Wiosną 1940 roku funkcjonariusze NKWD zamordowali strzałem w tył głowy ponad 21 tysięcy polskich jeńców wojennych i więźniów: oficerów zawodowych i rezerwy, policjantów, urzędników, lekarzy, nauczycieli, prawników, inżynierów i duchownych. Decyzję podjęło 5 marca 1940 roku kierownictwo Związku Sowieckiego z Józefem Stalinem na czele. Przez pół wieku Moskwa zrzucała winę na Niemców, a w PRL za mówienie prawdy o Katyniu groziły represje. Związek Sowiecki przyznał się do zbrodni dopiero w 1990 roku.
W tym poradniku opisujemy całą historię: od 17 września 1939 roku i obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, przez decyzję z 5 marca 1940 roku, transporty i egzekucje w Katyniu, Kalininie (dziś Twer) i Charkowie, po kłamstwo katyńskie, drogę do prawdy i to, jak Rosja w ostatnich latach wycofuje się z wcześniejszych ustaleń. Osobną część poświęcamy katastrofie z 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, w której zginęła polska delegacja lecąca na obchody 70. rocznicy zbrodni. W tej części trzymamy się faktów i ustaleń poszczególnych komisji i prokuratury, a każdą sporną tezę przypisujemy temu, kto ją sformułował. Tam, gdzie źródła się różnią albo czegoś nie udało się potwierdzić, piszemy o tym wprost.
- Po 17 września 1939 roku Sowieci wzięli do niewoli dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy, policjantów i urzędników. Oficerów i policjantów skierowano do specjalnych obozów NKWD w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.
- 5 marca 1940 roku Biuro Polityczne WKP(b) zatwierdziło wniosek Ławrientija Berii o rozstrzelaniu 25 700 polskich jeńców i więźniów. Podpisy złożyli Stalin, Woroszyłow, Mołotow i Mikojan.
- Wiosną 1940 roku jeńców z Kozielska zamordowano w Katyniu, z Ostaszkowa w Kalininie i pochowano w Miednoje, ze Starobielska w Charkowie i pochowano w Piatichatkach. Pozostałe ofiary to więźniowie z tak zwanej listy ukraińskiej i białoruskiej, a ta ostatnia do dziś nie została odnaleziona.
- Niemcy ogłosili odkrycie grobów w Katyniu 13 kwietnia 1943 roku. Związek Sowiecki obwiniał o zbrodnię Niemców aż do 13 kwietnia 1990 roku, a dokumenty z decyzją Biura Politycznego przekazano Polsce w 1992 roku.
- 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem rozbił się samolot Tu-154M z prezydentem Lechem Kaczyńskim i polską delegacją lecącą do Katynia. Zginęło 96 osób. Wrak i oryginały rejestratorów lotu wciąż znajdują się w Rosji.
17 września 1939 i niewola
Historia zbrodni katyńskiej zaczyna się od dokumentu, do którego Moskwa przez pół wieku się nie przyznawała. 23 sierpnia 1939 roku do paktu Ribbentrop–Mołotow dołączono tajny protokół, w którym III Rzesza i ZSRR podzieliły między siebie „strefy interesów” na wypadek „zmian terytorialnych i politycznych” w Polsce. 17 września 1939 roku, gdy Wojsko Polskie od ponad dwóch tygodni walczyło z Niemcami, Armia Czerwona przekroczyła wschodnią granicę Rzeczypospolitej bez wypowiedzenia wojny. Moskwa ogłosiła, że państwo polskie przestało istnieć, a więc nie obowiązują też zawarte z nim układy, w tym pakt o nieagresji z 1932 roku.
Tego dnia marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał w Kołomyi tzw. dyrektywę ogólną: „Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów”. Wiele jednostek złożyło broń bez walki, inne – jak oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza czy obrońcy Grodna – stawiły opór. Zdarzały się egzekucje na miejscu: pod Sopoćkiniami czerwonoarmiści zastrzelili gen. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego i jego adiutanta na oczach żony generała. 22 września gen. Władysław Langner poddał Lwów Armii Czerwonej na honorowych warunkach – oficerowie mieli zachować wolność i móc wyjechać za granicę. Strona sowiecka złamała umowę niemal od razu. Większość lwowskich oficerów trafiła do Starobielska, a wiosną 1940 roku do Charkowa.
Ćwierć miliona jeńców
Ilu żołnierzy trafiło do sowieckiej niewoli, nie wiadomo dokładnie. IPN podaje ok. 250 tys. polskich wojskowych, w tym kilkanaście tysięcy oficerów. Inne szacunki wahają się od ok. 125 tys. do ponad 450 tys., bo jedni liczą wszystkich zatrzymanych, inni tylko przekazanych NKWD. Większość szeregowych szybko zwolniono albo oddano dalej: w październiku 1939 roku do domów odesłano ok. 42,4 tys. żołnierzy z ziem zajętych przez ZSRR, a jesienią Sowieci wydali Niemcom ponad 42 tys. jeńców pochodzących z terenów zajętych przez Rzeszę. Ok. 25 tys. skierowano do niewolniczej pracy, m.in. przy budowie drogi na Wołyniu.
Z oficerami i policjantami postąpiono inaczej. Już 19 września 1939 roku Ławrientij Beria rozkazem nr 0308 powołał Zarząd NKWD do spraw Jeńców Wojennych z Piotrem Soprunienką na czele i nakazał utworzenie obozów. Najpierw były obozy przejściowe w twierdzach, koszarach, stodołach i stajniach otoczonych drutem kolczastym. Przez największy, w Szepietówce, przeszło według IPN ok. 30 tys. żołnierzy.
Trzy klasztory
Trzy obozy specjalne urządzono w dawnych prawosławnych klasztorach. Kozielsk mieścił się w Pustelni Optyńskiej, do której słynnych mnichów-starców przyjeżdżali kiedyś Lew Tołstoj i Fiodor Dostojewski. Gdy w listopadzie 1939 roku przybyli tam Polacy, zrzucone po rewolucji krzyże i zburzone wieże wciąż leżały nieuprzątnięte. Starobielsk zajmował budynki dawnego żeńskiego monasteru.
Najbardziej zaskakuje historia obozu „ostaszkowskiego”. Wbrew nazwie nie leżał w miasteczku Ostaszków, lecz ok. 10 km dalej, na niespełna pięciohektarowej wyspie Stołbnyj na jeziorze Seliger, w dawnej Pustelni Niłowo-Stołobieńskiej. Według IPN już w latach 1919–1920 działał tam obóz dla polskich jeńców wojny polsko-bolszewickiej, a potem kolonia karna dla nieletnich. Wśród więźniów krążyła opowieść, że jeden z klasztornych budynków wznieśli zesłani powstańcy styczniowi – IPN przytacza ją jako obozową wieść, nie jako ustalony fakt.
Kto siedział w którym obozie
W Kozielsku według danych przytaczanych przez IPN 1 grudnia 1939 roku przebywało 4727 osób, w tym 4 generałów, ok. 100 pułkowników i podpułkowników, ok. 300 majorów i ok. 1000 kapitanów i rotmistrzów. Mniej więcej połowę stanowili oficerowie rezerwy: 21 profesorów, docentów i wykładowców uczelni, ponad 300 lekarzy, kilkuset prawników, inżynierów i nauczycieli, wielu literatów i dziennikarzy. W Starobielsku 4 grudnia było 3907 osób, w tym 9 generałów i ok. 2450 poruczników i podporuczników. Wśród rezerwistów – ponad 20 profesorów, ok. 400 lekarzy, ok. 600 lotników, a także cały bez wyjątku personel naukowy Instytutu Przeciwgazowego WP i prawie cały personel Instytutu Uzbrojenia WP.
Ostaszków był obozem mundurowych, ale w większości nie wojskowych. Według IPN 1 grudnia 1939 roku przebywało tam 5963 osoby, choć wymienione przez IPN kategorie sumują się do 6364: 240 oficerów policji i żandarmerii, 775 podoficerów i 4924 szeregowych policji, 189 strażników więziennych, żołnierze KOP, 9 agentów polskiego wywiadu, 5 duchownych, 35 osadników, a nawet 4 kupców. Inne zestawienia z grudnia podają nieco inne liczby (np. 4594 osoby w Kozielsku, 3894 w Starobielsku i właśnie 6364 w Ostaszkowie), także dlatego, że stan obozów stale się zmieniał.
Prycze, wszy i „gliniany chleb”
Warunki znamy głównie z relacji ocalałych: Stanisława Swianiewicza, Józefa Czapskiego, Bronisława Młynarskiego, Jana Bobera. Spano na kilkupiętrowych pryczach, przez pierwsze miesiące na gołych deskach, w kozielskiej cerkwi stłoczono ok. 600 ludzi. Brakowało latryn, opału i wody pitnej, plagą były wszy, pluskwy i szczury. Najciężej było w Ostaszkowie: kasza, zupa z zepsutą rybą, 500 g chleba dla oficera. W pierwszych trzech miesiącach zmarło tam 16 osób. Pilnowało ich zaskakująco mało ludzi – zimą 1939 roku wewnętrzną wartę pełniło w Ostaszkowie 32 strażników, w Kozielsku 46, w Starobielsku 52, często obdartych. Sowiecki raport z Kozielska z października 1939 roku odnotował, że wartownicy chodzą „w podarte czapki, w gumiaki podwiązane sznurkami”. W Starobielsku zakopano ok. 2 tony niejadalnego chleba „lepkiego jak glina”.
Przesłuchania i modlitwa
W Starobielsku głośniki nadawały program od 6.00 do 23.00, zaczynając i kończąc dzień Międzynarodówką. W Kozielsku radiowęzeł – jak z ulgą zapisali jeńcy – był notorycznie zepsuty. Od drugiej połowy grudnia 1939 roku trwały przesłuchania, prowadzone najczęściej nocą. W Kozielsku i Starobielsku z reguły nie bito, za to grożono, przesłuchiwano w ostrym świetle, broń służyła za rekwizyt, a starszym oficerom proponowano kawę i koniak. W Kozielsku pracą śledczą kierował Wasilij Zarubin, as sowieckiego wywiadu. Szukano ludzi gotowych do współpracy i typowano „najgroźniejszych”.
Praktyki religijne były zakazane, ale trwały. W Kozielsku wieczorem z ciemnego chóru cerkwi padało hasło „zarządzam trzyminutową przerwę” i kilkuset ludzi – katolicy, protestanci, prawosławni, Żydzi i niewierzący – milkło w modlitwie. W wigilię 1939 roku NKWD wywiozło z obozów duchownych. Źródła różnią się co do skali: część opracowań mówi o ok. 200 kapelanach ze wszystkich obozów, IPN o dziesięciu duchownych odseparowanych przed świętami w Starobielsku. Losy większości nie zostały wyjaśnione.
Więzienia „ukraińskie” i „białoruskie”
Równolegle zapełniały się więzienia na Kresach, które ZSRR nazywał „Zachodnią Ukrainą” i „Zachodnią Białorusią”. Za Armią Czerwoną szły kilkudziesięcioosobowe grupy operacyjne NKWD z gotowymi listami „obszarników”, policjantów, urzędników i działaczy partii. Do 1 października 1939 roku tylko na Zachodniej Ukrainie aresztowały 3914 osób, a w grudniu, po zgodzie Biura Politycznego, zatrzymano tam 1057 oficerów WP. We lwowskich więzieniach, na Zamarstynowie i w Brygidkach, siedzieli m.in. generałowie w stanie spoczynku Kazimierz Dzierżanowski i Mieczysław Linde oraz Wiktor Chajes, założyciel Muzeum Żydowskiego we Lwowie. Aresztowano nie tylko Polaków – także np. ukraińskich byłych senatorów RP Helenę Łewczaniwśką i Mykołę Masłowa. Na początku marca 1940 roku w więzieniach NKWD na Kresach przebywało ponad 18 tys. ludzi, w tym ponad 10 tys. Polaków.
Decyzja z 5 marca 1940 roku
Na początku marca 1940 roku (według publikacji dokumentów 2 marca) Beria skierował do Stalina tajną notatkę nr 794/B. Wyliczył w niej 14 736 osób w obozach jenieckich – „byłych oficerów, urzędników, obszarników, policjantów, żandarmów, służby więziennej, osadników i agentów wywiadu”, w 97 proc. Polaków – oraz 18 632 osoby w więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi, w tym 10 685 Polaków. Wszyscy oni byli według niego „zatwardziałymi, niepoprawnymi wrogami władzy sowieckiej” – tak brzmi przekład przytaczany za rosyjskim historykiem Aleksandrem Gurjanowem, a inne polskie wydanie tłumaczy to jako „zdeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy sowieckiej”.
Wniosek: rozstrzelać 14 700 jeńców i 11 000 więźniów, razem 25 700 ludzi. Sprawy miały być rozpatrzone „bez wzywania skazanych, bez przedstawiania zarzutów, bez decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia”. Skazany nie wiedział więc, że ktokolwiek go sądzi.
Sześć nazwisk
Na notatce widnieją podpisy Józefa Stalina, Klimenta Woroszyłowa, Wiaczesława Mołotowa i Anastasa Mikojana, a obok dopiski sekretarza: „Kalinin – za”, „Kaganowicz – za”. 5 marca 1940 roku Biuro Polityczne KC WKP(b) przyjęło uchwałę nr P13/144 o tej treści. Łazar Kaganowicz jako ludowy komisarz komunikacji dostał wkrótce od Berii prośbę o wagony na „pilne zadanie operacyjne”. IPN zauważa, że musiał wiedzieć, o co chodzi – sam przecież głosował „za”.
Wyroki miała wydawać „trójka” NKWD: zastępcy Berii Wsiewołod Mierkułow i Bogdan Kobułow oraz Leonid Basztakow, szef 1. Wydziału Specjalnego. Nazwisko Kobułowa wpisano odręcznie w miejsce skreślonego, najprawdopodobniej samego Berii. Uchwała określała skazanych bardzo ogólnie: „członków różnorakich kontrrewolucyjnych organizacji, obszarników, fabrykantów, oficerów, urzędników i uciekinierów”. Ci ostatni to ludzie złapani jesienią 1939 roku, gdy uciekali spod okupacji niemieckiej na stronę sowiecką. IPN podkreśla, że wcześniej więźniów z Kresów kierowano przed tzw. Naradę Specjalną NKWD, która nie mogła orzekać kary śmierci, a najwyższym jej wyrokiem było osiem lat łagru. Zdaniem IPN bez inicjatywy Berii większość z nich zapewne by przeżyła.
Jak przygotowano listy
14 marca 1940 roku w gabinecie Kobułowa odbyła się narada z udziałem Soprunienki oraz szefów NKWD obwodów smoleńskiego, kalinińskiego i charkowskiego – to im powierzono egzekucje. Jeszcze przed 5 marca przedstawiciel komendantury ostaszkowskiej radził, by wywózkę zorganizować jak wcześniejsze odsyłanie jeńców do domów, „przez co skazani będą sądzić, że przygotowuje się ich do odesłania do domów”, a na pytania odpowiadać: „Do pracy w innym obozie”. 22 marca Beria wydał rozkaz nr 00350 o „rozładowaniu” więzień: 3 tys. więźniów z zachodniej Ukrainy miało trafić do Kijowa, Charkowa i Chersonia, a 3 tys. z zachodniej Białorusi do Mińska. Dlaczego 6 tys., skoro zabito 7305, nie wiadomo.
Obozy opróżniano według list dyspozycyjnych przysyłanych z Moskwy. Każda była wyrokiem śmierci dla kilkudziesięciu lub kilkuset ludzi – poza kilkoma, które kierowały do obozu w Pawliszczewie Borze, czyli do życia. Listy znamy dla Kozielska i Ostaszkowa, dla Starobielska ich nie odnaleziono. Pod koniec marca sowiecki wywiad przekazał też listę jeńców, których nie należy zabijać, i uzupełniał ją w trakcie wywózek.
Dlaczego
Dokumentu, który wprost tłumaczyłby motyw, nie znaleziono. Historycy mówią o chęci zniszczenia elit zdolnych odbudować Polskę, o „klasowym” charakterze terroru znanym z lat 30., a IPN wspomina też hipotezę, że Moskwa obawiała się buntu w obozach w razie wojny z Wielką Brytanią i Francją, które zimą 1940 roku rozważały pomoc Finlandii i atak na pola naftowe Baku. Rosyjski historyk Aleksandr Gurjanow zwraca uwagę, że motyw podał sam Beria: „niepoprawni wrogowie”. Żadna z hipotez nie jest udowodniona. Już 2 marca 1940 roku zapadła też decyzja o deportacji do Kazachstanu rodzin aresztowanych oraz krewnych oficerów i policjantów.
Jak ich wywieziono i rozstrzelano
W dokumentach nazywano to „rozładowaniem” obozów. Od początku towarzyszyła mu dezinformacja. Jeńcom podsuwano pogłoski o powrocie do domów albo wyjeździe do neutralnych krajów. W Starobielsku – wspominał Józef Czapski – raz obudzono jeńców w nocy z pytaniem, kto zna rumuński i grecki. W Kozielsku wszystkich zaszczepiono przeciw tyfusowi brzusznemu i cholerze, co Swianiewicz uznał potem za jedno z najbardziej zagadkowych zarządzeń: cztery i pół tysiąca szczepionek dla ludzi, którym zostało kilka tygodni życia. Na drogę każdy dostał 800 g chleba, trochę cukru i trzy śledzie zawinięte w nowiutki szary papier – w obozie, gdzie kartka papieru była skarbem, uznano to za sensację. Większość wyjeżdżała w przekonaniu, że jedzie ku lepszemu.
Kozielsk – Gniezdowo – Katyń
Transporty z Kozielska odchodziły od 3 kwietnia do 12 maja 1940 roku, w grupach od 50 do 344 osób. Pociąg jechał ok. doby przez Smoleńsk do stacji Gniezdowo. Tam jeńców przeładowywano do więziennych autobusów, tzw. czornych woronów, i wieziono na uroczysko Kozie Góry w Lesie Katyńskim, gdzie stała willa wypoczynkowa NKWD. Zabijano w willi i bezpośrednio nad dołami. Młodszym i silniejszym zarzucano płaszcze na głowy, ręce wiązano sowieckim sznurem konopnym. Strzelano z bliska, zwykle raz w potylicę, z pistoletu Walther kal. 7,65 mm, niektóre ofiary miały rany od czterograniastego bagnetu. Pochowano ich w ośmiu masowych grobach. Pracownik smoleńskiego NKWD Piotr Klimow napisał po latach: „rów był duży, ciągnął się aż do samych moczarów, a w tym rowie leżeli warstwami przysypani ziemią Polacy”.
Mjr Adam Solski prowadził notes do ostatnich chwil. Znaleziono go przy zwłokach w 1943 roku. Ostatni wpis z 9 kwietnia 1940 roku zaczyna się tak: „Piąta rano. Od świtu dzień rozpoczął się szczególnie. Wyjazd karetką więzienną w celkach (straszne!). Przywieziono gdzieś do lasu” – i dalej – „coś w rodzaju letniska. Tu szczegółowa rewizja. Zabrano zegarek, na którym była godzina 6.30 (8.30). Pytano mnie o obrączkę, którą (...)”. Ostatni transport z Kozielska, 12 maja, z niewyjaśnionych powodów zawrócono do stacji Babynino i ci jeńcy przeżyli.
Amunicja Geco
W dołach katyńskich znaleziono łuski i pociski z oznaczeniem Geco, produkowane w niemieckiej fabryce Gustava Genschowa w Durlach. Ten szczegół bywa do dziś przywoływany jako rzekomy dowód winy Niemców. Wyjaśnienie podaje m.in. historyk Janusz Zawodny: taka amunicja była przed 1939 rokiem masowo eksportowana do ZSRR. Bez wskazania źródła pojawia się też informacja, że trafiała też do Polski i państw bałtyckich – tego nie udało się potwierdzić. Kto strzelał, ustaliły po 1990 roku śledztwa – także rosyjskie – na podstawie dokumentów NKWD i zeznań samych funkcjonariuszy. Niemieckie Walthery wybierano zresztą świadomie: według polskich biogramów Błochina to on zastąpił nimi szybko nagrzewające się sowieckie rewolwery Nagant, a anglojęzyczne źródła piszą o zbyt silnym odrzucie Nagantów. Relacje się tu różnią, a w Charkowie strzelano właśnie z Nagantów.
Kalinin i Miednoje
Jeńców z Ostaszkowa wywożono od 4 kwietnia do 16 maja 1940 roku do Kalinina (dziś Twer), do więzienia w piwnicach siedziby NKWD przy ul. Sowieckiej 2 (dziś mieści się tam uczelnia medyczna). 20 marca 1991 roku mechanizm opisał prokuratorowi wojskowemu ZSRR ppłk. Anatolijowi Jabłokowowi gen. Dmitrij Tokariew, w 1940 roku szef kalinińskiego NKWD. Drzwi obito wojłokiem, „żeby nie było słychać strzałów”. Skazanego prowadzono do „czerwonej świetlicy”, sprawdzano personalia z listą, zakładano kajdanki i wprowadzano do celi, gdzie padał strzał w tył głowy. Pierwszej nocy, przy transporcie liczącym ponad 300 ludzi, kaci nie zdążyli przed świtem, więc kolejne transporty nie przekraczały 250 osób. Ciała wywożono ciężarówkami ok. 20 km do Miednoje, na teren letniskowy NKWD, do dołów wykopanych wcześniej koparką. Grobów jest 23. Według IPN teren ten nie znalazł się pod okupacją niemiecką, a Niemcy nie prowadzili tam ekshumacji, więc świat dowiedział się o Miednoje dopiero w 1990 roku.
Według Tokariewa z Moskwy przyjechała ekipa, w której był mjr Wasilij Błochin, członek ochrony Stalina, przez historyka Wojciecha Materskiego nazwany „jednym z najkrwawszych katów, jakich zna historia”. Tokariew zeznał: „Błochin włożył swoją odzież specjalną: brązową skórzaną czapkę, długi skórzany brązowy fartuch, skórzane brązowe rękawice z mankietami powyżej łokci. Na mnie wywarło to ogromne wrażenie – zobaczyłem kata”. W internecie często się powtarza, że Błochin osobiście zastrzelił w Kalininie ok. 7 tys. ludzi. Tę liczbę trzeba traktować ostrożnie: z Ostaszkowa zamordowano łącznie ok. 6,3 tys. osób, a strzelał nie tylko on. Za udział w akcji dostał premię w wysokości miesięcznej pensji. 26 października 1940 roku Beria nagrodził tajnym rozkazem 125 funkcjonariuszy NKWD. W 1954 roku Błochina pozbawiono stopnia generała, rok później zmarł. Leży w alei zasłużonych Cmentarza Dońskiego w Moskwie, pod nagrobkiem z prawosławnym krzyżem i napisem „Wieczna pamięć”.
Charków i Piatichatki
Jeńców ze Starobielska wywożono od 5 kwietnia do 12 maja 1940 roku do wewnętrznego więzienia Zarządu NKWD w Charkowie. Funkcjonariusz Mitrofan Syromiatnikow zeznał w 1991 roku, że przywożono ich „po około 15 ludzi”, rewidowano, zabierano bagaże i ruble – na które wydawano pokwitowanie – „po czym wprowadzano do piwnicy NKWD i rozstrzeliwano”. Tu strzelano w kark z rewolwerów Nagant. Ciała z płaszczami związanymi na głowach wywożono nocą do masowych grobów ok. 1,5 km od wsi Piatichatki.
Lista ukraińska i lista białoruska
O więźniach z Kresów wiemy znacznie mniej. W 1994 roku ukraińska służba bezpieczeństwa przekazała polskiej prokuraturze spis 3435 obywateli polskich rozstrzelanych w 1940 roku na Ukrainie – tzw. Ukraińską Listę Katyńską. Według opracowania Andrzeja Przewoźnika i Jolanty Adamskiej, z samego Lwowa pochodziło 900 z nich. Zginęli w Kijowie, Charkowie i Chersoniu, ale nie wiadomo, ilu w którym mieście. Jak ich zabijano, IPN może tylko przypuszczać: w Kijowie od 1937 roku więźnia zwożono windą do specjalnej celi, kazano uklęknąć twarzą do ściany i strzelano w potylicę. Część ciał trafiła do lasu pod Bykownią, na teren ogrodzony przez NKWD zielonym parkanem wysokości 2,5 m. Znaleziono tam przedmioty należące do ludzi z listy, a archeolodzy ustalili nazwiska dziewięciu z nich. W 2012 roku otwarto w Bykowni polski cmentarz wojenny. W Chersoniu ekshumacji nie przeprowadzono – na miejscu pochówków ofiar NKWD stoi dziś osiedle mieszkaniowe.
Lista białoruska to wciąż największa niewiadoma. Liczba 3870 osób to różnica między 7305 więźniami wymienionymi w notatce Szelepina (o niej niżej) a 3435 nazwiskami z listy ukraińskiej. Nazwisk nie znamy, bo samej listy nie odnaleziono ani w archiwach białoruskich, ani rosyjskich. IPN uznaje za najbardziej prawdopodobne, że zginęli w więzieniu w Mińsku i spoczywają głównie w Kuropatach. Opiera się na dwóch dokumentach Berii z 21 i 22 marca 1940 roku. W drugim czytamy: „3000 aresztowanych przewieźć z więzień zachodnich obwodów Białoruskiej SRR do Więzienia Mińskiego”. To jednak wniosek, nie udokumentowany fakt. IPN pokazuje, co to oznacza dla rodzin, na przykładzie Aleksandra Morżały, starszego przodownika policji z Wołkowyska. Na początku 1940 roku, „chyba w marcu”, jak wspominała jego córka, rodzinie powiedziano w więzieniu w Grodnie, że ojca nie ma i „prawdopodobnie został wysłany do Mińska”. W spisach zamordowanych go nie ma, w jednym z opracowań figuruje jako zaginiony.
Ilu ich było
Najczęściej cytowane liczby pochodzą z notatki szefa KGB Aleksandra Szelepina dla Nikity Chruszczowa z 3 marca 1959 roku, w której proponował zniszczenie 21 857 teczek ofiar: 4421 rozstrzelanych w Lesie Katyńskim, 3820 jeńców ze Starobielska, 6311 z Ostaszkowa i 7305 osób z więzień Zachodniej Ukrainy i Białorusi. Szelepin błędnie napisał, że jeńców zabito w samych obozach – w rzeczywistości zginęli w Charkowie i Kalininie. Zestawienia oparte na listach imiennych podają co najmniej 21 768 zamordowanych. Czy teczki spalono, nie wiadomo – prof. Wojciech Materski stwierdził w maju 2010 roku, że nie ma dowodów ich zniszczenia. Według IPN pewne jest natomiast, że w 1956 roku w Kijowie na polecenie Moskwy spalono 2500 kart ewidencyjnych zamordowanych na Ukrainie.
395 ocalałych i świadek z Gniezdowa
Z trzech obozów ocalało 395 osób, wywiezionych przez Juchnów (Pawliszczew Bor) do Griazowca. Przez lata podawano liczbę 448, ale raport Soprunienki wymienia 395 i podaje powody: 47 osób wskazał wywiad NKWD, 47 – ambasada Niemiec, 19 – poselstwo Litwy, 24 ocalało jako Niemcy chcący wyjechać do Rzeszy, 91 – na polecenie Mierkułowa, przy 167 nie podano powodu (wśród nich było kilkudziesięciu obozowych informatorów). Malarz Józef Czapski według części opracowań znalazł się na liście osób wskazanych przez ambasadę Niemiec po interwencji Ferdinanda du Chastel. Culture.pl, opisując odnalezioną korespondencję w tej sprawie, podaje jednak, że niemiecka dyplomacja odpowiedziała odmownie, więc rzeczywisty powód jego ocalenia nie jest pewny. Do ocalałych należał też ppłk Zygmunt Berling, późniejszy dowódca armii utworzonej u boku Armii Czerwonej.
Jedynym Polakiem, który widział ostatni etap drogi do Katynia i przeżył, był prof. Stanisław Swianiewicz, ekonomista z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. 29 kwietnia 1940 roku wysłano go z Kozielska transportem na śmierć, ale na stacji Gniezdowo w ostatniej chwili wyprowadzono z wagonu i przekazano NKWD, które podejrzewało go o związki z polskim wywiadem, a sowiecki wywiad interesował się jego pracą o gospodarce III Rzeszy. Przez szparę w wagonie widział, jak towarzyszy wywożono autobusami z szybami zamazanymi wapnem. Przeszedł Łubiankę, w lutym 1941 roku dostał osiem lat łagru za „szpiegostwo na rzecz Polski i Niemiec”, zwolniono go w kwietniu 1942 roku. W latach 1951–1952 zeznawał w masce przed komisją Kongresu USA. Jego „W cieniu Katynia” wydał w 1976 roku paryski Instytut Literacki.
Rodziny: noc z 12 na 13 kwietnia 1940 roku
W tych samych dniach, gdy trwały egzekucje, NKWD przyszło po rodziny. W nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 roku grupy operacyjne wkroczyły do mieszkań rodzin oficerów, policjantów, strażników więziennych i urzędników na Kresach. Wywożono głównie ludność miejską – kobiety, dzieci i ludzi starszych – do Kazachstanu. Według zestawień przytaczanych w polskiej literaturze deportacja objęła ok. 22–25 tys. rodzin ofiar, czyli ponad 60 tys. osób.
Kim byli zamordowani
Ofiary zbrodni katyńskiej to nie tylko „oficerowie”. To ok. 22 tys. ludzi: zawodowi wojskowi i rezerwiści, policjanci, strażnicy więzienni, pogranicznicy, osadnicy, urzędnicy, sędziowie, ziemianie, działacze polityczni i cywile złapani na „granicy”. Byli wśród nich Polacy, Ukraińcy, Białorusini i Żydzi – w literaturze anglojęzycznej szacuje się, że polscy Żydzi stanowili ok. 8 proc. ofiar.
Skąd tylu lekarzy i profesorów? W II Rzeczypospolitej absolwent uczelni po służbie wojskowej zostawał z reguły oficerem rezerwy. W 1939 roku zmobilizowano więc lekarzy, adwokatów, inżynierów, nauczycieli i naukowców, a we wrześniu, jako oficerowie, trafili do Kozielska i Starobielska. Pełnej, powszechnie przyjętej statystyki zawodów dla wszystkich ofiar nie udało nam się znaleźć, dlatego podajemy liczby dla obozów, tak jak robią to źródła.
Generałowie i admirał
W Katyniu zginęli generałowie Bronisław Bohatyrewicz, Henryk Minkiewicz i Mieczysław Smorawiński. W Charkowie – Leon Billewicz, Stanisław Haller, Aleksander Kowalewski, Kazimierz Orlik-Łukoski, Konstanty Plisowski, Franciszek Sikorski, Leonard Skierski i Piotr Skuratowicz. Na liście ukraińskiej są generałowie Romuald Dąbrowski, Kazimierz Dzierżanowski, Władysław Jędrzejewski, Szymon Kurz, Mieczysław Linde, Franciszek Paulik i Rudolf Prich. Łączna liczba zależy od sposobu liczenia (część była w stanie spoczynku lub miała stopnie tytularne), stąd różnice między źródłami. Ocalało dwóch: Jerzy Wołkowicki i Czesław Jarnuszkiewicz.
Kontradmirał Xawery Czernicki, ur. 1882, był inżynierem okrętowym. Przed I wojną światową budował dla floty rosyjskiej pancerniki „Sewastopol” i „Pietropawłowsk”, w II Rzeczypospolitej nadzorował budowę polskich niszczycieli i okrętów podwodnych we Francji. Zginął w Katyniu w maju 1940 roku. Jego zwłok nie zidentyfikowano.
Jedyna kobieta: Janina Lewandowska
Janina Lewandowska z domu Dowbor-Muśnicka, córka gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, urodziła się 22 kwietnia 1908 roku w Charkowie. Była pilotką szybowcową i spadochroniarką. Do niewoli trafiła ok. 22 września 1939 roku pod Husiatynem. W Kozielsku podała fałszywy rok urodzenia i fałszywe imię ojca. 22 kwietnia 1940 roku, w dniu jej 32. urodzin, przekazano ją smoleńskiemu NKWD, a 23 lub 24 kwietnia zginęła w Katyniu – jako jedyna kobieta wśród zamordowanych tam jeńców.
Jej pośmiertne losy są niezwykłe. W 1943 roku Niemcy wydobyli jej ciało, a czaszkę wraz z sześcioma innymi zabrał do Wrocławia prowadzący ekshumację prof. Gerhard Buhtz. Po wojnie trafiły one do prof. Bolesława Popielskiego, który ukrywał je przez dziesięciolecia przed UB i NKWD, a tajemnicę ujawnił krótko przed śmiercią w 1997 roku. W 2005 roku tożsamość potwierdzono i 4 listopada 2005 roku szczątki pochowano w grobie rodzinnym w Lusowie. Jej młodszą siostrę Agnieszkę, działaczkę konspiracyjnej organizacji „Wilki”, Niemcy rozstrzelali w Palmirach 20 lub 21 czerwca 1940 roku. Obie upamiętnia moneta NBP „Katyń–Palmiry 1940”.
Matematyk, rabin, kapelan, sportowcy
Józef Marcinkiewicz, ur. 1910, uczeń Antoniego Zygmunda i docent Uniwersytetu Stefana Batorego, w ciągu sześciu lat pracy naukowej ogłosił ponad 50 prac. Jego twierdzenie interpolacyjne należy do klasyki analizy matematycznej. W 1939 roku przebywał na stypendium w Paryżu, a potem w Anglii, ale w sierpniu, gdy sytuacja polityczna stawała się groźna, wrócił do kraju. Jako oficer rezerwy walczył pod Lwowem, przez Starobielsk trafił do Charkowa i zginął w wieku 30 lat. Rękopisy powierzył rodzicom – NKWD deportowało ich w 1940 roku na Syberię, gdzie zmarli, a notatki przepadły bez śladu.
Baruch Steinberg, pełniący obowiązki naczelnego rabina Wojska Polskiego, zginął w Katyniu w kwietniu 1940 roku. Przez lata pisano, że przeżył jako jeden z wywiezionych na Łubiankę – dopiero sowieckie archiwa pokazały, że to nieprawda. W Katyniu zginął też naczelny kapelan prawosławny WP ppłk Szymon Fedorońko. Ks. Jan Leon Ziółkowski, kapelan i weteran wojny 1920 roku, uniknął wigilijnej wywózki duchownych z Kozielska prawdopodobnie dlatego, że siedział wtedy w karcerze. Według innej hipotezy, Stanisława Swianiewicza, w oficerskim mundurze nie rozpoznano w nim księdza. Zyskał niespełna cztery miesiące: zginął w Katyniu prawdopodobnie 9 kwietnia 1940 roku.
Według dzieje.pl wśród ofiar było kilkuset sportowców i działaczy sportowych, w tym dziewięciu olimpijczyków. Rtm. Zdzisław Kawecki, srebrny medalista igrzysk w Berlinie w 1936 roku w drużynowym WKKW, zginął w Katyniu 13 lub 14 kwietnia 1940 roku. Marian Spojda, mistrz Polski z poznańską Wartą z 1929 roku, został tam zastrzelony 16 kwietnia 1940 roku. Uwaga na pomyłki: wioślarz Stanisław Urban, brązowy medalista z Los Angeles, bywa wymieniany wśród ofiar, także we wspomnianym tekście dzieje.pl, ale nie figuruje w księdze cmentarnej Katynia ani w spisie zamordowanych z Kozielska opracowanym przez Memoriał. W Katyniu zginął inny Stanisław Urban, ur. 1899, podporucznik rezerwy.
Ślady w kieszeniach
Wiele wiemy dzięki rzeczom znalezionym przy zwłokach. W kieszeni por. rez. inż. Stefana Bierzyńskiego znaleziono w 1943 roku odręczny plan obozu w Kozielsku. Dobiesław Jakubowicz zapisał w Wigilię 1939 roku, zwracając się do żony: „Dziś wilia Marysieńko”, i opisał opłatek własnej roboty, siano i maleńką choinkę na sali, gdzie wieczerzało piętnastu jeńców. Z wielu ludzi z listy ukraińskiej zostały tylko nazwisko, imię ojca i rok urodzenia. IPN pyta otwarcie, kim byli np. Franciszek Zajączkowski, ur. 1897, czy Izaak Margulis, ur. 1911 – i przyznaje, że nie wiadomo.
Brat mjr. Adama Solskiego, kpt. Kazimierz Solski, siedział w tym samym obozie i zginął w Katyniu 17 kwietnia 1940 roku. Syn Kazimierza, Leszek Solski, zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem, lecąc na uroczystości 70. rocznicy zbrodni.
„Inteligencja”
W polskich tekstach o Katyniu słowo „inteligencja” pojawia się nieustannie. W polskiej tradycji oznacza nie tylko ludzi z dyplomem, ale warstwę, która czuła się odpowiedzialna za wspólnotę: lekarzy, nauczycieli, prawników, inżynierów, urzędników, księży, oficerów. IPN opisuje selekcję do obozów specjalnych jako odizolowanie ludzi „szczególnie aktywnych, wyrosłych na tradycjach niepodległościowych, a przede wszystkim wysoko wykształconych”. Nie wszyscy zamordowani należeli jednak do inteligencji w tym sensie – większość jeńców Ostaszkowa stanowili szeregowi policjanci. Łączyło ich jedno: w oczach NKWD byli „wrogami”, których należało usunąć.
Kłamstwo katyńskie
Zbrodnię z wiosny 1940 roku przez pół wieku otaczało drugie przestępstwo: systematyczne kłamstwo. Zaczęło się, zanim ktokolwiek na Zachodzie wiedział o dołach w Lesie Katyńskim, i trwało do 13 kwietnia 1990 roku. Kłamali Sowieci, milczały rządy sojusznicze, a w Polsce Ludowej za mówienie prawdy można było stracić pracę, wolność, a w kilku niewyjaśnionych do dziś przypadkach także życie.
„Uciekli do Mandżurii”
Po układzie Sikorski–Majski z 30 lipca 1941 roku z sowieckich obozów i więzień zaczęli wychodzić Polacy, a gen. Władysław Anders tworzył armię polską w ZSRR. Szybko okazało się, że do armii nie zgłaszają się tysiące oficerów, o których wiadomo było, że trafili do sowieckiej niewoli. Poszukiwania prowadził m.in. rotmistrz Józef Czapski, sam ocalały ze Starobielska. Do kwietnia 1942 roku pukał do kolejnych sowieckich urzędów i nigdy nie dostał rzetelnej odpowiedzi. Opisał to później w „Na nieludzkiej ziemi” (1949).
3 grudnia 1941 roku na Kremlu gen. Władysław Sikorski, w obecności gen. Andersa, zapytał o zaginionych wprost Józefa Stalina. Według polskiego zapisu rozmowy Stalin rzucił: „Oni uciekli”. Na pytanie Andersa: „Dokądże mogli uciec?”, odpowiedział: „No, do Mandżurii na przykład”. W skrótowych omówieniach ta wymiana bywa streszczana jako „uciekli do Mandżurii”.
13 kwietnia 1943 roku
W lutym 1943 roku miejscowi mieszkańcy, Iwan Kriwoziercew i Parfien Kisielew, wskazali Niemcom miejsce pochówku w Lesie Katyńskim pod Smoleńskiem. 13 kwietnia 1943 roku radio Reichssender Berlin ogłosiło odkrycie dołu „długiego na 28 metrów i szerokiego na 16”, w którym miało leżeć w dwunastu warstwach 3000 polskich oficerów. Joseph Goebbels już następnego dnia zanotował w dzienniku, że odkrycie jest wykorzystywane w propagandzie antybolszewickiej „na wielką skalę”.
15 kwietnia Sowinformbiuro oskarżyło Niemców. Niemcy zaprosili do Katynia Międzynarodową Komisję Lekarską: dwunastu specjalistów medycyny sądowej z krajów okupowanych, sprzymierzonych z Rzeszą lub neutralnych. Komisja pracowała w Katyniu 28–30 kwietnia 1943 roku i wskazała na wiosnę 1940 roku jako czas śmierci. Jej losy po wojnie są osobną historią: Bułgar Marko Markow i Czech František Hájek zostali zmuszeni do odwołania podpisów i bronienia wersji sowieckiej, a Chorwat Eduard Miloslavić zdołał uciec do USA.
Komisja Techniczna PCK
Niemcy zażądali też udziału Polskiego Czerwonego Krzyża, grożąc represjami w razie odmowy. Sekretarz generalny PCK Kazimierz Skarżyński, by nie dać się wciągnąć w niemiecką propagandę, powołał komisję o charakterze ściśle technicznym. W jej składzie byli m.in. lekarz Hieronim Bartoszewski, kryminolog Tadeusz Susz-Pragłowski, dr Marian Wodziński z Instytutu Medycyny Sądowej w Krakowie i ks. Stanisław Jasiński. Według PCK komisja zaczęła pracę 17 kwietnia, a ekshumacje trwały do 7 czerwca 1943 roku. PCK podaje liczbę 4243 wydobytych ciał. Niemiecka komisja doliczyła się 4143. Szacowano, że w grobach katyńskich leżało około 4400 jeńców z Kozielska.
Skarżyński sporządził poufny, 60-stronicowy raport z prac komisji (opublikowany w 1955 roku w Paryżu, a w Polsce dopiero w 1989 roku). Skrzynie z dokumentami wydobytymi w Katyniu wędrowały przez Kraków, Wrocław i Radebeul w Saksonii. Według PCK przed wejściem Armii Czerwonej miały zostać spalone na rozkaz niemieckiego lekarza, który je wywiózł, ale czy tak się stało, nie wiadomo. Członkowie komisji po wojnie byli przesłuchiwani, część aresztowano, część musiała uciekać z kraju. Skarżyński zmarł w 1962 roku w Calgary w Kanadzie.
Zerwanie stosunków i dyplomacja milczenia
Rząd RP w Londynie zwrócił się o zbadanie sprawy do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Stalin wykorzystał to jako pretekst: w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku ambasador RP otrzymał notę o zerwaniu stosunków dyplomatycznych. Sojusznicy nie stanęli po stronie Polaków. 24 kwietnia minister Anthony Eden nakłonił Sikorskiego do wycofania wniosku o śledztwo Czerwonego Krzyża, a Winston Churchill zapewniał Stalina, że Brytyjczycy będą „energicznie przeciwni” każdemu takiemu „śledztwu”.
Prywatnie Londyn wiedział więcej. Churchill polecił zbadać sprawę ambasadorowi przy rządzie polskim, sir Owenowi O’Malleyowi. Jego tajny raport z 24 maja 1943 roku wskazywał na winę sowiecką i pełen był niewygodnych pytań. O’Malley pisał, że dostępnych jest „wiele dowodów negatywnych”, które łącznie poddają w poważną wątpliwość sowieckie zaprzeczenia. Churchill przesłał raport prezydentowi Rooseveltowi 13 sierpnia 1943 roku. Odpowiedzi Roosevelta nie odnaleziono.
W maju 1943 roku Niemcy przywieźli do Katynia także jeńców amerykańskich i brytyjskich. Wśród nich byli ppłk John H. Van Vliet i kpt. Donald B. Stewart. Najbardziej przekonał ich dobry stan butów i mundurów zabitych: ludzie ci nie mogli żyć długo po wzięciu do niewoli. Jeszcze z niewoli obaj przesłali do wywiadu wojskowego w Waszyngtonie zaszyfrowany meldunek, że niemieckie twierdzenia są w ich ocenie „zasadniczo prawdziwe”. W 1945 roku Van Vliet złożył pisemny raport gen. Claytonowi Bissellowi, szefowi wywiadu wojskowego. Raport został utajniony i zaginął z archiwów Pentagonu. Van Vliet odtworzył go w 1950 roku. Stewartowi w 1950 roku nakazano, by „nigdy nie mówił” o tajnej depeszy w sprawie Katynia. Wszystko to potwierdziły dopiero dokumenty odtajnione przez amerykańskie Archiwa Narodowe 10 września 2012 roku, około tysiąca stron.
Komisja Burdenki
Gdy Armia Czerwona odbiła Smoleńsk, specjalna ekipa NKWD i kontrwywiadu Smiersz już we wrześniu 1943 roku przejęła teren i przez kolejne miesiące przygotowywała fałszywe dowody i świadków. 13 stycznia 1944 roku Biuro Polityczne powołało komisję pod przewodnictwem Nikołaja Burdenki, prezesa Akademii Nauk Medycznych ZSRR. Zasiadał w niej m.in. pisarz Aleksiej Tołstoj, nie dopuszczono nikogo z zagranicy. Komunikat komisji, opublikowany 26 stycznia 1944 roku, przypisał zbrodnię Niemcom jesienią 1941 roku i mówił aż o 11 tysiącach ofiar. Rosyjscy śledczy w latach 1990–1994 stwierdzili, że komisja fabrykowała dowody. 30 stycznia 1944 roku na miejscu odbyła się uroczystość z udziałem przedstawicieli 1 Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, m.in. gen. Zygmunta Berlinga, którzy firmowali wersję o winie niemieckiej.
Norymberga: zarzut, który zniknął
Sowieci wpisali Katyń do aktu oskarżenia przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym. Prokurator Roman Rudenko oskarżał Niemców o zamordowanie około 11 tysięcy polskich oficerów. Na etapie przygotowania aktu oskarżenia na konferencji londyńskiej sowieccy negocjatorzy podawali jeszcze inną liczbę: 925 oficerów zabitych we wrześniu 1941 roku. Trybunał dopuścił po trzech świadków z każdej strony. 1 lipca 1946 roku zeznawał płk Friedrich Ahrens, dowódca niemieckiego 537 Pułku Łączności, którego jednostkę strona sowiecka obwiniała. Ahrens zeznał, że dowództwo pułku objął dopiero pod koniec listopada 1941 roku, „jeśli dobrze pamiętam, 30 listopada”. Po stronie sowieckiej wystąpili m.in. Bułgar Marko Markow, wcześniej członek komisji z 1943 roku, i astronom prof. Borys Bazylewski, w czasie okupacji zastępca burmistrza Smoleńska. W wyroku Trybunału Katyń w ogóle się nie pojawił. Według ustaleń opisanych dopiero wiele lat później były szef amerykańskiego wywiadu OSS William Donovan, przekonany przez niemieckiego oficera Fabiana von Schlabrendorffa, miał skłonić delegację USA do zablokowania tego zarzutu. To jednak wątek znany z późniejszych opracowań, nie z akt samego procesu.
W Polsce sprawę badał prokurator Roman Martini. 30 marca 1946 roku został zamordowany w Krakowie przez 17-latkę i jej narzeczonego. Czy morderstwo miało związek z Katyniem, źródła nie przesądzają.
Komisja Maddena
Najpoważniejsze zachodnie śledztwo przeprowadził Kongres USA. 18 września 1951 roku Izba Reprezentantów stosunkiem głosów 398 do 0 przyjęła rezolucję nr 390 i powołała specjalną komisję. Przewodniczył jej kongresmen Ray Madden z Indiany, a wszystkich siedmiu członków reprezentowało okręgi z dużą Polonią. Komisja jako pierwsza w historii Kongresu przesłuchiwała świadków za granicą: w Londynie, Frankfurcie, Berlinie i Neapolu. Wysłuchała 81 świadków, zebrała 183 dowody rzeczowe i ponad 100 zeznań na piśmie. Przed komisją zeznawali m.in. kpt. Donald Stewart i były sekretarz generalny PCK Kazimierz Skarżyński. Historycy wytykają komisji słabości, np. wysłuchanie zakapturzonego anonimowego świadka „John Doe”, który twierdził, że widział egzekucje w Katyniu w listopadzie 1939 roku.
Raport końcowy z 22 grudnia 1952 roku jednogłośnie obarczył winą NKWD i nazwał zbrodnię „jedną z najbardziej barbarzyńskich zbrodni międzynarodowych w dziejach świata”. Komisja ustaliła, że administracja Roosevelta tłumiła informacje o zbrodni, choć przyznała, że działała w imię wojennej konieczności: Biuro Informacji Wojennej naciskało na polskojęzyczne rozgłośnie w Detroit i Buffalo, by przestały mówić o Katyniu, a sam Roosevelt doprowadził do przeniesienia jednego z oficerów marynarki na Samoa Amerykańskie, by nie mógł publicznie mówić o Katyniu. Komisja zaleciła wniesienie sprawy przeciwko ZSRR do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. Administracja Eisenhowera to zalecenie zignorowała. W 2000 roku Sejm RP podziękował komisji za ustalenie prawdy. Epilog: jeszcze w liście Departamentu Stanu z 12 sierpnia 1992 roku pisano, że w czasie przesłuchań w latach 1951–1952 USA nie dysponowały faktami, które jednoznacznie obalałyby sowiecką wersję, a te wyszły na jaw dopiero w 1990 roku. Franciszek Herzog z Connecticut, który stracił w Katyniu ojca i stryja, skomentował to po latach: „Jest wielka różnica między niewiedzą a niechęcią do wiedzy”.
Londyn, 1976
Gdy Polonia odsłoniła 18 września 1976 roku pomnik katyński na cmentarzu Gunnersbury w Londynie, rząd brytyjski nie wysłał przedstawicieli ani żołnierzy w służbie czynnej. Minister spraw zagranicznych Anthony Crosland wyjaśnił Izbie Gmin 11 października 1976 roku, że kolejne rządy nie uznały dowodów za dość mocne, by oficjalnie wskazać winnych, a pomnik taki osąd zakłada. Pięć lat wcześniej BBC2 pokazała dokument o Katyniu pod wymownym tytułem „The Issue Should be Avoided” – „Tej sprawy należy unikać”.
Tabu w PRL
W Polsce Ludowej Katyń był tematem zakazanym, wpisanym do „Czarnej księgi cenzury”. W lutym 1952 roku rząd Józefa Cyrankiewicza w oficjalnym oświadczeniu przypisał zbrodnię „zbrodniarzom hitlerowskim”. Władysław Gomułka po dojściu do władzy w 1956 roku nakazał w tej sprawie milczenie i polecił, by encyklopedia PWN w ogóle nie zamieszczała hasła „Katyń”. Notka cenzury z 14 stycznia 1974 roku nakazywała kierować się ustaleniami komisji sowieckiej.
Opór trwał mimo to. 21 marca 1980 roku na Rynku Głównym w Krakowie podpalił się były żołnierz AK Walenty Badylak, protestując przeciw kłamstwu katyńskiemu. 31 lipca 1981 roku z inicjatywy ks. Stefana Niedzielaka stanął na Powązkach Wojskowych krzyż katyński z datą 1940. Służba Bezpieczeństwa usunęła go tej samej nocy. Ks. Niedzielak, twórca Sanktuarium Poległym i Pomordowanym na Wschodzie w kościele św. Karola Boromeusza, zmarł na plebanii w nocy z 20 na 21 stycznia 1989 roku. Sekcja wykazała obrażenia twarzy i głowy oraz złamanie kręgosłupa szyjnego. Śledztwo umorzono 2 października 1990 roku, przyjmując wersję śmiertelnego upadku z fotela, a z akt w niejasnych okolicznościach zniknęły materiały z sekcji i ślady z miejsca zdarzenia. O zabójstwo podejrzewano SB. Sprawców nie ustalono do dziś.
Chatyń – podobna nazwa, inna zbrodnia
Często powtarza się, że Sowieci zbudowali „fałszywy Katyń” na Białorusi. Fakty są takie: Chatyń to prawdziwa wieś około 50 km od Mińska, spalona 22 marca 1943 roku przez kolaboracyjny Schutzmannschaft-Bataillon 118 przy udziale oddziału SS Dirlewangera. Zginęło około 149 mieszkańców, w tym 70 lub 75 dzieci. Zbrodnia była autentyczna, popełniona przez formacje w służbie niemieckiej. W 1969 roku Chatyń stał się narodowym miejscem pamięci Białoruskiej SRR, z „cmentarzem wsi” upamiętniającym 185 zniszczonych miejscowości. Tezę, że Sowieci wykorzystali podobieństwo nazw, by mylić z Katyniem zagranicznych gości, stawia m.in. brytyjski historyk Norman Davies. To interpretacja historyka, a nie potwierdzony dokument decyzji. Pewne jest, że oba miejsca często mylono.
Prawda wychodzi na jaw
Pierwsze pęknięcia pojawiły się w 1989 roku. Po opublikowaniu w lutym i marcu w „Odrodzeniu” wniosków polskich historyków z komisji do spraw „białych plam” rzecznik rządu Jerzy Urban przyznał, że zbrodni dokonali „funkcjonariusze NKWD”. 18 kwietnia 1989 roku urnę z ziemią z Katynia złożono w Grobie Nieznanego Żołnierza i w Dolince Katyńskiej na Powązkach. 30 października 1989 roku Las Katyński odwiedziła kilkusetosobowa delegacja Rodzin Katyńskich, w której był m.in. Zbigniew Brzeziński.
13 kwietnia 1990 roku
Dokładnie 47 lat po niemieckim komunikacie, podczas wizyty Wojciecha Jaruzelskiego w Moskwie, Michaił Gorbaczow przekazał mu kopie dokumentów NKWD, m.in. listy wywózek z Kozielska i Ostaszkowa. O 14.30 czasu moskiewskiego agencja TASS ogłosiła, że polskich jeńców rozstrzelało NKWD, wskazała Ławrientija Berię i Wsiewołoda Mierkułowa i nazwała zbrodnię „jedną z cięższych zbrodni stalinizmu”. Rosyjski dysydent Leonid Pocziwałow zauważył wkrótce w „Litieraturnoj Gazietie”, że przyznanie wypowiedziano „tak jakby przez zęby”.
We wrześniu 1990 roku Główna Prokuratura Wojskowa ZSRR wszczęła śledztwo. Równolegle 3 listopada 1990 roku Gorbaczow polecił zebrać materiały o losie jeńców sowieckich w Polsce po wojnie 1920 roku. Historycy odczytują to jako szukanie przeciwwagi, tak zwanego „anty-Katynia”. Wątek ten Rosja podnosiła potem wielokrotnie, m.in. we wrześniu 1998 roku.
„Pakiet nr 1”
Najważniejsze dokumenty przez dziesięciolecia leżały w tak zwanej teczce specjalnej nr 1, dostępnej tylko dla najwyższych władz. Według historyków Gorbaczow jako przywódca ZSRR musiał znać ich treść, ale ich nie ujawnił. Zrobił to Borys Jelcyn. 14 października 1992 roku w Belwederze szef rosyjskich archiwów państwowych Rudolf Pichoja przekazał prezydentowi Lechowi Wałęsie uwierzytelnione kopie, w tym decyzję Biura Politycznego z 5 marca 1940 roku z podpisem Stalina oraz notatkę Szelepina z 1959 roku. Od tej chwili nie było już wątpliwości, że rozkaz wyszedł z samej góry.
Rosyjscy śledczy wykonali wtedy sporo pracy, m.in. przesłuchali w marcu 1991 roku byłego szefa kalinińskiego NKWD Dmitrija Tokariewa. 2 sierpnia 1993 roku komisja biegłych przy rosyjskiej Głównej Prokuraturze Wojskowej uznała zabicie 14 522 jeńców z trzech obozów i 7305 więźniów z zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi za zbrodnię przeciwko pokojowi, zbrodnię wojenną, zbrodnię przeciwko ludzkości i ludobójstwo.
Ekshumacje i cmentarze
Prace ekshumacyjne ruszyły w 1991 roku w Piatichatkach, Miednoje i Katyniu, a polsko-rosyjskie i polsko-ukraińskie badania kontynuowano w połowie lat 90. W 23 dołach w Miednoje znaleziono szczątki około 2300 ludzi. W czerwcu 1998 roku prezydenci Borys Jelcyn i Aleksander Kwaśniewski uzgodnili budowę kompleksów pamięci. W 2000 roku otwarto trzy Polskie Cmentarze Wojenne: w Charkowie 17 czerwca (około 3800 jeńców ze Starobielska), w Katyniu 28 lipca (około 4400 z Kozielska) i w Miednoje 2 września (około 6300 z Ostaszkowa). Cmentarze powstały m.in. z inicjatywy Federacji Rodzin Katyńskich.
2004: śledztwo zamknięte, decyzja tajna
Rosyjskie śledztwo (sprawa nr 159) prowadzili kolejno płk Aleksandr Trietiecki i ppłk Anatolij Jabłokow, który 13 lipca 1994 roku umorzył je ze względu na śmierć sprawców, uznając w postanowieniu Stalina i członków Biura Politycznego winnymi m.in. ludobójstwa. Przełożeni po kilku dniach uchylili tę decyzję i przekazali sprawę innemu prokuratorowi. Ostatecznie śledztwo umorzono 21 września 2004 roku, ale świat dowiedział się o tym dopiero 11 marca 2005 roku z konferencji gen. Aleksandra Sawienkowa. Prokuratura potwierdziła wtedy śmierć zaledwie 1803 osób z 14 542 skazanych, odrzuciła kwalifikację ludobójstwa i utajniła samą decyzję o umorzeniu. Ze 183 tomów akt utajniono 116: według zestawień polskich historyków 80 z nich opatrzono klauzulą „do użytku służbowego”, a 36 klauzulami „tajne” i „ściśle tajne”. Te 36 tomów jako „ściśle tajne” wymienia też Europejski Trybunał Praw Człowieka. Sąd Najwyższy Rosji oddalił 26 stycznia 2011 roku skargę stowarzyszenia Memoriał na utajnienie tej decyzji.
Rok 2010 przyniósł chwilową odwilż. 8 maja Dmitrij Miedwiediew przekazał p.o. prezydenta Bronisławowi Komorowskiemu 67 jawnych tomów akt, zawierających zresztą materiały znane Polsce od 1992 roku. Łącznie Polska otrzymała 148 tomów kopii, ostatnią partię w 2011 roku (źródła podają kwiecień albo lipiec 2011). Około 35 tomów i kopia postanowienia o umorzeniu pozostały tajne. 26 listopada 2010 roku Duma Państwowa głosami 342 do 57 przyjęła oświadczenie, że zbrodnię wykonano z bezpośredniego rozkazu Stalina i innych przywódców ZSRR. Ale już 6 października 2011 roku wiceminister sprawiedliwości Gieorgij Matiuszkin przekonywał przed trybunałem w Strasburgu, że nie ma dowodów zamordowania polskich oficerów, a należy ich traktować jak osoby „zaginione”.
Strasburg: Janowiec i inni przeciwko Rosji
Skargi złożyło 15 obywateli polskich, krewnych 12 ofiar: oficerów wojska i policji, lekarza wojskowego i kierownika szkoły powszechnej. 16 kwietnia 2012 roku izba Trybunału uznała, że Rosja potraktowała dziesięcioro skarżących nieludzko (artykuł 3 Konwencji) i nie współpracowała z Trybunałem (artykuł 38). Zbrodnię nazwała przy tym „zbrodnią wojenną”. 21 października 2013 roku Wielka Izba w składzie 17 sędziów orzekła ostatecznie inaczej. Większością głosów uznała, że nie ma kompetencji do oceny śledztwa, bo Rosja ratyfikowała Konwencję w maju 1998 roku, 58 lat po egzekucjach, i brakuje „rzeczywistego związku” między zbrodnią a wejściem Konwencji w życie. Uznała też, że nie doszło do naruszenia artykułu 3. Jednogłośnie stwierdziła natomiast, że Rosja, odmawiając przekazania utajnionej decyzji o umorzeniu, złamała obowiązek współpracy. Pięcioro sędziów złożyło zdania częściowo odrębne.
Śledztwo IPN, Bykownia i lista białoruska
30 listopada 2004 roku pion śledczy IPN wszczął własne śledztwo (sygnatura S 38/04/Zk) w sprawie zabójstwa co najmniej 21 768 obywateli polskich. Czyny zakwalifikowano m.in. z artykułu 118 kodeksu karnego, czyli jako ludobójstwo, a w opisie sprawy także jako zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciwko ludzkości. Według komunikatu z 11 sierpnia 2011 roku prokuratorzy przesłuchali 4193 świadków, głównie krewnych ofiar. W 2007 roku IPN wystąpił do prokuratury Ukrainy o uwierzytelnioną kopię tak zwanej listy ukraińskiej (3435 nazwisk). Część tych ofiar spoczywa w Bykowni pod Kijowem, gdzie 21 września 2012 roku otwarto czwarty Polski Cmentarz Wojenny.
W przekazanych przez Rosję kopiach akt nie ma dokumentów z personaliami 3870 więźniów z zachodniej Białorusi, czyli tak zwanej listy białoruskiej. Białoruś w 2003 roku odpowiedziała polskim prokuratorom, że w jej postępowaniu dotyczącym pochowanych w Kuropatach pod Mińskiem nie ustalono narodowości ofiar.
Cofanie się Rosji
Po krótkiej odwilży 2010 roku nastąpił odwrót. W sierpniu 2019 roku moskiewskie muzeum zarządzające kompleksem w Miednoje zapowiedziało tam poszukiwania szczątków obywateli sowieckich, m.in. rannych czerwonoarmistów z okolicznych szpitali. Aleksandr Gurjanow z Memoriału widział w tym nacisk negacjonistów: „Chcą dowieść, że wszystkie te groby to groby żołnierzy Armii Czerwonej”. Jesienią 2019 roku prokuratura w Twerze uznała, że napisy na dwóch tablicach na budynku dawnego NKWD (dziś uniwersytetu medycznego) „nie opierają się na udokumentowanych faktach”. Tablice, umieszczone tam w latach 1991–1992, zdjęto w maju 2020 roku. W 2021 roku rosyjskie Ministerstwo Kultury obniżyło rangę kompleksu katyńskiego z federalnej na regionalną.
Po inwazji na Ukrainę było jeszcze gorzej. 10 kwietnia 2022 roku przed cmentarzem katyńskim zaparkowano sprzęt z flagami rosyjskimi i symbolem „Z”. 24 czerwca 2022 roku zauważono, że z kompleksu w Katyniu zniknęła polska flaga. Mer Smoleńska Andriej Borisow napisał: „Na rosyjskich memoriałach nie może być polskich flag” i przypisał decyzję rosyjskiemu Ministerstwu Kultury. Polska protestowała też przeciw zdjęciu flag w Miednoje. 28 czerwca 2022 roku sąd w Kaliningradzie zakazał rozpowszechniania książki „Katyń. Śladami zbrodni”. W maju 2025 roku z pomnika na cmentarzu w Miednoje usunięto Krzyż Virtuti Militari i Krzyż Kampanii Wrześniowej, na polecenie prokuratury, która uznała je za sprzeczne z ustawą o upamiętnianiu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Minister Radosław Sikorski mówił: „Będziemy bronić tych krzyży”. Potem przyszła kolej na Katyń: na polecenie prokuratury obwodu smoleńskiego zdemontowano tam płaskorzeźby z Virtuti Militari i Krzyżem Kampanii Wrześniowej, co w listopadzie 2025 roku potępiły polskie władze. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz nazwał to „haniebnym aktem”. 10 kwietnia 2026 roku, trzy dni przed polskim Dniem Pamięci, Rosyjskie Wojskowe Towarzystwo Historyczne kierowane przez Władimira Miedinskiego otworzyło przed wejściem na Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu wystawę „Dziesięć wieków polskiej rusofobii”.
Symbolem tego odwrotu stała się likwidacja Memoriału. 28 grudnia 2021 roku Sąd Najwyższy Rosji nakazał rozwiązać Stowarzyszenie Memoriał Międzynarodowy, zasłużone w dokumentowaniu zbrodni stalinizmu. To jego badacze przez lata ustalali nazwiska ofiar. W 2019 roku Memoriał wydał trzytomową księgę z 6287 nazwiskami więźniów Ostaszkowa. W 2012 roku polskie MSZ uhonorowało Memoriał wyróżnieniem „Pro Dignitate Humana” za ujawnianie prawdy o zbrodni katyńskiej.
Pamięć
Po 1989 roku pamięć o Katyniu wyszła z podziemia. Sejm uchwałą z 14 listopada 2007 roku ustanowił 13 kwietnia Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, „w hołdzie Ofiarom Zbrodni Katyńskiej oraz dla uczczenia pamięci wszystkich wymordowanych przez NKWD na mocy decyzji naczelnych władz Związku Sowieckiego z 5 marca 1940 r.”. 24 lipca 2024 roku Sejm ogłosił rok 2025 Rokiem Polskich Bohaterów z Katynia, Charkowa, Miednoje, Bykowni i innych miejsc kaźni.
Muzeum Katyńskie
Muzeum otwarto 29 czerwca 1993 roku dzięki staraniom środowisk Rodzin Katyńskich i z inicjatywy Muzeum Wojska Polskiego. Do 2009 roku mieściło się w Forcie IX „Czerniaków”. 17 września 2015 roku, w rocznicę sowieckiej agresji, otwarto nową siedzibę w Cytadeli Warszawskiej przy ul. Jana Jeziorańskiego 4. Najbardziej poruszają przedmioty osobiste wydobyte podczas ekshumacji w Katyniu, Miednoje, Charkowie i Bykowni oraz pamiątki przekazane przez rodziny. Przy muzeum zawieszono w 2015 roku przestrzelony Dzwon Katyński, oświetlany snopem światła z symbolicznej mogiły, a w 2019 roku przed wejściem stanęła instalacja Kaliny „Sarkofagi” – trzy kamienne wagony kolejowe.
Pomniki na świecie i w Ameryce
Pomniki i tablice katyńskie są m.in. w Cannock Chase (1979), Toronto, Johannesburgu, Adelajdzie i Wiedniu. W Stanach Zjednoczonych najbardziej znane są dwa monumenty polsko-amerykańskiego rzeźbiarza Andrzeja Pityńskiego. Pomnik Katyński w Jersey City odsłonięto w czerwcu 1991 roku przy Exchange Place, na nabrzeżu rzeki Hudson, naprzeciw Manhattanu. Ma około 10 metrów wysokości i przedstawia związanego, zakneblowanego polskiego żołnierza przebitego bagnetem. Na cokole widnieje kobieta z dzieckiem, przypomnienie deportacji na Syberię, a w granitowej podstawie zamknięto ziemię z Katynia.
W kwietniu 2018 roku wyszło na jaw, że w związku z planem przebudowy Exchange Place w park pomnik ma zostać usunięty. Mike DeMarco, szef lokalnej organizacji przedsiębiorców, nazwał rzeźbę „politycznie niepoprawną”. Zaprotestowała Polonia, a także ocalały z Holokaustu Edward Mosberg. Ogłoszono kompromis: pomnik miał zostać przesunięty o około 60 metrów (200 stóp), ale pozostać na nabrzeżu. 16 maja 2018 roku prezydent Andrzej Duda odwiedził pomnik i rozmawiał o jego przeniesieniu z burmistrzem Stevenem Fulopem. 20 grudnia 2018 roku dziewięcioosobowa Rada Miasta Jersey City jednogłośnie przyjęła rozporządzenie, zgodnie z którym pomnik pozostaje przy Exchange Place „na zawsze”.
W Baltimore, w dzielnicy Inner Harbor East, przy Aliceanna Street, stoi Narodowy Pomnik Katyński (National Katyń Memorial), również dzieło Pityńskiego, odsłonięty w 2000 roku. Sama rzeźba ma około 13,4 metra, a z podstawą około 17 metrów wysokości. To najwyższy posąg w Baltimore, a powstał dzięki staraniom miejscowej Polonii. Upamiętnienia katyńskie mają też m.in. Orchard Lake w Michigan (pomnik Mariana Owczarskiego z 1985 roku), Detroit, Niles w Illinois i Doylestown w Pensylwanii.
„Katyń” Andrzeja Wajdy
Dla wielu ludzi na świecie pierwszym spotkaniem z tą historią był film Andrzeja Wajdy. Ojciec reżysera, kpt. Jakub Wajda z 72 pułku piechoty, trafił po wrześniu 1939 roku do Starobielska, a wiosną 1940 roku został zamordowany w Charkowie. Leży we wspólnej mogile w Piatichatkach, a jego symboliczny grób jest na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.
Film oparty na powieści Andrzeja Mularczyka „Post mortem. Opowieść katyńska”, z muzyką Krzysztofa Pendereckiego i zdjęciami Pawła Edelmana, miał uroczystą premierę 17 września 2007 roku w Warszawie. W Polsce obejrzało go około 2,8 miliona widzów, był nominowany do Oscara w kategorii filmu nieanglojęzycznego. Wajdę zainspirował m.in. pamiętnik mjr. Adama Solskiego, a fragmenty notatek zacytowano w scenariuszu. W Rosji film pokazał przed 70. rocznicą zbrodni kanał Rossija K, a dzień po katastrofie pod Smoleńskiem, 11 kwietnia 2010 roku, wyemitował go kanał Rossija 1, zaraz po głównym wydaniu dziennika „Wiesti”.
Rodziny Katyńskie
Pamięć przechowywały przede wszystkim rodziny. 3 grudnia 1992 roku, z inicjatywy Bożeny Łojek, powstała Federacja Rodzin Katyńskich, łącząca stowarzyszenia z całej Polski. Długoletnim kapelanem Rodzin był ks. Zdzisław Peszkowski, sam były jeniec Kozielska, jeden z nielicznych ocalałych. Jej prezes Andrzej Sariusz-Skąpski zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem, w drodze na obchody 70. rocznicy zbrodni. Razem z nim zginęło kilka innych osób związanych z Federacją. Od 2010 roku Federacją kieruje Izabella Sariusz-Skąpska.
Od 2008 roku trwa akcja sadzenia Dębów Pamięci, upamiętniających 21 857 zamordowanych. Co roku w kwietniu ulicami Warszawy przechodzi organizowany m.in. przez IPN Katyński Marsz Cieni. A 13 kwietnia, w rocznicę niemieckiego komunikatu, od którego zaczęła się walka o prawdę, przed pomnikami katyńskimi w Polsce i na świecie odbywają się uroczystości.
10 kwietnia 2010 roku
Siedemdziesiąta rocznica zbrodni katyńskiej miała być w Polsce i w Rosji obchodzona wyjątkowo uroczyście. Ostatecznie odbyły się dwie oddzielne wizyty. 7 kwietnia 2010 roku w Lesie Katyńskim spotkali się premier Donald Tusk i premier Rosji Władimir Putin. Według dokumentów opisanych później przez OKO.press zaproszenie padło w rozmowie telefonicznej Putina z Tuskiem 3 lutego 2010 roku, a dzień później szef kancelarii premiera Tomasz Arabski i rosyjski dyplomata Jurij Uszakow uzgodnili termin 7 kwietnia. Kancelaria Prezydenta przygotowywała osobno wyjazd Lecha Kaczyńskiego na główne uroczystości 10 kwietnia. Sposób rozdzielenia obu wizyt stał się później przedmiotem ostrego sporu politycznego, a różne strony do dziś opisują go inaczej.
Kto leciał do Smoleńska
W sobotę 10 kwietnia 2010 roku z Warszawy wystartował rządowy Tu-154M Lux o numerze bocznym 101, zbudowany wiosną 1990 roku w zakładach w Kujbyszewie (dziś Samara) i użytkowany przez 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego. Na pokładzie było 96 osób. Źródła różnią się w tym, jak dzielą je na pasażerów i załogę: część podaje 88 pasażerów i 8 członków załogi, licząc do załogi osobę z Biura Ochrony Rządu pracującą w kabinie, inne mówią o 89 pasażerach i 7 członkach załogi z 36 pułku. Samolot pilotowali kpt. Arkadiusz Protasiuk i mjr Robert Grzywna, nawigatorem był por. Artur Ziętek, a mechanikiem chor. Andrzej Michalak. Na pokładzie pracowały trzy stewardesy.
Delegacji przewodniczył prezydent Lech Kaczyński z żoną Marią. Leciał z nimi 90-letni Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie. Na liście ofiar są wicemarszałkowie Sejmu Krzysztof Putra i Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek oraz kilkunastu innych posłów i senatorów. Zginęło całe najwyższe dowództwo wojska: szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor, dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik, dowódca Wojsk Lądowych gen. Tadeusz Buk, dowódca Marynarki Wojennej wiceadm. Andrzej Karweta, dowódca Operacyjny gen. Bronisław Kwiatkowski, dowódca Wojsk Specjalnych gen. Włodzimierz Potasiński, a także dowódca Garnizonu Warszawa gen. Kazimierz Gilarski.
Zginęli szefowie instytucji państwowych: prezes IPN Janusz Kurtyka, prezes NBP Sławomir Skrzypek, rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski, kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów Janusz Krupski i prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski. Na pokładzie był sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik, który od lat organizował polskie cmentarze w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Leciała 80-letnia Anna Walentynowicz, współzałożycielka „Solidarności”. Było kilkunastu duchownych, w tym biskup polowy Tadeusz Płoski, prawosławny ordynariusz wojskowy abp Miron Chodakowski i ewangelicki kapelan ks. Adam Pilch. Wreszcie lecieli przedstawiciele Rodzin Katyńskich, na czele z prezesem Federacji Rodzin Katyńskich Andrzejem Sariusz-Skąpskim, oraz szefowie Polskiej Fundacji Katyńskiej i Komitetu Katyńskiego. Najstarszą ofiarą był Ryszard Kaczorowski, najmłodszą 22-letnia stewardesa Natalia Januszko.
Mgła nad Siewiernym
Lotnisko Smoleńsk-Siewiernyj było lotniskiem wojskowym. Nie miało systemu ILS, który prowadzi samolot do lądowania „po sznurku”, a jedynie dwie radiolatarnie NDB. Część świateł podejścia nie działała. Tego ranka nad lotniskiem zalegała gęsta mgła. W chwili katastrofy widzialność wynosiła według zebranych później danych 300–500 metrów, a podstawa chmur 40–50 metrów, przy minimach dla tego podejścia wynoszących 100 metrów podstawy chmur i 1000 metrów widzialności. Lotnisko nie zostało zamknięte.
Około półtorej godziny wcześniej, o 9:15 czasu smoleńskiego, wylądował tam Jak-40 z dziennikarzami. Jego załoga oceniała widzialność na około 200 metrów. Rosyjski Ił-76 dwukrotnie próbował lądować i odleciał na lotnisko zapasowe pod Moskwą.
Tu-154M rozbił się o 8:41 czasu polskiego (10:41 czasu moskiewskiego), kilkaset metrów przed progiem pasa. Według ustaleń obu oficjalnych komisji, rosyjskiej i polskiej, samolot zszedł zbyt nisko, zahaczył o drzewa, a po uderzeniu w brzozę stracił część lewego skrzydła, obrócił się i uderzył w ziemię odwrócony na plecy. Nikt nie przeżył. Inne grupy, przede wszystkim późniejsza podkomisja Antoniego Macierewicza, przedstawiły odmienną wersję przebiegu ostatnich sekund lotu (o czym niżej).
Pierwsze godziny i dni
Obowiązki prezydenta przejął marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Zarządził żałobę narodową od wieczora 10 kwietnia, przedłużoną następnie do 18 kwietnia. Wieczorem w Smoleńsku byli premierzy Donald Tusk i Władimir Putin, a po nich dotarła druga polska delegacja z Jarosławem Kaczyńskim, który rozpoznał ciało brata. Trumna z ciałem prezydenta wróciła do Warszawy w niedzielę 11 kwietnia. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew ogłosił 12 kwietnia dniem żałoby w Rosji. Pogrzeb pary prezydenckiej odbył się 18 kwietnia 2010 roku w Krakowie, a ich trumny złożono w krypcie na Wawelu.
Identyfikacja ofiar i ekshumacje
Sekcje zwłok ofiar przeprowadzono w Moskwie. Po przywiezieniu do Polski trumn nie otwierano i nie wykonano ponownych sekcji. Prokuratura Krajowa badała później, kto za to odpowiadał. Już w latach 2011–2012 ekshumacje zlecone przez prokuraturę wojskową wykazały, że sześć ofiar, w tym Ryszard Kaczorowski i Anna Walentynowicz, pochowano w niewłaściwych grobach pod cudzymi nazwiskami. Ciało prezydenta Kaczorowskiego zidentyfikował w kwietniu 2010 roku ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Jacek Najder. Prezydenta na uchodźstwie pochowano ponownie 3 listopada 2012 roku w Panteonie Wielkich Polaków w Świątyni Opatrzności Bożej.
W 2016 roku Prokuratura Krajowa uznała za konieczne ekshumowanie 83 ofiar. Rozpoczęto w listopadzie 2016 roku od Lecha i Marii Kaczyńskich. Decyzja spotkała się ze sprzeciwem części rodzin. W kwietniu 2018 roku rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik podała, że po 77 ekshumacjach w trumnach innych ofiar znaleziono 69 szczątków ludzkich należących do 26 osób, stwierdzono kolejne dwie zamiany ciał, a w ciałach pozostawiono m.in. rękawiczki chirurgiczne i inne przedmioty. Według prokuratury rosyjska dokumentacja zawierała rażące błędy dotyczące 90 procent ofiar, a u ponad jednej trzeciej sekcji w Moskwie w ogóle nie przeprowadzono. Łącznie, wliczając sześć pomyłek wykrytych w latach 2011–2012, ujawniono osiem zamian ciał.
Śledztwa i ich ustalenia
Katastrofę badało kilka instytucji, które doszły do różnych, częściowo sprzecznych wniosków. Poniżej przedstawiamy, co ustaliła każda z nich, bez rozstrzygania sporów, których rozstrzygnąć się nie da bez pełnego dostępu do dowodów.
Raport MAK (styczeń 2011)
Na podstawie załącznika 13 do konwencji chicagowskiej badanie techniczne prowadził rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) kierowany przez Tatianę Anodinę. Raport końcowy opublikowano 12 stycznia 2011 roku. Jako bezpośrednie przyczyny MAK wskazał: brak decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe mimo złej pogody, zejście poniżej 100 metrów bez kontaktu wzrokowego z ziemią i brak reakcji na ostrzeżenia systemu TAWS. Dodał, że obecność w kokpicie dowódcy Sił Powietrznych wywierała na kapitana presję psychologiczną. MAK podał też, że we krwi gen. Błasika wykryto alkohol. Szef polskiej komisji Jerzy Miller odpowiadał, że generał był pasażerem, a nie członkiem załogi, i takie dane nie powinny znaleźć się w raporcie. W styczniu 2013 roku polscy prokuratorzy, powołując się na opinię biegłych, zakwestionowali przyjęte wcześniej ustalenia o obecności generała w kokpicie w końcowej fazie lotu. Wśród przyczyn katastrofy MAK nie wymienił błędów kontrolerów.
Komisja Millera (lipiec 2011)
Polska Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, kierowana przez ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera, przedstawiła raport 29 lipca 2011 roku. Za przyczynę uznała zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania z nadmierną prędkością opadania, w warunkach uniemożliwiających kontakt wzrokowy z ziemią, oraz spóźnione rozpoczęcie odejścia na drugi krąg. Skutkiem było zderzenie z przeszkodą terenową, oderwanie części lewego skrzydła, utrata sterowności i uderzenie w ziemię. Komisja wskazała braki w szkoleniu i organizacji 36 pułku. W odróżnieniu od MAK obciążyła też stronę rosyjską: według raportu kontroler informował załogę, że samolot jest „na kursie i na ścieżce”, choć od nich odbiegał, i zbyt późno wydał komendę „Horyzont”. Komisja nie stwierdziła bezpośrednich nacisków na załogę, mówiła natomiast o presji pośredniej, związanej z rangą lotu. Nie znalazła też usterek technicznych. W związku z raportem do dymisji podał się minister obrony narodowej Bogdan Klich, a 36 pułk rozwiązano.
Prokuratura
Śledztwo wszczęła w dniu katastrofy Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. 27 czerwca 2013 roku prokuratura wojskowa ogłosiła, że biegli z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji nie znaleźli na badanych próbkach pozostałości materiałów wybuchowych. Był to m.in. efekt sporu wywołanego tekstem „Rzeczpospolitej” z 30 października 2012 roku o śladach trotylu na wraku, któremu prokuratura zaprzeczyła. Po likwidacji prokuratury wojskowej sprawę 21 marca 2016 roku przejął Zespół Śledczy nr 1 Prokuratury Krajowej. Według stanu z kwietnia 2025 roku akta liczą prawie 2000 tomów, przesłuchano ponad tysiąc świadków, a prokuratura sprawdzała równolegle kilka hipotez: błędy kontrolerów, błędy załogi, awarię samolotu i różne formy sabotażu. W kwietniu 2024 roku rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak mówił, że „dotychczas uzyskane opinie biegłych nie uprawdopodobniają wersji kryminalistycznej związanej z jakąkolwiek formą sabotażu”.
W 2019 roku prokuratura powołała międzynarodowy zespół biegłych (według PAP i TVN24 z USA, Irlandii, Wielkiej Brytanii i Węgier). Jego obszerna opinia trafiła do śledczych we wrześniu 2024 roku, a potem była tłumaczona. 15 grudnia 2025 roku ówczesny szef zespołu Krzysztof Schwartz postanowił zwrócić się do biegłych o opinię uzupełniającą, która według prokuratury miała wyjaśnić „niejasności i sprzeczności”. Wkrótce potem został odwołany z funkcji, a kierownictwo zespołu objął prokurator Jerzy Gajewski. Według PAP z sierpnia 2026 roku opinia uzupełniająca wpłynęła i została przetłumaczona, a śledztwo przedłużono do 31 grudnia 2026 roku. Prokuratura nie ogłosiła oficjalnie wniosków biegłych. W lipcu 2026 roku „Gazeta Wyborcza”, która dotarła do opinii, podała, że biegli nie znaleźli podstaw do potwierdzenia hipotezy zamachu, a obrażenia ofiar ocenili jako typowe dla katastrofy lotniczej, a nie wybuchu. Wcześniej Schwartz mówił o opinii biegłych prokuratury, przygotowanej po ponownych sekcjach, że „nie pozwala na stwierdzenie, że doszło do działania materiału wybuchowego”.
Zarzuty dla kontrolerów i rosyjskich biegłych
W marcu 2015 roku prokuratura postawiła zarzuty nieumyślnego sprowadzenia katastrofy dwóm rosyjskim kontrolerom ze Smoleńska, Pawłowi Plusninowi i Wiktorowi Ryżence. W kwietniu 2017 roku zmieniła je na zarzuty umyślnego sprowadzenia katastrofy, a po raz pierwszy zarzut usłyszał też trzeci rosyjski oficer, Nikołaj Krasnokucki, który według prokuratury wydawał polecenia kierownikowi lotów. Prokuratura twierdzi, że kontrolerzy nie przerwali podejścia, choć znacznik samolotu zniknął z ich monitorów i nie znali jego położenia, godząc się na możliwość katastrofy. Zarzutów nie udało się doręczyć, bo Rosja nie odpowiadała na wnioski o pomoc prawną, a w końcu odmówiła, powołując się na zagrożenie dla swoich interesów.
W 2020 roku prokuratura wystąpiła o areszt dla trzech kontrolerów, bo bez niego nie można wydać listu gończego. Sąd rejonowy w 2021 roku najpierw odmówił aresztu wobec Plusnina, prokuratura się odwołała. W kolejnych latach sądy wydały postanowienia o tymczasowym aresztowaniu, a według Prokuratury Krajowej (stan z 2025 roku) podejrzani są poszukiwani listami gończymi. Rosja odmówiła ich przesłuchania. Osobno prokuratura postawiła zarzuty poświadczenia nieprawdy 41 rosyjskim biegłym medycyny sądowej w związku z 61 sekcjami zwłok 60 ofiar. Zarzutów nie doręczono, bo Rosja odmówiła. Jednego z biegłych nie udało się zidentyfikować. Według PAP z sierpnia 2026 roku sądy zastosowały areszt wobec 14 z pozostałych 40, którzy są poszukiwani listami gończymi, a wobec 26 aresztu odmówiły (część tych decyzji zaskarżono).
W Polsce prawomocnie skazany w sprawie ochrony wizyt w Katyniu został były wiceszef BOR (półtora roku więzienia w zawieszeniu, wyrok sądu apelacyjnego z 2017 roku). Proces byłego szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego dotyczący organizacji lotów zakończył się w grudniu 2024 roku uniewinnieniem w ponownym procesie. W 2026 roku prokuratura umorzyła też, w dwóch etapach (marzec i sierpień), śledztwo w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej, wszczęte w 2016 roku z zawiadomień m.in. Antoniego Macierewicza. Uznała, że wybrana w 2010 roku podstawa prawna współpracy z Rosją była dla Polski najkorzystniejsza z dostępnych.
Podkomisja Macierewicza (2016–2023)
4 lutego 2016 roku minister obrony Antoni Macierewicz powołał Podkomisję do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego. Kierował nią najpierw Wacław Berczyński, później sam Macierewicz. 11 kwietnia 2018 roku podkomisja przedstawiła raport techniczny wskazujący na eksplozje na pokładzie, a 10 sierpnia 2021 roku przyjęła uchwałę uznającą raport Millera za nieważny. W raporcie końcowym, ogłoszonym w kwietniu 2022 roku, stwierdziła, że w końcowej fazie lotu doszło do dwóch wybuchów, piloci nie popełnili błędu, a rosyjscy kontrolerzy wprowadzali ich w błąd.
Wnioski podkomisji nie zostały potwierdzone przez żadną inną instytucję badającą katastrofę. Czterech jej członków usunięto i odrzucili oni raport. Krytycy wskazywali, że część tez opierała się na niezrecenzowanej publikacji Wiesława Biniendy. We wrześniu 2022 roku TVN24 i „Gazeta Wyborcza” opisały, że podkomisja przedstawiła wyniki amerykańskiego instytutu NIAR niezgodnie z ich treścią.
15 grudnia 2023 roku nowy minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz rozwiązał podkomisję. W styczniu 2024 roku MON powołał zespół pod przewodnictwem płk. pil. Leszka Błacha, który 24 października 2024 roku przedstawił liczący 799 stron raport. Zespół ocenił pracę podkomisji negatywnie we wszystkich badanych obszarach (legalność, gospodarność, celowość, rzetelność) Wiceminister Cezary Tomczyk nazwał „unieważnienie” raportu Millera przez podkomisję „absolutnie bezprawnym”, bo takie uprawnienia miała tylko komisja główna. Według MON podkomisja kosztowała Skarb Państwa około 81,5 mln zł, z czego około 47 mln zł to wartość bliźniaczego Tu-154M nr 102, nieodwracalnie uszkodzonego według MON w czasie prac podkomisji. Ministerstwo złożyło 41 zawiadomień do prokuratury, z czego 24 dotyczą Macierewicza, a 10 byłego ministra Mariusza Błaszczaka. Macierewicz odrzuca te ustalenia. 5 sierpnia 2025 roku Sejm uchylił mu immunitet (240 głosów za, 190 przeciw, 9 wstrzymujących się), a prokuratura przedstawiła mu zarzut ujawnienia informacji niejawnych w latach 2018–2022. Nie przyznał się do winy.
Wrak i czarne skrzynki
Według ostatnich dostępnych informacji szczątki samolotu nadal znajdują się na terenie lotniska Smoleńsk-Siewiernyj. Rosyjskie władze od lat powtarzają to samo: wrak jest dowodem rzeczowym w rosyjskim śledztwie, prowadzonym przez Komitet Śledczy, i zostanie zwrócony dopiero po jego zakończeniu. W 2018 roku rosyjska śledcza Swietłana Pietrenko mówiła, że akta liczą 700 tomów i nie można ich zamknąć, dopóki Polska składa kolejne wnioski o pomoc prawną.
Jak przechowywano szczątki
W 2013 roku RMF FM opublikowało zdjęcia z października 2010 roku, na których fragmenty samolotu, wymieszane z ziemią, leżą zepchnięte do betonowych hangarów. Według prokuratury tak przechowywano co najmniej część szczątków do jesieni 2012 roku, a polski wniosek o zabezpieczenie wszystkich części, złożony w kwietniu 2010 roku, przez ponad dwa lata nie był wykonany. Wśród szczątków znaleziono rzeczy osobiste ofiar, które w grudniu 2012 roku przywieziono do Polski. Polscy prokuratorzy i biegli kilkakrotnie oglądali wrak na miejscu, m.in. w 2011 i 2012 roku. We wrześniu 2018 roku pięciu prokuratorów i technicy kryminalistyczni pracowali przy nim przez tydzień, po raz pierwszy od czterech lat. Rosjanie podali wtedy, że samolot rozpadł się na około 17 tysięcy fragmentów. Wszystkie czynności wykonywali rosyjscy specjaliści, a Polacy im towarzyszyli.
Starania o zwrot
Według odpowiedzi MSZ udzielonej w 2019 roku od 11 kwietnia 2010 do maja 2019 roku Polska wysłała do Rosji w sprawie wraku 12 not dyplomatycznych. Według późniejszej odpowiedzi MSZ kolejne noty wysłano m.in. w grudniu 2019 i w kwietniu 2020 roku. W marcu 2015 roku Parlament Europejski w rezolucji dotyczącej zabójstwa Borysa Niemcowa wezwał Rosję do niezwłocznego zwrotu Polsce wraku i czarnych skrzynek. W październiku 2018 roku Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło rezolucję 2246 (sprawozdawcą był Holender Pieter Omtzigt), która uznała dalszą odmowę zwrotu wraku za nadużycie prawa i wezwała Rosję do jego zwrotu „bez dalszej zwłoki”. Obie rezolucje nie są prawnie wiążące. W kwietniu 2023 roku ambasador RP przy ONZ Krzysztof Szczerski wezwał Rosję do zwrotu wraku na forum Rady Bezpieczeństwa.
Ostatni znany wniosek prokuratury o zwrot wysłano w październiku 2024 roku, a do strony rosyjskiej dotarł w styczniu 2025 roku. Według Prokuratury Krajowej Rosja nie wykonała w pełni wniosków o pomoc prawną składanych od 2018 roku, a część z nich odrzuciła bez uzasadnienia. Prokurator Krzysztof Schwartz mówił, że od 2015 roku Rosja nie współpracuje z polskimi śledczymi mimo blisko 40 wniosków. „Mamy zdjęcia, ale zdjęcia to nie wrak” – mówił w kwietniu 2025 roku. Nie udało nam się znaleźć wiarygodnych informacji o jakiejkolwiek zmianie stanowiska Rosji w latach 2025–2026.
Rejestratory lotu
Rejestrator rozmów w kabinie i rejestrator parametrów lotu odnaleziono nieuszkodzone w dniu katastrofy, a dodatkowy rejestrator szybkiego dostępu (ATM-QAR) 12 kwietnia. Oryginały pozostały w Rosji. 31 maja 2010 roku minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller podpisał memorandum, na mocy którego Polska otrzymała ich kopie. 1 czerwca 2010 roku MSWiA opublikowało stenogram rozmów z kokpitu, a w styczniu 2012 roku powstał nowy odczyt, przygotowany przez biegłych z Krakowa. Sprawa memorandum należała do wątków śledztwa w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej. Memorandum przewidywało, że oryginały mogą zostać przekazane po zakończeniu rosyjskiego śledztwa. Prokuratura uznała w 2026 roku, że jego podpisanie nie zaszkodziło Polsce, bo strona polska wyczerpała możliwości negocjacji, a wicepremier Rosji Siergiej Iwanow wykluczył dalsze rozmowy.
Ciekawostki
- W Jersey City, na nabrzeżu Exchange Place naprzeciw Manhattanu, stoi dziesięciometrowy pomnik Katyński Andrzeja Pityńskiego, odsłonięty w czerwcu 1991 roku. W 2018 roku władze miasta zapowiedziały jego usunięcie z nabrzeża, ale po protestach Polonii rada miasta 20 grudnia 2018 roku jednogłośnie postanowiła, że pozostanie na miejscu na stałe.
- Gdy 18 września 1976 roku na cmentarzu Gunnersbury w Londynie odsłaniano pomnik Katyński, brytyjski rząd nie wysłał przedstawiciela, a w uroczystości nie uczestniczyli umundurowani żołnierze. Minister spraw zagranicznych Anthony Crosland tłumaczył w parlamencie, że kolejne rządy nie uznały dowodów winy za wystarczająco pewne, a napis na pomniku ten osąd przesądza.
- Historyk Norman Davies uważa, że władze sowieckie celowo eksponowały pomnik w białoruskiej wsi Chatyń, spalonej 22 marca 1943 roku przez kolaboracyjny batalion policji Schutzmannschaft 118 i oddział SS Dirlewangera, by u zagranicznych gości mylił się on z Katyniem. To jego interpretacja, a nie udokumentowana decyzja władz.
- 31 lipca 1981 roku działacze Komitetu Katyńskiego przywieźli na Powązki ciężarówką miejskiego przedsiębiorstwa oczyszczania gotowy pomnik z krzyżem i napisem „Katyń 1940”, bo śmieciarki wjeżdżały na cmentarz bez kontroli. Po proteście ambasady ZSRR pomnik w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia ukradli „nieznani sprawcy” przy użyciu ciężkiego sprzętu.
- Według rosyjskich źródeł cytowanych przez PAP w 2010 roku w Lesie Katyńskim, obok Polaków, leżą tysiące obywateli sowieckich rozstrzelanych przez NKWD w czasie Wielkiego Terroru lat 1937–1938. Podawane liczby się różnią: 7088 rozstrzelanych w latach 1937–1938 albo około 10 tysięcy pochowanych.
- Między 10 a 12 kwietnia 2010 roku rosyjscy żołnierze z garnizonu smoleńskiego dokonali 11 wypłat z kart płatniczych Andrzeja Przewoźnika, łącznie na około 6 tysięcy złotych. Zarzuty postawiono czterem rosyjskim żołnierzom z jednostki pilnującej miejsca katastrofy.
- Tuż przed pierwszą rocznicą katastrofy, w kwietniu 2011 roku, Rosjanie zdjęli z kamienia w miejscu katastrofy polską tablicę, która mówiła o „sowieckiej zbrodni ludobójstwa” w Katyniu. Zastąpili ją dwujęzyczną tablicą bez słowa o Katyniu. Według polskiego MSZ Rosjanie argumentowali, że polska tablica nie była z nikim uzgodniona, a rzecznik gubernatora obwodu smoleńskiego mówił, że wymiana była decyzją władz obwodu. 13 maja 2011 roku MSZ przekazało oryginał Stowarzyszeniu Rodzin Katyń 2010.
- Prezydent USA Barack Obama nie przyjechał na pogrzeb Lecha i Marii Kaczyńskich. Odwołał lot 17 kwietnia 2010 roku, kilka godzin przed startem, bo nad Europą unosił się pył z wulkanu na Islandii. Stany Zjednoczone reprezentował ambasador Lee Feinstein.
- Bliźniaczy rządowy Tu-154M o numerze 102 był wykorzystywany do eksperymentów przez obie komisje: w 2011 roku przez komisję Millera, a później przez podkomisję Macierewicza. MON ocenił w 2024 roku, że w trakcie prac podkomisji samolot został nieodwracalnie uszkodzony. Przedstawiciele dawnej podkomisji temu zaprzeczają.
- W lutym 2025 roku część śledztwa umorzono z powodu przedawnienia. Chodziło o znieważenie w Moskwie w kwietniu 2010 roku zwłok 17 ofiar katastrofy.
- Śledztwo smoleńskie należy do najdłuższych w historii polskiej prokuratury: trwa od 10 kwietnia 2010 roku, czyli ponad szesnaście lat. Według PAP z sierpnia 2026 roku przedłużono je do 31 grudnia 2026 roku.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!