozmarynem”. Wyszła też w przekładach na angielski, francuski i włoski. Najstarsze znane nagranie należy do Adama Astona, a jego wykonanie trafiło do filmu Michała Waszyńskiego „Wielka droga” z 1946 roku. W kraju nuty wydano w latach 1946 i 1947. Szwedzki korespondent pisał w 1946 roku, że gdy grano ją w salach tanecznych Warszawy i Sopotu, ludzie wstawali z miejsc, jak przy „drugim hymnie narodowym”.
W PRL: nie wprost zakazana, ale niemile widziana
Jedno z anglojęzycznych opracowań pisze krótko, że piosenka była w komunistycznej Polsce zakazana. Obraz w tekście „Rzeczpospolitej” jest bardziej złożony. Publiczne wykonywanie „Czerwonych maków” miało być wstrzymane przez osiem lat, do 1956 roku, ale prawdopodobnie nie był to formalny zakaz. Konarski opowiadał o młodym człowieku aresztowanym za jej śpiewanie i o wojskowym inwalidzie, akordeoniście, który zagrał ją podczas uroczystości w czasach stalinowskich. Po 1956 roku piosenka wróciła, a jej legendę umocnił film Andrzeja Wajdy „Popiół i diament” z 1958 roku, w którym rozbrzmiewa w pamiętnej scenie. Z czasem stała się symbolem sprzeciwu wobec sowieckiej dominacji.
Sam Konarski przez ponad dwadzieścia lat prowadził audycję radiową zatytułowaną po prostu „Czerwone maki”. Latem 1982 roku Gwidon Borucki przekazał rękopis partytury i oryginalny tekst Instytutowi Polskiemu i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie.
Wielkie wykonania
Jedno z najbardziej okazałych wykonań ostatnich lat odbyło się 10 listopada 2018 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie. Podczas „Koncertu dla Niepodległej” zaśpiewał ją Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze”, a słuchało około 37 tysięcy osób.
Po Monte Cassino: od Ankony do Bolonii, od Jałty do emigracji
Zdobycie klasztoru i Piedimonte nie kończyło wojny 2 Korpusu. Przed żołnierzami gen. Andersa był jeszcze niemal rok walk we Włoszech, a potem decyzje, które dla wielu z nich okazały się trudniejsze niż jakikolwiek szturm.
Wzdłuż Adriatyku: Ankona
7 czerwca 1944 roku 3 Dywizja Strzelców Karpackich zluzowała 4 Indyjską Dywizję Piechoty i ruszyła w pościg wzdłuż wybrzeża Adriatyku, drogą numer 16. 18 czerwca polskie oddziały zajęły Pescarę, a na początku lipca Loreto, Recanati, Castelfidardo i Osimo. Jedno z anglojęzycznych opracowań wyróżnia dwie bitwy o Ankonę, pierwszą od 30 czerwca do 9 lipca i drugą od 17 do 19 lipca. 17 lipca główne natarcie rozpoczęła 5 Kresowa Dywizja Piechoty, a 18 lipca, dokładnie dwa miesiące po zdobyciu klasztoru, do Ankony weszli ułani karpaccy i 2 Batalion Strzelców Karpackich. Według polskich opracowań sama bitwa o Ankonę kosztowała Korpus 39 oficerów i 338 szeregowych zabitych i rannych. Straty z całych walk nad Adriatykiem, od czerwca do września, źródła podają różnie: 1358 żołnierzy i oficerów albo 496 poległych, 1789 rannych i 139 zaginionych. Poległych pochowano na polskim cmentarzu wojennym w Loreto.
Linia Gotów i Apeniny
Latem 1944 roku Korpus wziął udział w operacji „Olive”, czyli natarciu na Linię Gotów, kolejną niemiecką linię obrony. Na wybrzeżu Adriatyku obok Polaków walczył Korpus Kanadyjski. Od 19 sierpnia główny ciężar walk na polskim odcinku spoczywał na 3 Dywizji Karpackiej, a 31 sierpnia zajęto Pesaro. Od 10 października Korpus walczył w Apeninach Emiliańskich, a od połowy listopada do połowy grudnia w rejonie Faenzy. Zimę spędzili na pozycjach nad rzeką Senio.
Jałta: „Żołnierz pyta mnie, jaki ma być cel jego walki”
Późnym wieczorem 12 lutego 1945 roku ogłoszono komunikat z konferencji w Jałcie. Wschodnia granica Polski miała przebiegać w zasadzie wzdłuż linii Curzona. Dla żołnierzy 2 Korpusu, w ogromnej części pochodzących z Kresów, oznaczało to, że ich rodzinne strony, z Wilnem i Lwowem, znajdą się w Związku Sowieckim. Kilka godzin później Anders napisał do brytyjskiego dowódcy 8 Armii gen. Richarda McCreery’ego: „Żołnierz pyta mnie, jaki ma być cel jego walki”. Poprosił o natychmiastowe zluzowanie Korpusu z odcinka frontu.
17 lutego w Casercie marszałek Harold Alexander i Harold Macmillan przekonali Andersa, by do czasu rozmów w Londynie utrzymał swój odcinek. 21 lutego Anders spotkał się z Winstonem Churchillem. Rozmowa trwała około dwóch i pół godziny. Churchill miał rzucić: „Może pan swoje dywizje zabrać. Obejdziemy się bez nich”. Autor tekstu w „Rzeczpospolitej” ocenia te słowa jako blef. 26 lutego Anders został pełniącym obowiązki Naczelnego Wodza i w pierwszym rozkazie napisał: „Zgodnie z honorem do Polski wrócimy jako żołnierze z bronią w ręku”. Korpus pozostał na froncie. Dzień później Churchill mówił w Izbie Gmin, że żołnierzom walczącym pod brytyjskim dowództwem będzie można zaoferować obywatelstwo i wolność w Imperium, i że będą żyć wśród Brytyjczyków, „jak gdyby byli ludźmi naszej krwi”. Według „Rzeczpospolitej” tej obietnicy nie uzgodnił z Foreign Office ani z rządem.
Bolonia, 21 kwietnia 1945
Ostatnia ofensywa aliancka we Włoszech ruszyła 9 kwietnia 1945 roku. 21 kwietnia o godzinie 6.05 do Bolonii jako pierwszy wszedł 9 Batalion Strzelców Karpackich i zawiesił polską flagę. O godzinie 8.00 do miasta weszli Amerykanie z 5 Armii. Straty polskie w tej bitwie źródła podają różnie: od 234 do około 300 poległych i od 600 do ponad 1200 rannych. Polskie opracowania podają łącznie od około 1470 do prawie 1600 zabitych, rannych i zaginionych. Niespełna trzy tygodnie później wojna w Europie się skończyła. Do Polski, o którą się bili, żołnierze Andersa nie mogli jednak wrócić tak, jak sobie wymarzyli.
Do Wielkiej Brytanii i do Korpusu Przysposobienia
Po zakończeniu wojny Korpus nie zmalał, tylko urósł. 1 sierpnia 1945 roku liczył około 113 tysięcy ludzi. 5 lipca 1945 roku mocarstwa zachodnie uznały jednak Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej w Warszawie, a w lutym 1946 roku władze w Warszawie zażądały natychmiastowego rozwiązania polskich jednostek na Zachodzie. W marcu 1946 roku rząd brytyjski zdecydował o przeniesieniu wszystkich polskich oddziałów na Wyspy i ich rozwiązaniu. 22 maja 1946 roku minister spraw zagranicznych Ernest Bevin ogłosił utworzenie Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia (Polish Resettlement Corps). 12 września 1946 roku Anders polecił żołnierzom zgłaszać się do niego.
Korpus Przysposobienia był organizacją przejściową. Zapisywano się na dwa lata, żołnierze podlegali brytyjskiej dyscyplinie, dostawali żołd według brytyjskich stawek, uczyli się angielskiego i zawodu. Mieli cztery drogi: powrót do Polski, emigrację, służbę w armii brytyjskiej albo pracę cywilną. 27 marca 1947 roku wszedł w życie brytyjski Polish Resettlement Act, regulujący między innymi zakwaterowanie Polaków w obozach. Korpus Przysposobienia zakończył zasadniczą działalność w 1949 roku.
Wracać czy zostać
Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie liczyły około 249 tysięcy żołnierzy. Ilu z nich wróciło do kraju, opracowania podają różnie, a dane trzeba traktować jako szacunki. Historyk Stefan Artymowski pisze o ponad 114 tysiącach powrotów w latach 1945–1948, a tekst w serwisie IPN „Przystanek Historia” o około 120 tysiącach do rozwiązania Korpusu Przysposobienia w 1949 roku. Mniej więcej połowa żołnierzy wybrała więc emigrację. Pierwszy duży transport z 2 Korpusu i jednostek z Bliskiego Wschodu przyjechał w grudniu 1945 roku: od 3 do 25 grudnia do kraju dotarło 13 pociągów z 12 305 żołnierzami.
Powroty nie były łatwe. Według IPN mniej więcej jedna trzecia oficerów dostała pracę w wojsku, pozostali żyli pod stałą obserwacją bezpieki. Najgorzej mieli ci, którzy wrócili na Kresy włączone do ZSRS. W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1951 roku białoruskie służby aresztowały byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych wraz z rodzinami i wywiozły ich do obwodu irkuckiego. Wywieziono ponad 4 tysiące osób z dzisiejszej Litwy i Białorusi. Uchwały z 26 września 1946 roku, które odebrały obywatelstwo Andersowi, objęły łącznie 76 oficerów. Władze komunistyczne przedstawiały generała jako zdrajcę. Jednocześnie w kraju krążyła nadzieja, że generał „przyjedzie na białym koniu” i wyzwoli Polskę.
Rozjechali się po świecie
Najwięcej żołnierzy zostało w Wielkiej Brytanii. Spis ludności z 1951 roku wykazał tam 162 339 osób urodzonych w Polsce, wobec 44 642 w 1931 roku. Wielu osiadło w Londynie i w ośrodkach przemysłowych na północy Anglii.
Kanada zgodziła się w 1946 roku przyjąć około 5 tysięcy polskich kombatantów. Pierwsza grupa przypłynęła do Halifaksu 11 listopada 1946 roku na statku „Sea Robin”. Warunkiem był dwuletni kontrakt na pracę na farmie, niezależnie od wykształcenia, a weterani często zastępowali tam niemieckich jeńców wojennych. W Stanach Zjednoczonych drogę otworzyła nowelizacja ustawy o przesiedleńcach. Podpisując ją 16 czerwca 1950 roku, prezydent Harry Truman zaznaczył, że 18 tysięcy weteranów polskiej armii na uchodźstwie, którzy po wojnie dostali tymczasowy dom w Anglii, będzie mogło osiedlić się w USA na stałe.
Do Argentyny w pierwszych pięciu latach po wojnie wyjechało około 20 tysięcy Polaków, z kulminacją w latach 1948–1949, a trzon tej emigracji stanowili zdemobilizowani żołnierze 2 Korpusu. Rząd Juana Peróna zgodził się przyjąć ich z rodzinami, także z żonami Włoszkami. W 1947 roku tasmańska państwowa firma energetyczna Hydro zaproponowała polskim kombatantom dwuletnie kontrakty. Pierwszą grupę stanowiło 280 „Szczurów Tobruku”, których przyjazd sponsorowało australijskie stowarzyszenie weteranów Tobruku. Pracowali przy budowie elektrowni wodnych, między innymi w Tarraleah.
Generał na wygnaniu
Anders został w Londynie. Od lutego do maja 1945 roku pełnił obowiązki Naczelnego Wodza, od 1949 roku aż do śmierci przewodniczył Głównej Komisji emigracyjnego Skarbu Narodowego, a w latach 1950–1954 był wyznaczony na następcę prezydenta RP na uchodźstwie. 16 maja 1954 roku otrzymał stopień generała broni. Zmarł w Londynie 12 maja 1970 roku, a 23 maja 1970 roku pochowano go na cmentarzu pod Monte Cassino.
Cmentarz na Monte Cassino
Gen. Anders zdecydował o budowie cmentarza jeszcze w czasie bitwy. Jedno z polskich opracowań podaje datę 18 maja 1944 roku, serwis Polonika mówi ogólniej o lecie 1944 roku. Miejsce wybrano symboliczne: płaskie siodło między Monte Cassino a wzgórzem 593, nazywane w czasie walk Doliną Śmierci, gdzie bili się żołnierze 3 Dywizji Strzelców Karpackich.
Budowa
Cały zespół zaprojektowali architekci Wacław Hryniewicz i Jerzy Skolimowski. Prace ziemne i kamieniarskie wykonywał pluton polskich saperów i kilkuset włoskich robotników pod kierunkiem inż. Tadeusza Muszyńskiego, a nadzór sprawował inż. Roman Wajda, uczestnik bitwy. Cmentarz otwarto uroczyście 1 września 1945 roku, w szóstą rocznicę wybuchu wojny, w obecności przedstawicieli rządu RP na uchodźstwie i dowództwa wojsk alianckich. Zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego, przytaczane w polskich opracowaniach, dokumentują też uroczystość poświęcenia cmentarza 1 listopada 1945 roku. Prace trwały jeszcze przez kilka miesięcy, a całość ukończono w 1946 roku.
Wejścia strzegą dwa kamienne orły z uniesionymi skrzydłami, wyrzeźbione w trawertynie przez włoskiego artystę Duilia Cambellottiego. Kamienne groby ułożono w amfiteatr na dziewięciu tarasach. W centrum stoi krzyż Virtuti Militari z wiecznym ogniem, a na zboczu ku wzgórzu 593 rozciąga się krzyż z żywopłotu, którego ramię ma 50 metrów, z kamienną płaskorzeźbą orła pośrodku. Na większości grobów stoją proste krzyże łacińskie, ale są też krzyże prawosławne i macewy z gwiazdą Dawida, bo pod Monte Cassino walczyli i ginęli także Białorusini, Ukraińcy i Żydzi.
Ile jest grobów
Najczęściej podaje się, że na cmentarzu spoczywa 1072 żołnierzy. Różne opracowania przytaczają jednak inne liczby, od 1054 do 1075. Spis z natury przeprowadzony 18 maja 2009 roku przez autora internetowej strony o cmentarzu i później uzupełniony liczy 1043 groby, z czego 1038 pochodzi sprzed otwarcia w 1945 roku, a 5 dodano w latach 1965–2011, w tym dwa symboliczne. Według tego spisu spoczywa w nich 1052 żołnierzy znanych z nazwiska i 23 niezidentyfikowanych, razem 1075. Pochowanych jest więc więcej niż grobów.
Napisy
Na posadzce wyryto słowa: „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie”. To nawiązanie do epitafium Symonidesa dla Spartan poległych pod Termopilami. Drugi napis brzmi: „Za naszą i waszą wolność my żołnierze polscy oddaliśmy Bogu ducha, ciało ziemi włoskiej, a serca Polsce”.
Generał i jego żona wśród żołnierzy
Grób gen. Andersa leży na plateau powyżej wiecznego ognia, w centralnym miejscu cmentarza. Wcześniej, 8 kwietnia 1965 roku, w alei głównej pochowano abp. Józefa Gawlinę. Urnę z prochami gen. Bolesława Bronisława Ducha, zmarłego w 1980 roku, złożono pod pomnikiem 3 Dywizji Strzelców Karpackich na wzgórzu 593, a na samym cmentarzu ma on grób symboliczny. Irena Anders zmarła w Londynie 29 listopada 2010 roku. Po mszy w kościele św. Andrzeja Boboli 8 grudnia 2010 roku jej ciało skremowano, a urnę złożono obok męża 21 maja 2011 roku.
Remont
Pierwszy raz cmentarz odnowiono w 1962 roku staraniem emigracji. Później opiekowała się nim Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jedno z polskich opracowań opisuje prace z lat 2004–2009: odnowienie płaskorzeźb i nagrobków gen. Andersa, abp. Gawliny i gen. Ducha, remont centralnego placu, krzyża, murów i schodów, odwodnienie oraz renowację wszystkich grobów i krzyży. Według PAP generalny remont cmentarza i otaczającej go zieleni trwał jeszcze jesienią 2011 roku i miał się zakończyć pod koniec listopada.
Papieże i opactwo
18 maja 1979 roku, w 35. rocznicę bitwy, polski cmentarz odwiedził Jan Paweł II. Modlił się za poległych żołnierzy różnych narodów, ras i religii i zaapelował: „Nie zabijajcie”. 24 maja 2009 roku, w 65. rocznicę, na cmentarzu modlił się Benedykt XVI. Odmówił tam modlitwę za „poległych w każdej wojnie, która splamiła ziemię krwią”.
Opactwo, zniszczone w lutym 1944 roku, odbudowano po wojnie, a na początku lat 50. odbudowę mocno wspierał prezydent Włoch Luigi Einaudi. 24 października 1964 roku papież Paweł VI ponownie konsekrował odbudowany kościół opactwa. Tego samego dnia ogłosił świętego Benedykta głównym patronem Europy.
Pamięć
Najważniejszym dniem pozostaje 18 maja. Co roku na cmentarzu odprawia się mszę, odczytuje Apel Poległych, a delegacje z Polski, Włoch i Polonii składają wieńce. W 2023 roku włoski poseł Gianluca Vinci z partii Bracia Włosi złożył projekt ustawy, by 18 maja stał się we Włoszech Dniem Bitwy o Monte Cassino. Projekt skierowano do komisji Izby Deputowanych.
Rocznice okrągłe
Obchody 75. rocznicy trwały od 16 do 19 maja 2019 roku. W głównej uroczystości 18 maja wzięli udział prezydent Andrzej Duda i prezydent Włoch Sergio Mattarella, a także weterani armii Andersa. 19 maja kwiaty złożono też w San Vittore del Lazio, pod pomnikiem w miejscu pierwszego, tymczasowego pochówku poległych, których szczątki w 1945 roku przeniesiono na cmentarz pod klasztorem.
80. rocznicę obchodzono od 17 do 21 maja 2024 roku. Na cmentarzu 18 maja byli prezydenci Duda i Mattarella, Anna Maria Anders, marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Lech Parell i biskup polowy Wiesław Lechowicz, który odprawił mszę, a także ostatni weterani 2 Korpusu z rodzinami. W uroczystości uczestniczyło około 2 tysięcy harcerzy. 19 maja w Cassino przy Largo Dante odsłonięto pomnik gen. Andersa. Z Krakowa przyjechał też niezwykły konwój: osiem maluchów, czyli Fiatów 126p, które pokonały około 1700 kilometrów, z 94-letnim kierowcą rajdowym Sobiesławem Zasadą na czele.
18 maja 2026 roku, w 82. rocznicę, na cmentarzu był prezydent Karol Nawrocki z żoną Martą. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski otrzymał wtedy mjr Władysław Antoni Dąbrowski, żołnierz 2 Korpusu, który przeszedł cały szlak bojowy z gen. Andersem.
Ostatni żołnierze
W czerwcu 2024 roku w Buenos Aires zmarł mjr Stosław Kowalski, urodzony w 1922 roku, żołnierz 2 Korpusu. Jeszcze w maju tego roku uczestniczył w obchodach 80. rocznicy w Polsce i we Włoszech. W sierpniu 2026 roku w wieku 102 lat zmarł ppor. Józef Kowalczyk z 12 Pułku Ułanów Podolskich, urodzony w 1924 roku w Lubomierzu koło Limanowej. Określano go jako ostatniego żyjącego w Polsce uczestnika bitwy o Monte Cassino. Pośmiertnie awansowano go na kapitana, a pochowano 21 sierpnia 2026 roku w Orawce. Płk Ryszard Wietrzychowski ze środowiska 12 Pułku Ułanów Podolskich mówił wtedy, że z uczestników bitwy, którzy służyli w tym pułku, żyje jeszcze tylko dwóch, obaj stuletni i obaj w Stanach Zjednoczonych, w Waszyngtonie i w El Paso w Teksasie.
Polonia w Ameryce Północnej
W Kanadzie pamięć o 2 Korpusie podtrzymywało Stowarzyszenie Polskich Kombatantów (SPK), którego pierwsze kanadyjskie koło założono 3 października 1946 roku jeszcze we Włoszech, w obozie w Falconarze koło Ankony, zanim weterani wypłynęli za ocean. W szczytowym okresie SPK miało w Kanadzie 22 oddziały, od Victorii po Montreal. W maju 2016 roku włoska i polska społeczność Ontario przygotowały replikę ekspozycji upamiętniającej bitwę ze wzgórza Monte Cassino, 12 plansz po angielsku, polsku i włosku. Pokazy zaplanowano w ratuszu Toronto, na Parliament Hill w Ottawie i w parlamencie Ontario.
W Stanach Zjednoczonych szczególnym miejscem jest Chicago, gdzie mieszkał Feliks Konarski, pochowany w podmiejskim Niles. Muzeum Polskie w Ameryce przy Milwaukee Avenue przypomniało 18 maja 2026 roku na swojej stronie 82. rocznicę bitwy i napisało, że pamięć o poległych będzie zachowywać w swoich zbiorach i archiwach. Na cmentarzu przy sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej pod Doylestown w Pensylwanii, nazywanym Amerykańską Częstochową, są groby członków stowarzyszenia Polish Veterans of World War II.
Pomniki, książki, filmy
W Warszawie, na skwerze między ulicą Andersa a bramą Ogrodu Krasińskich, stoi Pomnik Bitwy o Monte Cassino. Odsłoniła go Irena Anders 30 maja 1999 roku. To mierząca 12 metrów bezgłowa Nike ze śladami walki i ran, z żelbetu obłożonego białym marmurem kararyjskim, autorstwa rzeźbiarza Gustawa Zemły i architekta Wojciecha Zabłockiego. Powstał ze składek weteranów 2 Korpusu i dotacji wielu instytucji.
Kanonem literatury o bitwie pozostaje trzytomowa „Bitwa o Monte Cassino” Melchiora Wańkowicza, o której piszemy wyżej. W 1969 roku autor wrócił do tematu w „Szkicach spod Monte Cassino”. Bitwa i pieśń wracały w kinie: „Wielka droga” Michała Waszyńskiego z 1946 roku, „Popiół i diament” Wajdy z 1958 roku, a 5 kwietnia 2024 roku na ekrany weszły „Czerwone maki” Krzysztofa Łukaszewicza, zapowiadane jako pierwszy polski film fabularny o tej bitwie.
Uczestnicy bitwy nosili Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino, o którym piszemy wyżej. W PRL nie wszedł do oficjalnego systemu odznaczeń. Dopiero ustawa z 16 października 1992 roku uznała go za odznaczenie wojskowe.
Ciekawostki
- Prawa autorskie do „Czerwonych maków” po śmierci wdowy po Alfredzie Schützu w 2004 roku trafiły, na mocy wyroku niemieckiego sądu z 17 marca 2011 roku, do Bawarii. Tantiemy zbierała niemiecka organizacja GEMA. Dziennikarz Janusz R. Kowalczyk zwracał uwagę na paradoks: wśród wykonawców, za których występy tantiemy trafiały do Niemiec, był Zespół Pieśni i Tańca Armii Rosyjskiej im. Aleksandrowa, który podczas tournée po Polsce śpiewał „Czerwone maki” po polsku. Dopiero umowa z 15 września 2015 roku sprawiła, że jedynym właścicielem praw jest Polska.
- Sopocki deptak „Monciak”, czyli ulica Bohaterów Monte Cassino, w latach 1945–1956 nosił imię marszałka Konstantego Rokossowskiego, sowieckiego dowódcy i potem ministra obrony PRL.
- Za Bolonię 9 Batalion Strzelców Karpackich dostał nazwę „Boloński”, 17 polskich dowódców otrzymało honorowe obywatelstwo miasta, a senat Bolonii przyznał polskim żołnierzom 215 medali.
- Kpt. Adolf Dziekiewicz ma na cmentarzu pod Monte Cassino grób symboliczny, a naprawdę spoczywa w Detroit.
- Prochy gen. Klemensa Rudnickiego nie zostały pochowane, tylko rozsypane na wzgórzu 575.
- Polski cmentarz jest najbliżej klasztoru ze wszystkich cmentarzy alianckich w okolicy. Dzieli go od opactwa kilkaset metrów i doskonale widać go z murów klasztoru.
- Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino ma kształt krzyża św. Benedykta, patrona opactwa, o które toczyła się bitwa. Jego wersję w formie tablicy pamiątkowej można zobaczyć w bazylice w Katowicach-Panewnikach.
- Sobiesław Zasada, który w 2024 roku prowadził konwój maluchów na Monte Cassino, w 1975 roku przejechał Fiatem 126p z Polski do Monte Carlo.
- W 1969 roku w Buenos Aires ukazała się po hiszpańsku broszura Kazimierza Wiwatowskiego o bitwie, wydana na jej 25. rocznicę.
- Antoni „Tony” Rozmaryniewicz, jeden z pierwszych 280 „Szczurów Tobruku”, którzy przyjechali na Tasmanię na dwuletni kontrakt, przepracował w tamtejszej firmie energetycznej Hydro 38 lat.
- Kompozytor „Czerwonych maków” Alfred Schütz nie został po wojnie w Anglii. Wyjechał do Brazylii, a potem do Monachium, gdzie współpracował z Radiem Wolna Europa.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!