Przejdź do treści

Polacy w Bitwie o Anglię: Dywizjon 303 i polscy lotnicy 1940

Historia polskich lotników w Bitwie o Anglię 1940: jak przez Rumunię i Francję dotarli do Wielkiej Brytanii, jak walczyły Dywizjony 303 i 302, kim byli najsłynniejsi piloci, jak potoczyły się ich losy po wojnie i jak dziś się ich wspomina. Do tego ciekawostki i źródła.

Latem i jesienią 1940 roku nad południową Anglią rozstrzygało się, czy Hitler będzie mógł myśleć o inwazji na Wyspy. Po stronie Royal Air Force walczyło wtedy 145 polskich lotników. Wielu z nich miało za sobą wrzesień 1939 roku, ucieczkę przez Rumunię lub Węgry i przegraną kampanię we Francji. Dywizjon 303 w ciągu około sześciu tygodni walk zgłosił więcej zestrzeleń niż jakikolwiek inny dywizjon myśliwski tej bitwy.

W tym poradniku opowiadamy, skąd polscy piloci wzięli się w Anglii i dlaczego Brytyjczycy początkowo im nie ufali, jak walczyły Dywizjony 303 i 302 oraz Polacy w dywizjonach brytyjskich, kim byli najsłynniejsi z nich i jak potoczyły się ich losy. Piszemy też o gorzkim końcu wojny, o tym, jak dziś pamięta się ich w Wielkiej Brytanii i w Polsce, i zbieramy najciekawsze fakty.

W skrócie
  • Brytyjczycy przyjmują, że Bitwa o Anglię trwała od 10 lipca do 31 października 1940 roku. Walczyło w niej 2937 lotników uprawnionych do odznaki bitwy, w tym 145 Polaków.
  • Polscy lotnicy dotarli do Wielkiej Brytanii przez Rumunię, Węgry i Francję, a w czerwcu 1940 roku między innymi na pokładach „Batorego” i „Sobieskiego”.
  • Dywizjonowi 303 zaliczono w 1940 roku 126 zestrzeleń, najwięcej spośród dywizjonów myśliwskich bitwy. Powojenne badania obniżają tę liczbę, ale nadal plasują go w czołówce.
  • Godło dywizjonu przypominało o Eskadrze Kościuszkowskiej, w której w latach 1919–1921 latali amerykańscy ochotnicy.
  • Według brytyjskiej oficjalnej historii w bitwie zginęło 29 polskich pilotów Fighter Command.
  • Po wojnie polskich lotników zabrakło w szeregach Defilady Zwycięstwa w Londynie w 1946 roku. Część wróciła do Polski i była tam prześladowana, inni zostali na emigracji.

Skąd Polacy wzięli się w Anglii

Latem 1940 roku nad Kentem i Londynem latali piloci, którzy rok wcześniej bronili Warszawy, a kilka tygodni wcześniej Francji. Żeby zrozumieć, jak znaleźli się w kokpitach Hurricane’ów RAF, trzeba cofnąć się o dwadzieścia lat, do czasów, gdy polskie lotnictwo wojskowe dopiero powstawało. W tej historii od początku pojawiają się Amerykanie, co dla Polonii w Stanach Zjednoczonych jest szczególnie ciekawym wątkiem.

Eskadra Kościuszkowska i amerykańscy ochotnicy

Pomysł eskadry złożonej z amerykańskich ochotników przedstawił wiosną 1919 roku we Lwowie Merian C. Cooper, a poparł go i formalnie przeprowadził gen. Tadeusz Rozwadowski, wówczas szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu. Zgodę strony amerykańskiej na utworzenie eskadry wydano 16 sierpnia 1919 roku, a 26 sierpnia w paryskim hotelu Wagram kontrakt z Rozwadowskim podpisali amerykańscy lotnicy Merian C. Cooper i major Cedric Fauntleroy. W październiku ochotnicy byli już we Lwowie, gdzie trafili do 7 eskadry lotniczej, a 31 grudnia 1919 roku jednostka przyjęła nazwę 7 Eskadra Myśliwska im. Tadeusza Kościuszki.

Łącznie przez eskadrę przewinęło się 21 Amerykanów, 20 pilotów i jeden obserwator, obok kilku pilotów polskich. Całą obsługę naziemną, 31 mechaników, stanowili Polacy. Od jesieni 1919 roku dowodził Fauntleroy, a Cooper był jego zastępcą. W czasie wojny polsko-bolszewickiej eskadra nie miała okazji zmierzyć się z lotnictwem sowieckim, za to bardzo intensywnie atakowała z niskiej wysokości oddziały naziemne, zwłaszcza konnicę Budionnego. Dniem największego wysiłku lotników w obronie Lwowa był 18 sierpnia 1920 roku, gdy wykonano 72 loty bojowe.

Sam Cooper został zestrzelony 13 lipca 1920 roku i trafił do sowieckiej niewoli, w której spędził prawie dziewięć miesięcy. Zdołał uciec i przedostać się na Łotwę. Józef Piłsudski odznaczył go krzyżem Virtuti Militari. Po powrocie do Ameryki Cooper zrobił karierę w kinie: w 1933 roku na ekrany wszedł jego „King Kong”.

Najtrwalszym śladem tej przygody okazało się godło, które zaprojektował amerykański pilot eskadry Elliot Chess. W 1925 roku eskadrę przekształcono w 121, a później 111 eskadrę myśliwską, a jej godło przejął potem Dywizjon 303, o czym piszemy szerzej w dalszej części poradnika.

Lotnictwo przed wojną i „jedenastka”

W latach trzydziestych podstawą polskiego lotnictwa myśliwskiego były górnopłaty z wytwórni PZL, wywodzące się z konstrukcji inż. Zygmunta Puławskiego. Najważniejszy z nich, PZL P.11, wszedł do służby w 1935 roku i należał wtedy do światowej czołówki: metalowy górnopłat z odkrytą kabiną i stałym podwoziem. Problem polegał na tym, że lotnictwo rozwijało się w tamtych latach błyskawicznie. W 1939 roku P.11 ustępował już znacznie nowym samolotom niemieckim, a program jego następcy, PZL.50 Jastrząb, miał duże opóźnienia. Zamówione za granicą nowocześniejsze myśliwce, brytyjskie Hurricane’y i francuskie Morane-Saulniery, nie trafiły do polskich jednostek przed wybuchem wojny.

Wrzesień 1939: walka w przegranej sprawie

Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, opartemu na niemieckiej propagandzie, polskie lotnictwo nie zostało zniszczone na lotniskach pierwszego dnia wojny. Samoloty bojowe rozproszono wcześniej na lotniskach polowych, a bomby spadały głównie na maszyny szkolne. Myśliwce zgrupowano w 15 eskadrach, z których pięć tworzyło Brygadę Pościgową broniącą Warszawy. Brygada miała 54 myśliwce PZL P.7a, P.11a i P.11c, a we wszystkich eskadrach bojowych było 1 września 128 sprawnych P.11.

Pierwszy dzień przyniósł kilka symbolicznych chwil. Przed siódmą rano nad Balicami pod Krakowem zginął kpt. Mieczysław Medwecki, zestrzelony tuż po starcie przez Junkersa Ju 87. Był pierwszym polskim i alianckim pilotem poległym w II wojnie światowej. Około siódmej nad Żuradą koło Olkusza pilot tej samej 121 eskadry, Władysław Gnyś, zniszczył dwa bombowce Dornier Do 17. Były to pierwsze samoloty niemieckie zestrzelone w tej wojnie przez alianckiego pilota myśliwskiego. Brygada Pościgowa zgłosiła tego dnia 14 zestrzeleń, ale straciła 10 samolotów zniszczonych i 24 uszkodzone. 2 września miała już tylko dwadzieścia maszyn zdolnych do lotu, a 7 września utraciła zdolność bojową.

Ile samolotów zestrzelili Polacy we wrześniu, do dziś nie ustalono jednoznacznie. Komisja Historyczna Polskich Sił Powietrznych tuż po wojnie, opierając się wyłącznie na polskich meldunkach, uznała 126 zestrzeleń pewnych (tzw. lista Bajana). Jerzy Cynk doliczył się 97 samolotów zestrzelonych przez myśliwców, a niemiecki badacz Marius Emmerling, krytykowany za jednostronność, tylko około 50. Zawyżanie zestrzeleń było zjawiskiem powszechnym we wszystkich lotnictwach.

Przez Rumunię i Węgry

Po wkroczeniu Armii Czerwonej 17 września Naczelny Dowódca Lotnictwa gen. Józef Zając wydał rozkaz ewakuacji wszystkich sprawnych samolotów do Rumunii. Wykonano go tego samego dnia. Za granicę odleciało około 46 myśliwców P.11, z czego 43 do Rumunii. Samoloty przejęli Rumuni, ale ludzie ruszyli dalej. We wrześniu i na początku października 1939 roku kraj opuściło około 80 procent zmobilizowanego personelu lotniczego, przede wszystkim przez Rumunię i Węgry.

W obu krajach polscy żołnierze trafiali do internowania. Polskie władze, które kierowanie ewakuacją lotników powierzyły gen. Stanisławowi Ujejskiemu, organizowały ich przerzut do Francji, gdzie odtwarzano Wojsko Polskie. Jak pisze IPN, żołnierze lotnictwa przedzierali się do Francji bardzo różnymi drogami i ostatecznie dotarło ich tam około 12 tysięcy.

Francja 1940: sprzęt gorszy niż we wrześniu

Na mocy umowy z Francją z 4 stycznia 1940 roku miały powstać polskie jednostki lotnicze, a w Lyon-Bron utworzono Centrum Wyszkolenia Lotnictwa Polskiego. Francuskie dowództwo nie spieszyło się jednak z tworzeniem dużych polskich oddziałów. Większość pilotów przydzielono do francuskich dywizjonów w małych „kluczach” po kilka maszyn, inni bronili miast i fabryk w tzw. kluczach kominowych. W chwili niemieckiego ataku, 10 maja 1940 roku, Polskie Siły Powietrzne we Francji liczyły 6971 osób, w tym 1599 pilotów, ale w jednostkach frontowych służyła tylko niewielka ich część.

Jedynym kompletnym polskim dywizjonem był I/145 „Warszawski” na lotnisku Mions. Samoloty dostał dopiero 18 maja i były to lekkie Caudrony C.714, wywodzące się z samolotów wyścigowych, za słabe na Messerschmitty. Francuski minister Guy La Chambre po tygodniu nakazał wycofanie tych maszyn, ale innych nie było, więc Polacy latali na nich dalej. W walkach między 8 a 11 czerwca dywizjon uzyskał 12 potwierdzonych zestrzeleń.

Polski bilans kampanii francuskiej różni się zależnie od źródła. Według polskich opracowań w walkach wzięło udział 230 polskich pilotów, którzy zestrzelili 53 samoloty niemieckie, tracąc 14 pilotów w walce. Jerzy Cynk liczy 51,9 zestrzelenia, Bartłomiej Belcarz 53, czyli około 8 procent alianckich zwycięstw powietrznych tej kampanii.

Ucieczka nad Zatokę Biskajską

Część polskich lotników była w Wielkiej Brytanii już przed upadkiem Francji. 23 października 1939 roku Brytyjczycy zadeklarowali gotowość przyjęcia 300 osób personelu latającego i 2000 personelu technicznego dla dwóch dywizjonów bombowych, porozumienie w tej sprawie podpisano 19 listopada, a od grudnia 1939 roku polscy lotnicy trafiali do obozu w bazie RAF Eastchurch. Tam ich szkolenie zaczynało się od nauki angielskiego.

Prawdziwa fala przyszła w czerwcu 1940 roku. Po klęsce Francji Brytyjczycy przeprowadzili w dniach 15–25 czerwca operację „Aerial”, ewakuację wojsk alianckich z portów zachodniej Francji. 21 i 22 czerwca w Saint-Jean-de-Luz przy granicy hiszpańskiej polskie transatlantyki „Sobieski” i „Batory” zabrały kilka tysięcy polskich żołnierzy i cywilów. Brytyjski raport mówił o 9 tysiącach Polaków na obu statkach, polskie opracowania podają mniej. Ewakuacja z Saint-Jean-de-Luz zakończyła się oficjalnie 25 czerwca, a z tego portu i z pobliskiego Bayonne wywieziono łącznie około 19 tysięcy ludzi, w większości Polaków. Lotnicy płynęli razem z żołnierzami wojsk lądowych.

Według polskich opracowań do 15 lipca 1940 roku z Francji ewakuowało się do Wielkiej Brytanii 986 oficerów oraz 3217 podoficerów i szeregowych lotnictwa. Razem z tymi, którzy przypłynęli wcześniej, w ciągu kilku miesięcy 1940 roku na Wyspy dotarło ponad 8 tysięcy polskich pilotów i członków personelu lotniczego. Opracowania angielskojęzyczne mówią o około 8,5 tysiąca lotników spośród mniej więcej 35 tysięcy polskich żołnierzy, którzy w połowie 1940 roku dotarli do Wielkiej Brytanii.

Polacy w RAF: umowy, mundury i nieufność

Brytyjczycy nie czekali na Polaków z otwartymi ramionami. Ministerstwo Lotnictwa i RAF uważały, że polska klęska we wrześniu wynikała ze słabego wyszkolenia, i nie doceniały wartości polskich pilotów. Szef Fighter Command, główny marszałek lotnictwa Hugh Dowding, przyznał w swoim raporcie o bitwie z 1941 roku, że miał „pewne wątpliwości” (w oryginale „a little doubtful”), jak na polskich i czeskich pilotów wpłynęły przeżycia z ich krajów i z Francji, ale szybko się ich pozbył. Jeden z brytyjskich dowódców miał oświadczyć, że nie chce ludzi, „którzy będą się miotać po niebie, zanim nie zrozumieją, co się do nich mówi”.

Umowy: od rezerwy RAF do własnych sił powietrznych

Pierwsze brytyjskie propozycje rozczarowały Polaków. Mieli wstąpić do Ochotniczej Rezerwy RAF (RAFVR), nosić brytyjskie mundury, składać dwie przysięgi, polskiemu rządowi i królowi Jerzemu VI, a każdy polski oficer miał mieć brytyjskiego odpowiednika. Wszyscy piloci, bez względu na stopień i doświadczenie, zaczynali od najniższego oficerskiego stopnia pilot officer.

Przełom przyniosły kolejne porozumienia. W czasie ewakuacji z Dunkierki, 28 maja 1940 roku, gen. Władysław Sikorski otrzymał od Winstona Churchilla odręczny list z projektem umowy, a 11 czerwca podpisano umowę lotniczą o ochotniczym zaciągu polskich lotników do RAF i utworzeniu polskich jednostek ściśle związanych z RAF. Najważniejsza była jednak umowa z 5 sierpnia 1940 roku. Uznawała ona Polskie Siły Powietrzne za część suwerennych Polskich Sił Zbrojnych. Lotnicy składali odtąd wyłącznie polską przysięgę, polska flaga mogła wisieć obok brytyjskiej, a nad polskim personelem czuwał Inspektorat PSP, współpracujący z brytyjskim Ministerstwem Lotnictwa. Polskie jednostki nadal podlegały jednak dowództwu operacyjnemu RAF i stacjonowały w jego bazach. 22 sierpnia 1940 roku brytyjski parlament uchwalił Allied Forces Act, który dał tym ustaleniom podstawę prawną. Pełne polskie dowództwo nad swoim lotnictwem przyniosła dopiero trzecia umowa, z 6 kwietnia 1944 roku.

Mundur z orłem i napisem POLAND

Polscy lotnicy nosili stalowoniebieski mundur RAF, ale z polskimi guzikami i polskim orłem na czapce. Na kołnierzu naszywano polskie oznaki stopni, na rękawach brytyjskie. Na obu rękawach, półtora centymetra poniżej szwu naramiennika, każdy żołnierz nosił naszywkę z napisem POLAND. Na samolotach obok kokardy RAF malowano pomniejszoną biało-czerwoną szachownicę.

Angielski, procedury i chowane podwozie

Największą przeszkodą okazał się język. System obrony powietrznej Fighter Command opierał się na łączności radiowej z naziemnymi stanowiskami naprowadzania, a pilot, który nie rozumiał komend, był bezużyteczny albo niebezpieczny. Dlatego doświadczeni polscy piloci, gdy RAF tracił ludzi w walkach nad Kanałem, siedzieli w ośrodkach szkoleniowych i uczyli się angielskiego oraz brytyjskich procedur.

W Northolt pilotów Dywizjonu 303 codziennie dowożono autobusem na lekcje języka do oddalonego o 10 mil Uxbridge. Po miesiącu potrafili czytać gazety, ale wymowa wciąż sprawiała kłopot, więc ćwiczono komunikację przez radiostację. Kanadyjczyk John Kent, jeden z brytyjskich dowódców eskadr, spisywał fonetycznie polskie nazwy części samolotu, za co Polacy przezwali go „Kentowskim”. Pilotom przyzwyczajonym do P.11 i francuskich myśliwców ze stałym podwoziem zdarzało się lądować Hurricane’em na brzuchu, bo zapominali wypuścić koła.

W 302 i 303 Dywizjonie Polacy dostali Hawkery Hurricane, w niektórych dywizjonach brytyjskich latali na Spitfire’ach. Po P.11, z jego odkrytą kabiną, stałym podwoziem i osiągami wyraźnie gorszymi od Messerschmittów, oba typy oznaczały skok o całą epokę: nowoczesne dolnopłaty z zakrytą kabiną i chowanym podwoziem. Polscy piloci przynosili z kolei coś, czego brakowało wielu młodym Brytyjczykom: setki godzin wylatanych przed wojną i doświadczenie bojowe z Polski i Francji. Nauczyli się w walce, że ogień trzeba otwierać z bliska, a ciasne szyki i szablonowe ataki ćwiczone w RAF jeden z nich nazwał „po prostu samobójczymi”.

Pierwsze polskie dywizjony myśliwskie

Jako pierwszy, w lipcu 1940 roku w bazie Leconfield w Yorkshire, powstał Dywizjon 302 „Poznański”, a 2 sierpnia w Northolt pod Londynem Dywizjon 303 „Warszawski” im. Tadeusza Kościuszki, oba z podwójnym, brytyjsko-polskim dowództwem. O ich walkach, dowódcach i godłach opowiadamy szerzej w dalszej części poradnika.

Polacy w dywizjonach brytyjskich i ludzie na ziemi

Nie wszyscy polscy piloci walczyli w polskich jednostkach. Zanim powstały 302 i 303, Brytyjczycy zaczęli kierować pojedynczych Polaków bezpośrednio do swoich dywizjonów myśliwskich, pod brytyjskim dowództwem. Dwaj z dziesięciu tak wyszkolonych pilotów, Franciszek Gruszka i Władysław Szulkowski z latającego na Spitfire’ach 65 Dywizjonu, byli w sierpniu 1940 roku wśród pierwszych Polaków, którzy wzięli udział w bitwie. Część Polaków została w brytyjskich jednostkach także po utworzeniu polskich dywizjonów. Antoni Głowacki był jednym z dwóch pilotów alianckich, którzy w czasie bitwy zestrzelili pięć niemieckich samolotów jednego dnia, 24 sierpnia.

Ilu Polaków walczyło w bitwie o Anglię? Najczęściej przytaczana liczba pochodzi z Battle of Britain London Monument, który liczy lotników uprawnionych do odznaki bitwy, czyli tych, którzy w dniach 10 lipca – 31 października 1940 roku wykonali co najmniej jeden lot bojowy w uznanej jednostce Fighter Command. Takich lotników było łącznie 2937, w tym 2342 Brytyjczyków i 145 Polaków. Polacy stanowili więc mniej więcej co dwudziestego pilota bitwy, ale byli najliczniejszą grupą spoza Wielkiej Brytanii, przed Nowozelandczykami (127), Kanadyjczykami (112) i Czechosłowakami (88). Inne zestawienia podają 147 polskich pilotów, w tym 89 w dywizjonach 302 i 303 i około 50 w dywizjonach brytyjskich.

Za każdym pilotem stali ludzie na ziemi. Już w początkowym składzie Dywizjonu 303 na 21 pilotów przypadało 135 osób polskiego personelu naziemnego, a polskie dywizjony od początku miały polskich mechaników. Polskie Siły Powietrzne nie ograniczały się zresztą do myśliwców. Równolegle powstały dywizjony bombowe 300 i 301, które od 14 sierpnia 1940 roku atakowały niemieckie barki inwazyjne w portach francuskich. Według IPN Polskie Siły Powietrzne w Wielkiej Brytanii liczyły w czasie wojny około 17 tysięcy osób w 15 dywizjonach i były trzecimi co do wielkości alianckimi siłami powietrznymi na froncie zachodnim.

Bitwa o Anglię w pigułce

Po upadku Francji Hitler liczył, że Wielka Brytania pójdzie na ugodę. Gdy rząd Churchilla odrzucił niemieckie sugestie pokojowe, Niemcy zaczęli przygotowywać inwazję na Wyspy, operację „Seelöwe” (Lew Morski). Warunkiem było jednak panowanie w powietrzu nad kanałem La Manche i południową Anglią. Zadanie zniszczenia RAF otrzymała Luftwaffe Hermanna Göringa.

Daty i siły

Dziś Brytyjczycy oficjalnie przyjmują, że bitwa trwała od 10 lipca do 31 października 1940 roku. Historycy niemieccy często traktują ją inaczej, jako jedną kampanię trwającą od lipca 1940 do maja 1941 roku, razem z nocnymi bombardowaniami miast, czyli Blitzem, który zaczął się 7 września 1940 i trwał do 11 maja 1941 roku. Według popularnych zestawień Brytyjczycy dysponowali około 1963 samolotami, a Niemcy i Włosi około 2550. Straty wyniosły tam 1744 samoloty brytyjskie oraz 1977 niemieckich i włoskich.

System Dowdinga i radar

Brytyjską przewagą nie były same Hurricane’y i Spitfire’y, ale system, który je naprowadzał. Stacje radarowe Chain Home na wybrzeżu wykrywały niemieckie wyprawy, gdy te zbierały się jeszcze nad Francją, a obserwatorzy Royal Observer Corps śledzili samoloty nad lądem. Meldunki trafiały liniami telefonicznymi do sali filtrów w kwaterze głównej Fighter Command w Bentley Priory, gdzie na wielkiej mapie powstawał jeden obraz sytuacji w powietrzu. Stamtąd informacje szły do dowództw grup i sektorów, a te kierowały dywizjony przez radio dokładnie tam, gdzie był nieprzyjaciel.

Efekt był ogromny. Przed wojną za doskonały wynik uważano przechwycenie przeciwnika w 30–50 procentach lotów. W czasie bitwy średnia wynosiła około 90 procent. Niemieccy myśliwcy, pozbawieni podobnego systemu, często wracali do baz, w ogóle nie spotkawszy przeciwnika. Churchill pisał po wojnie we wspomnieniach, że cała przewaga Hurricane’ów i Spitfire’ów „byłaby bezowocna”, gdyby nie ten system zbudowany przed wojną. Właśnie dlatego tak ważna była znajomość angielskiego.

Fazy bitwy

Podział na fazy jest umowny. Tradycyjna brytyjska periodyzacja, przyjęta przez Ministerstwo Lotnictwa w 1941 roku, liczy bitwę od 8 sierpnia i dzieli ją na cztery fazy, a część historyków dodaje do nich fazę wstępną od 10 lipca.

  • 10 lipca – 7 sierpnia: faza wstępna, ataki na konwoje na kanale La Manche i porty.
  • 8–18 sierpnia: naloty na lotniska i stacje radarowe, 13 sierpnia Niemcy rozpoczęli operację „Adlertag” (Dzień Orła).
  • 19 sierpnia – 5 września: dalsze zmasowane ataki na lotniska myśliwskie. Właśnie wtedy do walki weszły polskie dywizjony.
  • 6 września – 5 października: po brytyjskich nalotach na Berlin Hitler kazał uderzyć na Londyn. Pierwszy wielki nalot dzienny na stolicę nastąpił 7 września.
  • 6–31 października: naloty mniejszymi siłami i pojedynczymi szybkimi samolotami, coraz więcej działań nocnych.

15 września: Dzień Bitwy o Anglię

15 września 1940 roku Luftwaffe przypuściła na Londyn najsilniejszy i najbardziej skoncentrowany atak, licząc, że zmusi RAF do decydującego starcia. W walkach tego dnia wzięło udział około 1500 samolotów. O 14.20 dowódca 11 Grupy Keith Park poderwał Dywizjon 303 z dziewięcioma Hurricane’ami nad Northolt na wysokość 20 tysięcy stóp. Kwadrans później w sali operacyjnej w Uxbridge Churchill zapytał Parka, jakie ma rezerwy. Usłyszał, że w 11 Grupie nie ma już żadnych. Do walki weszło 31 dywizjonów myśliwskich, wśród nich polskie 302 i 303.

Brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa ogłosiło tego dnia 175–185 zestrzelonych samolotów niemieckich. Rzeczywiste straty Luftwaffe były mniej więcej o dwie trzecie niższe. IPN podaje 61 zniszczonych maszyn. Mimo to efekt był rozstrzygający: niemieckie wyprawy rozbito, a wkrótce potem Hitler odłożył operację „Lew Morski”. Luftwaffe przerzuciła ciężar działań na nocne bombardowania. 15 września obchodzi się dziś w Wielkiej Brytanii jako Dzień Bitwy o Anglię.

Dywizjon 303 – „Kościuszkowski” z Northolt

2 sierpnia 1940 roku na lotnisko RAF Northolt, na zachodnich obrzeżach Londynu, przyjechali polscy piloci. Tego dnia oficjalnie powstał 303 Dywizjon Myśliwski „Warszawski” im. Tadeusza Kościuszki. Brytyjskie źródła dodają, że jednostkę zaczęto organizować już w lipcu w polskiej bazie w Blackpool. Pierwszy skład liczył 13 pilotów oficerów, 8 pilotów podoficerów i 135 polskich żołnierzy obsługi naziemnej. Dywizjon trafił do 11 Grupy Myśliwskiej, która broniła Londynu i południowo-wschodniej Anglii, czyli tam, gdzie walki były najcięższe.

Nowa jednostka nie zaczynała od zera. Przejęła tradycje warszawskiego III/1 Dywizjonu Myśliwskiego, a przede wszystkim 111 Eskadry Kościuszkowskiej, której godło Polacy malowali teraz na kadłubach Hurricane’ów. Samoloty nosiły litery kodowe RF, a piloci szkarłatne szaliki.

Podwójne dowództwo

Na mocy polsko-brytyjskiej umowy wojskowej ważniejsze stanowiska obsadzano podwójnie. Dowódcą był Brytyjczyk, Squadron Leader Ronald Kellett, a jego polskim odpowiednikiem mjr Zdzisław Krasnodębski. Eskadrami dowodzili F/Lt John Kent i F/Lt Athol Forbes, a po polskiej stronie por. Witold Urbanowicz i por. Ludwik Paszkiewicz.

Kellett pochodził z hrabstwa Durham i był maklerem giełdowym, a w 1933 roku wstąpił jako pilot do ochotniczej Auxiliary Air Force. Jego matka była Francuzką i Kellett uważał, że to znajomość francuskiego zdecydowała o jego przydziale, bo wielu Polaków słabo znało angielski, ale prawie wszyscy mówili po francusku. Gdy pojawiły się kłopoty z wypłatą żołdu dla polskich pilotów, pokrywał te sumy z własnej kieszeni, dopóki Polaków nie wpisano na listę płac RAF. John Kent urodził się w 1914 roku w Winnipeg w Kanadzie, a Polacy przezwali go „Kentski”.

Piloci musieli opanować Hurricane’a, angielski i procedury Fighter Command, czyli brytyjskiego Dowództwa Lotnictwa Myśliwskiego: łączność radiową, naprowadzanie z ziemi, meldunki. Wielu latało wcześniej tylko na samolotach ze stałym podwoziem i zdarzało się, że ktoś lądował, zapominając je wypuścić. Polacy, w większości weterani września 1939 roku i kampanii francuskiej, rwali się do walki, a Brytyjczycy chcieli najpierw dokończyć szkolenie. 24 sierpnia sześć samolotów odbyło pierwszy patrol nad Northolt, bez spotkania z nieprzyjacielem.

Lot ćwiczebny, który skończył się zestrzeleniem

30 sierpnia 1940 roku po południu dywizjon ćwiczył przechwytywanie, a w roli „przeciwnika” występowały brytyjskie bombowce Bristol Blenheim. Około 16.35 Ludwik Paszkiewicz, prowadzący klucz „zielony”, zauważył wybuchy pocisków przeciwlotniczych obok dużej niemieckiej formacji. Zameldował o tym Kellettowi, ale dowódca, który chciał trzymać się Blenheimów, nie odpowiedział. Paszkiewicz odłączył się od szyku, zaatakował z odległości około 250 metrów i zapalił niemieckiemu samolotowi prawy silnik.

W meldunku zapisano Dorniera, w rzeczywistości był to dwusilnikowy myśliwiec Messerschmitt Bf 110 z jednostki ZG 76. Część opracowań dodaje, że zwycięstwo było wspólne z pilotem 56 Dywizjonu RAF. Po wylądowaniu Paszkiewicz dostał naganę za samowolę i jednocześnie gratulacje. Kellett zamiast go ukarać poprosił o nadanie dywizjonowi statusu operacyjnego i następnego dnia, 31 sierpnia, 11 Grupa uznała 303 za jednostkę bojową. Scena trafiła później, z pewną dozą fantazji, do filmu „Bitwa o Anglię” z 1969 roku.

Sześć tygodni w ogniu

Już 31 sierpnia piloci eskadry A starli się nad hrabstwem Kent z Messerschmittami Bf 109 i wrócili bez strat. Według jednych opracowań były to cztery zestrzelenia pewne i dwa prawdopodobne, materiały IPN mówią o sześciu. 6 września dywizjon został zaskoczony przez Messerschmitty z III./JG 27. Kellett i Forbes lądowali przymusowo lekko ranni, a Krasnodębski został zestrzelony i ciężko poparzony. Urbanowicz zestrzelił tego dnia Bf 109 dowódcy III./JG 27, Hauptmanna Joachima Schlichtinga, a 7 września, wciąż jako porucznik, objął polskie dowództwo dywizjonu. Tego dnia Niemcy uderzyli na londyńskie doki, a Polacy zgłosili dwanaście Dornierów i dwa Messerschmitty. Wojna pokazała też ciemną stronę: Hurricane por. Pisarka, który wyskoczył na spadochronie, spadł na ogród w Loughton i zabił trzyosobową rodzinę w schronie.

Wyniki pierwszych dni część brytyjskich oficerów przyjęła sceptycznie. Komendant Northolt, Group Captain Stanley Vincent, poleciał z dywizjonem 11 września i po tym, co zobaczył, uwierzył w meldunki Polaków. Tego dnia zginęli Arsen Cebrzyński i sierż. Wójtowicz. 15 września, w przełomowym dniu bitwy, dywizjonowi zaliczono 16 zestrzeleń, co według IPN dało mu pierwsze miejsce w dziennym rankingu Fighter Command. 26 września Northolt odwiedził król Jerzy VI i wpisał się do kroniki dywizjonu. Po południu Polacy starli się z dużym niemieckim nalotem nad hrabstwem Hampshire i zgłosili 13 zwycięstw, choć według zestawień strat Luftwaffe straciła w tej akcji łącznie dziewięć maszyn. To dobry przykład tego, jak w chaosie walki meldunki rozmijały się z rzeczywistością.

27 września zginęli Paszkiewicz, urodzony w 1907 roku w Woli Gałęzowskiej absolwent politechniki, który zdążył zostać asem, oraz sierż. Tadeusz Andruszków. Urbanowicz zestrzelił tego dnia cztery samoloty, a trzy dni później powtórzył ten wyczyn. 5 października zginął Wojciech Januszewicz, a 8 października w wypadku zginął najskuteczniejszy pilot dywizjonu, Czech Josef František. 11 października wyczerpany dywizjon odesłano na odpoczynek do Leconfield w Yorkshire i jego udział w bitwie się skończył.

Ile naprawdę zestrzelili

W chwili wycofania z walki dywizjonowi zaliczono 126 zestrzeleń w ciągu około sześciu tygodni, najwięcej spośród wszystkich dywizjonów myśliwskich bitwy. Ta liczba weszła do legendy, ale trzeba wiedzieć, co oznacza. To zestrzelenia zgłoszone przez pilotów i zatwierdzone w 1940 roku. Po wojnie, po porównaniu z niemieckimi dokumentami, okazało się, że suma zwycięstw przyznanych wszystkim alianckim pilotom była mniej więcej półtora raza wyższa niż rzeczywiste straty Luftwaffe. Zawyżone meldunki były regułą we wszystkich lotnictwach, bo w szybkiej walce kilku pilotów strzelało do tego samego samolotu.

Historycy liczyli więc od nowa. Brytyjski badacz John Alcorn uznał za pewne 44 zwycięstwa Dywizjonu 303, co dawało mu czwarte miejsce, za latającymi na nowocześniejszych Spitfire’ach dywizjonami 603, 609 i 41. Alcorn nie zdołał jednak przypisać żadnej jednostce około 30 zestrzelonych samolotów. Jerzy Cynk i inni polscy historycy szacują wynik dywizjonu na około 55–60, a Jacek Kutzner doliczył się około 59 zestrzeleń potwierdzonych (w różnych zestawieniach 59,8 lub 58,8), co znów stawia 303 na pierwszym miejscu. Bez względu na metodę był to najlepszy dywizjon latający na Hurricane’ach i jeden z najskuteczniejszych w bitwie.

Do 11 października dywizjon stracił 18 Hurricane’ów, a pięciu pilotów zostało ciężko rannych. Zginęło siedmiu lub ośmiu pilotów, bo IPN wlicza do strat bitwy także Františka, który zginął w wypadku. Stosunek zwycięstw do strat wynosił około 2,8 do 1, a odsetek poległych był niższy niż średnia w innych dywizjonach RAF.

Dlaczego byli tak skuteczni

Pierwszym powodem było doświadczenie. Większość polskich pilotów miała za sobą setki godzin lotów sprzed wojny oraz walki w Polsce i we Francji. Drugim była taktyka. Brytyjczycy otwierali ogień z około 350 metrów, a Polacy podchodzili nawet na około 100. Opisywano, że Polacy po krótkiej serii z 150–200 jardów „podchodzili niemal na odległość strzału z przyłożenia”. Jeden z Polaków nazwał ćwiczone w RAF ciasne szyki i szablonowe ataki „po prostu samobójczymi”. Jerzy Cynk zwracał uwagę także na swobodę indywidualnego działania, wyostrzony wzrok pilotów i świetny stan techniczny samolotów, o który dbali polscy mechanicy.

W dywizjonie latali też nie-Polacy. Kellett, Kent i przede wszystkim Czech František, który zgłosił 17 pewnych zestrzeleń, mieli spory udział w wyniku. Kellett napisał po latach, że to „wielka zasługa polskich lotników”, iż trzej Anglicy dowodzący dywizjonem i eskadrami przeżyli bitwę.

Rogatywka, kosy i trzynaście gwiazd

Godło Dywizjonu 303 ma amerykański rodowód. Powstało dla Eskadry Kościuszkowskiej z wojny polsko-bolszewickiej, którą w 1919 roku założył amerykański lotnik Merian C. Cooper, późniejszy twórca filmu „King Kong”. Zaprojektował je inny Amerykanin w polskiej służbie, Elliot Chess. Na tle czerwono-białych pasów z flagi Stanów Zjednoczonych widnieje krakowska rogatywka na skrzyżowanych kosach, które przypominają powstanie kościuszkowskie 1794 roku, a trzynaście granatowych gwiazd w otoku oznacza trzynaście pierwotnych stanów USA. Dla Polonii w Ameryce to symbol szczególny: dwa narody i jeden bohater. Oficjalną odznakę z dodanym numerem „303” zatwierdzono 2 lipca 1943 roku, a wykonywała ją w srebrze edynburska firma Kirkwood and Son.

Dywizjon 302 i Polacy w brytyjskich dywizjonach

Dywizjon 303 przyćmił w pamięci wszystkich innych, ale nie był jedynym polskim dywizjonem myśliwskim bitwy. Wcześniej, w lipcu 1940 roku, powstał 302 Dywizjon Myśliwski „Poznański”. Rozkaz o jego sformowaniu wydano 10 lipca, a jednostkę zorganizowano kilka dni później na lotnisku Leconfield w Yorkshire, w strefie 12 Grupy Myśliwskiej. Dywizjon nawiązywał do poznańskiego III/3 Dywizjonu Myśliwskiego, a trzon jego pilotów stanowiło trzynastu lotników, którzy walczyli we Francji w polskim dywizjonie GC I/145. Ślad tej historii widać w odznace: na rombie w barwach francuskich kroczy kruk z godła 132 Eskadry z Poznania, a w rogach widnieją numery 1/145 i 302.

Brytyjskim dowódcą był Squadron Leader William Satchell, polskim mjr Mieczysław Mümler. Według materiałów IPN dywizjon osiągnął gotowość operacyjną 15 sierpnia (biografia Satchella w serwisie Battle of Britain London Monument podaje 19 sierpnia), a więc przed Dywizjonem 303. 19 sierpnia piloci 302 zaatakowali Junkersa Ju 88, a następnego dnia odnieśli pierwsze pewne zwycięstwo, które serwis londyńskiego pomnika przypisuje samemu Satchellowi.

Z Yorkshire do Duxford i Northolt

Pierwszą część bitwy dywizjon spędził w Yorkshire, z dala od nieba nad Kentem i Londynem. Gdy we wrześniu Luftwaffe uderzyła na stolicę, 302 wysłano do Duxford, skąd od 14 do 25 września latał w wielkim skrzydle 12 Grupy, tak zwanym Big Wing. 15 września zaliczono mu według IPN 11 zestrzeleń, co dało trzecie miejsce w dziennym zestawieniu Fighter Command.

W połowie października 302 zastąpił w Northolt odesłany na odpoczynek Dywizjon 303 i walczył tam w ostatniej fazie bitwy. 18 października poniósł dotkliwą stratę bez udziału nieprzyjaciela. Podczas rutynowego patrolu nad Surrey piloci zgubili się w gęstej mgle i gdy skończyło się paliwo, cztery Hurricane’y się rozbiły. Zginęli wszyscy czterej piloci: S. Wapniarek, A. Żukowski, J. Borowski i P.E.G. Carter. W listopadzie dywizjon przeniesiono do Westhampnett.

Samotni wśród Brytyjczyków

Najczęściej podaje się, że w bitwie walczyło 145 polskich pilotów myśliwskich. Mniej więcej połowa służyła nie w polskich, lecz w brytyjskich dywizjonach. Źródła różnie liczą tę grupę: Imperial War Museums podaje 79 pilotów, inne opracowania „ponad 70” albo „ponad 50”. Trafiali tam między innymi lotnicy, którzy dotarli do Wielkiej Brytanii już zimą 1940 roku, jak Urbanowicz, Skalski czy Głowacki.

Mieli trudniej niż koledzy z 302 i 303. Byli „obcymi”, dopiero uczyli się języka i regulaminów, a kłopoty z angielskim utrudniały korzystanie z radia, przez które naprowadzano myśliwce. „Nie dbałem o R/T – zawsze wyłączona – tylko po starcie oglądałem niebo, szukając swastyk” – wspominał Henryk Szczęsny z 74 Dywizjonu. Bolesław Drobiński z latającego na Spitfire’ach 65 Dywizjonu przed pierwszym lotem bojowym wykonał na tym samolocie zaledwie trzy loty, trwające razem 45 minut. W tym samym dywizjonie latali Franciszek Gruszka i Władysław Szulkowski, jedni z pierwszych polskich lotników na Spitfire’ach. Gruszka zginął 18 sierpnia.

Pierwsze polskie zwycięstwo w bitwie odniósł 19 lipca 1940 roku por. Antoni Ostowicz ze 145 Dywizjonu RAF, który razem z pilotami swojej sekcji zestrzelił bombowiec Heinkel He 111. „Zbliżyliśmy się na odległość 300 jardów i gdy Czerwony 1 otworzył do niego ogień, nieprzyjaciel odbił lekko w prawo, a ja zdołałem wystrzelić do niego serię. Prawy silnik puścił dym” – relacjonował. Zwycięstwem podzielił się z przyjacielem, Wilhelmem Pankratzem, również Polakiem w tym dywizjonie. 11 sierpnia Ostowicz zginął w walce z niemieckimi myśliwcami, najprawdopodobniej nad kanałem La Manche, jako pierwszy polski pilot myśliwski poległy w bitwie.

W 501 Dywizjonie walczyli Antoni Głowacki i Stanisław Skalski, w 145 i 601 Witold Urbanowicz, zanim przeszedł do 303. Krakowianin Bolesław Własnowolski latał kolejno w dywizjonach 32, 607 i 213, zaliczył pięć zwycięstw i zginął 1 listopada 1940 roku koło Stoughton. Działały też dwa polskie dywizjony bombowe, 300 i 301, które od 14 sierpnia atakowały barki zgromadzone w portach na kontynencie na potrzeby niemieckiej inwazji. Według brytyjskiej oficjalnej historii obrony Wielkiej Brytanii w bitwie zginęło 29 polskich pilotów Fighter Command, inne opracowania mówią o 30 lotnikach.

Ludzie Bitwy o Anglię

Za liczbami stoją ludzie. Wielu urodziło się poza granicami dzisiejszej Polski, prawie wszyscy przeszli długą drogę przez Rumunię i Francję. Część zginęła w czasie wojny, inni wrócili do komunistycznej Polski i trafili do więzień, jeszcze inni na zawsze zostali na emigracji.

Witold Urbanowicz – „Kobra” z Olszanki, który zamieszkał w Nowym Jorku

Urodził się 30 marca 1908 roku w Olszance koło Suwałk, w rodzinie rolników. Jako instruktor dęblińskiej Szkoły Orląt dostał przydomek „Kobra”. We wrześniu 1939 roku ewakuował podchorążych do Rumunii, w drodze powrotnej do kraju wpadł w ręce Armii Czerwonej i jeszcze tego samego wieczoru uciekł. Do Wielkiej Brytanii dotarł pod koniec stycznia 1940 roku. Latał w brytyjskich dywizjonach 601 i 145, od 21 sierpnia w 303, a od 7 września nim dowodził. Z wynikiem 15 pewnych i jednego prawdopodobnego zestrzelenia był jedynym Polakiem w pierwszej dziesiątce najskuteczniejszych pilotów alianckich bitwy.

W 1941 roku wysłano go do USA z odczytami dla Polonii, która miała dać wojsku ochotników. Był zastępcą attaché lotniczego w Waszyngtonie, a w 1943 roku jako ochotnik walczył w Chinach w amerykańskim 75 Dywizjonie Myśliwskim. Po wojnie został w Stanach Zjednoczonych. W 1947 roku przyjechał do Polski i, jak wspominał, był czterokrotnie zatrzymywany przez bezpiekę. Według dokumentów przechowywanych w IPN ceną za wyjście z aresztu było zobowiązanie do współpracy z wywiadem wojskowym PRL. Jego materiały oceniano jako mało wartościowe, a w 1958 roku teczkę zniszczono i zaczęto go podejrzewać o współpracę z wywiadem amerykańskim. W Nowym Jorku pracował w American Airlines, Eastern Airlines i Republic Aviation, napisał wspomnienia, między innymi „Ogień nad Chinami”. W 1995 roku prezydent Lech Wałęsa mianował go generałem brygady. Zmarł w sierpniu 1996 roku w Nowym Jorku (źródła podają 17 albo 21 sierpnia) i spoczywa w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown w Pensylwanii. Od 2024 roku jego imię nosi lotnisko w Suwałkach.

Zdzisław Krasnodębski – twórca dywizjonu, który osiadł w Toronto

Urodził się 10 lipca 1904 roku w Woli Osowińskiej. Jako szesnastolatek walczył ochotniczo w wojnie polsko-bolszewickiej, przed wojną dowodził 111 Eskadrą, a potem III/1 Dywizjonem Myśliwskim. 3 września 1939 roku został zestrzelony i ratował się na spadochronie, ale przez Rumunię i Francję dotarł do Wielkiej Brytanii. Po ciężkim poparzeniu 6 września 1940 roku nie wrócił już do latania bojowego. W 1941 roku werbował ochotników w Kanadzie. Jego żona Wanda, żołnierz AK i uczestniczka powstania warszawskiego, uciekła z Polski dopiero za trzecią próbą, w 1946 roku. Po wojnie był taksówkarzem w Południowej Afryce, od 1951 roku mieszkał w Kanadzie, pracował w przemyśle w Toronto i działał w organizacjach polonijnych. Zmarł 3 sierpnia 1980 roku. W 2014 roku prochy jego i żony spoczęły na Powązkach.

Mirosław Ferić – kronikarz dywizjonu

Urodził się 17 czerwca 1915 roku w Travniku w Bośni. Ojciec, Chorwat, zginął w pierwszej wojnie światowej, a matka, Polka, od 1919 roku mieszkała z synami w Polsce. Ukończył gimnazjum w Ostrowie Wielkopolskim i szkołę w Dęblinie. 31 sierpnia 1940 roku, pierwszego dnia walk dywizjonu, zestrzelił Messerschmitta. Od 1939 roku prowadził dziennik, który w Anglii stał się kroniką Dywizjonu 303. Wpisywali się do niego także gen. Sikorski i król Jerzy VI. Ten pamiętnik zainspirował Arkadego Fiedlera do napisania wydanej w 1942 roku książki „Dywizjon 303”, w której ze względu na bezpieczeństwo rodzin w kraju piloci występowali pod pseudonimami. Ferić zginął 14 lutego 1942 roku nad Northolt, gdy podczas akrobacji w locie treningowym jego Spitfire stracił lotkę.

Zdzisław Henneberg – zaginiony nad kanałem

Urodził się 11 maja 1911 roku w Warszawie, przed wojną był instruktorem w Dęblinie. We Francji odniósł wspólne zwycięstwo nad He 111, a w czerwcu 1940 roku przyleciał z trzema pilotami do Anglii samolotem. W Dywizjonie 303 dowodził eskadrą, pierwsze zestrzelenie zaliczył 31 sierpnia, a 30 października jako jeden z pięciu pierwszych Polaków dostał brytyjski Distinguished Flying Cross. W drugiej połowie października przejął po Urbanowiczu dowództwo dywizjonu. 12 kwietnia 1941 roku jego Spitfire’a trafiła nad Francją artyleria przeciwlotnicza. Henneberg wodował w kanale La Manche około 20 kilometrów od Dungeness. Kolega widział go w kamizelce ratunkowej, ale dwudniowe poszukiwania nic nie dały. Ciała nigdy nie odnaleziono.

Jan Zumbach – „Kaczor Donald”, as i najemnik

Urodził się 14 kwietnia 1915 roku w Starym Służewiu jako wnuk szwajcarskiego emigranta i miał szwajcarskie obywatelstwo. Do polskiego lotnictwa dostał się dzięki dokumentowi, który go nie podawał. Koledzy przezywali go „Kaczor Donald”. W maju 1939 roku uległ wypadkowi przy lądowaniu i po wybuchu wojny nie zdołał odnaleźć swojej jednostki, więc przez Rumunię i Bejrut dotarł do Francji, a stamtąd do Anglii. W bitwie o Anglię zestrzelił osiem samolotów. W 1942 roku dowodził Dywizjonem 303. Po wojnie zamieszkał w Szwajcarii i prowadził życie awanturnika: przemyt, lotnicza firma taksówkowa, a pod pseudonimem Johnny „Kamikaze” Brown dowodzenie lotnictwem secesjonistycznej Katangi i Biafry. Zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach 3 stycznia 1986 roku we Francji i spoczywa na Powązkach. Jego imię nosi Muzeum 303 w Napoleonie na Śląsku.

Witold Łokuciewski – z obozu Stalag Luft III do PRL

Urodził się w 1917 roku w Nowoczerkasku, dorastał na Wileńszczyźnie. We wrześniu 1939 roku bronił Warszawy, we Francji zestrzelił He 111. W Dywizjonie 303 pierwsze zwycięstwo odniósł 7 września 1940 roku, a 15 września został ranny w nogę. W marcu 1942 roku zestrzelony nad Francją trafił do obozu Stalag Luft III w Żaganiu, gdzie uczestniczył w przygotowaniach do Wielkiej Ucieczki. Po uwolnieniu był ostatnim dowódcą Dywizjonu 303, aż do jego rozwiązania w grudniu 1946 roku. W 1947 roku wrócił do Polski. Z powodów politycznych usunięto go z lotnictwa, pracował w kancelarii adwokackiej i w spółdzielni „Wapno-Beton” w Lublinie. Do lotnictwa wojskowego przyjęto go dopiero w czasie odwilży 1956 roku, a w latach 1969–1971 był attaché wojskowym w Londynie. Zmarł 17 kwietnia 1990 roku w Warszawie.

Josef František – Czech, który chciał latać z Polakami

Urodził się 7 października 1914 roku w Otaslavicach na Morawach jako syn stolarza. Pilot czechosłowackiego lotnictwa, po zajęciu kraju przez Niemców przeszedł 13 czerwca 1939 roku granicę z Polską, wbrew popularnej wersji nie samolotem. Zamiast płynąć z innymi Czechami do Francji, wstąpił do polskiego lotnictwa. We wrześniu 1939 roku latał na nieuzbrojonych samolotach szkolnych na rozpoznanie i obrzucał Niemców granatami. W Dywizjonie 303 w ciągu miesiąca zaliczono mu 17 pewnych i jedno prawdopodobne zestrzelenie, co uczyniło go najskuteczniejszym pilotem spoza Wielkiej Brytanii w całej bitwie. Według zbeletryzowanych wspomnień Zumbacha odłączał się od formacji i czekał na wracających Niemców, którym kończyła się amunicja i paliwo, za co dostawał nagany. Zginął 8 października 1940 roku w Ewell w hrabstwie Surrey, gdy w niskim locie zawadził skrzydłem o ziemię. Spoczywa na polskim cmentarzu w Northwood.

Antoni Głowacki – as jednego dnia

Urodził się 10 lutego 1910 roku w Warszawie. Przed wojną kierował laboratorium w fabryce Philipsa, a po szkole w Dęblinie był w niej instruktorem. Do Wielkiej Brytanii dotarł w styczniu 1940 roku i jako sierżant trafił do brytyjskiego 501 Dywizjonu w Gravesend. 24 sierpnia 1940 roku zestrzelił pięć niemieckich samolotów w ciągu jednego dnia. Był jedynym Polakiem, któremu się to udało, i jednym z zaledwie czterech pilotów w całej bitwie, obok Nowozelandczyka Briana Carbury’ego, Anglika Ronalda Hamlyna i Szkota Archiego McKellara. Tydzień później został zestrzelony i ciężko ranny. Po wojnie wyjechał do Nowej Zelandii, gdzie w bazie Ohakea uczył młodych pilotów latania na odrzutowcach Vampire, a potem pracował w urzędzie lotnictwa cywilnego. Zmarł 27 kwietnia 1980 roku w Wellington.

Stanisław Skalski – od celi śmierci do generalskich szlifów

Urodził się 27 listopada 1915 roku w Kodymie koło Odessy, dorastał w Dubnie. W pierwszym tygodniu wojny, w 142 Eskadrze z Torunia, zestrzelił pięć niemieckich samolotów, a 1 września wylądował obok zestrzelonego Henschla i opatrzył jego rannych lotników, chroniąc ich przed tłumem. Do Anglii dotarł 27 stycznia 1940 roku. W brytyjskim 501 Dywizjonie 30 sierpnia zestrzelił He 111, a 5 września sam został zestrzelony i wyskoczył z płonącej kabiny mocno poparzony. Później latał w Afryce Północnej w Polskim Zespole Myśliwskim, nazywanym „Cyrkiem Skalskiego”, choć oficjalnie dowodził nim Tadeusz Rolski, a potem dowodził brytyjskim 601 Dywizjonem i polskimi skrzydłami myśliwskimi. Z 18 pewnymi zestrzeleniami i dwoma zespołowymi jest najskuteczniejszym polskim pilotem wojny. W 1947 roku wrócił do Polski. Rok później aresztowano go pod fałszywym zarzutem szpiegostwa, w śledztwie był torturowany, a w 1950 roku skazany na śmierć. Przez rok czekał na wykonanie wyroku, zanim zamieniono go na dożywocie. Wyszedł w kwietniu 1956 roku, został zrehabilitowany i wrócił do wojska, a w 1988 roku został generałem brygady. Zmarł 12 listopada 2004 roku w Warszawie.

Po Bitwie o Anglię – polskie lotnictwo do końca wojny

Jesienią 1940 roku w walkach nad Anglią brały udział dwa polskie dywizjony myśliwskie, 302 i 303, a także Polacy latający w brytyjskich jednostkach. W kolejnych latach Polskie Siły Powietrzne rozrosły się w prawdziwe lotnictwo wojskowe z myśliwcami, bombowcami, nocnymi myśliwcami, lotnictwem rozpoznawczym i jednostkami specjalnymi. Na liście jednostek jest piętnaście numerowanych dywizjonów: cztery bombowe (300, 301, 304 i 305), siedem myśliwskich (302, 303, 306, 308, 315, 316 i 317), dywizjon nocnych myśliwców 307, dywizjony rozpoznawcze 309 i 318 oraz dywizjon 663, który kierował ogniem artylerii.

Skrzydło z Northolt

Wiosną 1941 roku, między 15 marca a 15 kwietnia, na lotnisku Northolt pod Londynem sformowano 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie. Na początku tworzyły je Dywizjon 303, Dywizjon 306 i brytyjski 601 „County of London”, którego w czerwcu 1941 roku zastąpił polski Dywizjon 308. Pierwszym dowódcą był Brytyjczyk John Kent, a pierwszym polskim dowódcą kpt. pil. Witold Urbanowicz. Skład skrzydła wielokrotnie się zmieniał, bo dywizjony rotowano między lotniskami. Wojna zbierała żniwo także wśród dowódców. 29 kwietnia 1942 roku zginęli dowódca skrzydła mjr Marian Pisarek i dowódca Dywizjonu 317 kpt. Piotr Ozyra.

W październiku 1943 roku, w ramach przygotowań do inwazji na kontynent, skrzydło otrzymało brytyjskie oznaczenie 131 Skrzydło Myśliwskie. 6 czerwca 1944 roku jego dywizjony 302, 308 i 317 osłaniały lądowanie w Normandii. W grudniu 1943 roku dowództwo 131 Skrzydła objął Stanisław Skalski, a od kwietnia 1944 roku dowodził 133 Skrzydłem. Dywizjon 303 swój ostatni lot bojowy wykonał 25 kwietnia 1945 roku, eskortując około 250 Lancasterów lecących bombardować rezydencję Hitlera w Berchtesgaden.

Bombowce i loty nad Warszawę

Mniej znana, choć ogromna część polskiego wysiłku przypadła na lotnictwo bombowe. Dywizjon 300 powstał 1 lipca 1940 roku w Bramcote jako pierwsza polska jednostka bombowa w Wielkiej Brytanii. Zaczynał na lekkich Fairey Battle, od listopada 1940 roku latał na Wellingtonach, a od marca 1944 roku jako jedyny polski dywizjon na ciężkich Lancasterach. Jego załogi wykonały 3891 lotów bojowych, a ostatnim zadaniem był ten sam nalot na Obersalzberg z 25 kwietnia 1945 roku.

Dywizjon 301 rozwiązano 31 marca 1943 roku, a jego załogi utworzyły polską eskadrę „C” brytyjskiego 138 Dywizjonu do zadań specjalnych. Z niej w listopadzie 1943 roku powstała 1586 Eskadra Specjalnego Przeznaczenia, która z lotniska Campo Casale pod Brindisi latała na Halifaxach i Liberatorach nad okupowaną Europę. Z Brindisi do Warszawy było od 1250 do 1500 kilometrów. W całym 1944 roku, w którym zrzucała też zaopatrzenie dla powstania warszawskiego, eskadra straciła około 100 lotników i 19 samolotów.

Dywizjon 304 w maju 1942 roku przeszedł do Coastal Command i polował na okręty podwodne. W tej roli wykonał 2451 lotów. 2 kwietnia 1945 roku jeden z jego Wellingtonów zatopił bombami głębinowymi U-321. Dywizjon 305 od grudnia 1943 roku latał na szybkich Mosquito w 2. Taktycznych Siłach Powietrznych, wspierających inwazję na kontynent. Latem 1944 roku polscy myśliwcy wzięli też udział w obronie przed niemieckimi pociskami V-1. Bohdan Arct, pilot i późniejszy autor książek lotniczych, podawał, że dywizjony 306, 315 i 316 zestrzeliły 190 latających bomb.

Bilans liczb

Jak duże było polskie lotnictwo pod koniec wojny, zależy od tego, kogo się liczy. Część opracowań podaje około 19 400 Polaków służących w Polskich Siłach Powietrznych i RAF, ambasada RP w Londynie pisze o ponad 18 tysiącach lotników i lotniczek, a imienna lista personelu PSP, znana jako Lista Krzystka, obejmuje ponad 17 tysięcy osób. Personel latający liczył 6158 osób.

Rodzaj działań (1940–1945)Liczba lotów bojowych
Myśliwskie73 524
Bombowe11 706
Transportowe18 788
Specjalne (zrzuty)1335

W tym samym zestawieniu polskim lotnikom przypisano 769 5/12 zniszczonych samolotów nieprzyjaciela, 177 prawdopodobnie zniszczonych i 252 1/6 uszkodzonych. To liczby zaliczone w czasie wojny, nie wynik powojennej weryfikacji z dokumentami niemieckimi. Ułamki biorą się stąd, że zestrzelenie wspólne dzielono między wszystkich uczestników.

Cena była wysoka. Lista Krzystka podaje 1879 poległych i zmarłych w latach 1940–1945, co odpowiada 31 procentom personelu latającego. Inne źródła liczą inaczej, bo obejmują inny okres albo także zmarłych poza lotnictwem: londyńska gmina Hillingdon pisze o około 2408 poległych, a na pomniku w Warszawie wyryto 2118 nazwisk. Różnice nie wynikają z niedbałości, tylko z odmiennych kryteriów, dlatego warto zawsze sprawdzić, co dokładnie dana liczba obejmuje.

Gorzki koniec wojny

Dla polskich lotników wojna nie skończyła się zwycięstwem w tym sensie, w jakim skończyła się dla Brytyjczyków. Między 4 a 11 lutego 1945 roku na konferencji w Jałcie Wielka Trójka zdecydowała, że wschodnia granica Polski pobiegnie wzdłuż linii Curzona, a w kraju powstanie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, zbudowany na bazie rządu ustanowionego przez Stalina. Rząd RP na uchodźstwie oświadczył, że decyzje te „nie mogą być uznane przez Rząd Polski i nie mogą obowiązywać Narodu Polskiego”. 5 lipca 1945 roku, uznając Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone cofnęły uznanie rządowi w Londynie. Lotnicy, którzy przez pięć lat walczyli u boku RAF, stali się nagle żołnierzami rządu, którego sojusznicy już nie uznawali.

Defilada bez Polaków

8 czerwca 1946 roku ulicami Londynu przeszła wielka Defilada Zwycięstwa. Maszerowali w niej żołnierze niemal wszystkich sojuszników, w tym Czesi, Belgowie, Brazylijczycy, Meksykanie i weterani z Fidżi. Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, które walczyły pod brytyjskim dowództwem, w kolumnie zabrakło.

Przebieg wydarzeń da się odtworzyć z protokołów Izby Gmin. 21 maja 1946 roku poseł Teeling zapytał, ilu polskich lotników z Bitwy o Anglię weźmie udział w defiladzie. W imieniu ministra spraw zagranicznych odpowiedział mu McNeil, że w kontyngencie RAF przewidziano „reprezentacyjną grupę 25 polskich lotników (w tym jednego oficera)”, którzy walczyli w Bitwie o Anglię. Pozostałe polskie siły w Wielkiej Brytanii nie miały mieć osobnej reprezentacji, bo nie były częścią brytyjskich sił zbrojnych. Zaproszenie dla Polski wysłano natomiast do rządu w Warszawie: miał przysłać trzech wysokich oficerów, trzech adiutantów, poczet sztandarowy i oddział 24 żołnierzy. 3 czerwca McNeil potwierdził w Izbie, że rząd warszawski zaproszenie przyjął.

Ostatecznie nikt z Polaków nie przemaszerował. Lotnicy odmówili udziału na znak solidarności z kolegami z wojsk lądowych i marynarki, których pominięto. Według książek Lynne Olson i Stanleya Clouda oraz Normana Daviesa, minister Ernest Bevin wysłał w ostatniej chwili zaproszenia także do gen. Stanisława Kopańskiego i szefów lotnictwa oraz marynarki, ale je odrzucono. Warszawa również nie przysłała delegacji. W polskich opracowaniach popularnych często pojawia się uproszczona wersja, że zaproszono „tylko Dywizjon 303”. Dokumenty parlamentu mówią o 25 lotnikach z Bitwy o Anglię, bez wskazywania jednego dywizjonu.

Sprawa wracała przez dziesięciolecia. W 2003 roku premier Tony Blair przeprosił polskich weteranów za postawę brytyjskiego rządu z 1946 roku, a dwa lata później Polacy po raz pierwszy wzięli udział w londyńskiej paradzie zwycięstwa.

Demobilizacja i Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia

Wiosną 1946 roku rząd brytyjski postanowił zdemobilizować Polskie Siły Zbrojne. 20 marca minister spraw zagranicznych Ernest Bevin wyraził w Izbie Gmin nadzieję, że jak najwięcej polskich żołnierzy wróci do kraju. Dla tych, którzy nie chcieli wracać, rząd brytyjski powołał Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia (Polish Resettlement Corps). Bevin ogłosił jego utworzenie 22 maja 1946 roku, nabór ruszył we wrześniu, a korpus rozwiązano w 1949 roku. Do korpusu mogło wstąpić około 12 tysięcy żołnierzy lotnictwa i tysiąc kobiet z lotniczej służby pomocniczej. Wstępujący podpisywali zobowiązanie na dwa lata, w czasie których mieli przygotować się do cywilnego życia. 27 marca 1947 roku król podpisał Polish Resettlement Act, pierwszą w historii Wielkiej Brytanii ustawę o masowej imigracji, która pozwoliła Polakom zostać na Wyspach.

Nie wszyscy Brytyjczycy byli im życzliwi. Adam Zamoyski w książce „Orły nad Europą” przytacza sondaż Gallupa z czerwca 1946 roku: decyzję rządu, by polscy żołnierze, którzy nie chcą wracać, mogli zostać w kraju, poparło tylko 30 procent pytanych, a 56 procent było jej przeciwnych.

Ci, którzy wrócili

Według Listy Krzystka do kraju wróciło mniej niż 3 tysiące lotników i mechaników. Wielu z nich zaczęło ponownie pracować w lotnictwie, ale od 1948 roku przyszły aresztowania.

Najgłośniejszą ofiarą był Stanisław Skalski, najskuteczniejszy polski pilot myśliwski tej wojny. Wypłynął z Edynburga 4 czerwca 1947 roku i po czterech dniach był w Gdańsku. Rok później, 4 czerwca 1948 roku, aresztowano go w Warszawie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Wielkiej Brytanii. Śledztwo trwało prawie dwa lata, a Skalski był w nim torturowany. 7 kwietnia 1950 roku sąd wojskowy skazał go na śmierć. Najwyższy Sąd Wojskowy zatwierdził wyrok, ale 24 stycznia 1951 roku Bolesław Bierut zamienił go na dożywocie. Skalski wyszedł z więzienia 20 kwietnia 1956 roku i został zrehabilitowany.

Inni nie mieli tyle szczęścia. Władysław Śliwiński z Dywizjonu 303, autor 200. zestrzelenia dywizjonu, został skazany w pokazowym procesie i według IPN stracony 15 lutego 1951 roku. Ppłk Szczepan Ścibior, wojenny dowódca eskadry, a potem dowódca Dywizjonu 305, wrócił do kraju w marcu 1946 roku i został komendantem szkoły lotniczej w Dęblinie. Aresztowany w 1951 roku, został skazany na śmierć i stracony 7 sierpnia 1952 roku w więzieniu mokotowskim. W 1956 roku sąd uznał go za niewinnego, a w 2019 roku pośmiertnie awansowano go na generała brygady. Dopiero po odwilży 1956 roku, gdy Wojskami Lotniczymi dowodził gen. Jan Frey-Bielecki, część weteranów z Zachodu przyjęto z powrotem do lotnictwa wojskowego.

Ci, którzy zostali i wyjechali dalej

Większość lotników nie wróciła. Według Listy Krzystka około 2800 wyemigrowało z Wielkiej Brytanii dalej, a około 500, głównie z personelu latającego, wstąpiło do RAF. Wyjeżdżali między innymi do Kanady, Stanów Zjednoczonych i Republiki Południowej Afryki. Reszta w większości została na Wyspach.

Losy były bardzo różne. Witold Urbanowicz zamieszkał w Nowym Jorku i pracował w amerykańskich liniach lotniczych i przemyśle lotniczym. Franciszek Kornicki w 1951 roku wstąpił do RAF i służył w nim jeszcze 20 lat. Aleksander Maisner doszedł w RAF do stopnia air vice marshala. Janusz Żurakowski został pilotem doświadczalnym, najpierw w brytyjskiej firmie Gloster, a od 1952 roku w Avro Canada. Wielu innych musiało się pożegnać z lataniem i szukać pracy w cywilnych zawodach.

Pamięć

Książka, która przeleciała nad okupowaną Polską

Najważniejszym nośnikiem legendy okazała się książka. Arkady Fiedler, pisarz podróżnik, który wybuch wojny zastał na Tahiti, dotarł do Anglii po upadku Francji i spędzał czas z pilotami i mechanikami w Northolt. Zaczął ją pisać w 1940 roku, „na żywo”, w trakcie bitwy. Polskie wydanie „Dywizjonu 303” ukazało się w Londynie w 1942 roku, a angielskie w sierpniu tego samego roku nakładem wydawnictwa Peter Davies. Ponieważ trwała wojna, Fiedler nadał lotnikom pseudonimy, by chronić ich rodziny w kraju przed represjami. Prawdziwe nazwiska podano dopiero w nowym angielskim wydaniu z 2010 roku.

W 1943 roku konspiracyjne wydanie zrzucono na spadochronach do okupowanej Polski, a podziemie powielało je i przekazywało z rąk do rąk. Źródła różnią się w tym, ile dokładnie podziemnych wydań powstało. „Dywizjon 303” stał się najpopularniejszą książką Fiedlera, sprzedaną w ponad półtora miliona egzemplarzy.

Dwa filmy w jednym roku

W 2018 roku do kin trafiły niemal jednocześnie dwa filmy fabularne o dywizjonie. Polski „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” w reżyserii Denisa Delicia, oparty na wątkach z książki Fiedlera, miał premierę 31 sierpnia 2018 roku. Witolda Urbanowicza zagrał Piotr Adamczyk, Jana Zumbacha Maciej Zakościelny, a w rolę Fiedlera wcielił się Krzysztof Rurka. Anglojęzyczny „Hurricane” Davida Blaira, wyświetlany też jako „Hurricane: 303 Squadron”, a w USA jako „Mission of Honor”, kosztował około 10 milionów dolarów. Zumbacha zagrał w nim Iwan Rheon, Johna Kenta Milo Gibson, a Urbanowicza Marcin Dorociński. Oba filmy są fabularyzowane i nie należy ich traktować jako wiernej kroniki wydarzeń.

Pomnik w Northolt

Najważniejszym miejscem pamięci polskich lotników w Wielkiej Brytanii jest Polish War Memorial w South Ruislip, na południowym skraju londyńskiej gminy Hillingdon, w pobliżu bazy RAF Northolt. Odsłonił go 2 listopada 1948 roku marszałek RAF Arthur Tedder, przemawiał marszałek Charles Portal, a obecny był prezydent RP na uchodźstwie August Zaleski. Projektował go polski rzeźbiarz Mieczysław Lubelski. Pierwotnie wyryto na nim 1243 nazwiska poległych lotników. Później ustalono około 659 kolejnych, a podczas rozbudowy w latach 1994–1996 dodano 23 lotników poległych w kampanii francuskiej 1940 roku. W 2020 roku pomnik otrzymał status zabytku Grade II*, a w 2015 roku za nim otwarto ogród pamięci. Co roku pod koniec sierpnia odbywa się tu uroczystość ku czci poległych polskich lotników.

Raport o wywiadzie

Polski wkład w wojnę to nie tylko lotnictwo. W 2000 roku, przy poparciu premierów obu krajów, powołano Anglo-Polską Komisję Historyczną, która badała archiwa brytyjskiego wywiadu. Jej raport „Intelligence Co-operation between Poland and Great Britain during World War II”, pod redakcją Tadeusza Dubickiego, Darii Nałęcz i Tessy Stirling, ukazał się w 2005 roku i liczy 586 stron. Recenzent czasopisma Australian War Memorial zwrócił uwagę na ważną rzecz: w brytyjskich archiwach zachowało się bardzo niewiele oryginalnych polskich meldunków o broni V, więc część dawnych twierdzeń trudno dziś udokumentować. O złamaniu Enigmy przez polskich matematyków opowiadamy w osobnym poradniku.

Pomniki w Londynie, Warszawie i Dęblinie

18 września 2005 roku, w 65. rocznicę bitwy, książę Karol i księżna Kornwalii odsłonili na Victoria Embankment nad Tamizą Battle of Britain Monument autorstwa Paula Daya. Na brązowych tablicach wypisano nazwiska 2937 lotników z czternastu krajów, w tym Polaków.

W Warszawie, na Polu Mokotowskim, gdzie przed wojną działało lotnisko, 27 sierpnia 2003 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski odsłonił Pomnik Lotników Polskich Poległych w latach 1939–1945. Inicjatorem było Stowarzyszenie Lotników Polskich w Wielkiej Brytanii. Na granitowej ścianie wyryto 2118 nazwisk, a stalowa rzeźba przedstawia trzy splecione smugi kondensacyjne, jak w walce kołowej myśliwców. Jednym z projektantów był Tadeusz Dziewulski, wojenny pilot Dywizjonu 315.

Okrągłe rocznice ożywiają pamięć. 16 lipca 2025 roku Senat RP przyjął uchwałę w 100-lecie Szkoły Orląt i 85. rocznicę bitwy o Anglię. Przypomniano w niej, że ponad stu wychowanków Dęblina walczyło w bitwie, a 29 z nich zostało w czasie wojny asami. W maju 2025 roku Aeroklub Warszawski zorganizował rajd lotniczy z Polski do Wielkiej Brytanii, zakończony 29 maja symbolicznym lądowaniem w Northolt i uroczystością pod pomnikiem. W Westminster Abbey odprawiono 21 września 2025 roku nabożeństwo dziękczynne w 85. rocznicę bitwy. W Mississauga w Kanadzie 28 listopada 2021 roku odsłonięto z kolei pomnik „Spirala Zwycięstwa”, pierwszy w tym kraju poświęcony polskim lotnikom, personelowi naziemnemu i lotniczkom.

Muzeum RAF i „pilot ludu”

W 2017 roku Muzeum RAF wspólnie z „The Daily Telegraph” zorganizowało głosowanie na „The People’s Spitfire Pilot”, czyli pilota Spitfire’a wybranego przez publiczność. Wygrał zdecydowanie Franciszek Kornicki, dowódca Dywizjonu 308, który dostał 325 tysięcy głosów, a drugi był legendarny Brytyjczyk Douglas Bader. Kornicki zmarł w listopadzie 2017 roku, w wieku stu lat. 29 czerwca 2018 roku ambasador RP Arkady Rzegocki odsłonił w Muzeum RAF w Londynie jego naturalnej wielkości sylwetkę, stojącą pod Spitfire’em Mk Vb na wystawie o pierwszych stu latach RAF.

Jak pamiętają ich Brytyjczycy

Najczęściej cytowane brytyjskie słowa o Polakach przypisuje się marszałkowi Hugh Dowdingowi, dowódcy Fighter Command w 1940 roku: „Gdyby nie wspaniały materiał wniesiony przez polskie dywizjony i ich niezrównane męstwo, zawahałbym się stwierdzić, że wynik bitwy byłby taki sam”. Przytaczają je Muzeum RAF i fundacja RAF Benevolent Fund. Warto jednak wiedzieć, że żadna z tych instytucji nie wskazuje dokumentu, w którym Dowding to napisał. Muzeum RAF przypomina też, że ten sam Dowding początkowo nie chciał wpuszczać Polaków do jednostek bojowych, a potem przyznał, że się mylił. Z kolei słynne zdanie Churchilla z 20 sierpnia 1940 roku, że nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym, dotyczyło lotników RAF i ich sojuszników walczących w Bitwie o Anglię, a nie konkretnie Polaków. Dobrze o tym pamiętać, bo bywa przypisywane wyłącznie im.

Ciekawostki

  • 15 maja 1941 roku ppor. Jerzy Jankiewicz i sierż. Wacław Giermer z Dywizjonu 303 zestrzelili pod Saint-Omer transportowego Junkersa Ju 52. Na pokładzie leciał gen. Ulrich Grauert, dowódca 1. Korpusu Lotniczego Luftwaffe, najwyższy rangą niemiecki oficer zabity przez Polaków w czasie wojny.
  • Oficerem wywiadu w Dywizjonie 300 był w 1941 roku Michael Bentine, późniejszy współtwórca słynnej brytyjskiej audycji komediowej „The Goon Show”.
  • Janusz Żurakowski, były dowódca Dywizjonu 316, wymyślił pierwszą od 20 lat nową figurę akrobacyjną. Na Zachodzie znano ją jako „zurabatic cartwheel”. 18 grudnia 1952 roku na myśliwcu CF-100 jako pierwszy pilot w Kanadzie przekroczył barierę dźwięku.
  • W 1948 roku do nowo powstałego Pakistanu przyjechała z Władysławem Turowiczem grupa około 30 polskich oficerów lotnictwa i techników. Turowicz w 1960 roku został zastępcą szefa sztabu pakistańskich sił powietrznych do spraw szkolenia, a służbę zakończył w stopniu air commodore, odpowiadającym generałowi.
  • Jan Zumbach, jeden z najsłynniejszych pilotów Dywizjonu 303, został po wojnie najemnikiem. W 1962 roku organizował i dowodził lotnictwem zbuntowanej Katangi, a od 1967 roku pod pseudonimem „John Brown” tworzył lotnictwo Biafry i latał tam na starym bombowcu B-26 Invader.
  • Józef Jeka, dowódca Dywizjonu 306 w latach 1945–1946, pracował potem dla CIA. Miał zostać zrzucony w Polsce, by porwać myśliwiec MiG-15, ale plan zarzucono, gdy 5 marca 1953 roku MiG-iem uciekł na Bornholm Franciszek Jarecki. Jeka zginął 13 kwietnia 1958 roku w Indonezji, gdy przy starcie jego B-26 zgasł jeden silnik, a drugi się zapalił.
  • Pierwszy dowódca Dywizjonu 303 Zdzisław Krasnodębski w Republice Południowej Afryki przez krótki czas pracował jako taksówkarz. Zmarł w 1980 roku w Toronto, a 14 maja 2014 roku jego prochy i prochy żony Wandy pochowano na Powązkach Wojskowych.
  • Ostatni polski uczestnik Bitwy o Anglię, Tadeusz Sawicz, według dziennika „The Times”, zmarł 19 października 2011 roku w Toronto, w wieku 97 lat.
  • Włodzimierz Miksa, wojenny dowódca Dywizjonu 317, ożenił się w 1945 roku z Angelą Pilkington, córką prezesa koncernu szklarskiego Pilkington Brothers. Nie został w RAF, tylko założył firmę produkującą tkaniny powlekane PCV, w której pracowali głównie polscy emigranci.
  • Wacław Król, as myśliwski, a potem autor popularnych książek o polskich lotnikach, po powrocie do kraju w 1949 roku z przyczyn politycznych stracił pracę w PLL LOT, a potem pracował m.in. jako magazynier. Do lotnictwa wojskowego wrócił dopiero w 1957 roku.
  • W 1943 roku polska eskadra specjalna wykonała 27 lotów do Polski i 108 do innych krajów okupowanej Europy, zrzucając broń, sprzęt i skoczków.
  • Witold Łokuciewski wrócił do kraju w 1947 roku. Bezpieka podejrzewała go o szpiegostwo i usunięto go z lotnictwa, a po odwilży wrócił do służby i w latach 1969–1971 był attaché wojskowym PRL w Londynie.
  • Wojciech Kołaczkowski, dawny dowódca 2 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego, zaczynał w Anglii od handlu używanymi samochodami. Po wyjeździe do USA w 1948 roku pracował w Nowym Jorku jako przedstawiciel handlowy m.in. Austina i Jaguara.

Oficjalne źródła

Czy ten poradnik był pomocny?

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!


Dodaj komentarz

Zaloguj się aby uniknąć weryfikacji emaila przy każdym komentarzu, lub komentuj jako gość:

Komentarz może być moderowany przed publikacją.