Przejdź do treści

Stan wojenny 1981–1983: historia, życie codzienne, ciekawostki

Historia stanu wojennego: przygotowania i decyzja, noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku, internowania, strajki i ofiary, życie codzienne z godziną policyjną i kartkami, reakcja świata i Polonii w USA, koniec stanu wojennego i rozliczenia. Do tego ciekawostki i źródła.

W niedzielę 13 grudnia 1981 roku Polacy obudzili się w innym kraju. Telefony milczały, w radiu i telewizji zamiast porannych programów nadawano przemówienie generała Wojciecha Jaruzelskiego, na ulicach stały czołgi i wozy opancerzone, a w nocy funkcjonariusze zabrali z domów tysiące działaczy „Solidarności”. Wprowadzono stan wojenny, który formalnie trwał do 22 lipca 1983 roku i na długo zmienił życie milionów ludzi.

W tym poradniku opisujemy, jak władze przygotowywały się do stanu wojennego od 1980 roku, jaką rolę odegrał płk Ryszard Kukliński, co wiadomo o groźbie sowieckiej interwencji, jak przebiegła noc z 12 na 13 grudnia, kogo internowano, gdzie strajkowano i ile osób zginęło. Pokazujemy też codzienność tamtych miesięcy: godzinę milicyjną, kontrolowane rozmowy telefoniczne, kartki, bojkot telewizji i oporniki w klapach, a także reakcję świata i Polonii w Stanach Zjednoczonych, z prezydentem Reaganem i świecami w oknach. Na koniec piszemy o końcu stanu wojennego, zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki i o tym, jak próbowano rozliczyć autorów stanu wojennego. Tam, gdzie źródła się różnią albo czegoś nie udało się potwierdzić, piszemy o tym wprost.

W skrócie
  • Stan wojenny wprowadzono w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku dekretami Rady Państwa. W 2011 roku Trybunał Konstytucyjny uznał te dekrety za niezgodne z konstytucją.
  • Według IPN wydano 10 132 decyzje o internowaniu, które objęły 9736 osób, w tym 1008 kobiet.
  • 16 grudnia 1981 roku w kopalni „Wujek” w Katowicach od kul plutonu specjalnego ZOMO zginęło 9 górników. Łączna liczba ofiar stanu wojennego jest sporna i zależy od przyjętych kryteriów.
  • To, czy stan wojenny uchronił Polskę przed sowiecką interwencją, pozostaje przedmiotem sporu historyków, a dokumenty bywają odczytywane na różne sposoby.
  • Prezydent Ronald Reagan wprowadził sankcje wobec PRL i zaapelował do Amerykanów, by w Wigilię zapalili świece w oknach na znak solidarności z Polakami.
  • Stan wojenny zawieszono 31 grudnia 1982 roku i zniesiono 22 lipca 1983 roku.

Przygotowania i decyzja

Plan powstał na długo przed grudniem 1981

Stan wojenny nie był improwizacją z jednej nocy. Władze PRL zaczęły go przygotowywać już w czasie strajków sierpnia 1980 roku, zanim jeszcze podpisano porozumienia sierpniowe. Komitet Obrony Kraju i Sztab Generalny Wojska Polskiego rozpoczęły wtedy tak zwane prace studyjne nad wprowadzeniem stanu wojennego. 10 listopada 1980 roku sąd zarejestrował NSZZ „Solidarność”, a już dwa dni później, 12 listopada, gen. Wojciech Jaruzelski poinformował członków Komitetu Obrony Kraju, że przygotowano „zestaw niezbędnych aktów prawnych dotyczących stanu wojennego”.

Równolegle pracowało MSW. Według historyka IPN Grzegorza Majchrzaka najstarsza zachowana lista osób przewidzianych przez SB do internowania pochodzi z 28 października 1980 roku, a w zestawieniu przygotowanym trzy dni później znalazło się „jedynie” 1200 osób. Tydzień później, na posiedzeniu kierownictwa MSW, wiceminister spraw wewnętrznych Adam Krzysztoporski mówił o zatrzymaniu „może około 30–40 tys.” osób na początek i „może jeszcze dwa–trzy razy więcej” później. Majchrzak zauważa, że żadne więzienia PRL nie pomieściłyby takiej liczby ludzi.

W lutym 1981 roku MON i MSW przeprowadziły wspólną „grę sztabową”. Ustalono wtedy zasady zrealizowane dziesięć miesięcy później: potrzebny jest pretekst, trzeba uprzedzić strajk generalny „Solidarności”, a operację najlepiej przeprowadzić w całym kraju jednocześnie, w nocy z soboty na niedzielę, kiedy zakłady pracy są puste. Według ustaleń historyków (Ryszard Terlecki, Andrzej Paczkowski), w ostatniej dekadzie sierpnia 1981 roku dyrektor Biura Śledczego MSW płk Tadeusz Kwiatkowski uzgodnił z KGB druk 25 tysięcy obwieszczeń Rady Państwa o wprowadzeniu stanu wojennego. Wydrukowano je w Moskwie bez daty i bez nazwiska przewodniczącego Rady. Akcja internowań nosiła początkowo kryptonim „Wrzos”. Jak ustalił IPN, zmieniono go na „Jodła” dopiero po ucieczce płk. Ryszarda Kuklińskiego na Zachód.

Biuro Polityczne KC PZPR zaakceptowało decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego 5 grudnia 1981 roku i zostawiło gen. Jaruzelskiemu, od października także I sekretarzowi partii, swobodę wyboru konkretnej daty.

Pułkownik Kukliński, człowiek, który znał plany

Najbardziej niezwykłą postacią tej historii jest płk Ryszard Kukliński, oficer Sztabu Generalnego, który od 1972 roku współpracował z wywiadem amerykańskim. Do 1981 roku przekazał na Zachód ponad 40 tysięcy stron dokumentów dotyczących PRL, ZSRR i Układu Warszawskiego. Według biografa Sławomira Cenckiewicza od wiosny 1981 roku kierował zespołem, który planował stan wojenny.

Na początku grudnia 1980 roku Kukliński zameldował CIA, że do Polski ma wkroczyć 18 dywizji Układu Warszawskiego: 15 sowieckich, dwie czechosłowackie i jedna wschodnioniemiecka. Ten meldunek z 4 grudnia 1980 roku jest dziś dostępny w zbiorach waszyngtońskiego National Security Archive. Ćwiczenia „Sojuz 80”, które miały być osłoną operacji, ostatecznie odwołano po szczycie przywódców Układu Warszawskiego w Moskwie 5 grudnia 1980 roku.

2 listopada 1981 roku przełożeni poinformowali Kuklińskiego i kilku innych oficerów, że nastąpił przeciek planów i że Wojskowa Służba Wewnętrzna wszczęła śledztwo. W nocy z 7 na 8 listopada CIA wywiozła go z Polski razem z rodziną. Szczegóły ucieczki źródła opisują różnie. Biograf Sławomir Cenckiewicz i amerykański dziennikarz Benjamin Weiser piszą o furgonetce na dyplomatycznych numerach, którą Kuklińscy przekroczyli granicę w Świecku, według Cenckiewicza 8 listopada o 8.20. Według Weisera rodzina ukryła się w dużych kartonowych pudłach. Inne relacje, m.in. w książce Marii Nurowskiej, mówią o odlocie samolotem z Okęcia na cudzym paszporcie. W 1984 roku sąd wojskowy skazał pułkownika zaocznie na karę śmierci. W 1997 roku, po uchyleniu wyroku, śledztwo umorzono, uznając, że działał w stanie wyższej konieczności.

Ocena Kuklińskiego wciąż dzieli Polaków: dla jednych był bohaterem, dla innych złamał przysięgę wojskową. Niektórzy autorzy, m.in. historyk Paweł Wieczorkiewicz, dopuszczali nawet hipotezę, że był podwójnym agentem, ale to tylko niepotwierdzona hipoteza. Stany Zjednoczone dzięki niemu wiedziały o przygotowaniach, a mimo to nie ostrzegły polskiej opozycji. Dokumenty opublikowane przez National Security Archive pokazują, że amerykańscy analitycy skupiali się na groźbie sowieckiej inwazji, a nie na „rozwiązaniu wewnętrznym”.

WRON i nocne posiedzenie Rady Państwa

Formalnie stan wojenny wprowadziła Rada Państwa. Według portalu dzieje.pl (PAP) członkowie Rady zebrali się w Belwederze około pierwszej w nocy, a większość z nich nie wiedziała, po co ich wezwano. Po około półtoragodzinnych obradach przyjęli przedstawione im dokumenty. Przeciw głosował tylko przewodniczący stowarzyszenia PAX Ryszard Reiff, którego później usunięto ze stanowiska. Wszystkie dokumenty opatrzono datą 12 grudnia 1981 roku. Część opracowań podaje, że posiedzenie odbyło się „ok. północy”, więc godziny w źródłach nieco się różnią.

Faktyczną władzę przejęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, czyli WRON, organ nieprzewidziany w konstytucji. Według dzieje.pl liczyła 21 osób. Opublikowane listy członków wymieniają 22 nazwiska, wśród nich ppłk. Mirosława Hermaszewskiego, pierwszego Polaka w kosmosie, który według własnej relacji został wpisany na listę bez swojej wiedzy i zgody. Historycy podkreślają, że WRON była w dużej mierze fasadą, a najważniejsze decyzje zapadały w nieformalnym „dyrektoriacie”, do którego obok Jaruzelskiego należeli m.in. generałowie Florian Siwicki i Czesław Kiszczak oraz Mieczysław F. Rakowski. Na murach szybko pojawiło się hasło „Orła wrona nie pokona”.

Problem prawny: dekret, którego nie wolno było wydać

Konstytucja PRL pozwalała Radzie Państwa wprowadzić stan wojenny ze względu na obronność lub bezpieczeństwo państwa. Kłopot polegał na czymś innym. Szczegółowe zasady stanu wojennego, ograniczenia praw obywateli i sądy doraźne wprowadzono dekretami z mocą ustawy, a art. 31 ust. 1 konstytucji pozwalał Radzie Państwa wydawać dekrety tylko między sesjami Sejmu. W grudniu 1981 roku sesja trwała, a najbliższe posiedzenie wyznaczono na 15 i 16 grudnia. Sejm zatwierdził dekrety post factum, ustawą z 25 stycznia 1982 roku, przy jednym głosie sprzeciwu posła Romualda Bukowskiego z Gdańska.

Po latach spór rozstrzygnął Trybunał Konstytucyjny. Wyrokiem z 16 marca 2011 roku (sygn. akt K 35/08), wydanym na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, uznał dekret o stanie wojennym oraz dekret o postępowaniach szczególnych za niezgodne z art. 7 obecnej Konstytucji w związku z art. 31 ust. 1 Konstytucji PRL oraz z Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych. W sprawie samej uchwały Rady Państwa o wprowadzeniu stanu wojennego Trybunał umorzył postępowanie, uznając wydanie wyroku za niedopuszczalne. W styczniu 2012 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał gen. Czesława Kiszczaka na cztery lata więzienia, złagodzone amnestią i warunkowo zawieszone, stwierdzając, że najwyżsi dowódcy stworzyli „związek przestępczy o charakterze zbrojnym”. Sprawę gen. Jaruzelskiego w 2011 roku wyłączono do odrębnego postępowania z powodu stanu jego zdrowia, a po jego śmierci w 2014 roku postępowanie umorzono.

Czy Sowieci by weszli? Co mówią dokumenty

To najbardziej sporna kwestia całej historii. Gen. Jaruzelski do końca życia utrzymywał, że stan wojenny był „mniejszym złem”, które uchroniło Polskę przed sowiecką interwencją i wojną domową. Jego zwolennicy przypominają doktrynę Breżniewa, Węgry 1956 i Czechosłowację 1968, przerzucenie w lipcu 1981 roku ponad 600 czołgów do sowieckiej bazy w Bornem Sulinowie oraz wielkie manewry „Zapad-81” przy polskich granicach.

Dokumenty ujawnione po upadku ZSRR pokazują jednak także drugą stronę. 10 grudnia 1981 roku obradowało Biuro Polityczne KC KPZR. Szef KGB Jurij Andropow powiedział wtedy, według protokołu odtajnionego w Rosji w 1993 roku: „Nie zamierzamy wprowadzać wojsk do Polski. Jest to słuszne stanowisko i musimy się go trzymać do końca”. Minister spraw zagranicznych Andriej Gromyko dodał, że „nie może być żadnego wprowadzenia wojsk do Polski”. Rosyjski historyk Rudolf Pichoja uważał, że interwencja nie była brana pod uwagę, a domagała się jej strona polska.

Drugim kluczowym źródłem jest notatnik gen. Wiktora Anoszkina, adiutanta marszałka Wiktora Kulikowa, naczelnego dowódcy wojsk Układu Warszawskiego, który przebywał w Polsce od 7 do 17 grudnia 1981 roku. Amerykański historyk Mark Kramer, który opublikował fragmenty notatnika w biuletynie Cold War International History Project przy Wilson Center, uważa, że Jaruzelski prosił o wsparcie wojskowe i był wstrząśnięty odmową. W grudniu 2009 roku historyk IPN Antoni Dudek ogłosił w „Biuletynie IPN” notatkę Anoszkina z rozmowy z Kulikowem w nocy z 8 na 9 grudnia. Jaruzelski miał powiedzieć: „Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady”, a zapytany, czy Kulikow może zameldować Breżniewowi o decyzji, odpowiedzieć: „Tak, pod warunkiem, że udzielicie nam pomocy”. Dudek zaznacza, że słowa Kulikowa nie zawierały jednoznacznej obietnicy pomocy, ale też jej nie wykluczały.

Jaruzelski zaprzeczał. W wywiadzie dla Radia Swoboda w 2009 roku powiedział, że nie prosił o wprowadzenie wojsk sowieckich. Nie twierdził, że notatka jest sfałszowana, lecz że „można ją interpretować na różne sposoby”. Historycy nadal różnią się w ocenie. Dla jednych dokumenty dowodzą, że to Jaruzelski chciał pomocy, a Moskwa odmawiała. Inni, jak Andrzej Paczkowski, przypominają, że realną alternatywą mogło być przejęcie władzy przez partyjnych twardogłowych sprzymierzonych z Kremlem. Społeczeństwo też pozostaje podzielone: w badaniu CBOS z 2016 roku 41 procent badanych uznało wprowadzenie stanu wojennego za słuszne, a 35 procent za niesłuszne.

Noc z 12 na 13 grudnia 1981

„Azalia” i „Jodła”

Operacja ruszyła jeszcze przed północą 12 grudnia, czyli formalnie przed wprowadzeniem stanu wojennego. Około 22.30 rozpoczęła się akcja „Azalia”. Według Ryszarda Terleckiego uzbrojone oddziały zajęły 451 obiektów telekomunikacyjnych w całym kraju. Zaraz po północy zamilkły cywilne telefony, także w ambasadach. W centrach telekomunikacyjnych zablokowano połączenia krajowe i zagraniczne, a wojsko i milicja obsadziły budynki radia i telewizji. Nie dało się wezwać pogotowia ani straży pożarnej. W miastach łączność przywrócono 10 stycznia 1982 roku, ale rozmowy były podsłuchiwane, o czym przypominał komunikat „rozmowa kontrolowana”.

Równocześnie trwała akcja „Jodła”, czyli internowania. Choć wyznaczono ją na północ, funkcjonariusze, jak pisze Grzegorz Majchrzak z IPN, często „pukali” do drzwi działaczy już przed 23.00. Główne uderzenie spadło na Gdańsk, gdzie 11 i 12 grudnia obradowała Komisja Krajowa „Solidarności” i gdzie po obradach nocowało wielu działaczy i doradców związku. Jacek Kuroń, zatrzymany w gdańskim hotelu, wspominał rozmowę z eskortującym go majorem: „Pamięta pan, majorze, jak trzy lata temu przyjechaliście wziąć mnie stąd, spod Gdańska? Przyjechaliście wtedy w cztery fiaty. A dzisiaj, widzi pan sam, ile czołgów i wojska musieliście wyprowadzić na ulice, żeby mnie wziąć”.

Według raportu Komitetu Helsińskiego, cytowanego przez IPN, w pierwszych godzinach „wybijano drzwi i wyciągano ludzi z łóżek”, niektórych wywlekano w bieliźnie na mróz. Internowano Jacka Kuronia, jego żonę Grażynę i syna Macieja. Gdy zatrzymano oboje rodziców, dzieci trafiały czasem nie do krewnych, lecz do milicyjnej izby dziecka.

Szósta rano: „Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią”

O godzinie 6.00 w niedzielę 13 grudnia Polskie Radio nadało przemówienie gen. Jaruzelskiego. W nieco zmienionej wersji wyemitowała je także telewizja. Generał zwracał się do Polaków „jako żołnierz i jako szef rządu polskiego”: „Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie”. Ostrzegał, że „już nie dni, lecz godziny przybliżają ogólnonarodową katastrofę”. Ogłosił, że ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego i że „Rada Państwa, w zgodzie z postanowieniami Konstytucji, wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju”. Zapewniał: „Nie zmierzamy do wojskowego zamachu, do wojskowej dyktatury” i apelował: „Niechaj w tym umęczonym kraju, który zaznał już tyle klęsk, tyle cierpień, nie popłynie ani jedna kropla polskiej krwi”. Przemówienie zakończył słowami hymnu „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”.

Niedziela bez „Teleranka”

Dla milionów dzieci stan wojenny zaczął się od pustego ekranu. W niedzielny poranek telewizja nie nadała lubianego programu „Teleranek”. Wznowiono go dopiero po trzech miesiącach, w marcu 1982 roku, a brak „Teleranka” stał się dla całego pokolenia synonimem tamtego dnia. Zawieszono zajęcia w szkołach i na uczelniach, wstrzymano wydawanie prasy z wyjątkiem „Trybuny Ludu”, „Żołnierza Wolności” i gazet partyjnych w województwach. Wprowadzono godzinę milicyjną, od 22.00 do 6.00, a na wyjazd poza miejsce zamieszkania trzeba było mieć przepustkę.

Wojsko na ulicach: liczby

Według danych przytaczanych przez dzieje.pl i inne opracowania w operacji wzięło udział około 70 tysięcy żołnierzy i 30 tysięcy funkcjonariuszy MSW. Na ulice wyprowadzono 1750 czołgów, około 1900 wozów bojowych (1400 pojazdów opancerzonych i 500 bojowych wozów piechoty) oraz 9 tysięcy samochodów. Około jednej czwartej sił skoncentrowano w Warszawie i okolicach.

Do urzędów, instytucji i najważniejszych zakładów skierowano ponad 8 tysięcy komisarzy wojskowych. Zmilitaryzowano m.in. transport, łączność, energetykę, górnictwo i porty, a pracowników traktowano jak żołnierzy. Zakazano strajków i zgromadzeń, a sądy przeszły na tryb doraźny, w którym za część przestępstw groziła nawet kara śmierci.

Internowani: ilu, kto i gdzie

Już w pierwszej dobie, według danych MSW, internowano 3173 osoby, w tym zdecydowaną większość członków Komisji Krajowej „Solidarności”. W szczytowym momencie, 21 grudnia 1981 roku, w ośrodkach odosobnienia przebywało 5128 osób. Najdokładniejsze dane o całym okresie podaje IPN, powołując się na Ministerstwo Sprawiedliwości: do końca grudnia 1982 roku wydano 10 132 decyzje o internowaniu wobec 9736 osób. Różnica wynika z tego, że 396 decyzji dotyczyło ludzi internowanych ponownie, niektórych nawet trzykrotnie. Wśród internowanych było 8728 mężczyzn i 1008 kobiet. Ponad 80 procent stanowili członkowie „Solidarności”, blisko 43 procent było robotnikami. W różnych publikacjach pojawia się też liczba 10 131 albo ogólnie „około 10 tysięcy” internowanych.

Internowano nie tylko działaczy „Solidarności”, ale też członków Niezależnego Zrzeszenia Studentów, rolniczej „Solidarności”, KOR i KPN. Przerwano też obradujący w Warszawie Kongres Kultury Polskiej. Do ośrodków trafili też reformatorscy członkowie PZPR, kilkudziesięciu milicjantów, którzy próbowali założyć związek zawodowy, a później kryminaliści. IPN wskazuje jeszcze jedną grupę „pensjonariuszy”: tajnych współpracowników SB, którzy mieli donosić na współwięźniów.

Formalnie utworzono 46 ośrodków odosobnienia, a później następne. Według danych władz więziennych internowanych przetrzymywano łącznie w 52 miejscach, nie licząc pięciu ośrodków dla byłych dygnitarzy, choć w wielu opracowaniach pada liczba 49. Większość trafiła do więzień, np. w Potulicach i Bydgoszczy-Fordonie, albo do aresztów, gdzie warunki były najgorsze. Kobiety i część intelektualistów umieszczono w ośrodkach wypoczynkowych, jak wojskowy dom wczasowy w Jaworzu. W warszawskiej Białołęce internowani wydawali odręcznie przepisywane pisma, a w Iławie od marca 1982 roku działało przez więzienny radiowęzeł Radio „InterNowa”.

Do najgłośniejszych pobić internowanych doszło w Wierzchowie Pomorskim, w Iławie i w Kwidzynie, gdzie 14 sierpnia 1982 roku według IPN obrażeń doznało 50 osób, a dziewięć trafiło do szpitala. Inne opracowania podają około 80 pobitych, więc źródła się różnią. Ostatnie 62 osoby zwolniono 23 grudnia 1982 roku. Jedenastu czołowych działaczy, m.in. Andrzej Gwiazda, Jacek Kuroń i Adam Michnik, nie wyszło jednak na wolność, lecz trafiło do aresztów.

Wałęsa w Arłamowie, Gierek w Głębokiem

Władze potraktowały Lecha Wałęsę inaczej, bo liczyły, że uda się go wykorzystać politycznie. Około drugiej w nocy do jego mieszkania w Gdańsku przyszli wojewoda Jerzy Kołodziejski i I sekretarz KW PZPR Tadeusz Fiszbach z wiadomością, że ma jechać do Warszawy na rozmowy. Wałęsa odrzucił propozycje współpracy. Przetrzymywano go w willi MSW w Skolimowie, w Chylicach i Otwocku (źródła podają różną kolejność), a od 11 maja 1982 roku w rządowym ośrodku w Arłamowie. Pilnowało go Biuro Ochrony Rządu, a nie Służba Więzienna. Zwolniono go w listopadzie 1982 roku, ale źródła podają różne daty: część opracowań 11 albo 14 listopada, a kalendarium Encyklopedii Solidarności (IPN) 12 listopada.

Jednym z najbardziej zaskakujących szczegółów jest to, że internowano także byłych przywódców komunistycznych. IPN wylicza 36 takich osób, z Edwardem Gierkiem, I sekretarzem KC PZPR w latach 1970–1980, na czele. Wśród nich byli też byli premierzy Piotr Jaroszewicz i Edward Babiuch. Przetrzymywano ich w ośrodku w Głębokiem, a później w Promniku pod Warszawą. Według dzieje.pl chodziło głównie o efekt propagandowy.

Strajki i ofiary

Strajki po 13 grudnia

Poniedziałek 14 grudnia był pierwszym dniem pracy w stanie wojennym. Mimo internowania przywódców w wielu dużych zakładach niezależnie od siebie wybuchły strajki okupacyjne: w hutach, w większości kopalń, w portach, w stoczniach Trójmiasta i Szczecina, w Ursusie i we wrocławskim Pafawagu. Według PAP strajkowano łącznie w 199 zakładach na około 7 tysięcy istniejących wtedy w Polsce przedsiębiorstw, a w 40 z nich doszło do brutalnych pacyfikacji z udziałem ZOMO i wojska wyposażonego w ciężki sprzęt.

Kolejne strajki łamano noc po nocy: w Stoczni im. Warskiego w Szczecinie, w Hucie im. Lenina, w lubelskiej FSC. Według IPN Stocznię Gdańską wojsko i milicja zajęły 16 grudnia o 6.27. Hutę „Katowice” spacyfikowano 23 grudnia przy wsparciu czołgów i desantu ze śmigłowców. 15 grudnia w kopalni „Manifest Lipcowy” milicjanci otworzyli ogień i ranili czterech górników. Była to zapowiedź tego, co stało się dzień później.

„Wujek”, 16 grudnia 1981

W katowickiej kopalni „Wujek” około pierwszej w nocy 13 grudnia aresztowano przewodniczącego komisji zakładowej „Solidarności” Jana Ludwiczaka. 14 grudnia załoga postanowiła nie podejmować pracy, dopóki nie wróci. Mieszkańcy pobliskiego osiedla przynosili strajkującym jedzenie. Plan pacyfikacji, przygotowany wieczorem 15 grudnia, zakładał użycie 1471 milicjantów i funkcjonariuszy ZOMO oraz 760 żołnierzy z 22 czołgami i 44 bojowymi wozami piechoty.

16 grudnia o 10.30 armatki wodne i gaz łzawiący uderzyły w tłum mieszkańców i rodzin przed kopalnią. Czołgi przełamały mur, a górnicy, uzbrojeni w pręty i trzonki od kilofów, odpierali natarcia. Około 12.30 na teren kopalni wprowadzono pluton specjalny ZOMO, około dwudziestu funkcjonariuszy z pistoletami maszynowymi PM-63. Padło 156 strzałów. Zginęli: Józef Czekalski, Józef Giza, Joachim Gnida, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Jan Stawisiński, Zbigniew Wilk i Zenon Zając. Najmłodszy, Andrzej Pełka, urodził się w 1962 roku. Rannych zostało ponad dwudziestu górników (źródła podają 21 albo 23) oraz 41 milicjantów i żołnierzy. IPN nazywa to najkrwawszą pacyfikacją stanu wojennego.

Wojskowa prokuratura umorzyła śledztwo 20 stycznia 1982 roku, uznając, że funkcjonariusze działali w obronie koniecznej. Tymczasem 9 lutego 1982 roku sąd Śląskiego Okręgu Wojskowego skazał przywódców strajku: Stanisława Płatka na cztery lata więzienia, Jerzego Wartaka na trzy i pół roku, dwóch kolejnych na trzy lata. Procesy członków plutonu specjalnego zaczęły się dopiero po 1989 roku i ciągnęły się latami.

„Piast”: czternaście dni na głębokości 650 metrów

W kopalni „Piast” w Bieruniu górnicy wybrali inną taktykę: 14 grudnia zostali pod ziemią, na poziomie 650 metrów. Według IPN protest zaczęło ponad dwa tysiące pracowników, a ponad tysiąc wytrwało do końca. Był to najdłuższy strajk stanu wojennego i najdłuższy podziemny protest w powojennej historii polskiego górnictwa. Strajkujący przez cały czas zabezpieczali kopalnię, bo nie chcieli zniszczyć własnego zakładu. Górnicy obawiali się, że kopalnię zaleje się wodą albo wpuści do niej środki chemiczne, a po latach odnaleziono dokumenty potwierdzające, że władze rozważały pacyfikację z użyciem milicji, wojska, wozów bojowych i broni palnej. Górnicy wyjechali na powierzchnię wieczorem 28 grudnia. Następnego dnia kopalnia wydobyła 12 tysięcy ton węgla.

Siedmiu górników stanęło przed Sądem Wojskowym w Katowicach. Prokurator żądał dla nich od 10 do 15 lat więzienia. 12 maja 1982 roku sędzia Józef Medyk wszystkich uniewinnił, a sala odśpiewała „Jeszcze Polska nie zginęła”. Za ten wyrok sędziego odsunięto od orzekania. Uniewinnieni nie cieszyli się jednak wolnością długo: jak podaje IPN, kilka godzin po wyroku wszystkich internowano. Pięciu z nich wyemigrowało później do Stanów Zjednoczonych. Strajk upamiętniła piosenka śpiewana m.in. przez Jana Krzysztofa Kelusa, ze słowami: „Wyjeżdżajcie już chłopcy od Piasta, pora chłopcy opuścić tę dziurę”.

Gdańsk i ulice miast

Pacyfikacja stoczni nie uspokoiła Gdańska. Według IPN 16 grudnia w walkach ulicznych w śródmieściu wzięło udział od 25 do 30 tysięcy osób, inne opracowania podają nawet 100 tysięcy. Wieczorem czołgi strzegące gmachu KW PZPR oddały w kierunku dworca kilka salw ślepą amunicją, co nagrali na kasety działacze „Solidarności” podsłuchujący milicyjną łączność. 17 grudnia przy gmachu KW PZPR milicja strzelała z broni maszynowej i zginął 20-letni Antoni Browarczyk.

31 sierpnia 1982 i Lubin

Największe demonstracje podziemnej „Solidarności” odbyły się 31 sierpnia 1982 roku, w drugą rocznicę porozumień sierpniowych, w wielu miastach kraju. Według opracowań w 34 województwach zatrzymano wtedy ponad 5 tysięcy ludzi. Najtragiczniej było w Lubinie. Na rynku zebrało się około pięciu tysięcy osób, które z kwiatów układały krzyż z szarfą „Solidarność”. Milicja użyła gazu, a potem broni, strzelając z radiowozów do grup ludzi i do okien domów. Zginęli Michał Adamowicz, Andrzej Trajkowski i Mieczysław Poźniak, a 11 osób zostało rannych. Zdjęcie Krzysztofa Raczkowiaka, na którym czterech mężczyzn niesie śmiertelnie rannego Adamowicza, stało się jedną z ikon stanu wojennego.

Władze zacierały ślady, a śledztwo umorzono w 1983 roku. Trzech wojskowych prokuratorów, którzy opisali prawdziwy przebieg wydarzeń, oskarżono o ujawnienie tajemnicy państwowej. Po 1989 roku skazano trzech byłych funkcjonariuszy milicji, ale bezpośrednich sprawców nie ustalono. W grudniu 2025 roku prokurator IPN skierował do sądu w Legnicy akt oskarżenia przeciwko dziesięciu byłym milicjantom.

Ginęli także ludzie poza wielkimi demonstracjami. 13 października 1982 roku w Nowej Hucie kapitan SB Andrzej Augustyn śmiertelnie postrzelił 20-letniego Bogdana Włosika. W maju 1983 roku, już pod koniec stanu wojennego, po pobiciu na komisariacie przy ulicy Jezuickiej w Warszawie zmarł 18-letni Grzegorz Przemyk, któremu do 19. urodzin brakowało trzech dni.

Ilu było zabitych i dlaczego liczby się różnią

Na pytanie, ile osób zginęło w stanie wojennym, nie ma jednej odpowiedzi. Różne opracowania podają około 40 albo ponad 70 ofiar. Listy sporządzane w latach 80. przez podziemie, Komitet Helsiński i kościelne komitety pomocy liczyły, według IPN, od kilkudziesięciu do 104 nazwisk. W 1989 roku Sejm powołał komisję do zbadania działalności MSW, zwaną od nazwiska przewodniczącego Jana Rokity „Komisją Rokity”. Zbadała ona 122 przypadki zgonów, w których stwierdzono lub podejrzewano sprawstwo funkcjonariuszy MSW, i w 88 uznała, że sprawy trzeba wznowić. Tę liczbę przedstawia się różnie: „Rzeczpospolita” pisała, że do 88 zgonów „bezpośrednio” przyczynili się funkcjonariusze, IPN mówi o sprawach do wznowienia z powodu podejrzenia zbrodni albo zaniedbań w śledztwach.

Rozbieżności mają kilka przyczyn. Listy obejmują różne okresy: sam stan wojenny (13 grudnia 1981 – 22 lipca 1983) albo całą dekadę do 1989 roku. Różnie definiuje się też ofiarę. IPN na wystawie z 2006 roku pokazał 56 sylwetek ofiar ze stanu wojennego i lat późniejszych, celowo pomijając osoby zabite przez funkcjonariuszy bez podtekstu politycznego. Wiele zgonów do dziś nie wyjaśniono, bo śledztwa w PRL służyły ukrywaniu sprawców. Liczby osób, które straciły zdrowie wskutek pobić, nie da się ustalić.

Sądy, wyroki i weryfikacje

Obok internowań władze sięgnęły po sądy, często wojskowe i działające w trybie doraźnym. Wyrok nazywany najwyższym w stanie wojennym usłyszała 3 lutego 1982 roku Ewa Kubasiewicz, bibliotekarka z Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Sąd Marynarki Wojennej skazał ją na 10 lat więzienia za ulotkę wzywającą do oporu wobec stanu wojennego, a według jej relacji opublikowanej przez IPN także za kierowanie strajkiem okupacyjnym na uczelni. Zaocznie na karę śmierci skazano dwóch ambasadorów PRL, którzy w proteście przeciw stanowi wojennemu poprosili o azyl: Romualda Spasowskiego, ambasadora w Stanach Zjednoczonych, i Zdzisława Rurarza, ambasadora w Japonii. Obaj schronili się w Stanach Zjednoczonych.

Represje dotykały też pracy. W strajkujących zakładach masowo zwalniano ludzi, z „Piasta” około dwóch tysięcy, a działacze dostawali wilcze bilety. W wyniku „weryfikacji” pracę straciło co najmniej 800 dziennikarzy, a w marcu 1982 roku rozwiązano Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Jesienią 1982 roku część działaczy powołano na „szkolenia wojskowe”, które Jaruzelski nazwał „inteligentną formą internowania”. Według opracowań do 1983 roku z PZPR wystąpiło 850 tysięcy członków.

Paszport w jedną stronę

Władze szybko uznały, że niektórych przeciwników najłatwiej „zneutralizować”, wypychając ich z kraju. 25 stycznia 1982 roku Jaruzelski mówił w Sejmie: „Nie jest zamiarem władz, aby deportować kogokolwiek wbrew jego woli. Nie będziemy jednak stawiać przeszkód, gdy osoby te zechcą osiedlić się w innych, wybranych przez siebie krajach”. W marcu 1982 roku MSW rozpoczęło specjalną akcję. Do ośrodków odosobnienia przyjeżdżali urzędnicy biura paszportowego i obiecywali, że w ciągu miesiąca od złożenia wniosku internowany znajdzie się w wybranym kraju. Wnioski można było składać nawet niekompletne.

Haczyk tkwił w rodzaju dokumentu. Jak wyjaśnia Marta Marcinkiewicz z IPN, paszporty emigracyjne wydawano na rok i uprawniały one do jednokrotnego przekroczenia granicy, a na odwiedziny w Polsce trzeba było prosić o zgodę. Powrót był więc w praktyce niemożliwy. Rzecznik rządu Jerzy Urban przekonywał, że „wszyscy, absolutnie wszyscy otrzymali paszporty normalne, ważne na trzy lata”. Internowani w Jaworzu postanowili, że nikt nie przyjmie takiej propozycji w zamknięciu, bo uważali ją za szantaż. Z relacji zebranych przez IPN wynika, że o wyjeździe często przesądzały żony internowanych, które po miesiącach szykan nie wyobrażały sobie dalszego życia w kraju.

Do 23 grudnia 1982 roku wpłynęły 4322 wnioski o paszport emigracyjny, w tym 1278 od internowanych. Zgodę dostało 1096 internowanych, ale do tego dnia wyjechało tylko 147 z nich i 299 członków ich rodzin. Część składała wnioski tylko po to, by wyjść z ośrodka. Ambasada USA w Warszawie od grudnia 1982 roku dawała pierwszeństwo osobom internowanym co najmniej sześć miesięcy. Autorka tekstu IPN przypuszcza, że jednym z powodów mogło być to, że wśród wyjeżdżających byli też tajni współpracownicy SB, wykorzystywani później do inwigilacji emigracji. Do końca 1988 roku o zgodę na wyjazd wystąpiło 2218 byłych internowanych, nieco ponad 20 procent wszystkich, a wyjechało 2119. Część z nich, jak pięciu uniewinnionych górników z „Piasta”, trafiła do Stanów Zjednoczonych i zasiliła tamtejszą Polonię.

Życie codzienne w stanie wojennym

Dla większości Polaków stan wojenny zaczął się w niedzielę 13 grudnia 1981 roku od ciszy. Telefony milczały, bo w nocy z 12 na 13 grudnia wyłączono łączność w całym kraju. Zamiast zwykłego programu radio i telewizja nadawały przemówienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Polskie Radio wyemitowało je o 6.00 rano, telewizja kilka godzin później. Przez kolejne miesiące państwo decydowało, o której wolno wyjść z domu, jak można rozmawiać przez telefon i co przeczytać w gazecie.

Godzina milicyjna i przepustki

Najbardziej odczuwalnym ograniczeniem była tak zwana godzina milicyjna. Według PAP (dzieje.pl) obowiązywała od 22.00 do 6.00 rano i w tych godzinach nie wolno było wychodzić z domu. Część opracowań podaje, że w pierwszym okresie zakaz zaczynał się już o 19.00, a dopiero później o 22.00. Tej wersji nie udało się nam potwierdzić w innym źródle, więc traktujemy ją jako niepewną.

Godzina milicyjna nie była taka sama przez cały czas. W Wigilię 1981 roku zniesiono ją na jedną noc, żeby ludzie mogli pójść na pasterkę, a w sylwestra zawieszono ją na jedną dobę. Władze mogły ją też zaostrzać lokalnie, jak w Świdniku w lutym 1982 roku (o tym niżej). Dokładnej daty, od której zniesiono ją w skali całego kraju, nie udało się nam jednoznacznie ustalić w źródłach, do których dotarliśmy.

Ograniczono też swobodę przemieszczania się. Zmiana miejsca pobytu wymagała uprzedniego zawiadomienia władz, a na wyjazd poza miejscowość zamieszkania potrzebna była przepustka. Wstrzymano też do odwołania wyjazdy zagraniczne. Ograniczenia w podróżowaniu po kraju zniesiono 1 marca 1982 roku. Milicja i wojsko mogły w każdej chwili zatrzymać przechodnia, wylegitymować go i przeszukać.

„Rozmowa kontrolowana”

Połączenia telefoniczne w miastach przywrócono 10 stycznia 1982 roku, a według kalendarium RMF24 połączenia międzymiastowe dopiero 29 marca 1982 roku. Po wybraniu numeru odzywał się wtedy nagrany głos: „rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana”. Władze nie ukrywały więc, że rozmowy mogą być podsłuchiwane. Wprowadzono też cenzurę korespondencji, więc listy mogły być otwierane i czytane przez urzędników.

Gazety, radio i telewizja w mundurach

13 grudnia wstrzymano wydawanie prasy. Ukazywały się tylko dwa dzienniki: partyjna „Trybuna Ludu” i wojskowy „Żołnierz Wolności”. Niektórych tytułów nigdy nie wznowiono. Opracowania jako przykłady likwidacji podają „Kulturę” i „Czas”. 19 marca 1982 roku władze rozwiązały Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

W telewizji po 13 grudnia prezenterzy „Dziennika Telewizyjnego” pojawiali się w mundurach wojskowych. Według historyka IPN Grzegorza Majchrzaka zrobili to z własnej inicjatywy. W mundurze występował na przykład Andrzej Racławicki. Telewizją kierowali wojskowi komisarze, którzy ingerowali w program. Nieufność wobec telewizji była trwała. W maju 1986 roku 41 procent badanych przez CBOS wskazało „Dziennik Telewizyjny” jako program, który najczęściej podaje „zupełnie nieprawdziwe” informacje.

Spacery w porze „Dziennika”

Najbardziej pomysłową formą protestu był bojkot głównego wydania „Dziennika Telewizyjnego”, nadawanego o 19.30. Narodził się w Świdniku pod Lublinem. 5 lutego 1982 roku, z inicjatywy działaczy podziemnej „Solidarności” (za pomysłodawcę uważa się Jana Kaźmierczaka), niewielka grupa wyszła na spacer ulicą Sławińskiego, dziś Niepodległości, akurat w porze „Dziennika”. 7 lutego spacerowały już całe rodziny, a w kolejnych dniach w akcji brało udział kilka tysięcy osób.

Władze najpierw legitymowały i zatrzymywały spacerowiczów. 11 lutego Wojewódzki Komitet Obrony w Lublinie wprowadził w Świdniku godzinę milicyjną od 19.00 do 6.00 (kalendarium dzieje.pl podaje godzinę 19.30, źródła różnią się więc o pół godziny). Spacer i tak się odbył. Władze zakazały też poruszania się po mieście samochodami osobowymi. Skuteczniejsze okazały się rewizje, aresztowania i internowania. 14 lutego podziemne władze związku w Świdniku wezwały do zakończenia akcji. Pomysł zdążył się jednak rozejść po kraju. Spacery odbywały się między innymi w Lublinie, Puławach, Olsztynie, warszawskim Ursusie i Białymstoku, gdzie na ulicy Lipowej trwały co najmniej do listopada 1982 roku.

Wątek „telewizji, która kłamie” pojawiał się też na murach. 15 grudnia 1981 roku wieczorem, po wydaniu dziennika telewizyjnego, uczeń technikum z Kielc Mirosław Satalecki wymalował jasnozieloną farbą na autobusach PKS w Koszycach napisy „Jaruzelski kłamie”, „TV kłamie”, „ZOMO bije”, „wolność i demokracja” oraz „Uwolnić więźniów politycznych”. Sąd wojskowy skazał go na rok więzienia w zawieszeniu, a uniewinniono go dopiero w 1996 roku.

Kartki, kolejki i puste półki

Stan wojenny nie wprowadził kartek, tylko odziedziczył je po kryzysie poprzednich lat. Bilety towarowe na cukier wprowadzono już w sierpniu 1976 roku. 28 lutego 1981 roku wprowadzono kartki na mięso i przetwory mięsne (miały obowiązywać jeden kwartał, a przetrwały do 1989 roku), w kwietniu 1981 roku na masło, mąkę, kaszę i ryż, a od września na mydło, proszek do prania i papier toaletowy. Według historyka Aleksandra Mazura wkrótce potem na kartki trafiały kolejne towary: kawa, czekolada, mleko w proszku dla dzieci, artykuły szkolne, papierosy, alkohol, benzyna, a nawet buty. Ówczesny działacz „Solidarności” ze Świdnika Waldemar Jakson wspominał, że rodzina dostawała 3,5 kg mięsa miesięcznie. Od 1 stycznia 1982 roku władze wprowadziły nowe zasady sprzedaży mięsa na kartki, co według „Rzeczpospolitej” oznaczało zmniejszenie przydziałów. Tygodnik „Wprost” pisze o obniżeniu podstawowej normy z 3,5 do 2,5 kg, ale tej liczby nie udało się nam sprawdzić w źródle pierwotnym.

Kartka nie gwarantowała jednak zakupu. Portal dzieje.pl przypomina, że zwłaszcza rok 1982 był pod względem zaopatrzenia sklepów bardzo zły, a rarytasem stawały się nawet „rzucone” do sklepu wędliny niskiej jakości.

Szkoły, praca i pierwsza wojenna Wigilia

Wraz z ogłoszeniem stanu wojennego zawieszono zajęcia w szkołach i na uczelniach. Uczniowie wrócili do szkół 4 stycznia 1982 roku, studenci dopiero 8 lutego 1982 roku (jedno z opracowań edukacyjnych podaje dla uczelni 8 stycznia, ale większość źródeł wskazuje luty). Najważniejsze zakłady zmilitaryzowano, a w instytucjach i przedsiębiorstwach działało ponad 8 tysięcy komisarzy wojskowych. 30 grudnia 1981 roku wprowadzono obowiązek pracy dla mężczyzn w wieku 18–45 lat.

21 grudnia 1981 roku w ośrodkach odosobnienia, nazywanych potocznie „internatami”, przebywało 5128 internowanych, w tym 313 kobiet. Była to największa liczba osób przetrzymywanych w nich jednocześnie. Niektórych zwolniono tuż przed świętami, ale większość spędziła je za kratami. Historyk IPN Grzegorz Majchrzak opisuje, że w Potulicach internowani zorganizowali pasterkę na więziennym korytarzu, a w części ośrodków, na przykład w Białołęce, dzielili się opłatkiem także ze strażnikami (w Jaworzu z pilnującymi ich żołnierzami). Na wolności telefony wciąż nie działały, a godzinę milicyjną zniesiono tylko na wigilijną noc.

Bojkot aktorów i „Teatr Domowy”

Swój protest podjęło też środowisko artystyczne. Aktorzy przestali występować w telewizji i radiu, choć grali dalej w teatrach i salach parafialnych. Data początku nie jest jednoznaczna: IPN podaje 13 stycznia 1982 roku, a historyk Daniel Przastek uważa, że akcja zaczęła się już 18–19 grudnia 1981 roku. Historyk Daniel Przastek nazywa ten bojkot najdłuższym strajkiem w historii PRL, bo trwał mniej więcej rok. Łamiących bojkot publiczność potrafiła ukarać. W lutym 1982 roku Stanisława Mikulskiego publiczność Teatru Powszechnego przywitała kaszlem.

W 1982 roku Ewa Dałkowska, Emilian Kamiński, Andrzej Piszczatowski i Maciej Szary założyli Teatr Domowy, grający w prywatnych mieszkaniach. 1 grudnia 1982 roku władze rozwiązały Związek Artystów Scen Polskich (ZASP). W listopadzie 1982 roku prymas Józef Glemp zaapelował do aktorów o powrót na ekran. Symbolicznym końcem bojkotu była premiera Teatru Telewizji „Pożądanie w cieniu wiązów” Eugene’a O’Neilla we wrześniu 1983 roku.

Oporniki, napisy na murach i humor

Wśród młodzieży popularny był opornik, czyli mały element elektroniczny wpięty w klapę. Jego nazwa kojarzyła się z oporem, więc noszenie go było cichą deklaracją. Prasa władzy próbowała ośmieszyć tę modę. Tygodnik „Rzeczywistość” porównywał ją do noszenia kolczyka w uchu i damskich wisiorków. Napisy na murach, ulotki i plakaty były jednym z głównych narzędzi oporu. Opracowania wymieniają wśród napisów na murach hasło „Orła WRONa nie pokona”, którym IPN zatytułował później książkę i cykl warsztatów o stanie wojennym. To gra słów, bo WRON to skrót od Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która formalnie sprawowała władzę. Po stanie wojennym zostało też mnóstwo dowcipów, ale konkretnych przykładów w źródłach, do których dotarliśmy, nie udało się nam rzetelnie udokumentować, więc ich tu nie przytaczamy.

Kościół i paczki z Zachodu

Największą siecią pomocy dla represjonowanych stał się Kościół. 17 grudnia 1981 roku pod patronatem prymasa Józefa Glempa powstał Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom, działający przy kościele św. Marcina na ulicy Piwnej w Warszawie. Komitet zbierał informacje o tym, gdzie przebywają zatrzymani, organizował pomoc prawną, wysyłał internowanym i więźniom paczki z żywnością, lekami i ciepłą odzieżą oraz pomagał ich rodzinom. Według Biuletynu Informacji Publicznej Rzecznika Praw Obywatelskich pomoc otrzymało około 17 tysięcy ofiar stanu wojennego. Podobne komitety powstawały w innych diecezjach. Przez parafie rozdzielano też dary z zagranicy.

Niezwykłą skalę miała pomoc z Republiki Federalnej Niemiec. Według PAP (dzieje.pl) Polacy otrzymali na początku lat 80., zwłaszcza w czasie stanu wojennego, ponad 30 milionów paczek z RFN o łącznej wartości przekraczającej miliard marek. 3 lutego 1982 roku komisja Bundestagu ds. poczty jednogłośnie zarekomendowała, by prywatne paczki z darami do Polski od 8 lutego do 30 czerwca 1982 roku przewozić bez opłat, a koszt, szacowany na 20–25 milionów marek, pokryć z budżetu federalnego. Według relacji ówczesnego pracownika poczty w Hanowerze, przytoczonej przez PAP, zatrudnienie w tamtejszym urzędzie wzrosło ośmiokrotnie.

Świat i Polonia wobec stanu wojennego

W niedzielę 13 grudnia 1981 roku pierwsze demonstracje odbyły się nie tylko w Polsce. Jak pisze Eugeniusz Starky w „Biuletynie IPN”, tego samego dnia tysiące ludzi wyszły na ulice Paryża, Londynu, Tokio, Rzymu, Nowego Jorku i Chicago.

Reagan, ambasador i świeca w oknie

Pierwszym wielkim gestem z Waszyngtonu była ucieczka polskiego ambasadora. Romuald Spasowski, ambasador PRL w USA, 19 grudnia 1981 roku poprosił o azyl polityczny i natychmiast go otrzymał. Według amerykańskiej Służby Parków Narodowych (National Park Service), która opisuje dom Spasowskiego w Wirginii, 22 grudnia ambasador spotkał się z prezydentem Ronaldem Reaganem i poprosił go, by zachęcił Amerykanów do zapalenia w oknach świec na znak solidarności z Polakami. W PRL Spasowskiego skazano zaocznie na karę śmierci. Wyrok uchylono w 1989 roku.

23 grudnia 1981 roku Reagan wygłosił do narodu bożonarodzeniowe orędzie o sytuacji w Polsce. Powiedział w nim (w naszym tłumaczeniu), że ambasador Spasowski poprosił, by w Wigilię w oknie Białego Domu płonęła zapalona świeca jako „mały, lecz pewny znak naszej solidarności” z Polakami, i zaapelował do Amerykanów, by zrobili to samo następnego wieczoru, w Wigilię. IPN pisze, że prezydent zapalił świecę w Wigilię. Niektóre amerykańskie publikacje podają, że Reagan zapalił ją już 22 grudnia, zaraz po rozmowie ze Spasowskim, ale tej wersji nie potwierdziliśmy w żadnym źródle pierwotnym. Według PAP w Wigilię świecę w oknie Pałacu Apostolskiego zapalił też papież Jan Paweł II.

Sankcje i klauzula najwyższego uprzywilejowania

W tym samym orędziu Reagan ogłosił pierwsze sankcje wobec PRL: wstrzymanie odnowienia linii ubezpieczenia kredytów eksportowych Export-Import Bank, zawieszenie praw polskiego lotnictwa cywilnego w USA, odebranie polskiej flocie rybackiej prawa połowów na wodach amerykańskich i wstrzymanie rządowych dostaw produktów rolnych i mlecznych dla rządu polskiego. Zaproponował też sojusznikom dalsze ograniczenie eksportu zaawansowanych technologii do Polski. Wkrótce sankcje objęły także Związek Sowiecki. Kolejny krok przyszedł po rozwiązaniu „Solidarności” ustawą o związkach zawodowych z 8 października 1982 roku. Następnego dnia, 9 października 1982 roku, rząd USA zawiesił wobec Polski klauzulę najwyższego uprzywilejowania w handlu. Sprzeciwił się też przyjęciu PRL do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Sprzeciw ten wycofał w grudniu 1984 roku. Propaganda PRL tłumaczyła potem ciągłe trudności gospodarcze właśnie amerykańskimi sankcjami.

Ostatnie sankcje zniesiono dopiero 19 lutego 1987 roku. W oświadczeniu z tego dnia Reagan przywrócił Polsce klauzulę najwyższego uprzywilejowania i prawo do oficjalnych kredytów amerykańskich. Uzasadnił to amnestią z września 1986 roku, po której, jak napisał, nikt w Polsce nie został aresztowany z przyczyn politycznych. Dodał też, że o zniesienie sankcji prosili przywódcy Kościoła w Polsce i „Solidarności”.

Dzień Solidarności i „Let Poland Be Poland”

Administracja Reagana ogłosiła 30 stycznia 1982 roku Dniem Solidarności z Polską. Demonstracje odbyły się w wielu miastach wolnego świata, ale ich skala bywała skromniejsza, niż zapamiętano. Piotr Abryszeński z IPN przypomina, że w Chicago sekretarz stanu Alexander Haig przemawiał w hali International Amphitheater zapełnionej tylko w połowie. W Nowym Jorku protestowało około 2500 osób, w Bostonie około 300, w Dallas około 100.

Dzień później, 31 stycznia 1982 roku, amerykańska telewizja wyemitowała premierowo program „Let Poland Be Poland”. Według IPN sponsorowała go amerykańska agencja dyplomacji publicznej International Communication Agency. Reżyser Marty Pasetta miał na nagranie tylko dziesięć dni. Tytuł nawiązywał do piosenki Jana Pietrzaka „Żeby Polska była Polską”. W programie wystąpili politycy, w tym Ronald Reagan, Margaret Thatcher, François Mitterrand, Helmut Schmidt, premier Japonii Zenkō Suzuki i premier Kanady Pierre Trudeau, oraz artyści, między innymi Charlton Heston (narrator), Kirk Douglas, Henry Fonda, Orson Welles, Bob Hope, Max von Sydow, Glenda Jackson, Paul McCartney i Frank Sinatra. Wersję radiową przygotował Głos Ameryki w niemal 40 językach. Według IPN program obejrzało około 185 milionów widzów w 50 krajach (w innym komunikacie IPN pisze o blisko 200 milionach).

Ocena programu nie była jednoznaczna. Europejska prasa w większości go krytykowała, pisząc o formie „agitacyjnej” i nudzie rodem z propagandy bloku wschodniego. Chwalił go praktycznie tylko francuski „Le Figaro”. W RFN pokazywano początkowo jedynie fragmenty. W Polsce całe nagranie wyemitowano dopiero w 2011 roku. Według IPN był to wrzesień, a według innych źródeł 13 grudnia 2011 roku w TVP Historia.

Związki zawodowe i Kongres Polonii Amerykańskiej

Szczególną rolę odegrały zachodnie związki zawodowe. Demonstracje w USA organizowano na wezwanie Kongresu Polonii Amerykańskiej, federacji związkowej AFL-CIO i nowojorskiego Komitetu Pomocy Solidarności. Według anglojęzycznych opracowań AFL-CIO zebrała dla „Solidarności” 300 tysięcy dolarów, a w kolejnych latach wsparcie przekazywał też National Endowment for Democracy. W Wigilię 1981 roku o 17.00 tysiące ludzi przeszły w milczeniu, ze świecami i czarnymi opaskami, spod katedry św. Patryka w Nowym Jorku pod konsulat PRL.

Kongres Polonii Amerykańskiej, z siedzibą w Chicago, stał się głównym koordynatorem protestów i pomocy. Według samego Kongresu jego prezes Alojzy Mazewski wraz z innymi przywódcami organizacji spotkał się po 13 grudnia z prezydentem Reaganem i wiceprezydentem George’em Bushem w Białym Domu, a przywódcy Kongresu wydali wspólne oświadczenie potępiające stan wojenny. „Christian Science Monitor” pisał 4 lutego 1982 roku, że Kongres w poprzednim roku zebrał 900 tysięcy dolarów i wysłał do Polski 3,4 miliona funtów żywności, a po wprowadzeniu stanu wojennego wysłał ponad 200 tysięcy funtów żywności i w samym styczniu 1982 roku zebrał 200 tysięcy dolarów. Według samego Kongresu jego fundacja wysłała do Polski w latach 80., we współpracy z Kościołem, leki i materiały medyczne o wartości 200 milionów dolarów, czego nie udało się nam potwierdzić niezależnie. Kongres długo sprzeciwiał się znoszeniu sankcji wobec PRL. Zmienił stanowisko dopiero latem 1984 roku. Jak pisał „Christian Science Monitor” 2 sierpnia 1984 roku, Mazewski wezwał wtedy rząd USA do „pozytywnej i konkretnej” (w naszym tłumaczeniu) odpowiedzi na amnestię ogłoszoną w PRL 21 lipca 1984 roku.

Uchodźcy, azyl i emigracja

Stan wojenny zastał za granicą tysiące Polaków: turystów, marynarzy, naukowców i pracowników kontraktowych. W Austrii w chwili jego wprowadzenia o azyl ubiegało się już około 26 tysięcy Polaków, a według władz austriackich o azyl mogło wystąpić kolejnych 20–30 tysięcy przebywających tam Polaków. Austria zabiegała o pomoc Australii, Kanady i USA w przyjęciu uchodźców. Głośna była historia trawlera „Regulus” z gdyńskiego „Dalmoru”, przy którym 11 stycznia 1982 roku w Vancouver pikietowała kanadyjska Polonia. O polskich sportowcach, którzy w tym czasie pozostali na Zachodzie, nie znaleźliśmy wiarygodnych, udokumentowanych przypadków, więc ich tu nie podajemy.

Według „Christian Science Monitor” z listopada 1983 roku od wprowadzenia stanu wojennego w USA osiedliło się około 15 tysięcy polskich uchodźców, w tym około 5600 w samym roku budżetowym 1983. Część z nich to byli internowani. Gen. Czesław Kiszczak proponował internowanym działaczom opozycji, jak to ujęto w komunikacie IPN, „bilet w jedną stronę na Zachód w zamian za opuszczenie aresztu”: mogli wyjechać z rodzinami, ale nie mogli wrócić do kraju. Według tego komunikatu z możliwości wyjazdu skorzystało około 10 tysięcy osób. W maju 1983 roku Departament Stanu informował, że w USA przebywa 300–400 byłych internowanych, a z rodzinami około 1150 osób.

Ogólna skala emigracji z lat 80. jest trudna do ustalenia. Komunikat IPN mówi o „milionie uchodźców”, którzy opuścili Polskę „w stanie wojennym”, nie podając dokładnych ram czasowych tego wyliczenia. Anglojęzyczne opracowania podają około 700 tysięcy Polaków, którzy w latach 1981–1989 wyemigrowali na Zachód. Źródła różnią się więc wyraźnie, prawdopodobnie z powodu różnych okresów i sposobów liczenia. Ilu z nich osiadło w Stanach Zjednoczonych, nie udało się nam ustalić na podstawie wiarygodnego źródła.

Koniec stanu wojennego i rozliczenia

Władze wygaszały stan wojenny etapami i tak, żeby zachować jak najwięcej narzędzi kontroli. 21 lipca 1982 roku, w przeddzień państwowego święta 22 lipca, zwolniono około tysiąca internowanych, w tym wszystkie kobiety. 8 października 1982 roku Sejm ustawą o związkach zawodowych formalnie rozwiązał NSZZ „Solidarność”. 18 grudnia 1982 roku uchwalił ustawę „o szczególnej regulacji prawnej w okresie zawieszenia stanu wojennego”, utrzymującą większość represyjnych przepisów, a 19 grudnia Rada Państwa zawiesiła stan wojenny z dniem 31 grudnia 1982 roku.

22 lipca 1983 roku i amnestia

20 lipca 1983 roku Rada Państwa na wniosek WRON podjęła uchwałę o zniesieniu stanu wojennego z dniem 22 lipca 1983 roku. Datę wybrano nieprzypadkowo, bo 22 lipca przypadała rocznica ogłoszenia Manifestu PKWN, jedno z najważniejszych świąt PRL. Rozwiązano też WRON. Źródła podają tu różne daty: część opracowań 21 lipca 1983 roku, kalendaria PAP (dzieje.pl) i RMF24 22 lipca 1983 roku. Ustawa o amnestii z 21 lipca 1983 roku objęła przestępstwa popełnione przed zniesieniem stanu wojennego. Według sprawozdania dla kierownictwa PZPR, na które powołuje się PAP, z więzienia zwolniono 365 osób, a postępowania umorzono wobec 1116 osób. Amnestia objęła też czyny popełnione przy tłumieniu strajków i demonstracji, a więc chroniła przed odpowiedzialnością funkcjonariuszy MO, ORMO i SB. W więzieniu bez wyroku pozostało jedenastu przywódców „Solidarności” i działaczy KSS „KOR”.

Co zostało po stanie wojennym

Formalny koniec nie oznaczał powrotu do sytuacji sprzed 13 grudnia. Ustawa o szczególnej regulacji prawnej w okresie przezwyciężania kryzysu społeczno-gospodarczego, obowiązująca do końca 1985 roku, pozwalała między innymi wydłużać czas pracy i rozwiązywać lub zawieszać samorządy pracownicze. Zaostrzono prawo karne i wykroczeń, rozszerzono kontrolę publikacji i widowisk. Do konstytucji wpisano możliwość wprowadzenia przez Radę Państwa stanu wojennego lub wyjątkowego, a ustawa o MSW z 1982 roku dawała milicji i SB prawo do 48-godzinnego zatrzymania. Historyk Jan Żaryn ocenia, że „znaczna część przepisów stanu wojennego stała się częścią ustawodawstwa PRL”. Wielu więźniów politycznych wyszło na wolność dopiero po amnestii z września 1986 roku.

Zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki

Najbardziej wstrząsającym dowodem, że represje nie skończyły się w lipcu 1983 roku, było zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki. Kapelan warszawskiej „Solidarności” od 28 lutego 1982 roku odprawiał w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu „msze za Ojczyznę”. 19 października 1984 roku, gdy wracał z Bydgoszczy do Warszawy, w pobliżu Górska na drodze do Torunia zatrzymali jego samochód funkcjonariusze Samodzielnej Grupy „D” Departamentu IV MSW przebrani w mundury drogówki. Kierowca, Waldemar Chrostowski, zdołał wyskoczyć z pędzącego samochodu i uciec. Ciało księdza wyłowiono 30 października 1984 roku z zalewu na Wiśle przy tamie we Włocławku. Pogrzeb 3 listopada 1984 roku zgromadził według szacunków niezależnych obserwatorów od 600 tysięcy do ponad miliona osób.

W procesie toruńskim, toczącym się od 27 grudnia 1984 do 7 lutego 1985 roku przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu, skazano kpt. Grzegorza Piotrowskiego na 25 lat więzienia, por. Leszka Pękalę na 15 lat, por. Waldemara Chmielewskiego na 14 lat, a ich przełożonego, płk. Adama Pietruszkę, również na 25 lat. W latach 1986–1987 kary złagodzono, między innymi po interwencji gen. Czesława Kiszczaka i na mocy amnestii. Piotrowski wyszedł na wolność w 2001 roku. Wokół sprawy wciąż pojawiają się pytania o zleceniodawców i o przebieg ostatnich godzin życia księdza. Prokurator Andrzej Witkowski sformułował hipotezę, że ksiądz zginął dopiero 25 października, którą krytycy, między innymi Witold Kulesza, uznali za niepopartą dowodami. Sprawa pozostaje przedmiotem sporu. Ksiądz Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 roku w Warszawie.

Próby osądzenia autorów stanu wojennego

Po 1989 roku rozliczenie twórców stanu wojennego okazało się niezwykle trudne. W październiku 1996 roku Sejm umorzył postępowanie w sprawie odpowiedzialności konstytucyjnej autorów stanu wojennego przed Trybunałem Stanu. Sprawa wróciła dzięki IPN. 16 kwietnia 2007 roku prokuratorzy katowickiego oddziału Instytutu skierowali do Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Wojciechowi Jaruzelskiemu i innym przedstawicielom ówczesnych władz, w tym żyjącym członkom Rady Państwa.

12 stycznia 2012 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok. Uznał, że generałowie Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak, Florian Siwicki i Tadeusz Tuczapski tworzyli związek przestępczy o charakterze zbrojnym, a stan wojenny przygotowano i wprowadzono wbrew obowiązującej wówczas konstytucji. Kiszczaka skazano na cztery lata więzienia, które na mocy amnestii zmniejszono o połowę i zawieszono na pięć lat. Byłego I sekretarza PZPR Stanisława Kanię uniewinniono, bo według sądu opowiadał się za politycznym rozwiązaniem sytuacji. Uniewinnienie Kani jest prawomocne, a wyrok wobec Kiszczaka stał się prawomocny 15 czerwca 2015 roku, gdy utrzymał go Sąd Apelacyjny w Warszawie. Wobec byłej członkini Rady Państwa Eugenii Kempary postępowanie umorzono z powodu przedawnienia, choć sąd uznał jej winę. Tuczapski zmarł w trakcie procesu, a sprawy Siwickiego i Jaruzelskiego wyłączono ze względu na stan zdrowia. Jaruzelski zmarł 25 maja 2014 roku, a 5 czerwca 2014 roku sąd umorzył toczące się przeciwko niemu postępowania. Żaden z głównych autorów stanu wojennego nie trafił więc za niego do więzienia.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego i odszkodowania

16 marca 2011 roku Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie (sygnatura K 35/08), na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, orzekł, że dekrety z 12 grudnia 1981 roku o stanie wojennym i o postępowaniach szczególnych były niezgodne z konstytucją. Jest to inne orzeczenie niż opisany niżej wyrok w sprawie odszkodowań.

Podstawą odszkodowań jest ustawa z 23 lutego 1991 roku o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Nowelizacja z 19 września 2007 roku umożliwiła dochodzenie odszkodowania także osobom internowanym, ale ograniczyła łączną kwotę odszkodowania i zadośćuczynienia do 25 tysięcy złotych i wyznaczyła roczny termin na zgłoszenie roszczeń, zniesiony nowelizacją obowiązującą od 29 stycznia 2009 roku. 1 marca 2011 roku Trybunał Konstytucyjny (sygnatura P 21/09) uznał ten limit za niezgodny z konstytucją. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości w latach 1991–2008 sądy przyznały odszkodowania 68 615 osobom na łączną kwotę ponad 1,1 miliarda złotych.

Jak Polacy oceniają stan wojenny

CBOS regularnie pyta Polaków, jak oceniają decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego. W grudniu 1994 roku za słuszną uważało ją 54 procent badanych, a za niesłuszną 23 procent. W 2011 roku proporcje wynosiły 44 do 34 procent, w 2016 roku 41 do 35 procent. W badaniu z 4–14 listopada 2021 roku, na próbie 1100 osób, opinie po raz pierwszy się odwróciły: 37 procent uznało wprowadzenie stanu wojennego za nieuzasadnione i błędne, 33 procent za słuszne, a 30 procent nie miało zdania.

Zwolennicy oceny pozytywnej najczęściej argumentują, że decyzja zapobiegła interwencji ZSRR i rozlewowi krwi. Krytycy wskazują, że chodziło przede wszystkim o utrzymanie władzy przez PZPR. W 2021 roku tę ostatnią odpowiedź wybrało 40 procent badanych, a uniknięcie obcej interwencji 27 procent (można było wskazać kilka powodów). Spór o to, czy sowiecka interwencja rzeczywiście groziła, trwa także wśród historyków i omawiamy go w innej części tego poradnika.

Ciekawostki

  • Gubernator Ohio James A. Rhodes w Dniu Solidarności z Polską, 30 stycznia 1982 roku, ogłosił na wiecu w Columbus, że stanowy monopol alkoholowy przestanie sprzedawać rosyjską wódkę.
  • Według Piotra Abryszeńskiego z IPN Frank Sinatra w programie „Let Poland Be Poland” zaśpiewał dwie zwrotki po polsku. Piosenka „Ever Homeward” powstała na melodii XIX-wiecznego kompozytora Kazimierza Lubomirskiego do wiersza Wiktoryna Zielińskiego z 1842 roku, a Sinatra śpiewał ją już w filmie „The Miracle of the Bells” z 1948 roku, w którym zagrał księdza.
  • Program „Let Poland Be Poland”, który obejrzały na świecie miliony widzów, w Polsce pokazano w całości dopiero w 2011 roku, prawie 30 lat po premierze.
  • Dwóch ambasadorów PRL poprosiło o azyl w ciągu kilku dni: Romuald Spasowski w Waszyngtonie 19 grudnia 1981 roku i Zdzisław Rurarz w Tokio cztery dni później. To Spasowski poprosił Reagana o apel do Amerykanów, by zapalili w oknach świece.
  • Sąd, który skazał ucznia technikum za napis „Jaruzelski kłamie” na autobusie PKS, uznał w uzasadnieniu, że napisy mogło przeczytać około ośmiu osób, a hasło jest tak absurdalne, że nikt rozsądnie myślący nie może uznać go za szkodliwe dla prestiżu premiera. Skazany został uniewinniony przez Izbę Wojskową Sądu Najwyższego w 1996 roku.
  • W Świdniku, gdzie narodził się bojkot „Dziennika Telewizyjnego”, władze wprowadziły godzinę milicyjną od 19.00 (według części kalendariów od 19.30) dla całego miasta i zakazały poruszania się po nim samochodami osobowymi. W Puławach godzinę milicyjną dla uczniów szkół podstawowych ustalono na 18.00.
  • W badaniu ośrodka prasoznawczego należącego do partyjnego koncernu RSW z 1984 roku najmniej wiarygodnym dziennikarzem okazał się prowadzący „Dziennik Telewizyjny” Tadeusz Samitowski. Wyprzedził nawet rzecznika rządu Jerzego Urbana, 26,5 do 25,5 procent.
  • Od 8 lutego do 30 czerwca 1982 roku prywatne paczki z darami do Polski wysyłano z RFN bez opłat, a koszt pokrył budżet federalny. Według ówczesnego pracownika poczty w Hanowerze, cytowanego przez PAP, trafiało tam dziennie nawet 70 tysięcy paczek.
  • Załoga trawlera „Regulus” dowiedziała się o stanie wojennym z zachodnich rozgłośni radiowych na Północnym Pacyfiku. Gdy statek zawinął do Vancouver, pięciu marynarzy zostało w Kanadzie, a Prokuratura Marynarki Wojennej w Gdyni 27 maja 1982 roku odmówiła wszczęcia postępowania przygotowawczego w ich sprawie.
  • Teatr Domowy, założony w 1982 roku przez aktorów bojkotujących telewizję, dał do 1989 roku około 150 przedstawień, głównie w prywatnych mieszkaniach.
  • Według historyka Aleksandra Mazura ocet był jedynym produktem dostępnym zawsze, w każdym sklepie spożywczym i o każdej porze roku.
  • Złota moneta NBP poświęcona księdzu Popiełuszce ma nominał 37 złotych, bo tyle lat przeżył kapelan „Solidarności”.

Oficjalne źródła

Czy ten poradnik był pomocny?

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!


Dodaj komentarz

Zaloguj się aby uniknąć weryfikacji emaila przy każdym komentarzu, lub komentuj jako gość:

Komentarz może być moderowany przed publikacją.