Przejdź do treści

Solidarność: od Sierpnia 1980 do dziś

Historia Solidarności: skąd się wzięła, strajki sierpniowe 1980 roku i porozumienia, szesnaście miesięcy legalnej działalności, podziemie, Okrągły Stół i wybory 4 czerwca 1989 roku, a także losy związku po 1989 roku: AWS, rząd Buzka, poparcie dla kandydatów na prezydenta i dzisiejsza pozycja. Jak ruch zmieniał życie zwykłych ludzi, rola Polonii i Zachodu oraz ciekawostki i źródła.

W sierpniu 1980 roku strajk w Stoczni Gdańskiej, który zaczął się od obrony zwolnionej suwnicowej Anny Walentynowicz, przerodził się w falę protestów w całym kraju. Kilka tygodni później powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, niezależny od władz PRL. Jesienią 1981 roku należało do niego prawie 9,5 miliona ludzi. Rozwiązany po wprowadzeniu stanu wojennego, przetrwał w podziemiu, a w 1989 roku doprowadził do Okrągłego Stołu i częściowo wolnych wyborów, po których rozpoczął się koniec komunizmu w Polsce.

W tym poradniku opowiadamy całą historię „Solidarności”. Zaczynamy od jej korzeni: Grudnia 1970, Czerwca 1976 i Wolnych Związków Zawodowych. Potem opisujemy Sierpień 1980, porozumienia i szesnaście miesięcy legalnej działalności. Dalej są podziemie, drugi obieg, pomoc z Zachodu i od Polonii, strajki 1988 roku, Okrągły Stół i wybory 4 czerwca 1989 roku. Ostatnia część mówi o tym, co działo się ze związkiem po 1989 roku: o Akcji Wyborczej Solidarność i rządzie Jerzego Buzka, o poparciu dla kandydatów na prezydenta i o tym, jaką pozycję „Solidarność” ma dziś. Tam, gdzie źródła się różnią albo czegoś nie udało się potwierdzić, piszemy o tym wprost. Szerzej o stanie wojennym i o roli Jana Pawła II piszemy w osobnych poradnikach.

W skrócie
  • 17 września 1980 roku w Gdańsku przedstawiciele komitetów założycielskich z całego kraju utworzyli jeden związek, NSZZ „Solidarność”. Sąd Najwyższy ostatecznie go zarejestrował 10 listopada 1980 roku.
  • Według opracowania IPN w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów jesienią 1981 roku związek liczył 9 476 584 członków.
  • Po 13 grudnia 1981 roku działalność związku zawieszono, a 8 października 1982 roku Sejm PRL go rozwiązał. „Solidarność” działała dalej w podziemiu, a w 1983 roku Lech Wałęsa otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.
  • 17 kwietnia 1989 roku związek zarejestrowano ponownie. W wyborach 4 i 18 czerwca 1989 roku kandydaci Komitetu Obywatelskiego zdobyli wszystkie 161 mandatów sejmowych, o które mogli walczyć, i 99 ze 100 miejsc w Senacie. 24 sierpnia 1989 roku premierem został Tadeusz Mazowiecki.
  • Akcja Wyborcza Solidarność wygrała wybory w 1997 roku, ale w 2001 roku nie weszła do Sejmu, a związek wycofał się ze struktur politycznych. Dziś „Solidarność” jest związkiem zawodowym, nie partią, i ma znacznie mniej członków niż w 1981 roku. Wspiera jednak kandydatów na prezydenta umowami programowymi, ostatnio w 2025 roku Karola Nawrockiego.

Skąd wzięła się Solidarność

„Solidarność” nie spadła z nieba w sierpniu 1980 roku. Ludzie, którzy wtedy stanęli przy bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej, nieśli w pamięci cztery wcześniejsze wybuchy gniewu: Poznań 1956, Marzec 1968, Grudzień 1970 i Czerwiec 1976. Za każdym razem władza sięgała po milicję albo wojsko, a potem obiecywała poprawę. I za każdym razem buntownicy uczyli się, że w pojedynkę przegrywają.

Poznań 1956: pierwszy bunt

Rankiem 28 czerwca 1956 roku, w czwartek, zastrajkowali robotnicy Zakładów Przemysłu Metalowego im. Józefa Stalina w Poznaniu (dzisiejsze zakłady Cegielskiego). Strajk szybko zmienił się w wielką demonstrację, a potem w walki uliczne. Do stłumienia buntu władze rzuciły około 10 tysięcy żołnierzy i 400 czołgów.

Liczba ofiar długo była sporna. W 2006 roku historyk Łukasz Jastrząb ogłosił zweryfikowaną listę 57 zabitych i zmarłych z ran, a IPN w 2007 roku potwierdził te ustalenia i dopisał do listy Andrzeja Styperka, który zmarł w 1964 roku w następstwie postrzału z czerwca 1956. Starsze szacunki mówiły o ponad 70 zabitych. Jedną z najmłodszych ofiar był trzynastoletni Romek Strzałkowski. „Głos Wielkopolski” pisał, że wśród ofiar nie było dzieci, a w tym samym numerze wydrukował nekrolog chłopca.

Marzec 1968: studenci zostają sami

Dwanaście lat później zbuntowali się studenci. Iskrą było zdjęcie ze sceny „Dziadów” Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka, które partia uznała za antyradzieckie. 8 marca 1968 roku na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego odbył się wiec w obronie relegowanych studentów, w tym Adama Michnika. Wiec rozbili milicjanci i „aktyw robotniczy”, który przyjechał autokarami z napisem „wycieczka”. Władze zorganizowały w zakładach pracy „masówki” z hasłami „Literaci do pióra, studenci do nauki”, a towarzysząca im kampania antysemicka sprawiła, że według różnych źródeł w 1968 roku wyjechało z Polski od 13 do 20 tysięcy osób.

Marzec miał też skutek, który dał o sobie znać dwa lata później. Gdy w grudniu 1970 roku stoczniowcy przyszli pod Politechnikę Gdańską prosić studentów o wsparcie, spotkali się z chłodem. Studenci pamiętali, że w 1968 roku robotnicy pomagali milicji tłumić ich protest. Dopiero po 1976 roku robotnicy i inteligenci zaczęli działać razem.

Grudzień 1970: krew na Wybrzeżu

12 grudnia 1970 roku, dwa tygodnie przed świętami, radio ogłosiło podwyżki cen żywności. Mąka zdrożała o 17 procent, dżemy o 36 procent. W poniedziałek 14 grudnia stoczniowcy ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina poszli pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Następnego dnia budynek płonął. Wśród członków pierwszego komitetu strajkowego w stoczni był 27-letni elektryk Lech Wałęsa.

Najtragiczniejszy był czwartek 17 grudnia, nazwany później czarnym. Wieczorem 16 grudnia wicepremier Stanisław Kociołek wezwał w radiu i telewizji stoczniowców do powrotu do pracy. Rano, gdy wysiadali z kolejki na przystanku Gdynia Stocznia, wojsko i milicja otworzyły ogień. Według ustaleń prokuratury zginęło tam 10 osób, choć w niektórych publikacjach, np. w serwisie dzieje.pl, pada liczba 16. Około godziny 6.00 został zastrzelony 18-letni Zbigniew Godlewski. Demonstranci nieśli jego ciało na drzwiach ulicami miasta, a zdjęcie tej sceny, zrobione z okna przez Edmunda Pelplińskiego, stało się symbolem Grudnia. Tego samego dnia w Szczecinie tłum podpalił gmach KW PZPR, a milicja i wojsko strzelały do ludzi. W Szczecinie zginęło tego dnia 13 osób, w tym przypadkowi przechodnie, a następnego dnia kolejne dwie.

Godlewskiego upamiętnia „Ballada o Janku Wiśniewskim”, której autorstwo jest sporne: sąd przyznał prawa Krzysztofowi Dowgialle, ale do tekstu przyznawał się też Jerzy Fic. Ciekawostka: autor pierwszej muzyki do ballady z 1980 roku, Mieczysław Cholewa, był, jak się później okazało, tajnym współpracownikiem SB. Najbardziej znaną wersję, z filmu „Człowiek z żelaza”, skomponował Andrzej Korzyński.

Do tłumienia protestów skierowano około 27 tysięcy żołnierzy i 9 tysięcy milicjantów. Części żołnierzy mówiono, że jadą przeciw „gdańskim Niemcom”. Najczęściej podawany bilans to 45 zabitych i 1165 rannych, ale w publikacjach PAP spotyka się też 44 zabitych i ponad 1160 rannych. 20 grudnia Władysława Gomułkę zastąpił na czele partii Edward Gierek. Do upadku PRL nikt za masakrę nie odpowiedział.

Czerwiec 1976: Radom, Ursus i „ścieżki zdrowia”

24 czerwca 1976 roku premier Piotr Jaroszewicz ogłosił w telewizji podwyżki cen, które miały sięgać nawet 70 procent. Następnego dnia strajkowało 97 zakładów. W Radomiu tłum podpalił gmach komitetu wojewódzkiego partii. W podwarszawskim Ursusie robotnicy zatrzymali na torach pociąg „Opolanin” i rozkręcili szyny na linii międzynarodowej. Władze wycofały podwyżki niemal natychmiast, ale na protestujących spadły represje.

W Radomiu zginęły dwie osoby, Jan Łabęcki i Tadeusz Ząbecki, przygniecione przyczepą z betonowymi płytami, którą próbowali zepchnąć w stronę ZOMO. 27-letni Jan Brożyna zmarł po pobiciu przez milicjantów. Zatrzymano 634 osoby. Zatrzymanych przepędzano przez „ścieżki zdrowia”, czyli szpaler milicjantów okładających ich pałkami. Propaganda nazwała protestujących „radomskimi warchołami”.

KOR i inni: opozycja wychodzi z cienia

Represje po Czerwcu 1976 dały początek czemuś nowemu. Młodzi ludzie z harcerskiej „Czarnej Jedynki” i z Klubu Inteligencji Katolickiej zaczęli pomagać rodzinom represjonowanych robotników. We wrześniu 1976 roku 14 osób podpisało apel o utworzeniu Komitetu Obrony Robotników. Wśród założycieli byli pisarz Jerzy Andrzejewski, ekonomista Edward Lipiński, ks. Jan Zieja, Jacek Kuroń i Antoni Macierewicz. Członkowie KOR działali jawnie, pod własnymi nazwiskami. Nieformalnym biurem informacji o represjach stał się domowy telefon Grażyny i Jacka Kuroniów w Warszawie, numer 39-39-64.

Po aresztowaniach w maju 1977 roku władze ogłosiły w lipcu amnestię, która objęła i działaczy KOR, i ostatnich uwięzionych robotników. 29 września 1977 roku komitet przekształcił się w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”. Obok niego działały inne środowiska: od marca 1977 roku Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), od 1979 roku skupiony wokół Aleksandra Halla i pisma „Bratniak” Ruch Młodej Polski.

Najważniejsze dla przyszłego Sierpnia okazały się Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, których komitet założycielski powołali 29 kwietnia 1978 roku w Gdańsku Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski i Antoni Sokołowski. W piśmie „Robotnik Wybrzeża” pisali z przekąsem, że sprawy uznawane w PRL za polityczne obejmują „prawie wszystko z wyjątkiem wycieczek na grzyby”. Wokół WZZ skupili się ludzie, których nazwiska wkrótce pozna cały świat: Anna Walentynowicz, Lech Wałęsa, Alina Pienkowska, Bogdan Borusewicz, Andrzej Kołodziej. Środowisko było inwigilowane: jeden z członków komitetu założycielskiego, Edwin Myszk, okazał się tajnym współpracownikiem SB.

Państwo na kredyt

W tle narastał kryzys gospodarczy. Pod koniec 1970 roku Polska była winna krajom kapitalistycznym około 1,1 miliarda dolarów. W 1980 roku zadłużenie w walutach wymienialnych wynosiło już 24,1 miliarda dolarów, a na sam 1981 rok przypadały raty i odsetki rzędu 10,9 miliarda, podczas gdy cały eksport na Zachód miał przynieść 8,5 miliarda. Od sierpnia 1976 roku cukier sprzedawano na „bilety towarowe”, jak oficjalnie nazwano kartki.

Czerwiec 1979: „Tej ziemi”

Ważnym impulsem psychologicznym była pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny. 2 czerwca 1979 roku na placu Zwycięstwa w Warszawie, wobec około pół miliona ludzi, papież mówił: „Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Według wielu historyków entuzjastyczne przyjęcie tej pielgrzymki przyczyniło się do narodzin ruchu, który rok później przybrał nazwę „Solidarność”, choć to, jak duży był ten wpływ, ocenia się różnie. O roli papieża piszemy szerzej w osobnym poradniku.

Sierpień 1980

Wbrew popularnemu przekonaniu nie zaczęło się w Gdańsku. Historyk IPN Grzegorz Majchrzak przypomina, że pierwsze strajki wybuchły już 1 lipca 1980 roku, m.in. w Zakładach Mechanicznych Ursus i w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu. Bezpośrednią przyczyną była, jak pisze historyk Krzysztof Brzechczyn w opracowaniu IPN, wprowadzona na początku lipca podwyżka cen mięsa i wędlin.

Lipiec: Lublin i Świdnik

8 lipca stanął Wydział Obróbki Mechanicznej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku. 11 lipca podpisano tam pierwsze tego lata pisemne porozumienie między pracownikami a władzą. Fala objęła ponad 150 zakładów Lubelszczyzny i według IPN około 50 tysięcy ludzi. Stanęli kolejarze i komunikacja miejska. Lubelska prasa milczała, za to od 9 lipca o strajkach informowało Radio Wolna Europa. Władze obiecywały podwyżki każdemu zakładowi z osobna i na przełomie lipca i sierpnia fala wygasła.

Suwnicowa, której zabrakło pięciu miesięcy do emerytury

W sierpniu 1980 roku dyrekcja Stoczni Gdańskiej im. Lenina dyscyplinarnie zwolniła z pracy Annę Walentynowicz, działaczkę Wolnych Związków Zawodowych. Brakowało jej pięciu miesięcy do emerytury. Źródła podają różne daty zwolnienia: kalendarium Encyklopedii Solidarności wydanej przez IPN mówi o 7 sierpnia, inne opracowania o 8 sierpnia. Wcześniej była spawaczką, a gdy ciężka praca zrujnowała jej zdrowie, przekwalifikowała się na operatorkę suwnicy. Jej zwolnienie stało się dla WZZ bezpośrednim powodem do działania.

14 sierpnia: strajk w Stoczni im. Lenina

Strajk zaplanował Bogdan Borusewicz, członek KSS „KOR” i współpracownik WZZ. Ulotkę wydrukował na spirytusowym powielaczu w około 2 tysiącach egzemplarzy. O szóstej rano strajk mieli rozpocząć trzej młodzi stoczniowcy z WZZ, Jerzy Borowczak, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński. Najstarszy z grupy, Lech Wałęsa, zwolniony ze stoczni w 1976 roku, miał przedostać się na teren zakładu i stanąć na czele protestu.

W czwartek 14 sierpnia o 6.00 stanęły wydziały K-1 i K-3, potem następne. O 9.00 zaczął się wiec. Robotnicy domagali się przywrócenia do pracy Walentynowicz i Wałęsy, pomnika ofiar Grudnia 1970, podwyżki o 2 tysiące złotych i zasiłków rodzinnych takich, jakie dostawali milicjanci i esbecy. Rządowa agencja Interpress zaprzeczała, że jakikolwiek strajk się toczy.

Skok przez płot. Co wiemy na pewno

Najsłynniejszy obraz Sierpnia, Wałęsa przeskakujący przez stoczniowy płot, jest jednocześnie jednym z najsłabiej udokumentowanych. Pewne jest tylko to, że Wałęsa dotarł do stoczni około godziny 10.00, czyli kilka godzin później, niż zakładał plan. Kalendarium IPN pisze ostrożnie, że „przedostaje się” do stoczni, a sam Wałęsa tłumaczył spóźnienie „duperelami”. Grzegorz Majchrzak zwraca uwagę, że relacje samego Wałęsy o tym, w którym miejscu przeskoczył ogrodzenie, nie są ze sobą zgodne. Dziennikarz „Rzeczpospolitej” Marcin Herman odnotował, że podobno nie było aż tak trudno wejść przez bramę. Ikoniczny skok utrwalił film Andrzeja Wajdy.

Krąży też inna wersja: Anna Walentynowicz przez lata twierdziła, m.in. w wywiadzie dla PAP z 2005 roku, że Wałęsa „nie przeskoczył przez żaden płot”, tylko został dowieziony do stoczni motorówką Marynarki Wojennej w porozumieniu z SB. Majchrzak zalicza tę opowieść do mitów i zauważa, że zmieniała się z czasem: najpierw chodziło o odwiezienie Wałęsy 16 sierpnia, potem o przywiezienie go 14 sierpnia, a nowszy „świadek” mówi o 13 sierpnia. Tego wątku nie potwierdza żaden wiarygodny dokument. Wiadomo natomiast, że po wejściu Wałęsa wskoczył na koparkę, przypomniał dyrektorowi Klemensowi Gniechowi o swoim zwolnieniu i stanął na czele komitetu strajkowego. Sprawa teczki „Bolek”, czyli współpracy Wałęsy z SB na początku lat 70., to osobny, do dziś sporny temat, którego ten poradnik nie rozstrzyga.

16 sierpnia: strajk, który miał się skończyć

W sobotę 16 sierpnia dyrekcja ustąpiła: zgodziła się przyjąć z powrotem Walentynowicz i Wałęsę, dać podwyżkę o 1500 złotych i postawić pomnik. Około 15.00 Wałęsa ogłosił przez radiowęzeł koniec strajku. Stoczniowcy mieli opuścić zakład do 18.00. Mniejsze zakłady Trójmiasta, które przyłączyły się do protestu, zostawały z niczym. Przy bramach Alina Pienkowska, Anna Walentynowicz, Ewa Ossowska i inni zaczęli zatrzymywać wychodzących i przekonywać ich, że opuszczenie stoczni będzie zdradą. Wałęsa zmienił decyzję i ogłosił strajk solidarnościowy, choć większość załogi zdążyła już wyjść. Według IPN w stoczni zostało około 700 osób.

Ten moment bywa przedstawiany jako „zdrada” Wałęsy. Majchrzak uważa to za mit: o zakończeniu strajku zdecydował cały komitet, a to Wałęsa przedłużył protest wbrew części jego członków. W nocy z 16 na 17 sierpnia powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z Wałęsą jako przewodniczącym. W niedzielę 17 sierpnia ks. Henryk Jankowski odprawił przy bramie nr 2 mszę z udziałem wielu tysięcy ludzi. Na bramie zawisły portret Jana Pawła II i transparent z przerobionym hasłem komunistów: „Proletariusze wszystkich zakładów łączcie się”.

21 postulatów na sklejce

Postulaty MKS ustalono 17 i 18 sierpnia (źródła różnią się co do dnia), po gorących sporach liderów strajku. Ostatecznie zredagował je Bogdan Borusewicz. Pierwszy był najważniejszy i dla władzy najtrudniejszy: zgoda na wolne związki zawodowe niezależne od partii, z powołaniem na konwencję nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy, którą PRL sama ratyfikowała. Dalej szły prawo do strajku, wolność słowa, uwolnienie więźniów politycznych, ale też sprawy zupełnie przyziemne: krótsze czekanie na mieszkanie, miejsca w żłobkach, wolne soboty. Mało kto dziś pamięta, że postulat nr 12 brzmiał: „Wprowadzić na mięso i przetwory kartki – bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji na rynku)”. Robotnicy sami żądali reglamentacji, a w następnym punkcie zniesienia „cen komercyjnych” i sprzedaży za dolary w tak zwanym eksporcie wewnętrznym.

Ponieważ nie było innego sposobu, by pokazać postulaty ludziom, wypisano je na dwóch tablicach ze sklejki i powieszono na portierni przy bramie nr 2. Pierwszą zapisał Arkadiusz Rybicki, drugą Maciej Grzywaczewski, obaj związani z Ruchem Młodej Polski. W 1981 roku związek przekazał je Centralnemu Muzeum Morskiemu. Po wprowadzeniu stanu wojennego władza zarekwirowała eksponaty, ale zabrała kopie. Oryginały pracownicy muzeum wcześniej ukryli, a Wiesław Urbański przechowywał je w swoim domu i oddał dopiero po 1989 roku. W 2003 roku tablice wpisano na listę UNESCO Pamięć Świata.

MKS rósł z dnia na dzień: 18 sierpnia skupiał 156 zakładów, 23 sierpnia 388, a pod koniec ponad 700. Na prośbę strajkujących wstrzymano w Trójmieście sprzedaż alkoholu. 23 sierpnia ukazał się pierwszy numer „Strajkowego Biuletynu Informacyjnego Solidarność”, a znak graficzny „Solidarności” zaprojektował wtedy Jerzy Janiszewski, absolwent gdańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. Do stoczni przyjechali eksperci z Warszawy, m.in. Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek.

Szczecin, Jastrzębie, Dąbrowa Górnicza

18 sierpnia stanęła Stocznia Szczecińska im. Adolfa Warskiego. Tamtejszy MKS z Marianem Jurczykiem na czele przedstawił 36 postulatów i jako pierwszy, 30 sierpnia o 8.00 rano, podpisał porozumienie z komisją wicepremiera Kazimierza Barcikowskiego. Pod koniec sierpnia zastrajkował Górny Śląsk. Od 28 sierpnia stała kopalnia Manifest Lipcowy w Jastrzębiu-Zdroju, a za nią kolejne. 3 września o 5.45 rano MKS z Jarosławem Sienkiewiczem podpisał z wicepremierem Aleksandrem Kopciem porozumienie jastrzębskie, które przyniosło m.in. zapowiedź wolnych sobót. 11 września porozumienie zawarto w Hucie Katowice w Dąbrowie Górniczej (tak podaje kalendarium IPN, choć Grzegorz Majchrzak pisze o 9 września).

Według Majchrzaka umowy z Gdańska i Szczecina dawały prawo do niezależnych związków tylko na Wybrzeżu, dlatego we wrześniu przez kraj przeszła druga fala strajków, a dopiero porozumienie katowickie rozciągnęło gdańskie ustalenia na inne regiony.

31 sierpnia: długopis z papieżem

Ostatnie rozmowy w sali BHP Stoczni Gdańskiej utknęły na sprawie więźniów politycznych. Wicepremier Mieczysław Jagielski ustąpił i dał pisemne gwarancje ich zwolnienia. 31 sierpnia po południu Wałęsa i Jagielski podpisali porozumienie. Źródła podają nieco różne godziny: kalendarium IPN mówi o 16.40, inne opracowania o 16.00 dla dokumentu końcowego i o 16.45 dla samego podpisu Wałęsy.

Wałęsa podpisał je ogromnym, czerwonym, plastikowym długopisem długości około 40 centymetrów, z kapsułą, w której tkwiła zwinięta widokówka z Janem Pawłem II. Takie długopisy produkował Ludwik Górka z Myślenic na sprzedaż w miejscach pielgrzymkowych. Ktoś wręczył go Wałęsie podczas strajku, ale ofiarodawca nigdy się nie ujawnił. W 1983 roku Wałęsa przekazał długopis, razem z medalem Pokojowej Nagrody Nobla, na Jasną Górę. Etnolog Czesław Robotycki widział w tym przykład „karnawałowej” estetyki strajku.

Według raportu MSW z 30 sierpnia w 28 województwach strajkowało wówczas 700 zakładów i ponad 700 tysięcy pracowników.

Szesnaście miesięcy „karnawału”

Okres od sierpnia 1980 do 13 grudnia 1981 roku nazywa się często karnawałem „Solidarności”. Była w nim euforia i poczucie wolności, ale też coraz głębsza bieda, coraz dłuższe kolejki i strach przed Moskwą.

17 września: jeden związek dla całej Polski

17 września 1980 roku w Gdańsku zebrali się przedstawiciele niezależnych komitetów założycielskich z całego kraju. Do nowych związków wstąpiło lub chciało wstąpić już ponad 3 miliony ludzi. Radca prawny Jan Olszewski zaproponował, by wszystkie komitety zarejestrowały się jako jeden ogólnopolski związek. Karol Modzelewski z Wrocławia poparł ten pomysł i zaproponował nazwę: Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Na czele Krajowej Komisji Porozumiewawczej stanął Lech Wałęsa.

Kryzys rejestracyjny

24 września Wałęsa złożył statut w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie. Nie było w nim zapisu o kierowniczej roli partii. 24 października sędzia Zdzisław Kościelniak zarejestrował związek, sam dopisując do statutu formułę o kierowniczej roli PZPR i zmieniając zapisy o prawie do strajku. „Wydaje mi się, że zarejestrowano inny związek, niż ja reprezentuję” – skomentował Wałęsa. 27 października związek ogłosił gotowość strajkową.

10 listopada 1980 roku Sąd Najwyższy uchylił zmiany sędziego. Kompromis polegał na tym, że do statutu dołączono aneks z fragmentem porozumienia gdańskiego o kierowniczej roli partii i z zapisami konwencji MOP. „Mamy wszystko, czego chcieliśmy” – mówił Wałęsa.

Ile było „Solidarności”

Powszechnie mówi się o „dziesięciomilionowej Solidarności”. To zaokrąglenie. Według historyka Krzysztofa Brzechczyna, w opracowaniu IPN, na początku października 1980 roku do związku zapisało się około 2,5 miliona osób, po rejestracji około 7,5 miliona, a w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów jesienią 1981 roku „Solidarność” liczyła dokładnie 9 476 584 członków. Największe regiony to Śląsko-Dąbrowski (1,4 miliona członków), Mazowsze (911 tysięcy) i Dolny Śląsk (900 tysięcy). Anglojęzyczne opracowania szacują, że była to mniej więcej jedna trzecia ludności w wieku produkcyjnym.

Rolnicy i studenci

Rolnicy indywidualni chcieli własnego związku, ale władza odpowiadała, że chłopi nie są pracownikami najemnymi, więc związku mieć nie mogą. Po strajkach w Ustrzykach Dolnych i Rzeszowie rejestracja NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” przyszła dopiero 12 maja 1981 roku. Na jego czele stanął Jan Kułaj.

Studenci zaczęli zakładać Niezależne Zrzeszenie Studentów już we wrześniu 1980 roku (część opracowań podaje datę 22 września), a wspólną nazwę komitety z całego kraju przyjęły na zjeździe w Warszawie 18–19 października. Zarejestrowano je dopiero 17 lutego 1981 roku, po strajkach studenckich, przede wszystkim w Łodzi, a jego pierwszym szefem został Jarosław Guzy. W styczniu 1981 roku cały kraj żył też sporem o wolne soboty: rząd uznał część sobót za robocze, a 10 stycznia, na wezwanie „Solidarności”, wielu pracowników nie przyszło do pracy. 31 stycznia ustalono, że wolne będą trzy soboty w miesiącu.

Trzy krzyże przy bramie nr 2

Pomysł pomnika poległych stoczniowców zgłosił już w 1971 roku Henryk Lenarciak, związkowiec z wydziału W-4. Zrealizować go udało się dopiero po Sierpniu, za pieniądze zbierane podczas strajku i nadsyłane z całego kraju. Władze próbowały zmienić nazwę tak, by pomnik upamiętniał także poległych milicjantów. Zablokowały to ostre protesty Anny Walentynowicz.

16 grudnia 1980 roku, w dziesiątą rocznicę Grudnia, przy bramie nr 2 odsłonięto pomnik w obecności setek tysięcy ludzi oraz przedstawicieli „Solidarności”, rządu i Kościoła. Trzy stalowe krzyże z kotwicami mają po 42 metry wysokości i przez dwadzieścia lat były najwyższymi krzyżami w Polsce. Na pomniku umieszczono fragment psalmu 29 i wiersza Czesława Miłosza „Który skrzywdziłeś”, a podczas uroczystości po raz pierwszy zabrzmiała „Lacrimosa” Krzysztofa Pendereckiego, którą kompozytor napisał na prośbę Lecha Wałęsy. Zabrakło za to prymasa Stefana Wyszyńskiego, który uznał, że nie może być tylko „prymasem stoczniowców”.

Ledwie jedenaście dni wcześniej, 5 grudnia, w Moskwie odbyła się narada przywódców bloku sowieckiego poświęcona wyłącznie Polsce. Stanisław Kania zapewniał tam towarzyszy, że w razie potrzeby partia „wykaże się dużym zdecydowaniem w stosunku do kontrrewolucji”.

Bydgoszcz i największy strajk w dziejach bloku

19 marca 1981 roku w Bydgoszczy obradowała Wojewódzka Rada Narodowa, na którą zaproszono delegację „Solidarności”, by przedstawiła racje strajkujących rolników. Przewodniczący niespodziewanie zamknął sesję. Wieczorem milicja usunęła związkowców z budynku siłą, a przewodniczący regionu Jan Rulewski oraz Mariusz Łabentowicz i Michał Bartoszcze zostali dotkliwie pobici. Według kalendarium IPN tego dnia przybyło do Bydgoszczy 1300 milicjantów. Kto i dlaczego wydał rozkaz pobicia, do dziś nie zostało wyjaśnione do końca.

Potem zaczęła się wojna informacyjna. Nad ranem 21 marca wojskowy samolot rozrzucił nad Bydgoszczą ulotki, podpisane rzekomo przez radnych, z twierdzeniem, że Rulewski sam się okaleczył. Według IPN ulotkę przygotował wojskowy Oddział Propagandy Specjalnej na polecenie szefa Sztabu Generalnego gen. Floriana Siwickiego. Prasa związkowa drukowała z kolei instrukcje na wypadek sowieckiej interwencji, wzorowane na Czechosłowacji 1968: zdejmować tablice z nazwami ulic, odwracać drogowskazy.

Radykałowie domagali się strajku generalnego. Wałęsa po burzliwej nocnej naradzie przeforsował łagodniejszy wariant: czterogodzinny strajk ostrzegawczy w piątek 27 marca, od 8.00 do 12.00, i strajk generalny od 31 marca, jeśli rząd nie ustąpi. 27 marca stanęła niemal cała Polska. Anglojęzyczne opracowania, powołując się na różne źródła, szacują udział na 12–14 milionów ludzi i nazywają go największym strajkiem w historii bloku wschodniego, ale tych liczb nie należy traktować jako dokładnego pomiaru. Ten sam dzień ma też ponure drugie dno: według kalendarium IPN 27 marca 1981 roku Stanisław Kania i gen. Wojciech Jaruzelski podpisali dokumenty planistyczne na wypadek wprowadzenia stanu wojennego.

Mediował prymas Wyszyński. „Najpilniejszą sprawą jest ta, żebyście, chcąc wiele, nie stracili i tego, co macie dziś” – mówił do delegacji związku 28 marca. 30 marca wieczorem Andrzej Gwiazda ogłosił w telewizyjnym „Dzienniku” zawarcie porozumienia z rządem i zawieszenie strajku. Rząd wyraził ubolewanie z powodu pobicia, ale wielu działaczy uznało ugodę za kapitulację. Rzecznik związku Karol Modzelewski podał się do dymisji, a Rulewski i Łabentowicz napisali, że podpisano komunikat, „który był w stanie spłodzić najgorszy kancelista”.

Cień manewrów

Cały kryzys bydgoski rozgrywał się w cieniu wojsk Układu Warszawskiego. 16 marca 1981 roku zaczęły się na terenie Polski manewry „Sojuz-81”, a 24 marca przedłużono je na czas nieokreślony. Trwały do 7 kwietnia. Historycy odczytują je jako formę nacisku Moskwy zarówno na polskie władze, jak i na „Solidarność”, ale to, czy była to realna zapowiedź inwazji, pozostaje sporne. We wrześniu 1981 roku, w czasie zjazdu „Solidarności”, na Bałtyku i Białorusi odbyły się manewry „Zachód-81” („Zapad-81”), uważane przez zachodnich analityków za największe w dziejach armii sowieckiej. Spór o to, czy stan wojenny uchronił Polskę przed interwencją, omawiamy w poradniku o stanie wojennym.

Zjazd w hali Olivia i list do Europy Wschodniej

I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” obradował w gdańskiej hali Olivia w dwóch turach, 5–10 września i 26 września – 7 października 1981 roku. Wzięło w nim udział 896 delegatów. Przewodniczącym wybrano Lecha Wałęsę, który dostał 55 procent głosów, przed Marianem Jurczykiem (24 procent), Andrzejem Gwiazdą (9 procent) i Janem Rulewskim (6 procent). Zjazd przyjął program „Samorządna Rzeczpospolita”. W trakcie obrad prof. Edward Lipiński odczytał oświadczenie o rozwiązaniu się KSS „KOR”, który uznał swoją działalność za zakończoną.

8 września zjazd uchwalił „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”, w którym pozdrawiał robotników Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, NRD, Rumunii, Węgier i „wszystkich narodów Związku Radzieckiego” i popierał tych, którzy „zdecydowali się wejść na trudną drogę o wolny ruch związkowy”. Tekst, jak wspominał Jan Lityński, napisał „na kolanie”. Obradom przewodniczył wtedy Jerzy Buzek, późniejszy premier, który chciał odłożyć głosowanie na po obiedzie, ale sala zażądała głosowania od razu. Posłanie przeszło znaczną większością.

Leonid Breżniew miał nazwać posłanie „niebezpiecznym i prowokacyjnym dokumentem”. Część doradców, m.in. Jacek Kuroń i Bronisław Geremek, uważała je za błąd, choć Kuroń po latach nazwał je „zagraniem pokerowym” i przyznał, że „czas pokazał, że dobrze się stało”. Mniej znany jest fakt, że zjazd wystosował też „List do Polonii całego świata”. Wsparcie płynęło też z USA. Według „Christian Science Monitor” z 8 grudnia 1980 roku centrala AFL-CIO, kierowana przez Lane’a Kirklanda, zebrała do tego czasu na pomoc dla polskich robotników 150 tysięcy dolarów, ale pieniędzy najwyraźniej jeszcze nie wysłała, za to przekazała „Solidarności” maszynę drukarską wartą 50 tysięcy dolarów. W 1981 roku Wałęsa otrzymał doktorat honoris causa m.in. od Alliance College w Cambridge Springs w Pensylwanii, uczelni założonej w 1912 roku przez Związek Narodowy Polski.

Kolejki, kartki i marsze głodowe

Gospodarka tymczasem się sypała. 28 lutego 1981 roku zapadła decyzja o kartkach na mięso, a obowiązywać zaczęły one 1 kwietnia. Według dostępnych opracowań od 30 kwietnia kartki objęły także przetwory mięsne, masło, mąkę, ryż i kaszę, a od września mydło, proszek do prania i papier toaletowy, choć źródła nie są całkiem zgodne co do kolejnych etapów. Pracujący fizycznie dostawali więcej mięsa niż urzędnicy, górnicy jeszcze więcej, a część rolników pozbawiono przydziałów. Kartki przetrwały zresztą osiem lat, do lipca 1989 roku.

Kartka nie gwarantowała jednak towaru. Ludzie stali w kolejkach godzinami, a w mniejszych miejscowościach czekali na dostawę nawet dniami. Powstawały komitety kolejkowe: zamiast stać, zapisywało się na listę i pełniło dyżury na zmianę. 23 lipca 1981 roku rząd zmniejszył kartkowe przydziały mięsa o 20 procent i zapowiedział podwyżki cen żywności. W Łodzi kolumny autobusów i ciężarówek jeździły po mieście z napisami „Czym nakarmię swoje dzieci?” i „Jeść”. 30 lipca ulicami Łodzi przeszedł marsz głodowy kilkudziesięciu tysięcy kobiet z całego regionu, według IPN największa demonstracja uliczna od powstania „Solidarności”.

Jak się żyło w czasie karnawału

Dla zwykłych ludzi ten czas był dziwną mieszanką wolności i niedostatku. W kwietniu 1981 roku wyszedł pierwszy numer „Tygodnika Solidarność” Tadeusza Mazowieckiego. 31 lipca 1981 roku Sejm uchwalił nową ustawę o cenzurze, uzgodnioną z „Solidarnością” i środowiskami twórczymi. Decyzję cenzora można było odtąd zaskarżyć do sądu, a ingerencje w tekście oznaczano.

Odżywała pamięć, którą PRL przez lata tłumiła. 31 lipca 1981 roku konspiracyjny Komitet Katyński w około dwie godziny ustawił na warszawskich Powązkach pierwszy w Polsce pomnik ofiar Katynia, z krzyżem i płytą z napisem „Katyń 1940”. Według kalendarium IPN pomnik nie przetrwał nawet do 1 sierpnia: usunięto go na polecenie ambasady sowieckiej. Kierownictwo „Solidarności” pisało w lipcu 1981 roku, że „życie codzienne polskich rodzin staje się udręką”. Ten karnawał skończył się w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku, o czym opowiadamy w poradniku o stanie wojennym.

Solidarność w podziemiu

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku władze wprowadziły stan wojenny, internowały tysiące działaczy i zawiesiły działalność związku. Historię samego stanu wojennego opisujemy w osobnym poradniku. Tutaj interesuje nas coś innego: jak dziesięciomilionowy ruch, pozbawiony z dnia na dzień biur, telefonów, pieniędzy i większości przywódców, przetrwał siedem lat w konspiracji i wrócił do gry silniejszy, niż ktokolwiek się spodziewał.

TKK, czyli kierownictwo, którego nie dało się aresztować

Części przywódców udało się wymknąć obławie. Zbigniew Bujak z Mazowsza i Władysław Frasyniuk z Dolnego Śląska nie dali się zatrzymać w sopockim Grand Hotelu, gdzie internowano wiele osób z kierownictwa związku. Przez kilka miesięcy regionalne struktury podziemia działały osobno. 22 kwietnia 1982 roku czterej ukrywający się działacze – Bujak, Frasyniuk, Bogdan Lis z Gdańska i Władysław Hardek z Małopolski – powołali Tymczasową Komisję Koordynacyjną NSZZ „Solidarność”, w skrócie TKK. Od tej pory to ona kierowała podziemiem.

TKK od początku deklarowała, że jest gotowa do rozmów z władzami, pod warunkiem uwolnienia internowanych i ogłoszenia amnestii. Jednocześnie zapowiadała, że na delegalizację związku odpowie strajkiem generalnym.

Losy członków TKK pokazują, jak wyglądało życie w podziemiu. Frasyniuk został aresztowany 5 października 1982 roku i skazany na sześć lat więzienia. Po amnestii w 1984 roku wrócił do działalności, a w lutym 1985 roku zatrzymano go ponownie w Gdańsku, razem z Bogdanem Lisem i Adamem Michnikiem. Łącznie spędził w więzieniach ponad trzy i pół roku. Bujak był jednym z najdłużej ukrywających się przywódców związku. Złapano go dopiero 31 maja 1986 roku, po ponad czterech latach konspiracji. Według relacji opublikowanej przez dzieje.pl funkcjonariusze jednostek specjalnych próbowali wysadzić drzwi domu, w którym się ukrywał. Wyszedł na wolność we wrześniu 1986 roku na mocy amnestii.

Ta amnestia otworzyła nowy etap. 30 września 1986 roku Lech Wałęsa powołał Tymczasową Radę NSZZ „Solidarność”, pierwszą od wprowadzenia stanu wojennego jawną strukturę związku. 25 października 1987 roku na wspólnym posiedzeniu TKK i Tymczasowej Rady utworzono Krajową Komisję Wykonawczą, która przejęła rolę jawnego kierownictwa.

8 października 1982: związek rozwiązany ustawą

Przez pierwsze miesiące stanu wojennego „Solidarność” była formalnie tylko zawieszona. 8 października 1982 roku Sejm PRL uchwalił ustawę o związkach zawodowych, która rozwiązała wszystkie związki istniejące przed 13 grudnia 1981 roku, w tym „Solidarność”. Przeciwko głosowało 12 posłów, 10 wstrzymało się od głosu. Wśród tych, którzy powiedzieli „nie”, była Hanna Suchocka, dziesięć lat później premier wolnej Polski. Nowe związki mogły powstawać dopiero od 1983 roku i początkowo tylko na poziomie zakładów pracy.

Następnego dnia TKK oświadczyła, że „NSZZ »S« może być rozwiązany jedynie na mocy decyzji swych członków”, i wezwała do czterogodzinnego strajku 10 listopada. Spontaniczny protest wybuchł jednak od razu. 11 października zastrajkowała Stocznia Gdańska. Władze ogłosiły jej militaryzację, a na teren zakładu weszło ZOMO. W Nowej Hucie 13 października funkcjonariusz SB zastrzelił dwudziestoletniego robotnika Bogdana Włosika. Według danych MSW, prawdopodobnie zaniżonych, strajkowało około 16 tysięcy osób w 27 zakładach. Prof. Andrzej Paczkowski ocenia te protesty jako porażkę podziemia, Bogdan Lis nazwał je później punktem zwrotnym. Na delegalizację szybko zareagowały też Stany Zjednoczone, o czym piszemy w poradniku o stanie wojennym.

Drugi obieg: tysiące tytułów spoza cenzury

Najtrwalszym dziełem podziemia okazało się słowo drukowane. Niezależne wydawnictwa istniały już w latach siedemdziesiątych – największe z nich, Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWa, powstało we wrześniu 1977 roku – ale po 13 grudnia drugi obieg nie tylko przetrwał, lecz jeszcze się rozrósł. Dokładnych liczb nikt nie zna i źródła podają różne szacunki. Prof. Andrzej Friszke, powołując się na bibliografię wydawnictw niezależnych, mówi o około 5 tysiącach tytułów prasowych i około 4 tysiącach pozycji książkowo-broszurowych w latach 1976–1989. Inne zestawienia podają dla lat 1981–1988 ponad 4,5 tysiąca tytułów książek i około 2 tysięcy tytułów czasopism. Różnice wynikają z tego, jakie lata się liczy i co uznaje się za osobny tytuł, więc najuczciwiej mówić o tysiącach.

Drukowano wszystkim, co było pod ręką: na powielaczach z matrycami białkowymi i woskowymi, metodą sitodruku, która dawała największe nakłady, a w lepiej wyposażonych ośrodkach na maszynach offsetowych. Jako pismo o największym nakładzie opracowania wymieniają wrocławski tygodnik „Z dnia na dzień” (43 tysiące egzemplarzy), choć wspomina się też o drukach sitowych przekraczających 100 tysięcy egzemplarzy, więc i tu dane nie są jednoznaczne.

Najważniejszym pismem podziemia był warszawski „Tygodnik Mazowsze”. Pierwszy numer ukazał się 11 lutego 1982 roku, ostatni, 290., 12 kwietnia 1989 roku, kilka dni po zakończeniu Okrągłego Stołu. Redakcją przez cały czas kierowała Helena Łuczywo, podpisująca się pseudonimem Paweł Hofer. Nakład, razem z wydaniami regionalnymi, sięgał od 50 do 80 tysięcy egzemplarzy. W winiecie widniało zdanie Wałęsy: „»Solidarność« nie da się podzielić ani zniszczyć”. Wiele osób z tej redakcji założyło w 1989 roku „Gazetę Wyborczą”.

Radio Solidarność

12 kwietnia 1982 roku o godzinie 21 warszawiacy mieszkający w okolicy ulicy Grójeckiej mogli usłyszeć na falach UKF coś, czego nie przewidywał żaden program. Z dachu budynku przy Grójeckiej 19/25 Janusz Klekowski i Marek Rasiński nadali pierwszą audycję podziemnego Radia „Solidarność”. Trwała około ośmiu i pół minuty. Przy radiu działali m.in. Zbigniew i Zofia Romaszewscy, a Zofia Romaszewska była jedną z lektorek.

Stacje powstały także w Krakowie, Wrocławiu, Toruniu, Świdniku, Puławach i kilku innych miejscowościach. Część z nich zamiast radia wykorzystywała dźwięk telewizji: specjalne nadajniki zagłuszały fonię państwowego programu i podkładały pod obraz głos podziemia. Warszawska rozgłośnia nadała ostatnią audycję 22 czerwca 1989 roku, już po wyborach.

Nobel dla Wałęsy

5 października 1983 roku Komitet Noblowski ogłosił, że Pokojową Nagrodę Nobla otrzymuje Lech Wałęsa. Uzasadnienie podkreślało jego starania o prawo robotników do zakładania własnych organizacji i to, że rozwiązywał konflikty bez przemocy. O nagrodzie powiadomił go w nocy telefonicznie Krzysztof Wyszkowski. Wałęsa początkowo nie potraktował tego poważnie, dopóki pod domem nie pojawili się zachodni dziennikarze.

Laureat nie pojechał do Oslo, bo obawiał się, że władze nie wpuszczą go z powrotem do kraju. 10 grudnia 1983 roku nagrodę odebrała jego żona Danuta, której towarzyszył trzynastoletni syn Bogdan. Danuta Wałęsa odczytała list męża, a wykład noblowski następnego dnia wygłosił w jego imieniu Bohdan Cywiński. Pieniądze z nagrody, 1,5 miliona koron szwedzkich, Wałęsa przekazał Episkopatowi Polski na fundusz wspierający rolnictwo indywidualne.

Solidarność Walcząca

Nie wszyscy w podziemiu zgadzali się z ostrożną linią TKK. W czerwcu 1982 roku we Wrocławiu Kornel Morawiecki wraz z grupą działaczy z regionalnego komitetu strajkowego założył Solidarność Walczącą. Jej celem było nie tylko przywrócenie związku, ale odsunięcie komunistów od władzy i odzyskanie przez Polskę pełnej niepodległości. Organizacja liczyła około 2 tysięcy członków w kilkunastu oddziałach, wydawała 134 tytuły prasowe i była celem dużej operacji SB o kryptonimie „Ośmiornica”. W 1989 roku odrzuciła porozumienie Okrągłego Stołu.

Pomoc z Zachodu: pieniądze, powielacze, farba

W lipcu 1982 roku na spotkaniu w Oslo powołano Biuro Koordynacyjne NSZZ „Solidarność” za Granicą z siedzibą w Brukseli. Jego kierownikiem TKK mianowała Jerzego Milewskiego. Biuro miało reprezentować związek w międzynarodowym ruchu związkowym i utrzymywać kontakty z zachodnimi centralami związkowymi. Historyk Idesbald Goddeeris z Uniwersytetu w Leuven, który opisał jego dzieje, zatytułował swoje studium „Ministerstwo Spraw Zagranicznych »Solidarności«”.

Najbardziej zaangażowanym sojusznikiem po drugiej stronie Atlantyku była amerykańska centrala związkowa AFL-CIO i jej przewodniczący Lane Kirkland. Fundusz Pomocy Polskim Robotnikom (Polish Workers Aid Fund) powstał już na przełomie sierpnia i września 1980 roku (według Albert Shanker Institute Rada Wykonawcza AFL-CIO zdecydowała o nim 30 sierpnia), mimo że administracja Cartera odradzała taką pomoc w obawie przed reakcją Moskwy. Arch Puddington, biograf Kirklanda, opisał, jak wyglądało przerzucanie sprzętu: trasy przerzutowe, głównie ze Szwecji i Francji, organizował Mirosław Chojecki, a drugi kanał działał z Londynu. Sprzęt drukarski ukryto raz nawet w transporcie lodówek, maszyny rozbierano i wysyłano w częściach, a gotówkę wieziono w ubraniach, bagażach i samochodach. Nie wszystko docierało: w Gdańsku zatrzymano kiedyś trzy ciężarówki i skonfiskowano 14 powielaczy, 5 kopiarek i 9500 matryc. Według Puddingtona AFL-CIO przekazało „Solidarności” łącznie ponad 4 miliony dolarów, w tym środki z National Endowment for Democracy, a inne opracowania, powołując się na historię AFL-CIO, podają sumę ponad 6 milionów dolarów razem ze sprzętem. Źródła różnią się więc co do łącznej kwoty.

Własny, tajny program prowadziła CIA. Szczegółowo opisał go w 2018 roku Seth G. Jones w książce „A Covert Action”, opartej m.in. na odtajnionych dokumentach. Według recenzji tej książki w „Kirkus Reviews” prezydent Reagan mniej więcej rok po wprowadzeniu stanu wojennego podpisał tajne upoważnienie dla CIA (tak zwany presidential finding), a program o kryptonimie QRHELPFUL działał od 1983 roku do upadku komunizmu w 1989 roku, kosztował mniej niż 20 milionów dolarów i obejmował pieniądze, sprzęt drukarski, kasety wideo oraz przemyt m.in. farby drukarskiej. Inne opracowania podają odmienne szacunki, na przykład około 2 milionów dolarów rocznie, więc kwoty należy traktować jako przybliżone.

Polonia amerykańska działała głównie jawnie. Kongres Polonii Amerykańskiej pod kierunkiem Alojzego Mazewskiego poparł „Solidarność” już w 1980 roku, a jego Fundacja Charytatywna wysyłała do Polski brakujące leki i materiały medyczne. Stanowisko Kongresu wobec amerykańskich sankcji opisujemy w poradniku o stanie wojennym. Według „Christian Science Monitor” w 1981 roku Kongres zebrał 900 tysięcy dolarów i wysłał do Polski 3,4 miliona funtów żywności. Większych kwot, które podaje sam Kongres, nie udało się nam potwierdzić niezależnie.

Jak ludzie wytrwali: msze i kultura w kościołach

Dla wielu osób najważniejszym miejscem tamtych lat nie było mieszkanie z powielaczem, tylko kościół. W kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu ks. Jerzy Popiełuszko od 28 lutego 1982 roku (taką datę podaje dzieje.pl, w innych źródłach pojawiają się też inne) odprawiał co miesiąc Msze za Ojczyznę z kazaniami, w których odnosił Ewangelię i społeczną naukę Kościoła do sytuacji w kraju. Przyjeżdżały na nie delegacje „Solidarności” z całej Polski, przychodzili aktorzy, intelektualiści i młodzież. Przeciwnicy księdza nazywali te nabożeństwa „mitingami antykomunistycznymi”. Losy księdza Popiełuszki i rolę Kościoła szerzej opisujemy w poradnikach o stanie wojennym i o Janie Pawle II.

Kościoły stały się w latach osiemdziesiątych schronieniem dla całej niezależnej kultury. W salkach parafialnych i świątyniach grano spektakle, wystawiano obrazy, organizowano koncerty i pokazy filmów z drugiego obiegu. W wielu miastach odbywały się Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej, na które zapraszano pisarzy, aktorów i plastyków, którzy nie chcieli występować w oficjalnych instytucjach. W Krakowie inicjatorem tego cyklu był kard. Franciszek Macharski. IPN poświęcił temu osobną wystawę „Kultura niezależna w Kościele w latach 80.”.

Od strajków 1988 do Okrągłego Stołu

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych podziemie było zmęczone, a władza nie miała pomysłu na gospodarkę. Brakowało towarów, kolejki były codziennością, a ceny rosły. 1 lutego 1988 roku rząd wprowadził podwyżki cen, największe od 1982 roku, nazwane oficjalnie „operacją cenowo-dochodową”. Według dostępnych opracowań podwyżki płac o około 40 procent nie zrównoważyły wzrostu cen, a inflacja gwałtownie przyspieszyła. To właśnie ta podwyżka uruchomiła falę, która w ciągu roku doprowadziła do rozmów władzy z opozycją.

Wiosna i sierpień 1988

24 kwietnia 1988 roku zastrajkowali pracownicy komunikacji miejskiej w Bydgoszczy. 26 kwietnia stanęła Huta im. Lenina w Nowej Hucie, 29 kwietnia kombinat w Stalowej Woli, a 2 maja Stocznia Gdańska. Robotnicy żądali podwyżek, ale też przywrócenia do pracy zwolnionych działaczy i legalizacji „Solidarności”. Wielu strajkujących w czasie pierwszej „Solidarności” było jeszcze dziećmi. W nocy z 4 na 5 maja ZOMO wtargnęło do huty w Nowej Hucie, bijąc strajkujących. Strajk w Gdańsku zakończył się 10 maja bez porozumienia, a ponad tysiąc stoczniowców przeszło w milczeniu do kościoła św. Brygidy.

Druga fala była silniejsza. 15 sierpnia 1988 roku zastrajkowała kopalnia „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu-Zdroju, a za nią kolejne kopalnie Śląska, port w Szczecinie, Stalowa Wola i 22 sierpnia znowu Stocznia Gdańska. Tym razem władza zmieniła taktykę. 31 sierpnia minister spraw wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak spotkał się z Lechem Wałęsą i obiecał rozmowy o przyszłości związku. Wałęsa wezwał do zakończenia strajków, które wygasły do 3 września. Mimo zapewnień władze zwolniły później z pracy setki strajkujących.

Magdalenka

Prawdziwe negocjacje toczyły się z dala od kamer. Od 16 września 1988 roku przedstawiciele władz i opozycji spotykali się w ośrodku MSW w Magdalence pod Warszawą. Po stronie rządowej siedzieli m.in. Czesław Kiszczak, Stanisław Ciosek, Aleksander Kwaśniewski i Janusz Reykowski, po stronie „Solidarności” Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Adam Michnik, Jacek Kuroń i Lech Kaczyński. Obecni byli też przedstawiciele Kościoła. „Grupa Magdalenki” spotkała się łącznie 13 razy, a w rozmowach w różnych składach uczestniczyło 42 osoby. To tam ustalano stanowiska, które potem formalnie zatwierdzał Okrągły Stół. Właśnie dlatego Magdalenka stała się później symbolem sporu: jedni widzą w niej pragmatyczny kompromis, który pozwolił oddać władzę bez rozlewu krwi, inni miejsce zakulisowej umowy elit. Historycy mówią o „białej” i „czarnej legendzie” Okrągłego Stołu.

Debata, która zmieniła nastroje

W listopadzie 1988 roku Alfred Miodowicz, szef prorządowego Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, zaproponował Wałęsie debatę w telewizji. 30 listopada 1988 roku, zaraz po „Dzienniku Telewizyjnym”, obaj usiedli naprzeciw siebie w studiu TVP, bez prowadzącego. Wałęsa, spokojny, ze znaczkiem „Solidarności” i wizerunkiem Matki Boskiej w klapie, odpowiadał krótko i obrazowo: „Posuwamy się na piechotę, gdy inni odjeżdżają samochodami”. Mówił też: „Nie ma wolności bez Solidarności” i przekonywał, że „pusty dzisiaj okrągły stół będzie z czasem suto zastawiony”.

Debatę powszechnie uznano za zwycięstwo Wałęsy. Sam Miodowicz przyznał później, że popełnił wiele błędów. Według badania zamówionego przez władze po debacie 62 procent ankietowanych opowiadało się za legalizacją „Solidarności”, podczas gdy wcześniej poparcie nie przekraczało 50 procent.

Okrągły Stół

Obrady rozpoczęły się 6 lutego 1989 roku w Pałacu Namiestnikowskim przy Krakowskim Przedmieściu, wtedy siedzibie Urzędu Rady Ministrów, dziś Pałacu Prezydenckim. Po jednej stronie stołu zasiedli przedstawiciele władzy i koalicji rządowej, m.in. Czesław Kiszczak, Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller i Alfred Miodowicz, po drugiej przedstawiciele opozycji i „Solidarności” z Lechem Wałęsą, Tadeuszem Mazowieckim, Bronisławem Geremkiem i Adamem Michnikiem. Kościół reprezentowali obserwatorzy, w tym ks. Alojzy Orszulik i ks. Bronisław Dembowski, a ewangelików bp Janusz Narzyński.

Właściwa praca toczyła się przy tak zwanych stolikach: trzech głównych zespołach do spraw reform politycznych, gospodarki i polityki społecznej oraz pluralizmu związkowego, a także w dziesięciu podzespołach – od górnictwa i rolnictwa po media, zdrowie i ekologię.

Obrady zakończyły się 5 kwietnia 1989 roku. Najważniejsze ustalenia były następujące:

  • przywrócenie Senatu, w którym wszystkie 100 miejsc miało być obsadzonych w wolnych wyborach,
  • „kontraktowy” Sejm: 299 z 460 mandatów (65 procent) zagwarantowano PZPR, jej sojusznikom ZSL i SD oraz prorządowym stowarzyszeniom katolickim, a 161 mandatów (35 procent) poddano wolnej rywalizacji,
  • urząd prezydenta wybieranego przez Zgromadzenie Narodowe na sześcioletnią kadencję,
  • ponowna rejestracja „Solidarności” i dostęp opozycji do mediów, w tym prawo do wydawania własnego dziennika.

17 kwietnia 1989 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie ponownie zarejestrował NSZZ „Solidarność”. Związek, który w latach 1980–1981 liczył około 10 milionów członków, w 1989 roku miał ich około 1,5 miliona. Nie wszyscy w opozycji zaakceptowali kontrakt: Konfederacja Polski Niepodległej, Solidarność Walcząca czy część dawnych działaczy, m.in. Anna Walentynowicz i Antoni Macierewicz, uznali go za układ z władzą, a rząd RP na uchodźstwie nazwał zagwarantowanie 65 procent miejsc „zaprzeczeniem demokracji”.

„Gazeta Wyborcza” i szeryf z kartką wyborczą

8 maja 1989 roku ukazał się pierwszy numer „Gazety Wyborczej”, pierwszego legalnego niezależnego dziennika w PRL. Miał osiem stron i nakład 150 tysięcy egzemplarzy. Redaktorem naczelnym został Adam Michnik, a zespół około 20 dziennikarzy tworzyli w większości ludzie z „Tygodnika Mazowsze”. Redakcja mieściła się w budynku dawnego żłobka przy ulicy Iwickiej 19 w Warszawie.

Kampania wyborcza trwała zaledwie kilka tygodni. Prawie wszyscy kandydaci opozycji sfotografowali się z Lechem Wałęsą i z tymi zdjęciami, autorstwa m.in. Erazma Ciołka, szli do wyborów jako „drużyna Wałęsy”. Najsłynniejszym obrazem kampanii stał się jednak plakat „W samo południe. 4 czerwca 1989”. Zaprojektował go Tomasz Sarnecki, urodzony w 1966 roku student warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Wykorzystał motyw plakatu Mariana Stachurskiego do westernu „W samo południe” z Garym Cooperem: szeryf zamiast rewolweru trzyma w ręku kartę wyborczą, a nad gwiazdą szeryfa ma znaczek „Solidarności”.

4 czerwca 1989 i co dalej

Pierwsza tura wyborów odbyła się 4 czerwca 1989 roku. Frekwencja wyniosła około 62 procent. Wynik zaskoczył obie strony. Kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” zdobyli w pierwszej turze 160 ze 161 mandatów sejmowych, o które mogli walczyć, i 92 ze 100 miejsc w Senacie. Po drugiej turze, 18 czerwca, przy frekwencji około 25 procent, mieli wszystkie 161 mandatów w Sejmie i 99 miejsc w Senacie. Jedynym senatorem spoza obozu „Solidarności” został Henryk Stokłosa, formalnie bezpartyjny przedsiębiorca z województwa pilskiego, popierany przez koalicję rządzącą.

Upadek listy krajowej

Szczególnym upokorzeniem dla władzy okazała się lista krajowa. Znalazło się na niej 35 najważniejszych polityków obozu rządzącego, którzy nie mieli kontrkandydatów – wystarczyło, by każdy z nich uzyskał ponad połowę ważnych głosów. Wyborcy masowo skreślali ich nazwiska i w pierwszej turze przeszło tylko dwóch: Mikołaj Kozakiewicz z ZSL, późniejszy marszałek Sejmu, i Adam Zieliński z PZPR. Żeby 33 zagwarantowane mandaty nie przepadły, 12 czerwca Rada Państwa zmieniła ordynację w trakcie wyborów i przeniosła je do nowych okręgów, w których obsadzono je w drugiej turze.

Premier z opozycji

19 lipca 1989 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało gen. Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta. Dostał 270 głosów, zaledwie jeden więcej, niż wynosiła wymagana większość. 24 sierpnia 1989 roku Sejm powołał Tadeusza Mazowieckiego na premiera. Za głosowało 378 posłów, przeciw 4, a 41 wstrzymało się od głosu. W rządzie, zatwierdzonym 12 września, PZPR zachowała jednak ważne resorty: spraw wewnętrznych objął gen. Czesław Kiszczak, a obrony narodowej gen. Florian Siwicki. Wicepremierem i ministrem finansów został Leszek Balcerowicz. Podczas exposé 12 września Mazowiecki zasłabł na mównicy i dokończył przemówienie po udzieleniu mu pomocy lekarskiej.

Co naprawdę znaczyła „gruba linia”

Żadne zdanie z tamtych miesięcy nie wywołało tylu sporów co słowa, które Mazowiecki wypowiedział 24 sierpnia 1989 roku w Sejmie: „Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania”. W kontekście chodziło o to, że nowy rząd nie bierze odpowiedzialności za długi i zaniedbania poprzedników. Szybko jednak przyjęło się określenie „gruba kreska”, rozumiane jako zapowiedź puszczenia w niepamięć zbrodni i przewin PRL. Krytycy, m.in. część polityków prawicy i historyk Leszek Pietrzak, wiążą z nim brak wczesnej lustracji i bezkarność komunistycznych funkcjonariuszy. Obrońcy, jak Andrzej Brzeziecki, przypominają, że chodziło o otwarty, kompromisowy model przemian. Sam Mazowiecki twierdził, że jego słowa zostały „zmistyfikowane” i nie oznaczały wyłączenia przeszłości spod odpowiedzialności.

Wałęsa prezydentem i rozpad obozu

Jedność obozu „Solidarności” nie przetrwała nawet roku. Od czerwca 1990 roku trwała tak zwana „wojna na górze”: Wałęsa zarzucał rządowi Mazowieckiego zbyt wolne tempo zmian i mówił, że potrzebna jest wojna na górze, żeby był spokój na dole. Ruch podzielił się na zwolenników Wałęsy, skupionych m.in. w Porozumieniu Centrum Jarosława Kaczyńskiego, i zwolenników premiera, którzy założyli ROAD. We wrześniu 1990 roku Komisja Krajowa związku odebrała „Gazecie Wyborczej” prawo do używania logo „Solidarności”.

W wyborach prezydenckich 25 listopada 1990 roku Wałęsa zdobył 39,96 procent głosów, a Mazowiecki z 18,08 procent zajął dopiero trzecie miejsce, za Stanisławem Tymińskim, który uzyskał 23,10 procent. W drugiej turze, 9 grudnia, Wałęsa wygrał z wynikiem 74,25 procent. 22 grudnia 1990 roku złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym, a na Zamku Królewskim ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał mu przedwojenne insygnia głowy państwa.

Sprawa „Bolka”

Od lat dziewięćdziesiątych przedmiotem sporu jest pytanie, czy Lech Wałęsa w latach 1970–1976 był zarejestrowany i współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik o pseudonimie „Bolek”. Przedstawiamy tu wyłącznie ustalenia i stanowiska, z przypisaniem ich autorom.

W 2000 roku Sąd Lustracyjny uznał oświadczenie lustracyjne Wałęsy, w którym zaprzeczył współpracy, za zgodne z prawdą. 16 lutego 2016 roku prokuratorzy IPN zabezpieczyli w domu Marii Kiszczak, wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku, sześć pakietów dokumentów, m.in. odręczne zobowiązanie do współpracy z 21 grudnia 1970 roku podpisane „Lech Wałęsa »Bolek«”, pokwitowania odbioru pieniędzy i donosy. 22 lutego 2016 roku IPN udostępnił je dziennikarzom i historykom. Na zlecenie IPN dokumenty zbadali biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie. 31 stycznia 2017 roku prokurator IPN Andrzej Pozorski ogłosił, że według ich opinii zobowiązanie w całości napisał Wałęsa, a także że jest on autorem 17 pokwitowań. Prezes IPN Jarosław Szarek mówił wtedy, że IPN nie zamierza usuwać Wałęsy z podręczników, ale zmienia się sposób jego oceny.

Lech Wałęsa konsekwentnie zaprzecza, że był współpracownikiem SB, twierdzi, że dokumenty zostały sfałszowane, i zapowiadał dochodzenie swoich racji w sądach. Jego relacje zmieniały się jednak na przestrzeni lat – Reuters przypomniał w 2017 roku, że Wałęsa przyznawał kiedyś, iż podpisał zobowiązanie do informowania, ale twierdził, że nigdy go nie wykonywał. Jego pełnomocnik prof. Jan Widacki kwestionował ekspertyzę, argumentując m.in., że dzisiejsze pismo Wałęsy nie jest jego pismem z lat siedemdziesiątych. Historycy także się różnią. Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w wydanej przez IPN w 2008 roku książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” uznali, że Wałęsa był tajnym współpracownikiem „Bolkiem” w latach 1970–1976. Prof. Antoni Dudek zarzucał tej pracy, że nie daje twardych bezpośrednich dowodów i opiera się na poszlakach, a prof. Andrzej Friszke nazwał ją jednostronną. Prof. Paweł Wieczorkiewicz bronił autorów, a prof. Andrzej Paczkowski uznał książkę za rzetelną, choć miał wątpliwości co do niektórych dokumentów. W 2017 roku Paczkowski mówił, że SB część dokumentów dotyczących Wałęsy podrabiała, ale materiały z domu Kiszczaka uważa za autentyczne, a z punktu widzenia historii Polski sprawa „Bolka” jest jego zdaniem bez znaczenia. Historycy cytowani przez Reutersa przypominali też, że władze PRL próbowały zniechęcić Komitet Noblowski do Wałęsy, podsuwając sfałszowane materiały. Spór nie jest rozstrzygnięty w sposób, który akceptowałyby wszystkie strony.

Ciekawostki

  • Pierwszy numer miał numer 2. „Tygodnik Mazowsze” zadebiutował 11 lutego 1982 roku jako numer 2. Według dostępnych opracowań numerację rozpoczęto od dwójki w hołdzie dla Jerzego Zieleńskiego, który współtworzył pismo i odebrał sobie życie w noc wprowadzenia stanu wojennego.
  • 80 milionów złotych w bezpiecznym miejscu. 3 grudnia 1981 roku, dziesięć dni przed stanem wojennym, Józef Pinior wraz z Piotrem Bednarzem, Stanisławem Huskowskim i Tomaszem Surowcem wypłacił z banku 80 milionów złotych z kont dolnośląskiej „Solidarności” i oddał je w depozyt abp. Henrykowi Gulbinowiczowi. W 1985 roku sąd nakazał Piniorowi zwrot tej sumy. Historię opowiada film fabularny „80 milionów” z 2011 roku.
  • Przyszła premier głosowała przeciw. Wśród zaledwie 12 posłów, którzy 8 października 1982 roku głosowali przeciw ustawie rozwiązującej „Solidarność”, była Hanna Suchocka, w latach 1992–1993 prezes Rady Ministrów.
  • Podziemie na pogrzebie Andropowa. Radio „Solidarność” ze Świdnika, które od kwietnia 1983 roku do sierpnia 1988 roku nadało 43 audycje, 14 lutego 1984 roku po raz pierwszy wtrąciło się w fonię telewizji – akurat podczas transmisji pogrzebu sowieckiego przywódcy Jurija Andropowa.
  • Hymn, który był ostrzeżeniem. „Mury” Jacka Kaczmarskiego stały się nieoficjalnym hymnem związku. Według części relacji podziemne Radio „Solidarność” zaczynało audycje fragmentem tej piosenki, choć według innych opisów warszawskiej rozgłośni sygnałem była melodia „Siekiera, motyka”, więc relacje się różnią. Kaczmarski napisał ją w 1978 roku do melodii „L’Estaca” Katalończyka Lluísa Llacha i powtarzał, że jest o nieufności wobec ruchów masowych: śpiewak traci w niej pieśń na rzecz tłumu.
  • Człowiek Roku. Magazyn „Time” uznał Lecha Wałęsę Człowiekiem Roku 1981, wskazując go jako przywódcę „Solidarności” i architekta porozumienia gdańskiego.
  • Litery jak tłum. Logo „Solidarności” zaprojektował w 1980 roku Jerzy Janiszewski, absolwent gdańskiej uczelni plastycznej, dzisiejszej Akademii Sztuk Pięknych. Stłoczone litery miały przypominać ludzi idących razem i podtrzymujących się nawzajem. Charakterystyczny krój zyskał przydomek „solidaryca” – gra słów od „Solidarności” i „cyrylicy”.
  • Prasy jak karabiny. Działacz podziemia Wiktor Kulerski porównał w rozmowie z Archem Puddingtonem podziemne drukarnie do „karabinów maszynowych czy czołgów w czasie wojny”.
  • Kampania za polonijne dolary. Według Puddingtona AFL-CIO i amerykańska Polonia przekazały Bronisławowi Geremkowi 100 tysięcy dolarów na kampanię wyborczą 1989 roku.
  • Plakat, którego nikt nie chciał drukować. Tomasz Sarnecki zaniósł swój projekt „W samo południe” do komitetów wyborczych, ale – jak wspominał – nikt nie chciał go skierować do druku. Pomogła dopiero dziennikarka Janina Jankowska. Plakat drukowano we Francji i z powodu opóźnienia pojawił się na ulicach tylko w Warszawie i dopiero w dniu wyborów, w około 10 tysiącach egzemplarzy. W 1999 roku londyńskie Victoria and Albert Museum włączyło go do wystawy stu najważniejszych plakatów XX wieku.
  • Stół w muzeum. Oryginalny okrągły stół przez lata stał w Pałacu Prezydenckim. 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki ogłosił jego demontaż i przekazanie Muzeum Historii Polski w Warszawie, mówiąc: „Oddajemy Okrągły Stół historii”. Od 13 lutego do 17 maja 2026 roku stół można było zobaczyć w warszawskiej Cytadeli na wystawie „Okrągły Stół. Moment przejścia”, a docelowo ma stanąć na wystawie stałej Muzeum Historii Polski.

Solidarność po 1989 roku

Po czerwcu 1989 roku „Solidarność” znalazła się w położeniu, którego nie przewidywał żaden scenariusz z lat osiemdziesiątych. Jej ludzie zasiedli w rządzie, w Sejmie i w Senacie, a niedługo potem w Pałacu Prezydenckim. Związek, który przez dziewięć lat był jednocześnie ruchem społecznym, opozycją i nadzieją milionów, musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czym właściwie jest: obrońcą pracowników czy zapleczem władzy, która wprowadzała bolesne reformy. Przez następne dwadzieścia lat odpowiadał na nie na różne sposoby, czasem sprzeczne.

Z ruchu w związek zawodowy

O „wojnie na górze” i rozpadzie obozu solidarnościowego na zwolenników Lecha Wałęsy (m.in. Porozumienie Centrum Jarosława Kaczyńskiego) i zwolenników premiera Tadeusza Mazowieckiego (ROAD, a potem Unia Demokratyczna) piszemy w poprzedniej części. Tutaj warto dodać, co w tym czasie działo się z samym związkiem. W dniach 20–25 kwietnia 1990 roku w gdańskiej hali Olivia obradował II Krajowy Zjazd Delegatów, który ponownie wybrał Wałęsę na przewodniczącego. Władysław Frasyniuk zrezygnował wtedy z kandydowania, mówiąc o „odgórnie reżyserowanym zjeździe”. 4 września 1990 roku Komisja Krajowa odebrała „Gazecie Wyborczej” prawo do znaku „Solidarność”, a Wałęsa napisał dzień później: „Kończy się walka pod jednym sztandarem”. 12 grudnia 1990 roku, już jako prezydent elekt, zrezygnował z kierowania związkiem.

Jego następcę wybrał III Krajowy Zjazd Delegatów 23–24 lutego 1991 roku. Został nim Marian Krzaklewski, który w głosowaniu pokonał m.in. Bogdana Borusewicza i Lecha Kaczyńskiego. Krzaklewski kierował „Solidarnością” ponad jedenaście lat i to on w największym stopniu wprowadził ją do polityki partyjnej. Związek najpierw spróbował sił samodzielnie: w pierwszych w pełni wolnych wyborach parlamentarnych 27 października 1991 roku jego listy zdobyły niewiele ponad 5 procent głosów, co dało 27 posłów (23 z list okręgowych i 4 z listy krajowej) oraz 10 senatorów.

Parasol nad planem Balcerowicza i pierwsze strajki

6 października 1989 roku wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz przedstawił program przejścia do gospodarki rynkowej, nazwany później „terapią szokową”. Oznaczał on wolne ceny, upadek wielu państwowych przedsiębiorstw i pojawienie się bezrobocia, którego PRL oficjalnie nie znała. Według literatury przedmiotu w pierwszych miesiącach władze związku zdecydowanie popierały reformy, opowiadały się za unikaniem strajków i negocjacjami, a o „Solidarności” pisano, że rozpięła nad planem „parasol ochronny”.

Ten parasol szybko zaczął przeciekać. Już 22 maja 1990 roku, po proteście kolejarzy, prezydium Komisji Krajowej zarzuciło rządowi Mazowieckiego „pasywną politykę gospodarczą, ograniczającą się do kontroli płac”. 22 maja 1991 roku związek zorganizował ogólnokrajowy dzień protestu, w którym według kroniki związkowej wzięło udział około 80 procent komisji zakładowych. 13 stycznia 1992 roku przeprowadził jednogodzinny strajk ogólnopolski przeciw podwyżkom cen energii zapowiadanym przez rząd Jana Olszewskiego, a 14 grudnia 1992 roku dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Spory dotyczyły głównie „popiwku”, czyli podatku od ponadnormatywnych wynagrodzeń, płac w budżetówce i likwidacji kopalń.

Wotum nieufności, które obaliło rząd Suchockiej

Najbardziej dramatyczny skutek tego konfliktu przyszedł wiosną 1993 roku. 5 maja rozpoczął się strajk cywilnej sfery budżetowej, a 19 maja powstał Ogólnopolski Sztab Strajkowy pod przewodnictwem Krzaklewskiego. Posłowie z Klubu Parlamentarnego „Solidarność” złożyli wniosek o wotum nieufności dla rządu Hanny Suchockiej – rządu, który sam wyrósł z obozu solidarnościowego. 28 maja 1993 roku Sejm przyjął wotum nieufności większością jednego głosu. Następnego dnia prezydent Lech Wałęsa nie przyjął dymisji rządu i skorzystał z prawa, które dawała mu Mała Konstytucja: ogłosił rozwiązanie parlamentu.

Dla związku był to pyrrusowy sukces. W przedterminowych wyborach 19 września 1993 roku lista „Solidarności” dostała 4,9 procent głosów i do pięcioprocentowego progu zabrakło jej około 14 tysięcy głosów. Do Senatu weszło 9 jej przedstawicieli. Wybory wygrał Sojusz Lewicy Demokratycznej, który utworzył koalicję z PSL. Przez kolejne lata „Solidarność” była w wyraźnej opozycji wobec rządów SLD–PSL: organizowała manifestacje w Warszawie, strajki w górnictwie i 33-dniowy strajk głodowy pracowników służby zdrowia i oświaty, zakończony porozumieniem 3 stycznia 1995 roku. W wyborach prezydenckich 1995 roku Komisja Krajowa wezwała do głosowania na Wałęsę, który przegrał z Aleksandrem Kwaśniewskim.

Akcja Wyborcza Solidarność

Wnioski z porażki 1993 roku były proste: rozbita prawica przegrywa. 8 czerwca 1996 roku z inicjatywy NSZZ „Solidarność” powstała Akcja Wyborcza Solidarność, koalicja związku z wieloma ugrupowaniami prawicowymi, chrześcijańsko-demokratycznymi i niepodległościowymi, m.in. z Porozumieniem Centrum i ZChN, a od 1997 roku także ze Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym. Na jej czele stanął Krzaklewski. 31 sierpnia 1997 roku, w rocznicę porozumień, ogłosił przed Pomnikiem Poległych Stoczniowców listę „21 zadań dla Polski”, nawiązując do 21 postulatów z 1980 roku.

W wyborach 21 września 1997 roku AWS zdobyła 4 427 373 głosy, czyli 33,83 procent, i 201 mandatów w Sejmie, a w Senacie 51 na 100 miejsc. 20 października podpisała umowę koalicyjną z Unią Wolności. Krzaklewski nie został premierem. Premierem został Jerzy Buzek, a wicepremierem i ministrem finansów ponownie został Leszek Balcerowicz z UW. Rząd zaprzysiężono 31 października 1997 roku, a 11 listopada Sejm udzielił mu wotum zaufania. Marszałkami izb zostali politycy AWS: Maciej Płażyński w Sejmie i Alicja Grześkowiak w Senacie.

Cztery reformy 1999 roku

Rząd Buzka przeszedł do historii przede wszystkim dzięki czterem reformom, które weszły w życie 1 stycznia 1999 roku (reforma szkolna faktycznie od 1 września 1999 roku):

  • Administracyjna – przywrócono trójstopniowy podział kraju z powiatami, a liczbę województw zmniejszono z 49 do 16. Pierwotnie AWS proponowała 12 województw, ale ten projekt zawetował prezydent Kwaśniewski, i ostateczny kompromis zawarto przy poparciu SLD.
  • Oświatowa – ośmioletnią szkołę podstawową skrócono do sześciu lat, wprowadzono trzyletnie gimnazja i zewnętrzne egzaminy na końcu każdego etapu nauki.
  • Zdrowotna – w miejsce scentralizowanego systemu utworzono 16 regionalnych kas chorych. Wprowadzanie reformy wywołało wiele niezadowolenia, a rządząca od jesieni 2001 roku koalicja SLD–PSL–UP zastąpiła kasy Narodowym Funduszem Zdrowia.
  • Emerytalna – wprowadzono system trzech filarów: ZUS, obowiązkowe dla urodzonych po 1968 roku Otwarte Fundusze Emerytalne i dobrowolne oszczędzanie.

W tym samym okresie, 12 marca 1999 roku, Polska wstąpiła do NATO. Buzek okazał się pierwszym premierem III RP, który przetrwał na stanowisku całą czteroletnią kadencję. Ocena reform pozostaje jednak sporna. Krytycy uważali je za odejście od programu, z którym AWS szła do wyborów, i wiązali z nimi spowolnienie gospodarki oraz tak zwaną „dziurę Bauca” w budżecie. Zwolennicy podkreślają, że reforma administracyjna i emerytalna na trwałe zmieniły państwo.

Rozpad AWS

Napięcia w koalicji narastały od początku. W 1999 roku Komisja Krajowa postanowiła oddać połowę swoich udziałów w AWS partii Ruch Społeczny AWS, w zamian za 29 postulatów, a XI Krajowy Zjazd Delegatów w grudniu 1999 roku podjął uchwałę o odchodzeniu „Solidarności” od pełnienia funkcji politycznych. 6 czerwca 2000 roku Unia Wolności wyszła z koalicji i Buzek do końca kadencji kierował rządem mniejszościowym. W wyborach prezydenckich 8 października 2000 roku Krzaklewski dostał 15,57 procent głosów i zajął trzecie miejsce. Po tej porażce oddał kierownictwo AWS Buzkowi.

Wiosną 2001 roku AWS zaczęła się sypać: SKL wyszło z federacji i współtworzyło Platformę Obywatelską, a środowisko Lecha Kaczyńskiego założyło Prawo i Sprawiedliwość. 15 maja 2001 roku Komisja Krajowa zdecydowała o wycofaniu związku ze wszystkich struktur AWS i nieuczestniczeniu w żadnej strukturze politycznej. W wyborach 23 września 2001 roku koalicja Akcja Wyborcza Solidarność Prawicy uzyskała 5,6 procent głosów, przy progu 8 procent dla koalicji, i nie weszła do Sejmu. Partia, która cztery lata wcześniej wygrała wybory, zniknęła z parlamentu w ciągu jednej kadencji. Jej politycy rozeszli się głównie do PO i PiS.

Związek pod kierunkiem Śniadka i Dudy

We wrześniu 2002 roku XV Krajowy Zjazd Delegatów wybrał na przewodniczącego Janusza Śniadka, absolwenta budowy okrętów Politechniki Gdańskiej, przez lata szefa „Solidarności” w Stoczni Gdynia. Krzaklewski odszedł po klęsce wyborczej. Jeszcze za Krzaklewskiego, 26 czerwca 2002 roku, na manifestację przeciw zmianom w Kodeksie pracy przyjechało do Warszawy według kroniki związkowej ponad 50 tysięcy osób. Za Śniadka związek wrócił do roli przede wszystkim związkowej, a w 2003 roku zebrał 650 tysięcy podpisów pod projektem przywrócenia świadczeń przedemerytalnych. Polityki jednak nie porzucił: we wrześniu 2005 roku Komisja Krajowa wezwała do głosowania na Lecha Kaczyńskiego, a w 2010 roku poparła Jarosława Kaczyńskiego. To poparcie miało swoją cenę. W 2006 roku, jak podało radio Głos Ameryki, ze związku formalnie wystąpił Lech Wałęsa. Jego rzecznicy tłumaczyli, że przestał płacić składki pod koniec poprzedniego roku z powodu sporu z kierownictwem o poparcie dla nowej, konserwatywnej władzy.

21 października 2010 roku przewodniczącym został Piotr Duda, szef regionu śląsko-dąbrowskiego, z zawodu tokarz z Huty Gliwice. Związkiem kieruje do dziś, w 2014, 2018 i 2023 roku uzyskiwał reelekcję. Pierwszym wielkim sprawdzianem był rządowy projekt podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat dla kobiet i mężczyzn. Związek od połowy grudnia 2011 roku zbierał podpisy pod wnioskiem o referendum. Według TVN24 złożył w Sejmie prawie 1,4 miliona podpisów, sam związek podawał później liczbę ponad 2 milionów. Sejm wniosek odrzucił. 11 maja 2012 roku, gdy posłowie uchwalali ustawę (268 głosów za, 185 przeciw, 2 wstrzymujące się), związkowcy otoczyli budynek Sejmu i zgodnie z decyzją swojego sztabu protestacyjnego zablokowali jego wyjścia.

Sprawa wróciła po zmianie władzy. 19 grudnia 2016 roku prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę przywracającą od 1 października 2017 roku wiek emerytalny 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Podobnie było z niedzielami: 2 września 2016 roku komitet z udziałem „Solidarności” złożył w Sejmie obywatelski projekt ograniczenia handlu w niedziele, pod którym według związku podpisało się ponad 350 tysięcy osób. Ustawa, która weszła w życie 1 marca 2018 roku, była jednak na tyle zmieniona, że w październiku 2017 roku Piotr Duda oświadczył, iż „Solidarność” nie przyznaje się już do projektu i że jest on „głęboką rysą” na współpracy z PiS.

Relacje z rządami Zjednoczonej Prawicy nie były więc bezkonfliktowe. 7 kwietnia 2019 roku oświatowa „Solidarność” podpisała z rządem Mateusza Morawieckiego porozumienie płacowe. Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych go nie przyjęły i 8 kwietnia rozpoczęły ogólnopolski strajk nauczycieli, w którym wzięła udział również część członków „Solidarności”. Strajk zawieszono 27 kwietnia. W kwietniu 2021 roku Piotr Duda zarzucił i rządowi, i Pałacowi Prezydenckiemu bierność w sprawie tak zwanych emerytur stażowych.

Umowy z kandydatami na prezydenta

Nowością epoki Piotra Dudy są pisemne umowy z kandydatami na prezydenta. Pierwszą podpisano 5 maja 2015 roku z kandydatem PiS Andrzejem Dudą. Szef związku mówił wtedy: „Po raz pierwszy podpisaliśmy »Umowę programową« z kandydatem na prezydenta”. Kandydat zobowiązał się m.in. do polityki zmierzającej do obniżenia wieku emerytalnego i powiązania emerytur ze stażem pracy, do podniesienia płacy minimalnej do 50 procent przeciętnego wynagrodzenia i do walki ze „śmieciowymi” umowami. 5 maja 2020 roku, już jako urzędujący prezydent, Andrzej Duda podpisał w Warszawie nową umowę, obejmującą utrzymanie programów społecznych i reformę emerytalną z uwzględnieniem pracowników o najdłuższym stażu.

13 lutego 2025 roku w sali BHP Stoczni Gdańskiej umowę z jedenastoma zobowiązaniami podpisał popierany przez PiS Karol Nawrocki. Według serwisu Notes from Poland obejmowała m.in. niepodnoszenie wieku emerytalnego, obronę płacy minimalnej i zakazu handlu w niedziele, wsparcie publicznej służby zdrowia i polskiego rolnictwa oraz ograniczenie skutków unijnego Zielonego Ładu. Nawrocki wygrał wybory prezydenckie w 2025 roku. Takie poparcie budzi spory, bo wiąże związek z jedną stroną sceny politycznej. Piotr Duda mówił w 2015 roku, że wybory prezydenckie to „wybory obywatelskie, a nie partyjne”, a „Solidarność” w ostatnich 25 latach „wskazywała kandydata, na którego członkowie związku zawodowego powinni głosować”.

Ilu ich jest

Liczby członków „Solidarności” zawsze były przedmiotem sporów i szacunków. O milionach z lat 1980–1981 i o tym, ilu członków związek miał po ponownej rejestracji w 1989 roku, piszemy w poprzednich częściach. Później było ich jeszcze mniej. Dla 2010 roku zestawienia podają, za dwoma artykułami „Gazety Wyborczej”, od 400 do 680 tysięcy członków, a dla 2015 roku – 586 901, za dokumentem samego związku.

Nowszej ogólnopolskiej liczby z niezależnego źródła nie udało się nam potwierdzić. Pośrednio pokazują ją sondaże CBOS. W kwietniu 1991 roku członkostwo w NSZZ „Solidarność” deklarowało 10 procent dorosłych Polaków. W październiku 2021 roku było to 2,3 procent dorosłych, czyli 4,1 procent pracowników najemnych. Mimo to „Solidarność” pozostaje największym związkiem w Polsce – we wszystkich związkach zawodowych łącznie było wtedy, według tego samego badania, 10,5 procent pracowników najemnych.

Miejsce w kraju i na świecie

Siedzibą Komisji Krajowej jest od 1989 roku budynek przy ul. Wały Piastowskie 24 w Gdańsku. Od 2014 roku patronem związku jest błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko, a w 2025 roku Instytut Pamięci Narodowej odznaczył „Solidarność” złotym medalem Reipublicae Memoriae Meritum. Od października 2015 roku związek ma swoich przedstawicieli w Radzie Dialogu Społecznego, gdzie Piotr Duda został jednym z wiceprzewodniczących.

Na arenie międzynarodowej „Solidarność” jest członkiem Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych (ETUC) i Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych (ITUC), do której należy od 2006 roku. Jej przedstawiciele zasiadają też w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym. Związek określa się jako organizacja opierająca działalność na wartościach chrześcijańskich i społecznej nauce Kościoła. Z europejskiego ruchu związkowego pochodzi jedno z najczęściej cytowanych zdań o jego znaczeniu. Według kroniki związkowej 28 kwietnia 2004 roku sekretarz generalny ETUC John Monks mówił na spotkaniu z przedstawicielami „Solidarności”: „Gdyby nie to, co się zdarzyło w Stoczni Gdańskiej w 1980 r., nie byłoby dzisiaj rozszerzenia Unii Europejskiej”.

Dziedzictwo i pamięć

Każdy kraj ma swoje miejsca i daty, przy których zatrzymuje się historia. Dla „Solidarności” są to 31 sierpnia, brama stoczni, sklejkowe tablice z postulatami i sala BHP. Pamięć o związku żyje dziś w muzeach, filmach, piosenkach i na ulicach – w Warszawie, Krakowie, Poznaniu czy Białymstoku jest Aleja Solidarności, często nadana w miejsce dawnych patronów z epoki PRL.

31 sierpnia – Dzień Solidarności i Wolności

Ustawą z 27 lipca 2005 roku Sejm ustanowił 31 sierpnia Dniem Solidarności i Wolności. Ustawa ma tylko trzy artykuły, a jej preambuła mówi, że uchwalono ją „w celu upamiętnienia 25. rocznicy historycznego zrywu Polaków do wolności”. Jest to święto państwowe, ale nie dzień wolny od pracy. Pierwszy raz obchodzono je 31 sierpnia 2005 roku, z głównymi uroczystościami w Gdańsku. Tego samego dnia abp Stanisław Dziwisz odprawił mszę na placu Solidarności, a po niej podpisano akt erekcyjny pod budowę Europejskiego Centrum Solidarności.

Europejskie Centrum Solidarności

Centrum powołała umowa z 8 listopada 2007 roku między ministrem kultury, województwem pomorskim, miastem Gdańsk, NSZZ „Solidarność” i Fundacją Centrum Solidarności. Gmach przy placu Solidarności, obok Bramy nr 2 i Pomnika Poległych Stoczniowców, zaprojektowała gdańska pracownia Fort (wybrana spośród 58 prac konkursowych). Budowa kosztowała 231,1 miliona złotych, a otwarcie nastąpiło 30 sierpnia 2014 roku.

Wystawa stała w sześciu salach przedstawia współczesną historię Polski, narodziny ruchu solidarnościowego i jego dziedzictwo. W budynku są też archiwum, biblioteka i mediateka, a od 2015 roku biuro Lecha Wałęsy. Przez dwa pierwsze miesiące wstęp był bezpłatny i przyszło około 110 tysięcy osób, w pierwszym roku – ponad 300 tysięcy. Dyrektorem ECS był w latach 2011–2025 Basil Kerski.

Sala BHP i Brama nr 2

Sala BHP Stoczni Gdańskiej, dawny magazyn torped z przełomu XIX i XX wieku, w którym w sierpniu 1980 roku obradował Międzyzakładowy Komitet Strajkowy i 31 sierpnia podpisano porozumienie, w 1999 roku trafiła do rejestru zabytków. 23 grudnia 2004 roku ówczesny właściciel terenów stoczniowych, spółka Synergia 99, przekazał salę wraz z działką Komisji Krajowej „Solidarności”. Po remoncie uroczyście otwarto ją 24 sierpnia 2010 roku, w 30. rocznicę strajku, z wystawami m.in. Instytutu Pamięci Narodowej.

Brama nr 2 była miejscem pamięci jeszcze przed Sierpniem: 16 grudnia 1970 roku wojsko ostrzelało tu stoczniowców wychodzących z zakładu, zginęły dwie osoby. W sierpniu 1980 roku zawisły na niej obrazy religijne i portret Jana Pawła II, a 31 sierpnia Wałęsa ogłosił z niej koniec strajku. 16 grudnia 1981 roku oryginalne wrota zniszczyły czołgi. Napis „im. Lenina” usunięto 22 stycznia 1990 roku. W 1999 roku bramę wpisano do rejestru zabytków, a według dostępnych opracowań w 2014 roku, razem z innymi obiektami historycznej stoczni, wyróżniono ją Znakiem Dziedzictwa Europejskiego (część źródeł podaje rok 2015). W sierpniu 2025 roku bramę i repliki tablic z postulatami zdewastowali aktywiści ruchu Ostatnie Pokolenie.

Tablice na liście UNESCO

Dwie sklejkowe tablice z 21 postulatami w 2003 roku wpisano na listę Programu UNESCO „Pamięć Świata”, gromadzącą najcenniejsze dokumenty ludzkości. Uwaga na częsty błąd: to nie jest lista światowego dziedzictwa, na której są zabytki i krajobrazy, tylko rejestr dokumentów. Źródła różnią się co do dokładnej daty wpisu w 2003 roku – kronika związkowa podaje 28 sierpnia, a inne źródła decyzję dyrektora generalnego UNESCO z 16 października. Rozbieżność ma prawdopodobne wyjaśnienie: 28–30 sierpnia 2003 roku w Gdańsku obradował Międzynarodowy Komitet Doradczy programu, który rekomenduje wpisy, a formalna decyzja zapada później. Od sierpnia 2014 roku oryginały są pokazywane na wystawie stałej ECS jako depozyt Narodowego Muzeum Morskiego.

Film i muzyka

Najważniejszym filmem o „Solidarności” pozostaje „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy, kręcony w pośpiechu, by zdążyć na festiwal w Cannes. Według przytaczanych relacji to robotnicy Stoczni Gdańskiej, pamiętający „Człowieka z marmuru”, namówili reżysera do filmu o nich i podsunęli mu tytuł. W epizodach wystąpili Lech Wałęsa i Anna Walentynowicz, a na planie podpisania porozumień zjawiła się większość prawdziwych uczestników, ubranych jak w sierpniu. W 1981 roku film zdobył w Cannes Złotą Palmę – pierwszą w historii polskiego kina – i był nominowany do Oscara. Do grudnia 1981 roku obejrzało go w Polsce około 5 milionów widzów, po wprowadzeniu stanu wojennego zniknął z kin, a w 1983 roku rozwiązano Zespół Filmowy „X” Wajdy.

Wajda wrócił do tematu po ponad trzydziestu latach. „Wałęsa. Człowiek z nadziei” według scenariusza Janusza Głowackiego wszedł na ekrany 4 października 2013 roku. W 2006 roku Niemiec Volker Schlöndorff nakręcił „Strajk”, którego bohaterka była wzorowana na Annie Walentynowicz.

W muzyce najsłynniejsze są „Mury” Jacka Kaczmarskiego, o których piszemy w poprzedniej części. Ślad „Solidarności” jest też w światowym rocku. Według opisów historii utworu tekst piosenki U2 „New Year’s Day” z 1983 roku zaczął się od miłosnego utworu Bono dla żony, ale ostatecznie został przerobiony pod wpływem polskiego ruchu. Piosenka stała się pierwszym przebojem zespołu w Wielkiej Brytanii.

Znak, który zna cały świat

O tym, jak Jerzy Janiszewski zaprojektował w sierpniu 1980 roku słynną „solidarycę”, piszemy wcześniej. Dodajmy, że dyplom gdańskiej PWSSP uzyskał już w 1976 roku, a w czasie stanu wojennego wyemigrował, najpierw do Niemiec, potem osiadł w Hiszpanii, a w wolnej Polsce zaprojektował m.in. logo polskiej prezydencji w Unii Europejskiej (2011), nowy znak Sejmu (2015) i logo obchodów 40-lecia porozumień sierpniowych (2020). Związek nadał mu legitymację członkowską z numerem 1.

Echo w świecie

Ocena międzynarodowego znaczenia „Solidarności” należy do historyków i sami Polacy mają o niej wyraźne zdanie. W sondażu CBOS z 2015 roku 75 procent badanych uznało powstanie związku za ważne dla innych krajów bloku wschodniego, a 66 procent – dla świata. Opracowania o Jesieni Ludów wskazują, że Węgrzy, idąc śladem Polski, zorganizowali własne rozmowy przy okrągłym stole, a we wrześniu 1989 roku Sejm zatwierdził rząd Mazowieckiego, pierwszy w bloku wschodnim gabinet z niekomunistycznym premierem. Dwa miesiące później upadł Mur Berliński. Historycy spierają się, jaką część zasługi przypisać „Solidarności”, a jaką polityce Michaiła Gorbaczowa, kryzysowi gospodarczemu ZSRR czy presji Zachodu. Nie ma tu jednej, powszechnie przyjętej odpowiedzi i nie próbujemy jej narzucać.

Bez sporu jest jedno: 15 listopada 1989 roku Lech Wałęsa przemawiał na wspólnym posiedzeniu obu izb Kongresu USA. Bywa nazywany pierwszym cudzoziemcem niebędącym głową państwa, który przemawiał na takim posiedzeniu, ale inne źródła liczą ten wyjątek inaczej, więc rekordu nie przesądzamy. Przemówienie zaczął od słów „We the People” („My, naród”), którymi otwiera się konstytucja Stanów Zjednoczonych, i według Polskiego Radia już po nich dostał owację.

Jak pamięta Polonia w Ameryce

Amerykańska Polonia wspierała „Solidarność” finansowo w latach osiemdziesiątych, o czym piszemy w poprzedniej części. Pamięć o tym trwa. 22 września 2024 roku na polskim cmentarzu przy Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown w Pensylwanii, nazywanym amerykańską Częstochową, odsłonięto pomnik Bohaterów Walki o Niepodległość po 1945 roku i „Solidarności”. Według IPN, który był jednym z inwestorów, to pierwszy w Stanach Zjednoczonych pomnik poświęcony polskiej drodze do wolności po 1945 roku. Ma formę schodów z datami kolejnych zrywów, od 1945 roku do lat 1980–1981, a na ostatnim stopniu widnieje napis „Solidarność”. Inicjatorem był komitet upamiętnienia katastrofy smoleńskiej, którym kieruje Tadeusz Antoniak, autorem projektu Richard Kulinski. W uroczystości uczestniczył prezydent Andrzej Duda, a ówczesny prezes IPN Karol Nawrocki przedstawił podczas mszy powody powstania pomnika.

Pamiętają też amerykańskie władze stanowe. Gubernator Michigan Gretchen Whitmer ogłosiła 31 sierpnia 2021 roku „Polskim Dniem Solidarności” w swoim stanie. W proklamacji przypomniano, że mieszkańcy Michigan, „szczególnie związki zawodowe i społeczność polsko-amerykańska”, bardzo wspierali związek i Polaków w walce z opresyjną władzą.

Co dziś myślą Polacy

Najpełniejsze z odnalezionych przez nas badań to sondaż CBOS przeprowadzony 1–8 lipca 2015 roku na reprezentatywnej próbie 1044 dorosłych. Nowszego komunikatu CBOS poświęconego wyłącznie ocenie „Solidarności” nie udało się nam znaleźć.

Powstanie i działalność „Solidarności” w latach 1980–1981 były…Odsetek badanych
ważne dla Polski (w tym przełomowe)90 procent (66 procent)
ważne dla samego badanego i dla przeciętnego Polaka76 procent
ważne dla innych krajów bloku wschodniego75 procent
ważne dla świata66 procent

To samo badanie pokazało drugą stronę medalu. 38 procent badanych uważało, że rocznica Sierpnia jest dziś ważna tylko dla starszego pokolenia, 25 procent – że tylko dla dawnych uczestników ruchu, a zaledwie 23 procent – że dla wszystkich Polaków. 57 procent sądziło, że pamięć o „Solidarności” jest pielęgnowana dostatecznie, 33 procent – że niedostatecznie. Najmłodsi, w wieku 18–24 lat, częściej niż inni oceniali upamiętnienie jako wystarczające. Autorzy komunikatu podsumowali, że Polacy doceniają historyczną doniosłość tamtych wydarzeń, ale uważają, że ich wspominanie nie jest dziś dla ludzi tak ważne jak kiedyś.

Ciekawostki po 1989 roku

  • Piwosze tuż za związkiem. W wyborach 1991 roku „Solidarność” zdobyła 27 mandatów poselskich, a Polska Partia Przyjaciół Piwa – 16. Oba ugrupowania dzieliło więc w Sejmie zaledwie 11 miejsc.
  • Ironia z 1993 roku. Premier, którą obalił wniosek posłów „Solidarności”, należała do tych nielicznych posłów, którzy w 1982 roku sprzeciwili się delegalizacji związku (piszemy o tym w poprzedniej części).
  • Krzyż powieszony nocą. W nocy po podpisaniu umowy koalicyjnej AWS–UW, w październiku 1997 roku, posłowie AWS zawiesili w sali posiedzeń Sejmu krzyż.
  • Kolebka na sprzedaż. 8 sierpnia 1996 roku sąd ogłosił upadłość Stoczni Gdańskiej. W 1998 roku kupiła ją za 115 milionów złotych Stocznia Gdynia. Wcześniej stowarzyszenie „Solidarni ze Stocznią Gdańską” zebrało ze sprzedaży cegiełek i wpłat ponad 5,25 miliona złotych na jej ratowanie.
  • Lenin wrócił na chwilę. W 2012 roku z decyzji prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza przywrócono Bramie nr 2 historyczny wygląd, łącznie z napisem „im. Lenina” i Orderem Sztandaru Pracy. Według PAP brama miała też posłużyć jako plener filmu Wajdy o Wałęsie. Po sprzeciwie działaczy „Solidarności” elementy te ponownie usunięto.
  • Tablice ze strychu. Po wprowadzeniu stanu wojennego władze zarekwirowały z muzeum tablice z postulatami, ale – według dostępnych opracowań – były to kopie. Oryginały ukryli pracownicy muzeum, a Wiesław Urbański, który przechowywał je w domu, oddał je po 1989 roku. Według innej wersji leżały zapomniane na strychu aż do 1996 roku. Źródła różnią się co do daty.
  • Kłopotliwy sponsor. Jednym z głównych prywatnych sponsorów filmu Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” była firma Amber Gold. Po wybuchu afery producent w sierpniu 2012 roku przekazał otrzymane od niej 3 miliony złotych do depozytu „z powodów moralnych”, co opóźniło premierę.
  • Długopis z historią. Andrzej Duda i Piotr Duda podpisali umowę programową w 2015 roku długopisem, który szefowi związku podarował prezydent Lech Kaczyński przed śmiercią w katastrofie pod Smoleńskiem.
  • Szef związku z misji w Syrii. Piotr Duda, członek związku od 1980 roku, w latach 1982–1983 odbył służbę wojskową w 6 Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej, a także służył w Polskim Kontyngencie Wojskowym w ramach misji ONZ UNDOF w Syrii.
  • Strażacy z Nowego Jorku na Jasnej Górze. We wrześniu 2002 roku w XX Pielgrzymce Ludzi Pracy na Jasną Górę razem ze związkowcami szli nowojorscy strażacy, uczestnicy akcji ratowniczej po zamachu na World Trade Center.

Oficjalne źródła

Czy ten poradnik był pomocny?

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!


Dodaj komentarz

Zaloguj się aby uniknąć weryfikacji emaila przy każdym komentarzu, lub komentuj jako gość:

Komentarz może być moderowany przed publikacją.