Przez prawie pół wieku miliony Polaków wieczorami kręciły gałką radioodbiornika, szukając między szumem i wyciem zagłuszarek znanego sygnału i słów „Mówi Radio Wolna Europa”. Rozgłośnia Polska w Monachium mówiła o tym, o czym milczały gazety i telewizja w PRL: o kulisach władzy, o strajkach i protestach w kraju, o tym, co działo się na świecie. Dla jednych była jedynym źródłem prawdy, dla władz PRL wrogiem numer jeden, z którym walczono propagandą, agentami i siecią nadajników zagłuszających.
W tym poradniku opowiadamy, jak i po co powstało Radio Wolna Europa, kto je finansował, jak działała Rozgłośnia Polska pod kierunkiem Jana Nowaka-Jeziorańskiego i które audycje zmieniły bieg wydarzeń. Wyjaśniamy, jak i na czym słuchano Wolnej Europy, jak działało zagłuszanie i ile kosztowało, czy za słuchanie groziła kara i co jeszcze robiły władze, by uciszyć radio. Na koniec piszemy o losach rozgłośni po 1989 roku i o Radiu Wolna Europa dziś. Tam, gdzie źródła się różnią albo czegoś nie udało się potwierdzić, piszemy o tym wprost.
- Radio Wolna Europa powstało z inicjatywy amerykańskiego Komitetu Wolnej Europy, założonego w 1949 roku. Do początku lat 70. potajemnie finansowała je CIA, później jawnie Kongres USA.
- Rozgłośnia Polska nadała pierwszą audycję z Monachium 3 maja 1952 roku. Do końca 1975 roku kierował nią Jan Nowak-Jeziorański.
- Słuchalność Wolnej Europy w Polsce szacowano bardzo różnie, zależnie od metody i źródła, a w czasach kryzysów rosła.
- Władze PRL zagłuszały rozgłośnię. Z terytorium Polski nie zagłuszano jej od 1956 do 1971 roku, choć programy dla Polski zagłuszały w tym czasie inne kraje bloku. Zagłuszanie RWE w Polsce zakończyło się w 1988 roku.
- Służba Bezpieczeństwa umieszczała w rozgłośni swoich agentów, a w 1981 roku siedzibę radia w Monachium uszkodził wybuch bomby.
- Według IPN Rozgłośnia Polska zakończyła nadawanie z Monachium w 1994 roku (inne źródła podają późniejsze daty), a Radio Wolna Europa działa do dziś w innych językach, z siedzibą w Pradze.
Jak i po co powstało Radio Wolna Europa
Historia Radia Wolna Europa zaczyna się nie w Monachium, tylko w Nowym Jorku. 1 czerwca 1949 roku powstał tam National Committee for a Free Europe, czyli Narodowy Komitet na rzecz Wolnej Europy. Według Hoover Institution, która przechowuje dziś archiwum rozgłośni, pomysł wyszedł z Departamentu Stanu: George Kennan poprosił byłego ambasadora Josepha C. Grew, by zebrał grono znanych obywateli gotowych firmować organizację antykomunistyczną. Za założycieli uważa się Allena Dullesa, późniejszego szefa CIA, oraz dyplomatę DeWitta Clintona Poole’a. W gronie członków znaleźli się m.in. generał Dwight Eisenhower, generał Lucius D. Clay, wydawca Henry Luce, reżyser Cecil B. DeMille i DeWitt Wallace.
Oficjalnie była to prywatna inicjatywa obywatelska. W praktyce, jak pisze Rafał Opulski z IPN, komitet był nadzorowany przez Departament Stanu USA i CIA. Pomysł był prosty: w Ameryce i Europie Zachodniej żyły tysiące uchodźców z krajów, w których władzę przejęli komuniści – polityków, dziennikarzy, pisarzy, ludzi radia. Jan Nowak-Jeziorański wspominał, że jednym z celów było danie „wybitnym emigrantom pola działania i zapewnienie im pracy odpowiadającej ich aspiracjom”. Głównym narzędziem komitetu miało być radio, które w językach narodów za żelazną kurtyną będzie mówić to, czego nie mogła powiedzieć ocenzurowana prasa i państwowa rozgłośnia.
Pieniądze z CIA – fakt udokumentowany
Przez pierwsze dwie dekady Radio Wolna Europa było finansowane przez Kongres Stanów Zjednoczonych za pośrednictwem CIA, choć publicznie przedstawiało się jako korporacja prywatna. Nadzór nad nim sprawował m.in. Frank Wisner, szef Biura Koordynacji Polityki (Office of Policy Coordination) w CIA. Nie jest to teoria spiskowa, tylko fakt opisany w odtajnionych dokumentach i w pracach historyków, przede wszystkim A. Rossa Johnsona, autora książki „Radio Free Europe and Radio Liberty: The CIA Years and Beyond”. Prof. Jakub Tyszkiewicz w rozmowie z PAP podkreślał, że rozgłośnia była narzędziem polityki USA w zimnej wojnie, a „sekcja polska była pod stałą kontrolą rządu amerykańskiego”.
Tajemnica zaczęła pękać w 1967 roku. Marcowy numer magazynu „Ramparts” ujawnił, że CIA finansowała organizacje cywilne. Rozgłośni w nim nie wymieniono, ale tekst uruchomił dziennikarskie śledztwa i to cykl artykułów „New York Timesa”, a potem dokument telewizji CBS ujawniły powiązania RWE z CIA. W 1971 roku senator Clifford Case zgłosił projekt ustawy, który miał przenieść finansowanie radia z tajnego budżetu CIA do jawnych środków. Krytykiem rozgłośni był wpływowy senator J. William Fulbright, ale ostatecznie Senat stosunkiem głosów 76 do 10 przyjął ustawę o Radzie Nadawców Międzynarodowych (Board for International Broadcasting), która stała się prawem 19 października 1973 roku. Od tej pory pieniądze szły jawnie, z budżetu uchwalanego przez Kongres, a rada rozdzielała je kierownictwu stacji. Kiedy dokładnie skończyło się finansowanie przez CIA, źródła podają różnie: sama rozgłośnia na swojej stronie historycznej i historyk A. Ross Johnson piszą o 1971 roku, a Hoover Institution o 1972 roku. Może to wynikać z tego, czy liczy się decyzję polityczną, czy ostatni rok budżetowy, ale tego nie udało się nam rozstrzygnąć.
„Krucjata o Wolność” i dzwon dla Berlina
Żeby przykryć prawdziwe źródło pieniędzy i zbudować poparcie dla rozgłośni w samej Ameryce, w 1950 roku ruszyła kampania Crusade for Freedom – „Krucjata o Wolność”. Zainaugurował ją generał Eisenhower przemówieniem radiowym w Święto Pracy, 4 września 1950 roku. Zapowiedział w nim, że trzeba „walczyć z wielkim kłamstwem za pomocą wielkiej prawdy”. Przewodniczącym został generał Lucius D. Clay, bohater berlińskiego mostu powietrznego, a od 1952 roku Henry Ford II. Amerykanów zachęcano do drobnych datków nazywanych „dolarami prawdy”. Jednym z głównych rzeczników kampanii był aktor Ronald Reagan, który w 1951 roku wystąpił w filmie propagandowym „The Big Truth”.
Symbolem krucjaty stał się Dzwon Wolności. Zaprojektował go Walter Dorwin Teague, odlała brytyjska ludwisarnia Gillett and Johnston, a ważył około 10 ton. Nosi angielski napis wzorowany na słowach Lincolna, który w przekładzie brzmi: „Aby ten świat, pod Bogiem, narodził się na nowo w wolności”. Dzwon objechał Stany Zjednoczone na ciężarówce, a ponad 16 milionów Amerykanów złożyło podpisy na „Zwojach Wolności”, które przechowuje się razem z nim. 24 października 1950 roku generał Clay uroczyście przekazał go Berlinowi Zachodniemu, a według dostępnych opracowań na uroczystość przyszło ponad 400 tysięcy berlińczyków. Dzwon do dziś wisi w wieży ratusza Schöneberg. Pieniądze z krucjaty nigdy jednak nie utrzymywały radia: w pierwszym roku zebrano około 1,3 miliona dolarów, a w latach pięćdziesiątych, według późniejszych szacunków, od 2,25 do 3,3 miliona rocznie, co stanowiło tylko niewielką część wydatków komitetu. Co ciekawe, według opracowań historii kampanii CIA wydała na samą krucjatę około 5 milionów dolarów w ciągu pięciu lat.
Pierwsze audycje i polski „Głos Wolnej Polski”
W styczniu 1950 roku komitet zdobył bazę nadawczą w Lampertheim w Niemczech Zachodnich. 4 lipca 1950 roku, w amerykańskie Święto Niepodległości, nadano z niej pierwszą audycję – do Czechosłowacji. Ten nadajnik krótkofalowy nazywano „Barbara”, a przez pierwsze pół roku pracował zupełnie sam. Według oficjalnej historii rozgłośni od początku kierowała ona programy do Bułgarii, Czechosłowacji, Polski, Rumunii i na Węgry.
Polskie audycje zaczęły się od skromnego programu „Głos Wolnej Polski”, przygotowywanego w Nowym Jorku. Trwał najpierw pół godziny, później godzinę. Nagrania wysyłano pocztą lotniczą do Niemiec i nadawano z anteny pod Frankfurtem. Zespołem kierował najpierw były dyplomata Lesław Bodeński, a potem zastąpił go przedwojenny publicysta Stanisław Strzetelski, redaktor „Wieczoru Warszawskiego”. Data pierwszej audycji nie jest pewna: dzieje.pl podaje 4 sierpnia 1950 roku, a tekst w portalu IPN Przystanek Historia mówi ogólnie o wiośnie 1950 roku.
Prawdziwy początek Rozgłośni Polskiej to 3 maja 1952 roku. O godzinie 11.00, po pierwszych taktach melodii, którą dzieje.pl nazywa „Majowym Mazurkiem”, spiker powiedział: „Mówi Radio Wolna Europa, Głos Wolnej Polski”. Przemawiali Harold Miller, przewodniczący komitetu, i nowy dyrektor Jan Nowak-Jeziorański. „Wiedzcie, że żadna kurtyna fałszu i kłamstw nie zdoła nam nigdy przesłonić waszego oblicza – prawdziwego oblicza Polski” – mówił Nowak. Słuchaczy witał Zbigniew Błażyński. Według Rafała Opulskiego z IPN w tej pierwszej audycji Nowak powiedział też: „Polska żyje, Polska walczy, Polska zwycięży!”. Nazwę „Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa” przyjęto dopiero w marcu 1958 roku. Według IPN miało to podkreślić informacyjny charakter stacji i odsunąć zarzuty, że radio przemawia w imieniu emigracji czy jakiejkolwiek grupy politycznej.
Monachium, Portugalia i nadajniki
Centrala mieściła się w Monachium, przy Oettingenstraße 67, na skraju parku Englischer Garten. 1 maja 1951 roku RWE nadało pierwszą audycję z niedokończonego jeszcze kompleksu studiów, a w hotelu Bayerischer Hof odbyła się uroczystość inauguracji nowego nadajnika. Dziś w budynku mieszczą się instytuty Uniwersytetu Ludwika i Maksymiliana.
Najważniejsze były jednak nadajniki. Tego samego 1 maja 1951 roku ruszył nadajnik średniofalowy w Holzkirchen pod Monachium, na dawnym lotnisku Luftwaffe. Nazywany „Carola”, miał moc 135 tysięcy watów i nadawał do Czechosłowacji, a później przekazywał programy do Portugalii. Krótkofalowe nadajniki w Biblis w Hesji przejęły rolę „Barbary”. Najbardziej zaskakującym ogniwem była Portugalia. Rząd Antónia Salazara zgodził się w 1951 roku na budowę ośrodka w miejscowości Glória do Ribatejo, ale postawił warunek, że z portugalskiej ziemi nie będzie wychodził żaden własny program. Formalnie nadawała więc niezależna portugalska spółka RARET. „Barbara” przyjechała tam z Lampertheim i 4 lipca 1951 roku znów była na antenie. Sygnał z Glórii docierał do celu falą odbitą od jonosfery, co według samej rozgłośni utrudniało sowieckie zagłuszanie. W 1954 roku w Glórii pracowało już dwanaście nadajników, a w 1971 roku osiemnaście. Ośrodek nadawał do 1996 roku. Od 1959 roku działała też stacja w Pals w Hiszpanii.
Radio Swoboda i połączenie w RFE/RL
Do Związku Sowieckiego nadawało osobne radio. Amerykański Komitet Wyzwolenia Narodów Rosji uruchomił je 1 marca 1953 roku, także z Lampertheim, pod nazwą Radio Wyzwolenie od Bolszewizmu. W 1956 roku skrócono ją do Radio Wyzwolenie, a potem przemianowano na Radio Liberty, po polsku Radio Swoboda. Pod koniec 1954 roku nadawało ono w 17 językach. Obie stacje połączono w 1976 roku w Radio Free Europe/Radio Liberty, czyli Radio Wolna Europa/Radio Swoboda. W 1982 roku Rada Nadawców Międzynarodowych przejęła pełną kontrolę nad połączoną korporacją. W 1995 roku centrala przeniosła się z Monachium do Pragi, do dawnego budynku czechosłowackiego parlamentu, który zaproponował prezydent Václav Havel.
Rozgłośnia Polska w Monachium
Jan Nowak-Jeziorański, właściwie Zdzisław Antoni Jeziorański, był w 1952 roku człowiekiem z legendą: kurierem Armii Krajowej, emisariuszem Naczelnego Wodza, uczestnikiem Powstania Warszawskiego. W grudniu 1951 roku, po konsultacjach z przedstawicielami emigracyjnej Rady Narodowej RP, powierzono mu budowę polskiej sekcji w Monachium. Przez kilka miesięcy kompletował zespół, w dużej mierze z przedwojennych ludzi Polskiego Radia i korespondentów Polskiej Agencji Telegraficznej. Kierował rozgłośnią bez przerwy do 31 grudnia 1975 roku. Często spotyka się zapis „1952–1976”, bo jego następca formalnie objął stanowisko w 1976 roku. Swoje monachijskie lata opisał w dwóch tomach wspomnień: „Wojna w eterze” (1985) i „Polska z oddali” (1988). Po odejściu z radia zamieszkał w Waszyngtonie, w latach 1977–1989 doradzał Departamentowi Stanu w sprawach Europy Wschodniej, a w latach 1979–1996 był dyrektorem krajowym Kongresu Polonii Amerykańskiej.
Kolejni dyrektorzy
Po Nowaku rozgłośnią kierowali:
- Zygmunt Michałowski (1976–1982) – za jego czasów rozgłośnia odczytała w odcinkach cały trzytomowy „Archipelag GUŁag” Aleksandra Sołżenicyna. W liście do pisarza Michałowski tłumaczył, że chciał pokazać Polakom „wspólnotę cierpienia”.
- Zdzisław Najder (1982–1987) – literaturoznawca i inicjator Polskiego Porozumienia Niepodległościowego. Stan wojenny zastał go w Oksfordzie i postanowił nie wracać do kraju. 28 maja 1983 roku Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał go zaocznie na karę śmierci za rzekome szpiegostwo na rzecz USA. Historyk IPN Witold Wasilewski uważa, że prawdziwym powodem była działalność opozycyjna, a zwłaszcza objęcie kierownictwa rozgłośni. Wyrok uchylono w 1989 roku. Uczciwość wymaga dodać, że IPN opisuje też jego wcześniejszy epizod: w 1958 roku podjął współpracę z SB pod pseudonimem „Zapalniczka”, ale zerwał ją na początku lat sześćdziesiątych (w innych opracowaniach pojawiają się lata 1958–1963). Sam Najder twierdził, że rozmowy z SB miały ją wprowadzić w błąd.
- Marek Łatyński (1987–1989).
- Piotr Mroczyk (1989–1994).
Głosy i audycje
Słuchacze znali ramówkę na pamięć. Najważniejszy był serwis informacyjno-publicystyczny „Fakty, wydarzenia, opinie” oraz „Panorama dnia”, nadawana od 1959 roku, i „Panorama tygodnia”. Była „Droga przez wieś” dla rolników, „Przegląd prasy zachodniej”, audycje religijne z ks. Tadeuszem Kirschke, cykl Tadeusza Żenczykowskiego „Z dziejów PRL”, „Współczesna historia Polski” i „U naszych sąsiadów”. Andrzej Chomiński czytał na antenie książki zakazane w kraju w audycji „Na czerwonym indeksie”.
Tadeusz Nowakowski, pisarz, był redaktorem rozgłośni od 1952 roku, a do Monachium przeniósł się w 1953 roku. Pod pseudonimem Tadeusz Olsztyński prowadził „Panoramę dnia” i cotygodniowe gawędy „Przy kawiarnianym stoliku”. Jako reporter rozgłośni relacjonował pielgrzymki Jana Pawła II i doczekał się przydomka „reporter papieża”. Wiktor Trościanko, w rozgłośni od 1952 roku, prowadził audycję „Odwrotna strona medalu”, w której rozbierał na części komunistyczną propagandę. Marian Hemar, mieszkający w Londynie, prowadził na antenie Rozgłośni Polskiej jednoosobowy „Teatr Hemara”, cotygodniowy kabaret radiowy z satyrycznymi komentarzami wierszem.
W latach osiemdziesiątych, od 1984 roku, w rozgłośni pracował Jacek Kaczmarski. Prowadził własny „Kwadrans Jacka Kaczmarskiego” i pisał komentarze do „Faktów, wydarzeń, opinii”. Został w Monachium do zamknięcia rozgłośni. Na liście pracowników i współpracowników są też m.in. Zbigniew Błażyński, Maria Badowicz, Tadeusz Chciuk-Celt i Bronisław Wildstein, a wśród autorów spoza etatu Stanisław Barańczak, Gustaw Herling-Grudziński, Leopold Tyrmand i Józef Wittlin.
Skąd brały się wiadomości
Rozgłośnia miała, w różnych latach, własnych korespondentów w Bonn, Hamburgu, Berlinie, Rzymie, Sztokholmie, Paryżu, Wiedniu, Waszyngtonie i Nowym Jorku. Drugim filarem był nasłuch. Rozgłośnia śledziła Polskie Radio, także rozgłośnie regionalne, i krajowe media. Z Berlina Zachodniego, gdzie działało podstudio RWE, dobrze było słychać Radio Szczecin. Paradoksalnie, jak zauważa historyk Paweł Szulc, to dzięki zachowanym audycjom RWE można dziś odtworzyć, co w grudniu 1970 roku mówiła szczecińska rozgłośnia, której własne archiwum zostało zdziesiątkowane.
Trzecim źródłem byli ludzie: uciekinierzy tacy jak Józef Światło, zagraniczni dziennikarze wracający z Polski, znajomi redaktorów, którzy coś usłyszeli lub zobaczyli. Polaków podróżujących po Zachodzie i uciekinierów wypytywał też amerykański dział badań, który próbował ustalić, ilu ludzi słucha radia. Czwartym źródłem była literatura niezależna. Po 1976 roku rozgłośnia nagłaśniała teksty niezależnej prasy. Siostrzane Radio Swoboda zbierało samizdat tak starannie, że w Monachium powstało osobne Archiwum Samizdatu. Przekazywanie informacji do Monachium było w PRL ryzykowne: jak pisze Paweł Szulc, aparat bezpieczeństwa ścigał nie tylko słuchaczy, ale i tych, którzy próbowali dostarczać rozgłośni wiadomości z kraju. W grudniu 1981 roku wiceprezes RWE William Buell mówił „Christian Science Monitor”, że rozgłośnia nie nadaje wiadomości, jeśli nie pochodzi ona z co najmniej dwóch niezależnych źródeł.
Linia programowa i jej krytycy
Nowak od początku zapowiadał, że rozgłośnia nie będzie wzywać do zbrojnego oporu, konspiracji ani powstania. Głównym zadaniem miała być obrona polskiej tożsamości przed sowietyzacją, a narzędziem prawda. Hoover Institution nazywa linię, której RWE trzymało się w 1956 roku, „liberalizacją zamiast wyzwolenia”. Taka powściągliwość nie wszystkim odpowiadała, także w samym Monachium. Wiktor Trościanko był przeciwnikiem linii politycznej i redakcyjnej Nowaka i Jadwigi Mieczkowskiej. Co o nim ustalili później historycy, opisujemy w części o wojnie PRL z Wolną Europą. Z drugiej strony władze PRL przedstawiały rozgłośnię jako agenturę CIA i narzędzie amerykańskiego imperializmu. Relacje z emigracyjnym rządem w Londynie opisujemy w przewodniku o rządzie na uchodźstwie.
Ilu ludzi, ile pieniędzy, ilu słuchaczy
Wiarygodnej liczby dla budżetu samej Rozgłośni Polskiej nie udało się nam znaleźć, a amerykańskie dokumenty podają zwykle koszty całej korporacji. Wiadomo, że w grudniu 1981 roku „Christian Science Monitor” szacował polski zespół RWE na około 70 osób, wobec 17 w polskiej sekcji Głosu Ameryki. Ten sam dziennik podawał, że budżet całej korporacji na bieżący rok budżetowy wynosił blisko 90 milionów dolarów.
Liczby słuchaczy to temat, w którym źródła różnią się najbardziej, i warto wiedzieć dlaczego. Rządowy Ośrodek Badania Opinii Publicznej pytał ludzi w kraju, którzy bali się przyznać do słuchania „wrogiej” stacji, a wyniki trafiały do partyjnego kierownictwa. Amerykański dział badań East European Audience and Opinion Research rozmawiał z Polakami podróżującymi po Zachodzie i uciekinierami, a takich wyników nie można było przenosić na całe społeczeństwo. Według zebranych przez Pawła Szulca danych OBOP podawał w 1969 roku 20 procent, a w 1973 roku 7,6 procent, podczas gdy badania amerykańskie dla tych samych lat mówiły o 59 i 57 procentach. Rozbieżności sięgały 50 punktów procentowych. Służba Bezpieczeństwa w połowie lat sześćdziesiątych szacowała, że zachodnich rozgłośni, głównie RWE, słucha około 30 procent Polaków. Szulc uważa ten wynik za przypuszczalnie najbliższy prawdzie, choć i on może być zawyżony. Prof. Andrzej Friszke, opierając się na opracowaniu Jolanty Hajdasz, mówił o nawet 20 procentach społeczeństwa w spokojnych czasach i 50 procentach posiadaczy odbiorników w chwilach napięcia, a wśród duchownych, dziennikarzy, literatów i adwokatów o 70–80 procentach. Wszystkie te liczby to szacunki, a żadnej nie można uznać za ostateczną. Więcej o badaniach słuchalności piszemy w części o tym, jak słuchano Wolnej Europy.
Audycje, które zmieniły historię
Światło: bezpieka od kuchni
5 grudnia 1953 roku w Berlinie oddał się w ręce Amerykanów podpułkownik Józef Światło, wicedyrektor osławionego X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który inwigilował samą partię. Znał akta, podsłuchy i kulisy aresztowań. Amerykanie ujawnili go dopiero na konferencji prasowej 28 września 1954 roku. Korespondent „New York Timesa” opisał go jako „niskiego, podobnego do sowy w swych grubych okularach”.
Pierwsze rozmowy z nim RWE nadało 28 i 29 września 1954 roku. Dotyczyły braci Hermana i Noela Fieldów, Amerykanów więzionych w Polsce i na Węgrzech. 20 października ruszył regularny cykl „Za kulisami bezpieki i partii”. W ciągu mniej więcej pół roku nadano, według PAP, 140 audycji. Słuchacze dowiadywali się, kto kogo podsłuchiwał, jak fabrykowano oskarżenia i jak żyli partyjni dygnitarze. Zbigniew Błażyński opracował na tej podstawie 40-stronicową broszurę o tym samym tytule. Od 12 lutego 1955 roku w akcji „Spotlight” wysyłano ją do Polski balonami – według PAP w ciągu pierwszych dwóch miesięcy było to 232 tysiące egzemplarzy.
Skutki były realne. Nowak-Jeziorański wspominał, że rewelacje Światły i ich skutki – reorganizacja i rozczłonkowanie bezpieki, czystka na jej szczytach i zwolnienie części więźniów politycznych – obaliły barierę strachu, a audycje stały się drugim, po śmierci Stalina i aresztowaniu Berii, wydarzeniem, które umożliwiło odwilż. Prof. Andrzej Paczkowski mówił PAP, że audycje miały zasadniczy wpływ na sytuację w Polsce: „Oznaczało to koniec represji stalinowskich, choć wciąż w więzieniach siedziało kilkanaście tysięcy osób”.
1956: tajny referat i dwa Październiki
W lutym 1956 roku Nikita Chruszczow wygłosił na XX Zjeździe KPZR tajny referat o zbrodniach Stalina. W Polsce tekst krążył szerzej niż gdziekolwiek indziej w bloku. Według Marka Kramera z Davis Center Uniwersytetu Harvarda nowy szef PZPR Edward Ochab rozpowszechniał go szerzej niż przywódcy innych krajów komunistycznych. W Warszawie oficjalnie wydrukowano około 3 tysięcy dodatkowych egzemplarzy, a z inicjatywy Stefana Staszewskiego krążyło jeszcze 15–20 tysięcy nieoficjalnych. Od połowy marca 1956 roku Polacy mogli słuchać w zachodnich rozgłośniach, także w RWE, coraz dokładniejszych streszczeń referatu. Kramer pisze, że szersze udostępnienie referatu miało m.in. osłabić wpływ tych audycji. Pełny tekst „New York Times” opublikował 5 czerwca 1956 roku.
W czerwcu 1956 roku RWE relacjonowało krwawo stłumiony protest w Poznaniu, a Nowak wzywał do powściągliwości i rozwagi. O tym, jak w Poznaniu i Bydgoszczy tłumy niszczyły wtedy zagłuszarki, piszemy w części o zagłuszaniu. W październiku rozgłośnia, zgodnie z opisaną wyżej linią, udzieliła ograniczonego wsparcia Władysławowi Gomułce.
Inaczej potoczyło się to na Węgrzech. Węgierska sekcja RWE jest do dziś oskarżana o to, że rozbudziła nadzieje powstańców na pomoc Zachodu. A. Ross Johnson, były dyrektor RWE i historyk, przeanalizował teksty audycji i dokumenty w archiwum Hoovera. Jego wnioski są wyważone. Zarzuty, że radio wywołało rewolucję, obiecywało zachodnią pomoc wojskową czy sprowokowało sowiecką interwencję, nie znajdują potwierdzenia. Prawdą okazało się natomiast, że audycje były nadmiernie emocjonalne, gwałtownie atakowały premiera Imre Nagya i rozmijały się z polityką USA. Jedna audycja podała instrukcję robienia koktajlu Mołotowa. Wśród około 500 audycji z miesiąca tylko jeden przegląd prasy z 4 listopada sugerował, że „praktyczny przejaw zachodniej sympatii” jest oczekiwany „w każdej chwili”. W ankiecie wśród tysiąca uchodźców w Austrii niemal 40 procent uważało, że zachodnie audycje sugerowały gotowość USA do walki o Węgry. Wewnętrzna analiza RWE winą obarczyła głównie kierownictwo sekcji węgierskiej, ale według Johnsona ostatecznie odpowiadali za to amerykańscy przełożeni w Monachium, którzy je zatrudnili i nie pilnowali jego audycji. Po 1956 roku stworzono w RWE dział analizy audycji, który miał zapobiec powtórce.
Marzec 1968 i Grudzień 1970
W 1968 roku rozgłośnia komentowała walki frakcyjne w PZPR, rosnące wpływy Mieczysława Moczara i kampanię antysemicką, która zmusiła tysiące polskich Żydów do wyjazdu. Władze odpowiedziały wzmożoną nagonką: według IPN liczba ataków na RWE w prasie wzrosła z 267 w 1967 roku do 750 w 1968 roku.
Grudzień 1970 roku pokazuje, jak naprawdę wyglądała praca rozgłośni. Według wspomnień Nowaka wieczorem 15 grudnia redaktorka Barbara Nawratowicz dowiedziała się od znajomego Duńczyka o „rozruchach” w Gdańsku. Nowak nie chciał nadawać niesprawdzonej wiadomości i zarządził nasłuch. Miesięcznik RWE „Na Antenie” opisał to tak: aparatura była nastawiona na Szczecin, który nadawał na tej samej fali co Gdańsk, i nagle przez muzykę przebił się głos gdańskiego spikera ogłaszający godzinę milicyjną. Komunikat nagrano i tuż przed północą RWE podało go w świat. Polskie Radio, jako pierwsza ogólnopolska redakcja, podało komunikat PAP o „poważnych zajściach ulicznych” w Gdańsku dopiero wczesnym popołudniem 16 grudnia.
Ta sama historia ma też drugą, mniej chwalebną stronę, którą opisał historyk Paweł Szulc. 18 grudnia RWE nadało relację szwedzkiego dziennikarza Andersa Thunberga, który był w Szczecinie 17 grudnia. Mówiła ona o czołgach atakujących tłum i o matce z dzieckiem uderzonych przez czołg. Jak pisze Szulc, czołgi w Szczecinie nie atakowały jednak ludzi, a o takiej ofierze nikt nie słyszał. Szulc dotarł do oryginalnego nagrania szwedzkiego radia i ustalił, że Thunberg rzeczywiście mówił o kobiecie z dzieckiem, choć o „wozach pancernych”, a nie czołgach. Według Szulca dziennikarze RWE nie dokonali więc nadużycia, ale obchodzili się z relacją dość dowolnie i oparli się na niej bezkrytycznie, a w kolejnych wersjach, zwłaszcza drukowanej, przybywało dramatycznych szczegółów.
1976, KOR i „parasol ochronny”
Po robotniczych protestach w Radomiu i Ursusie w czerwcu 1976 roku i powstaniu Komitetu Obrony Robotników rozgłośnia zaczęła szeroko nagłaśniać działalność opozycji demokratycznej: relacje z procesów, informacje o represjach, teksty niezależnej prasy. Prof. Andrzej Friszke zwraca uwagę, że informowanie o aresztowaniach i represjach tworzyło nad opozycjonistami swoisty „parasol ochronny”. Podkreśla jednocześnie, że radio nie miało nawoływać do buntu, tylko upowszechniać wiedzę o tym, co robią KOR czy Towarzystwo Kursów Naukowych. Ryszard Blajerski, współzałożyciel komitetu strajkowego w lubelskich zakładach naprawy samochodów, wspominał: „Od 78 r. RWE właściwie słuchaliśmy jak narkotyku”.
Pielgrzymki Jana Pawła II relacjonował dla rozgłośni Tadeusz Nowakowski. O samych pielgrzymkach piszemy szerzej w przewodniku o Janie Pawle II.
Sierpień 1980
Strajk w Stoczni Gdańskiej wybuchł 14 sierpnia 1980 roku. Informacje o protestach rozchodziły się po kraju, jak pisze dzieje.pl, „dzięki audycjom Radia Wolna Europa i ulotkom drukowanym przez strajkujących robotników”. Według Friszkego RWE informowało o strajkach w Mielcu, Ursusie, Świdniku i Gdańsku, a skoro prasa o nich nie pisała, to właśnie radio budowało świadomość, że protestuje nie jeden zakład, tylko cały kraj. O samej „Solidarności” piszemy w osobnym przewodniku.
Stan wojenny
Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku zachodnie rozgłośnie, a wśród nich przede wszystkim RWE, stały się dla wielu Polaków jednym z niewielu źródeł niezależnych wiadomości. Według „Christian Science Monitor” rozgłośnia zwiększyła program dla Polski z 19 godzin i 10 minut do pełnej doby, choć ten szczyt trwał tylko kilka dni. Związek Sowiecki zagłuszał wtedy RWE na rekordową skalę, o czym szerzej piszemy w części o zagłuszaniu. W archiwum Polskiego Radia zachowały się z tego okresu cykle „Dokumenty stanu wojennego” i „Komentarze na temat stanu wojennego w Polsce”.
21 lutego 1981 roku, jeszcze przed stanem wojennym, w monachijskiej centrali wybuchła bomba. Według Hoover Institution polska sekcja podała wiadomość o zamachu już po 10 minutach, a o samym zamachu i jego sprawcach piszemy w części o wojnie PRL z Wolną Europą.
W grudniu 1983 roku, jak głosi podpis pod zdjęciem w publikacji Hoover Institution, Lech Wałęsa słuchał w RWE transmisji z Oslo, gdzie przyznano mu Pokojową Nagrodę Nobla. Później napisał: „Bez zachodnich rozgłośni totalitarne reżimy przetrwałyby znacznie dłużej”.
1989 i koniec misji
W 1988 roku zagłuszanie ustało i Rozgłośnia Polska zaczęła wreszcie docierać czysto. Dla Polski polskie źródła podają datę 1 stycznia 1988 roku, a Związek Radziecki wyłączył swoje zagłuszarki pod koniec listopada 1988 roku, co opisujemy w części o zagłuszaniu. W 1989 roku, po Okrągłym Stole i wyborach 4 czerwca, powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego. Zdzisław Najder, któremu uchylono wyrok śmierci, wrócił do kraju. Od 1990 roku Rozgłośnia Polska prowadziła oficjalną działalność w Warszawie. Zarazem radio, którego zadaniem było zastępowanie wolnych mediów, stanęło przed pytaniem, po co jest potrzebne w kraju, który takie media już miał.
Jak słuchano Wolnej Europy
Radio Wolna Europa nie mogło zrobić tego, co robi każda zwykła rozgłośnia: zapytać swoich słuchaczy wprost. W PRL nie dało się prowadzić ankiet w imieniu monachijskiej „szczekaczki”, a listy wysyłane do Monachium czytała po drodze bezpieka. Dlatego wszystko, co wiemy o liczbie słuchaczy, to szacunki – czasem bardzo różne. Warto je znać, bo same w sobie mówią wiele o tamtych czasach.
Ilu było słuchaczy i skąd to wiadomo
W strukturze RWE działał osobny Dział Badania Słuchalności (Audience Research Department, później pod innymi nazwami), który podlegał bezpośrednio europejskiemu kierownictwu stacji, a nie sekcjom narodowym. Jego metoda była prosta i zarazem pomysłowa: rozmawiano z obywatelami krajów bloku, którzy akurat przebywali na Zachodzie. Wywiady zlecano firmom badawczym, takim jak austriacki Oesterreichisches Gallup-Institut, a ankieterzy zaczepiali ludzi na dworcach i lotniskach. W latach 1961–1963 przeprowadzono w ten sposób 10 tysięcy wywiadów, z czego aż 46 procent stanowiły rozmowy z Polakami – Polska była badana częściej niż jakikolwiek inny kraj bloku.
Ta metoda miała jednak poważne słabości i badacze z Monachium dobrze o nich wiedzieli. W drugiej połowie lat 50. pytano głównie uchodźców i emigrantów, czyli ludzi z natury krytycznych wobec władzy. W latach 60. przeważali już Polacy przebywający na Zachodzie tylko czasowo, ale wśród nich wyraźnie nadreprezentowani byli mężczyźni, ludzie lepiej wykształceni i lepiej sytuowani. Historyczka Kamila Kamińska-Chełminiak, która przeanalizowała badania z lat 1958–1961, zwraca uwagę, że w jednej z grup aż 98 procent respondentów deklarowało słuchanie RWE – i sama uznaje ten wynik za wyraźnie zawyżony. Przypomina też, jak wyglądała wtedy rzeczywistość techniczna: pod koniec 1959 roku w Polsce zarejestrowanych było 4 931 000 radioodbiorników, czyli jeden na mniej więcej sześciu mieszkańców. Ponieważ radia słuchały całe rodziny, dostęp do niego mogło mieć około 12 milionów ludzi, czyli 42 procent ludności.
Według danych samego RWE, przytaczanych w tym samym artykule, na początku lat 60. słuchalność rozgłośni wynosiła około 50 procent, w 1968 roku wzrosła do blisko 70, a w 1970 roku przekroczyła 80 procent, by w kolejnych latach wahać się między 45 a 70 procent. Jan Nowak-Jeziorański podawał dla lat 1954–1976 przedział od 40 do 80 procent, ze szczytami jesienią 1956 roku, w marcu 1968 i w grudniu 1970.
Zupełnie inne, znacznie ostrożniejsze liczby pochodzą z drugiej strony żelaznej kurtyny. Od końca lat 60. poufne badania słuchalności rozgłośni zachodnich prowadził dla władz państwowy Ośrodek Badania Opinii Publicznej. Prof. Paweł Machcewicz przytacza z nich taką serię: w styczniu 1979 roku do słuchania RWE przyznawało się 30 procent badanych, w 1980 roku – 48, w 1981 – 53, w 1982 – 49, a w listopadzie 1984 roku już tylko 18 procent. Dane te pokazują prawidłowość, którą widać we wszystkich źródłach: słuchalność rosła w chwilach kryzysu i napięć politycznych, a spadała, gdy sytuacja się uspokajała. Dla lutego 1989 roku źródła podają różne wartości – 22 procent według zestawienia Machcewicza przytaczanego przez Kamińską-Chełminiak i 34 procent według wspólnego badania BBC i OBOP z lutego–marca 1989 roku, na które powołuje się Konrad W. Tatarowski. Trzeba też pamiętać, że w ankiecie prowadzonej przez państwowy ośrodek nie każdy chciał przyznać się do słuchania „wrogiej rozgłośni”. Zauważali to sami autorzy komunikatów OBOP, a Kamińska-Chełminiak wnioskuje, że wyniki mogły być zaniżone ze strachu respondentów przed represjami.
Ciekawy szacunek „z listów” zaproponował historyk i późniejszy prezes IPN Łukasz Kamiński. W latach 70. Służba Bezpieczeństwa przechwytywała rocznie około 20 tysięcy listów z Polski do Monachium, a mniej więcej tyle samo docierało do adresata. Jeśli założyć, że pisał co setny słuchacz, wychodzi, że RWE regularnie słuchało od 10 do 15 procent dorosłych Polaków.
Są też liczby dla całego regionu. W dokumencie CIA z przełomu lat 60. i 70., opublikowanym w oficjalnej serii dokumentów dyplomacji USA (FRUS), czytamy, że programów RFE słuchało ponad 30 milionów ludzi w Europie Wschodniej, a liczba ta „gwałtownie rosła w czasie kryzysów”. Z kolei Ted Lipien, amerykański dziennikarz, który na początku lat 80. kierował polską sekcją Głosu Ameryki, a więc autor związany z jedną z zachodnich rozgłośni, przytacza na swojej stronie internetowej wyniki badań prowadzonych przez zachodnie firmy wśród podróżnych z Polski. Według nich w 1982 roku RWE docierało co tydzień do blisko 70 procent dorosłych Polaków. Lipien przytacza też tajny sondaż „Solidarności” z 1986 roku, w którym Głos Ameryki (77 procent) wyraźnie wyprzedzał BBC (52), RWE (43) i Radio France Internationale (21). To niepotwierdzone szacunki z pojedynczego źródła: oryginalnych raportów nie udało się nam sprawdzić, a liczba 70 procent wyraźnie odbiega od wyniku OBOP z tego samego roku (49 procent). Podsumowując: RWE słuchały miliony Polaków, w czasie przełomów według sondaży OBOP nawet co drugi badany, ale każda konkretna liczba to szacunek.
Na czym słuchano
Władze bardzo szybko zrozumiały, że to, jakie pasma ma radio, jest sprawą polityczną. 6 czerwca 1953 roku Prezydium Rządu przyjęło ściśle tajną uchwałę nr 418/53 „w sprawie odbiorników radiowych”, podpisaną przez Bolesława Bieruta. Zobowiązywała ona Ministra Przemysłu Maszynowego do takiej zmiany konstrukcji odbiorników, aby fale krótkie dało się odbierać „jedynie w paśmie od 31 do 51 m”. Uchwała wymieniała z nazwy produkowane wtedy modele Aga, Pionier i Pionier B i dotyczyła również wszystkich nowych typów. Według dostępnych opracowań celem było utrudnienie odbioru polskojęzycznych audycji z zagranicy, dobrze słyszalnych na falach 16 i 25 m. Uchwałę uchylono w listopadzie 1956 roku, w atmosferze październikowej odwilży. Zwrot „posłuchajmy czegoś na falach krótkich” miał w PRL wyraźny podtekst.
W latach 1956–1957 Zakłady Radiowe im. Marcina Kasprzaka w Warszawie zaczęły produkować „Szarotkę” – pierwsze w powojennej Polsce masowo produkowane radio przenośne. Według Muzeum Inżynierii i Techniki w Krakowie pierwsze egzemplarze miały tylko fale średnie i długie, a wycinek fal krótkich dodano później. Według muzeum dzięki temu można było słuchać na niej Radia Luxembourg, które muzeum określa jako nielegalne w Polsce, i zachodniej muzyki popularnej. O Wolnej Europie opis muzeum nie wspomina.
Polskie radia miały jednak jedną wadę, o której pisze Mieczysław Oktaw Pietruski w opracowaniu Polskiego Radia o zagłuszaniu: często brakowało w nich pasm 13 i 75 metrów, czyli właśnie tych, które zagłuszano najsłabiej albo wcale. Miały je za to radzieckie odbiorniki marek Riga i VEF (produkowane w Rydze), co według tego opracowania spostrzegawczy słuchacze szybko zauważyli. To jeden z paradoksów epoki: sprzęt z ZSRR pomagał słuchać rozgłośni, którą ZSRR zagłuszał.
Metry, kilohertze i dobre godziny
Na skali starego radia fale krótkie opisywano w metrach – to długość fali, a im krótsza fala, tym wyższa częstotliwość. Polska Rozgłośnia RWE nadawała na wszystkich krótkofalowych pasmach rozgłośniowych: 75, 49, 41, 31, 25, 19, 16 i 13 metrów. Częstotliwości zmieniano w zależności od pory roku i dnia, bo fale krótkie odbijają się od jonosfery, a jej stan zmienia się z godziny na godzinę. Do tego dochodziły fale średnie: 719 kHz, a od grudnia 1978 roku 720 kHz, z nadajnika w Holzkirchen pod Monachium. Nadajnik ten dzielono z sekcją czechosłowacką – polski program szedł na nim od godziny 19.
Z tego wynikały „dobre godziny”. Według opracowania Polskiego Radia w Warszawie główną drogą do RWE był wieczorny sygnał 720 kHz z Holzkirchen oraz pasmo 16 metrów, a najmniej zagłuszane były zwykle pasma 16 i 19 metrów. Anglojęzyczne opracowania, opisując zagłuszanie w całym bloku, dodają dwie techniczne ciekawostki: zagłuszanie było mniej skuteczne powyżej 15 MHz, a o zmierzchu zdarzała się tak zwana „odporność zmierzchowa” – zaniki sygnału (tak zwany fading) dotykały wtedy zagłuszarki silniej niż samą stację.
Program był długi. Przystanek Historia podaje, że Rozgłośnia Polska nadawała nawet 18 godzin na dobę, a według amerykańskiego dziennika „Christian Science Monitor” w grudniu 1981 roku było to 19 godzin i 10 minut. Po wprowadzeniu stanu wojennego RWE przeszło na nadawanie przez całą dobę, choć tylko na kilka dni. Dzień zaczynał się wcześnie: Kazimierz Siczek, który w latach 50. pracował w polskiej stacji zagłuszającej, wspominał w filmie Macieja Drygasa „Głos nadziei” (2002), że „o piątej oni zaczynali pieśnią »Kiedy ranne wstają zorze«”.
Sygnał, który pamiętają pokolenia
Według dwóch publikacji Polskiego Radia sygnałem rozgłośni stał się mazurek „Witaj majowa jutrzenko” – pieśń o Konstytucji 3 maja, co pasowało do daty otwarcia polskiej rozgłośni w Monachium 3 maja 1952 roku. Co dokładnie otworzyło tamtą pierwszą audycję, źródła podają różnie: według IPN po dźwiękach hymnu przemawiał dyrektor Jan Nowak-Jeziorański, a według dzieje.pl rozległy się pierwsze takty „Majowego Mazurka”. Maciej Drygas, autor filmu opartego na relacjach słuchaczy, pisał, że sygnał dźwiękowy Rozgłośni Polskiej „wbił się w pamięć kilku pokoleniom Polaków”. Popularny w PRL dowcip, przytaczany przez Łukasza Kamińskiego, opowiadał o pijaku, który powtarza „Tu mówi Radio Wolna Europa…” – patrolujący ulicę milicjanci kładą się obok i zaczynają go „zagłuszać”, mrucząc: bzzz.
Ciszej, bo sąsiedzi
Jak naprawdę wyglądało domowe słuchanie? Często powtarzane obrazy – radio przykryte kocem, szczelnie zamknięte okno – trudno potwierdzić w rzetelnych publikacjach, do których dotarliśmy, więc nie przedstawiamy ich jako faktu. Udokumentowana jest natomiast codzienna ostrożność. Stanisław Królak, później pracownik Radiowego Centrum Nadawczego Warszawa-Raszyn i Ministerstwa Łączności, wspominał w serwisie RadioPolska, że w latach 50. jego ojciec słuchał RWE „prawie codziennie”, a on sam, jako dziecko, dziwił się, „że takie jakieś gwizdy były”. To właśnie zagłuszanie popchnęło go do radiotechniki: czytał w czasopismach o dobrym uziemieniu i antenach, zaczynał od anten pokojowych, potem szukał niezakłóconego sygnału na zewnątrz, między zabudowaniami gospodarskimi. Przyznawał, że miał „taką psychozę pewną”, że „nie można słuchać zbyt głośno”, żeby nikt nie wiedział, czego słucha.
Łukasz Kamiński opisuje w eseju dla „Tygodnika Powszechnego” zjawiska jeszcze ciekawsze. Na wsiach radia słuchano w kilkuosobowych grupach, które potem wspólnie omawiały wiadomości. W samym marcu i kwietniu 1953 roku odnotowano siedem przypadków, w których ktoś puścił program RWE przez publiczny radiowęzeł. W czasie kryzysów, gdy oficjalne media milczały albo kłamały, RWE słuchali według niego „praktycznie wszyscy Polacy”, a członkowie partii powoływali się na nie na zebraniach. Wiadomości szły dalej z ust do ust – władze nazywały to „szeptaną propagandą” – co według Kamińskiego rodziło też najbardziej fantastyczne plotki.
Słuchacze pisali też do Monachium, na adresy skrzynek kontaktowych w Europie Zachodniej. Bezpieka polowała na te listy. Tatarowski podaje, że tylko między 1 stycznia a 1 marca 1955 roku Departament IX Urzędu Bezpieczeństwa skonfiskował 391 listów wysłanych na 35 takich adresów, w tym 11 dotyczących rewelacji Józefa Światły. Po wprowadzeniu stanu wojennego, od 16 grudnia 1981 roku, nadawano audycję „Pomost do Polski”, przekazującą wiadomości od ludzi na Zachodzie do rodzin w kraju. Opierała się na linii telefonicznej uruchomionej w Monachium już 13 grudnia.
Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że RWE słuchali także ci, którzy mieli je uciszać. Wspomniany Kazimierz Siczek opowiadał w filmie Drygasa: „Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale ja słuchałem Wolnej Europy na okrągło”.
Czy za słuchanie szło się do więzienia
To jedno z najczęściej upraszczanych pytań. Wiele tekstów, także Polskie Radio, pisze po prostu, że słuchanie Wolnej Europy było „zakazane”. Stan prawny był jednak bardziej złożony. Melissa Feinberg z Rutgers University, streszczając w recenzji z 2016 roku ustalenia książki Pawła Machcewicza „Poland’s War on Radio Free Europe, 1950–1989”, pisze, że prywatne słuchanie zagranicznych stacji nigdy nie było formalnie zakazane, nielegalne było natomiast słuchanie w grupie i publiczne opowiadanie o audycjach. W opisanej niżej sprawie z warszawskich Włoch podstawą oskarżenia był art. 22 tak zwanego małego kodeksu karnego, czyli dekretu z 13 czerwca 1946 roku, karzący rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, które mogą wyrządzić istotną szkodę interesom państwa. Jak wskazał w 2020 roku Prokurator Generalny, w tej sprawie samo nazwanie rozgłośni „imperialistyczną” nie dowodziło, że podawane przez nią informacje były nieprawdziwe.
Represje w latach stalinowskich były realne i dobrze udokumentowane. Machcewicz pisał w „Tygodniku Powszechnym” o „drakońskich represjach wobec słuchaczy”: za słuchanie w grupie, częste ze względu na małą liczbę odbiorników, i za przekazywanie usłyszanych wiadomości można było trafić na wiele miesięcy do obozu pracy. Konkretne przykłady znamy z późniejszych procesów rehabilitacyjnych. Dwaj pracownicy zakładów aparatury pomiarowej w warszawskich Włochach słuchali w latach 1951–1952 Głosu Ameryki, BBC i RWE, a usłyszane wiadomości – między innymi o wywozie żywności do ZSRR, o suwerenności Polski i o Katyniu – powtarzali kolegom w bursie. W lutym 1953 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie skazał ich na półtora roku więzienia, zmniejszone na mocy amnestii do dziewięciu miesięcy (jednemu z nich później do ośmiu). W 2020 roku Prokurator Generalny wniósł w ich sprawie kasację, wskazując, że samo powtarzanie wiadomości nie wyczerpywało znamion przestępstwa. Wyniku tej kasacji nie udało się nam ustalić. Mieszkaniec Białegostoku, Józef M., słuchał RWE z przyjaciółmi i w 1952 roku Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym skierowała go na 16 miesięcy do obozu pracy. Połowę odsiedział. Sąd Najwyższy uniewinnił go dopiero po 54 latach.
Co do skali represji, źródła mocno się różnią. Według wspomnianej recenzji w latach 1950–1954 ponad 40 tysięcy osób skazano na rok lub więcej ciężkich robót „za takie przestępstwa” – przy czym z recenzji nie wynika jasno, czy liczba ta dotyczy wyłącznie spraw związanych z zachodnimi radiostacjami, czy szerzej „szeptanej propagandy”. Łukasz Kamiński pisze o „setkach” osób, które za samo słuchanie RWE trafiły do obozów pracy lub więzień. Liczby 40 tysięcy nie udało się nam sprawdzić w samej książce. Nie udało się nam rozstrzygnąć tej różnicy. Pewne jest natomiast, że po Październiku 1956 roku presja wyraźnie zelżała, a słuchanie RWE stało się zjawiskiem masowym, którego władza nie próbowała już ścigać karnie na dawną skalę. Zamiast tego postawiła na zagłuszanie, propagandę i walkę z samą rozgłośnią.
Zagłuszanie
Dla kilku pokoleń Polaków Wolna Europa miała własny, niepowtarzalny dźwięk: głos spikera przebijający się przez buczenie, „piłę”, szum przypominający gwar tłumu i trzaski. To nie były zakłócenia atmosferyczne, lecz efekt pracy setek nadajników i ludzi.
Jak działała zagłuszarka
Zasada była prosta: na tej samej częstotliwości, na której nadawała zachodnia stacja, trzeba nadać własny, silniejszy sygnał, który ją zagłuszy. Według reguły przytaczanej w opracowaniu Polskiego Radia nadajnik zagłuszający potrzebował mniej więcej dwukrotnie większej mocy niż nadajnik, który miał zagłuszyć. Stosowano dwie metody. Zagłuszanie falą przyziemną polegało na ustawieniu niewielkiego nadajnika blisko odbiorców, najczęściej w mieście. Było skuteczne, ale tylko na niewielkim obszarze. Zagłuszanie falą odbitą od jonosfery prowadzono z dalekich, potężnych stacji – obejmowało ogromny teren, ale było znacznie mniej skuteczne i łatwiej je było obejść.
W Polsce pierwszej połowy lat 50. podstawą były małe nadajniki krótkofalowe o mocy od 1 do 5 kW, nazywane „szmitówkami” od nazwiska ich konstruktora, inżyniera Schmidta (w źródłach pisanego też Szmidt lub Szmit). Według opracowania Polskiego Radia działały w wielu miastach, montowane w budynkach państwowych, na przykład pocztowych. Zagłuszarki polskiej konstrukcji produkowano seryjnie w zakładach T-12 na warszawskim Żeraniu.
Technik Jan Panek, pracujący w stacji w Bogucicach, wspominał w filmie Drygasa: „Przy każdym nadajniku stał telefon na korbkę połączony z punktem kontrolnym w Urzędzie Bezpieczeństwa”. Dyżurny dostrajał generator nadajnika tak, by „zdudnić” częstotliwość zachodniej stacji do zera. Obowiązywała norma, według której nadajnik nie mógł mieć w ciągu miesiąca przerwy dłuższej niż 20 minut. Pracownicy podpisywali zobowiązanie do zachowania tajemnicy państwowej, a obiektu pilnował oddział Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kazimierz Siczek ze stacji na Górze Chełm, połączonej kablem z UB w Wałbrzychu, wymieniał trzy rodzaje zagłuszania: szum tłumu, niskie buczenie i „piłę”, którą „zawsze puszczali w niedzielę i święta”.
Repertuar zmieniał się z czasem. Od grudnia 1970 roku na częstotliwości RWE puszczano z taśm muzykę – według opracowania Polskiego Radia był wśród niej „Lot trzmiela”, tanga, Beatlesi, polki, jazz i orkiestry kubańskie. 20 sierpnia 1980 roku, w środku strajków na Wybrzeżu, przestawiono zagłuszanie na „sygnał mowopodobny”, którego nie dało się odfiltrować, i objęto nim także wcześniej niezagłuszane pasmo 13 metrów. Według tego samego źródła bezpośrednim powodem zmiany był protest warszawskich techników, którzy wyłączyli magnetofony z muzyką.
Sieć w Polsce: lata 1951–1956
Zagłuszanie przyszło do Polski z Moskwy. W lipcu 1950 roku stacje radzieckie zaczęły zagłuszać w Polsce Głos Ameryki. 24 października 1951 roku Rada Ministrów ZSRR przyjęła tajną uchwałę „O stworzeniu na terytorium Polski przeszkód dla antypolskiej propagandy radiowej”, która według Przystanku Historia polecała radzieckiemu ministerstwu łączności zorganizowanie zagłuszania na terytorium Polski od 1 grudnia 1951 roku. Polski minister bezpieczeństwa publicznego wydał rozkaz wykonawczy 24 grudnia 1951 roku. Po polskiej stronie zagłuszaniem kierował aparat bezpieczeństwa. W grudniu 1951 roku w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego utworzono służbę „BO”, w styczniu 1955 roku przekształconą w Oddział Łączności Wydzielonej, a trzy miesiące później w Zarząd Wydzielony Łączności Radiowej MSW. Według relacji pracowników z filmu Drygasa część stacji budował i obsadzał cywilny Centralny Zarząd Radiostacji, ale to funkcjonariusze UB wskazywali przez telefon, które audycje i na jakich częstotliwościach zagłuszać.
Sieć była duża. Według danych z 1955 roku przytaczanych przez Waldemara Bałdę działały w Polsce 249 urządzenia zagłuszające różnego typu, a według Przystanku Historia walką z zagranicznymi audycjami zajmowało się wtedy 374 funkcjonariuszy. Sieć służby „BO” rozmieszczono w tak zwanych punktach „K” w Bydgoszczy, Wrocławiu, Szczecinie, Łodzi, Krakowie, Katowicach i Poznaniu. W Warszawie zagłuszarki stały między innymi przy ulicy Chałubińskiego i w Forcie Mokotowskim, a w Raszynie pracował nadajnik średniofalowy o mocy 50 kW. Budowano też stacje poza miastami, na przykład w Winowie pod Opolem, gdzie według relacji Stanisława Siczka z filmu Drygasa budowę zaczęto jesienią 1952 roku i zainstalowano dziesięć nadajników polskiej konstrukcji o mocy 10 kW, albo w Boguchwale pod Rzeszowem, siedemnastej takiej stacji w kraju. W Boguchwale na każdej zmianie pracowało czterech operatorów, a obiektu pilnowało dziesięciu uzbrojonych wartowników z dowódcą. Według danych przytaczanych przez Zdzisława Zblewskiego zagłuszanie w latach 1950–1956 kosztowało 83 miliony złotych.
1956: płonąca zagłuszarka
Zagłuszarki budziły taką złość, że w 1956 roku stały się celem tłumów. 28 czerwca 1956 roku, podczas Poznańskiego Czerwca, demonstranci zniszczyli jeden z nadajników zagłuszających – według dostępnych opracowań akcja trwała zaledwie 20 minut. Najsłynniejsze wydarzenie rozegrało się jednak w Bydgoszczy. 18 listopada 1956 roku w demonstracji wzięło udział, według IPN, blisko 3 tysiące osób. Kilkaset z nich ruszyło na stację zagłuszającą na Wzgórzu Dąbrowskiego w dzielnicy Szwederowo, która była dla nich, jak pisze IPN, „symbolem zniewolenia i komunistycznej cenzury”, i podpaliło jej urządzenia oraz maszt. Władysław Gomułka miał polecić, by uczestników „przykładnie ukarać”. Liczba skazanych różni się w źródłach. Według IPN i PAP w procesie z 1957 roku wyroki, od kar w zawieszeniu do sześciu lat więzienia, otrzymało 12 osób, przy czym PAP pisze, że skazano je za „wybryki chuligańskie”. We wstępie komunikatu IPN pada jednak liczba 16 skazanych, a sprawa rehabilitacyjna dotyczyła pięciu osób – tych rozbieżności źródła nie wyjaśniają. W 2016 roku IPN wystąpił o wznowienie postępowania, a w lutym 2017 roku Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, na wniosek pionu śledczego IPN, stwierdził nieważność wyroku wobec tych pięciu skazanych.
Kilka dni po Bydgoszczy rząd ogłosił zaprzestanie zagłuszania. Źródła różnią się o jeden dzień: Polskie Radio podaje, że polskie zagłuszanie trwało do 24 listopada 1956 roku, a inne opracowania datują komunikat rządu na 25 listopada. W grudniu 1956 roku zlikwidowano Zarząd Wydzielony Łączności Radiowej MSW, a w styczniu 1957 roku poinformowano, że 52 zagłuszarki przekazano na potrzeby radiokomunikacji.
Cisza, która nie była ciszą: 1957–1971
Dla słuchaczy różnica okazała się mniejsza, niż obiecywał komunikat. Z polskiego terytorium nie zagłuszano, ale programy RWE dla Polski nadal zagłuszały stacje w innych krajach bloku. Według litewskiego eksperta i byłego ministra łączności Rimantasa Pleikysa, na którego powołuje się Polskie Radio, Bułgaria robiła to do kwietnia 1962 roku, Węgry do marca 1963, Rumunia do września 1963, a Czechosłowacja do maja 1964 roku. Z terytorium ZSRR zagłuszano nadal. Według Zdzisława Zblewskiego zagłuszanie prowadzone w latach 1957–1970 z terytorium ZSRR i Czechosłowacji okazało się jednak mało skuteczne. Opracowania wyjaśniają, że od listopada 1956 roku programy dla Polski zagłuszano falą odbitą z nadajników za granicą, a ten sposób był mniej skuteczny i łatwiej go było obejść.
Powrót: lata 1971–1988
Po grudniu 1970 roku zagłuszanie wróciło na dużą skalę, najpierw w postaci opisanej wyżej muzyki z taśm. Potem uruchomiono wspólną radziecko-polską sieć zagłuszającą – według Pleikysa 18 marca 1971 roku, według innych źródeł 17 marca, a portal Nowy Napis podaje, że zagłuszania z terytorium Polski zaniechano w okresie od 25 listopada 1956 do 17 marca 1971 roku.
Nowy system opierał się na wymianie usług. Programy dla Polski zagłuszały stacje radzieckie, między innymi w Leningradzie, Kijowie, Moskwie i Kaliningradzie. W zamian polskie nadajniki zagłuszały programy Radia Swoboda dla ZSRR: od czerwca 1970 do stycznia 1988 roku pracowało w tym celu sześć czechosłowackich nadajników TESLA po 50 kW w Lidzbarku Warmińskim, a także stacje w Radiówku pod Wiązowną i w Tychowie pod Szczecinem. Ponieważ polskie nadajniki były słabsze od radzieckich, „usługi” się nie bilansowały i według Pleikysa Warszawa mogła się przez to zadłużać w Moskwie. Według niego podobne długi Bułgarii, Czechosłowacji i Polski spłacano towarami, na przykład polską odzieżą. Po protestach w Radomiu w 1976 roku władze zaczęły też zagłuszać RWE na falach średnich, wykorzystując do tego wydzielone nadajniki Programu II Polskiego Radia w Woli Rasztowskiej pod Radzyminem, w Katowicach, Wrocławiu i Szczecinie. Robiły to do stycznia 1988 roku. Jan Nowak-Jeziorański wymieniał według Zblewskiego jako miejsca zagłuszarek z lat 1971–1988 między innymi okolice Kamienia Pomorskiego, Żagań, Nową Rudę, Strzelin, Niemodlin i kilkanaście miejsc w Polsce środkowej.
Skala była ogromna. Według Pleikysa sieć zagłuszała RWE przez 19 godzin na dobę na 5–8 częstotliwościach jednocześnie, co dawało łącznie około 180 godzin pracy nadajników dziennie. Godzina pracy jednego nadajnika o mocy 200 kW kosztowała 43 ruble, roczny koszt sięgał 2,8 miliona rubli, a przez 17 lat wydano na to około 50 milionów rubli. Mimo to efekt był ograniczony. W maju 1971 roku słyszalność RWE spadła w porównaniu z wrześniem 1970 roku, ale najwyżej o połowę. Według oceny Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego skuteczność zagłuszania nie przekraczała 54 procent, a około 46 procent odbioru było dobrej jakości.
Szczyt nastąpił po 13 grudnia 1981 roku. Wiceprezes RFE William Buell mówił wtedy „Christian Science Monitor”, że programy dla Polski są zagłuszane mocniej, niż kiedykolwiek zagłuszano programy dla jakiegokolwiek kraju Europy Wschodniej.
Ile to kosztowało w porównaniu z samym radiem
To jeden z najbardziej zaskakujących wątków tej historii: zagłuszanie było znacznie droższe od nadawania. W dokumencie CIA dołączonym do memorandum Henry’ego Kissingera dla prezydenta Nixona, opublikowanym przez Departament Stanu, czytamy, że według badania Głosu Ameryki Sowieci używali 2000–2500 zagłuszarek kosztem około 150 milionów dolarów rocznie. Roczny koszt działania RFE wynosił wtedy 21,7 miliona dolarów, a Radia Swoboda 12,8 miliona. Kissinger podsumowywał, że oba radia kosztują mniej niż 35 milionów dolarów, a zagłuszanie, na które Rosjanie wydają 150 milionów, jest „tylko marginalnie skuteczne”.
Inne szacunki są jeszcze wyższe. W grudniu 1981 roku William Buell oceniał wydatki ZSRR na zagłuszanie na co najmniej 200, a może 300 milionów dolarów rocznie, przy budżecie całego RFE wynoszącym wtedy niemal 90 milionów dolarów. Opracowania przytaczają szacunek BBC mówiący o ponad 900 milionach dolarów rocznie w samym ZSRR, gdzie zagłuszaniem kierował II Departament Ministerstwa Łączności ZSRR. Jan Nowak-Jeziorański pisał we wspomnieniach, że koszty zagłuszania były mniej więcej trzy razy wyższe od kosztów nadawania. To szacunki o dużym rozrzucie, ale wszystkie wskazują, że blok wschodni wydawał na uciszanie radia wielokrotnie więcej, niż Amerykanie na jego prowadzenie.
Jak przechytrzano zagłuszarki
Walka toczyła się po obu stronach odbiornika. RWE zwiększało moc, nadawało ten sam program równocześnie na wielu częstotliwościach i z różnych miejsc – z nadajników w Niemczech i z dalekiej Portugalii, gdzie RWE miało ośrodek nadawczy w Glória do Ribatejo – tak żeby choć jedna z nich przebiła się przez szum.
Słuchacze mieli własne sposoby. Najprostszy polegał na wędrówce gałką po skali – z pasma na pasmo, w poszukiwaniu najczystszego sygnału, najlepiej na 16 i 19 metrach albo na 13 i 75 metrach, jeśli radio je miało. Drugi wykorzystywał fizykę: lokalne zagłuszarki działające falą przyziemną obejmowały tylko niewielki obszar, głównie duże miasta i ich okolice, więc dalej od nich pozostawało słabsze zagłuszanie falą odbitą. Trzeci to antena. Kazimierz Siczek zbudował kierunkową antenę rombową, która, jak mówił, „choć trochę eliminowała sygnały głuszące”, a Stanisław Królak szukał miejsca, gdzie zewnętrzna antena i porządne uziemienie dawały najczystszy dźwięk. Często spotyka się też twierdzenie, że najlepiej słyszano RWE w pasie przygranicznym – w źródłach, do których dotarliśmy, nie znaleźliśmy jednak na to potwierdzenia.
Koniec szumu
Polskie źródła podają jako datę końca zagłuszania programów RWE dla Polski 1 stycznia 1988 roku. Polskie Radio pisze ogólniej o styczniu 1988, a Konrad W. Tatarowski o początku 1988 roku.
Związek Radziecki wyłączył swoje zagłuszarki niecały rok później. „Christian Science Monitor” z 1 grudnia 1988 roku podawał, powołując się na RFE/RL, że zmianę wykryto we wtorek, czyli 29 listopada, a potwierdzono ją następnego dnia. Wydanie z 2 grudnia precyzowało, że technicy w Monachium zauważyli ją we wtorek o 21.00. Dlatego w opracowaniach pojawiają się dwie daty: 29 listopada (na przykład w części polskich opracowań) i 30 listopada (na przykład u Teda Lipiena). Część anglojęzycznych opracowań podaje z kolei 21 listopada 1988 roku, ale ta data nie zgadza się z relacjami prasy z tamtych dni – 21 listopada 1988 roku był poniedziałkiem. Prezes RFE/RL Gene Pell powiedział wtedy: „Po raz pierwszy nie będziemy musieli prowadzić naszego dialogu przez ścianę zakłóceń”. Ten sam dziennik zauważał, że Bułgaria i Czechosłowacja wciąż zagłuszały wówczas Wolną Europę. Władze Czechosłowacji wstrzymały zagłuszanie zachodnich rozgłośni 9 grudnia 1988 roku – podaje słowacki Instytut Pamięci Narodu (Ústav pamäti národa). Co do Bułgarii źródła, do których dotarliśmy, podają różne daty i nie udało się nam tego rozstrzygnąć. Według dostępnych opracowań w ZSRR, Bułgarii i Czechosłowacji wyłączono łącznie ponad 1600 nadajników w 120 ośrodkach zagłuszania.
Wojna PRL z Wolną Europą
Dla władz PRL Rozgłośnia Polska w Monachium nie była po prostu wrogą stacją. Była konkurentem, który odbierał partii monopol na informację, i to w jej własnym kraju. Historyk Paweł Machcewicz, autor obszernej monografii tego tematu („Monachijska menażeria. Walka z Radiem Wolna Europa 1950–1989”, wydanej przez IPN i ISP PAN w 2007 roku, a w 2014 roku po angielsku jako „Poland’s War on Radio Free Europe”), opisuje tę walkę jako wieloletnią operację prowadzoną jednocześnie przez propagandę, wywiad, Służbę Bezpieczeństwa i dyplomację. Zagłuszanie, opisane we wcześniejszej części, było tylko jednym z jej frontów.
Słowa jako broń: prasa, książki, telewizja
Według artykułu Karoliny Trzeskowskiej-Kubasik opublikowanego przez IPN na portalu Przystanek Historia władze interesowały się rozgłośnią od pierwszych tygodni jej działalności. Propaganda przedstawiała RWE jako „agenturę CIA” i „narzędzie amerykańskiego imperializmu”. Rafał Opulski, również w tekście IPN, dodaje, że oficjalne media nazywały radio „ośrodkiem szpiegowskim”, a jego dziennikarzy „pawianami z Monachium”, którzy w swojej „szczekaczce” opluwali wszystko. W latach 60. na Zachodzie rozpowszechniano broszurę „Monachijska menażeria” – po latach Machcewicz użył tego określenia ironicznie jako tytułu swojej książki. Na rysunkach i plakatach pracownicy rozgłośni nosili esesmańskie insygnia. „Szpilki” wydrukowały karykaturę, na której Jan Nowak czyta „Mein Kampf”, a zapytany o primaaprilisową niespodziankę dla słuchaczy proponuje, żeby nadać „jakąś prawdziwą wiadomość”.
Ataki szły falami i zależały od sytuacji w kraju. Trzeskowska-Kubasik podaje, że w 1967 roku naliczono 267 tekstów atakujących RWE, a w 1968 roku, w czasie walk o władzę w PZPR, już 750. Do historii przeszły też pojedyncze teksty, na przykład artykuł Daniela Passenta „Wolna Europa a emigracja polska” w „Polityce” z 17 października 1959 roku, który zawierał obyczajowe insynuacje pod adresem Nowaka-Jeziorańskiego. Ukazywały się książki, między innymi „Uwaga! Radiodywersja” Stefana Arskiego oraz „Czy Stanisław Talarek musiał umrzeć?” Mirosława Azembskiego i Lucjana Wolanowskiego. Wybór takich tekstów, rysunków i karykatur zebrała po latach Alina Grabowska w tomie „PRL atakuje Radio »Wolna Europa«” (2002).
Pogardliwe określenie „szczekaczka”, którego, jak widać, używała oficjalna propaganda, przetrwało między innymi w tytule książki Jolanty Hajdasz „Szczekaczka, czyli Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa” (2006). Nie udało nam się ustalić, kto pierwszy użył tego słowa.
Ważną rolę grała telewizja. W zasobie IPN zachowały się trzy odcinki programu „Publicystyka TV” zatytułowanego „Nazywają ich pawianami”, z materiałami datowanymi w inwentarzu na lata 1981–1985. Według opisu archiwalnego jest to rozmowa z „byłym kadrowym pracownikiem »dywersyjnej« rozgłośni” Mieczysławem Lachem, określonym w inwentarzu IPN jako agent wywiadu PRL. Program przedstawiał Zdzisława Najdera jako człowieka „utrzymywanego i wspieranego przez CIA”, Jerzego Giedroycia jako agenta CIA (na dowód pokazano film nakręcony z ukrycia w paryskiej restauracji), a pracowników RWE jako ludzi zarabiających od 3 do 10 tysięcy marek i dostających za darmo umeblowane mieszkania.
„Kapitan Czechowicz wykonał zadanie”
Najgłośniejszą akcją propagandową wymierzoną w RWE był powrót do kraju Andrzeja Czechowicza. Urodzony w 1937 roku w Święcianach, absolwent historii na Uniwersytecie Warszawskim (1962), wyjechał do RFN i otrzymał azyl jako uchodźca polityczny. Według dostępnych opracowań prawdopodobnie jesienią 1964 roku nawiązał kontakt z Polską Misją Wojskową w Berlinie Zachodnim, a w styczniu 1965 roku zgodził się współpracować z polskim wywiadem. W kwietniu 1965 roku zgłosił się do pracy w RWE i po rozmowie z Nowakiem-Jeziorańskim został przyjęty do Wydziału Studiów i Analiz. Nie był dziennikarzem: przygotowywał między innymi wycinki prasowe. Źródła różnią się w ocenie tego, jak doszło do werbunku. Recenzentka Machcewicza Melissa Feinberg pisze, że współpraca była ceną za możliwość powrotu do kraju, a czeski historyk Prokop Tomek, omawiając tę samą książkę, że Czechowicz wyjechał jako autentyczny uchodźca i agentem został dopiero w RWE. Akt Czechowicza jako współpracownika wywiadu, jak zaznacza Tomek, nie zachowały się.
W marcu 1971 roku jego powrót do Polski ogłosiły wszystkie media. Scenariusz był, jak pisze Tomek, typowy dla takich akcji: najpierw zapowiedź, że wrócił „nieznany z nazwiska” agent, potem konferencja prasowa, potem wywiady i książki. Jeszcze w 1971 roku Wydawnictwo MON wydało „Kapitan Czechowicz wykonał zadanie”, a w 1973 roku „Siedem trudnych lat”. Książki przetłumaczono na bułgarski, czeski, słowacki, łotewski, rosyjski, ukraiński i niemiecki. Feinberg pisze, że druga z nich była pisana przez ludzi z MSW i przedstawiała pracowników RWE jako amerykańskich agentów, cynicznych karierowiczów i „syjonistów”. Nowaka-Jeziorańskiego Czechowicz nazywał „podolskim kawalerzystą, spekulantem i oszustem”.
Efekt był inny od zamierzonego. Nagłaśnianie „sukcesów” kapitana szybko stało się w Polsce przedmiotem drwin i dowcipów. Sam Nowak-Jeziorański powiedział w 2002 roku, że Czechowicz „był najmniej szkodliwy ze wszystkich”, bo „bardziej szkodził bezpiece aniżeli nam swymi wystąpieniami”. Czechowicz pozwał za te słowa PAP i Nowaka-Jeziorańskiego, a w lutym 2005 roku warszawski Sąd Okręgowy oddalił jego powództwo przeciwko agencji. Później Czechowicz pracował między innymi na placówce w Mongolii, a w 2018 roku wydał własnym nakładem wspomnienia „Straceniec”.
Inni agenci i ich „powroty”
Czechowicz nie był jedyny, ale skala infiltracji była mniejsza, niż sugerowała propaganda. Z recenzji książki Machcewicza pióra Prokopa Tomka (IPN, „Pamięć i Sprawiedliwość”, 2009) wynika, że w latach 50. polskiej bezpiece udało się umieścić w RWE chyba tylko jednego człowieka – późniejszego reemigranta i propagandystę Zbigniewa Brydaka. W 1974 roku do kraju wrócili dwaj pracownicy RWE, Mieczysław Lach i Andrzej Smoliński. Tomek zauważa, że takie głośne „powroty” dawały reżimowi propagandowy sukces, ale w praktyce zamykały służbom dotychczasowy dostęp do rozgłośni. Lacha wykorzystywano propagandowo długo po powrocie: program „Nazywają ich pawianami” opisuje wydarzenia z 1982 roku, czyli powstał co najmniej osiem lat po jego przyjeździe do kraju.
Najpoważniejszym przypadkiem był według Machcewicza Wiktor Trościanko, publicysta rozgłośni skonfliktowany z Nowakiem-Jeziorańskim. Machcewicz wskazał go jako informatora wywiadu PRL i jako źródło oskarżeń, że Nowak w czasie wojny zarządzał mieniem pożydowskim (relacja PAP z 2011 roku). Tomek pisze, że Trościanko był pozyskany i prowadzony przez polski wywiad wojskowy, a inne opracowania mówią o jego rozmowach z oficerami Wojskowej Służby Wewnętrznej w Monachium. Opisy różnią się więc co do tego, która służba go prowadziła. Trościanko zmarł w 1983 roku w Hiszpanii.
Ogólny bilans wypada dla służb skromnie. Według Feinberg i Tomka bezpieka werbowała pracowników, ich krewnych, znajomych i emigrantów, którzy mogli dostać pracę w RWE, ale nigdy nie zdobyła informatora na wysokim stanowisku. Z kolei amerykańscy historycy rozgłośni, zwracają uwagę, że centrale zakazywały swoim agentom ingerowania w program, żeby się nie zdekonspirowali. Zadaniem agentów było zbieranie informacji, a nie zmienianie tego, co szło na antenę.
Uderzyć w ludzi: Nowak-Jeziorański, Najder, Bartoszewski
Najwięcej wysiłku poszło w niszczenie reputacji Jana Nowaka-Jeziorańskiego. W „Siedmiu trudnych latach” Czechowicz opublikował autentyczny dokument podpisany 22 kwietnia 1970 roku przez Johanna Kassnera, z którego wynikało, że Nowak w latach 1940–1942 był zatrudniony jako zarządca majątku, czyli mienia pożydowskiego przejętego przez Niemców. Pominięto to, co najważniejsze: według biografów i świadków Nowak wykonywał tę pracę za wiedzą i zgodą podziemia. W 1972 roku Tadeusz Żenczykowski, wojenny pracownik BIP KG AK, potwierdził, że Nowak „został w 1941 administratorem dwóch kamienic za aprobatą władz podziemnych”. Według Feinberg bezpieka uważała, że to jej kampania doprowadziła do odejścia Nowaka z RWE w 1975 roku. Machcewicz nie podziela w pełni tej oceny, ale przyznaje, że kampania zaostrzyła konflikty w zespole.
Ta stara fałszywka wróciła po latach w Ameryce. Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal oskarżył Nowaka, że pracował dla hitlerowców jako „zaufany i lojalny zarządca przejętego mienia pożydowskiego” (PAP datuje te słowa raz na 2000, raz na kwiecień 2001 roku). Wypowiedź potępiono w Polsce i w USA. W 2001 roku Nowak-Jeziorański sam poprosił prezesa IPN o ściganie funkcjonariuszy, którzy sfabrykowali dokumenty na jego temat. W 2004 roku szef pionu śledczego IPN Witold Kulesza oświadczył, że wątek kolaboracji jest zamknięty, bo „nie ma nawet cienia dowodu na taką współpracę”. W 2011 roku IPN umorzył śledztwo w sprawie samych fałszerstw z powodu przedawnienia. W 2010 roku historyk Sławomir Cenckiewicz ujawnił, że Moskal był zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt informacyjny o kryptonimie „Edwos”, przy czym, jak sam zaznaczył, nie znalazł notatki z żadnego spotkania, która pozwoliłaby opisać charakter tych kontaktów.
Na drugim końcu skali był wyrok śmierci, wydany zaocznie 28 maja 1983 roku na ówczesnego dyrektora Rozgłośni Polskiej Zdzisława Najdera, o którym piszemy w części o dyrektorach rozgłośni.
Bezpieka polowała też na tych, którzy przekazywali do Monachium informacje z kraju. Machcewicz opisał operację „Olcha”, jedną z największych akcji SB lat 60. Jej celem był Władysław Bartoszewski, który od 1963 roku potajemnie dostarczał RWE wiadomości z Polski. SB wpadła na trop w 1966 roku, korzystała z podsłuchów i pomocy Stasi oraz KGB, a w 1970 roku aresztowała trzy osoby z jego otoczenia: Stanisława Salmonowicza, Danutę Bańkowską i Ewę Dreżepolską. Samego Bartoszewskiego, według streszczenia artykułu Machcewicza, wielokrotnie przesłuchiwano i próbowano zwerbować. Recenzentka Melissa Feinberg pisze, że aresztowano także jego, ale streszczenie Machcewicza wymienia jako aresztowanych tylko tych troje. Z planowanego procesu zrezygnowano po Grudniu 1970 i zmianie ekipy rządzącej, a aresztowanych zwolniono, choć nadal byli inwigilowani i nękani. Bartoszewski współpracował z rozgłośnią dalej. Według relacji PAP z konferencji w 2012 roku współpracował z rozgłośnią od 1963 roku, a do 1989 roku nikt w Polsce poza jego żoną o tym nie wiedział.
Zastraszanie, rodziny, listy
Część metod była zwyczajnie brutalna. Według Trzeskowskiej-Kubasik do pracowników przychodziły anonimy z pogróżkami, Nowak-Jeziorański dostawał telefony z groźbami śmierci kilka razy dziennie, a jego żona w dniu operacji dostała anonim z formularzem miejskiego zakładu pogrzebowego. Opracowania wśród metod wymieniają fabrykowanie przez SB spreparowanych donosów, podając jako przykład korespondenta rozgłośni we Francji Macieja Morawskiego. MSZ przygotowywało nawet plan odebrania obywatelstwa Nowakowi-Jeziorańskiemu, Trościance, Żenczykowskiemu, Giedroyciowi i Mieroszewskiemu, którego ostatecznie nie zrealizowano.
Najbardziej bolesnym narzędziem była rodzina w kraju. Recenzja Tomka mówi wprost, że rutynowo próbowano werbować pracowników RWE przez szantażowanie ich krewnych i wykorzystywanie więzi z ojczyzną. W audycji z 29 listopada 1969 roku Żenczykowski (na antenie Tadeusz Zawadzki) opowiadał słuchaczom o werbunku opartym na szantażu, w którym żona i dziecko agenta pozostawały w kraju jako „zastaw gwarancyjny”.
Osobną sprawą była poczta. Po 1957 roku perlustracją korespondencji zajmował się w SB osobny Wydział „W”. Według wystawy IPN o krakowskiej bezpiece jego funkcjonariusze na zamówienie pionów operacyjnych przeglądali, fotokopiowali lub przejmowali listy i paczki przychodzące na wskazany adres albo wysyłane przez wskazaną osobę, a „zamówienie” mogło obejmować na przykład całą korespondencję zagraniczną przychodzącą do danej miejscowości. Listy do Monachium i z Monachium mogły więc trafić pod kontrolę jak każda poczta za granicę. Nie udało nam się jednak znaleźć w otwartych źródłach opracowania, które pokazywałoby, ile listów słuchaczy do RWE przechwycono i jakie miało to dla nich skutki.
Bomba w Monachium, 21 lutego 1981
W sobotę 21 lutego 1981 roku o 21.50 przy siedzibie RFE/RL w Monachium wybuchła bomba. Według Richarda Cummingsa, wieloletniego szefa ochrony rozgłośni, ładunek ważył około 30 funtów (kilkanaście kilogramów) i składał się z rumuńskiej nitropenty. Eksplozja zniszczyła część budynku i wybiła okna w ponad 170 biurach. Cummings wymienia czworo ciężko rannych pracowników: troje z sekcji czechosłowackiej (Maria Pulda, Rudolf Skukalek, Allan Antalis) i telefonistkę Ingeborg Eberl. Nikt nie zginął. Straty szacuje na ponad 2 miliony dolarów. Oficjalna historia RFE/RL podaje inne liczby: sześcioro rannych i około miliona dolarów strat.
Po upadku komunizmu z archiwów Stasi i innych tajnych policji wyłonił się obraz, który podaje dziś RFE/RL: zamach zlecił rumuński dyktator Nicolae Ceaușescu, a zorganizował go Ilich Ramírez Sánchez, znany jako „Carlos” lub „Szakal”. W zespole byli jego wspólnicy Johannes Weinrich i Bruno Breguet. Carlos odsiaduje we Francji karę dożywocia (w 2017 roku dostał trzeci taki wyrok), Weinrich według RFE/RL odsiaduje dożywocie w Niemczech, a Breguet zaginął i uważa się go za zmarłego. Część opracowań przytacza wersję, według której Securitate obiecała Carlosowi milion dolarów przede wszystkim za zabicie Iona Mihaia Pacepy, szefa rumuńskiego wywiadu, który uciekł na Zachód, a ponieważ Pacepy nie znaleziono, uderzono w radio. To wersja niepotwierdzona: anglojęzyczne opracowania piszą jedynie, że Carlos miał podobno uczestniczyć w planach zabicia Pacepy, a związku z zamachem na radio nie udało się nam potwierdzić w żadnym innym źródle. Jest też konkurencyjna teza: były generał KGB Oleg Kaługin twierdził, że zamach planował przez dwa lata kontrwywiad KGB z pomocą swojego kreta w rozgłośni Olega Tumanowa. Źródła się tu różnią i wątku KGB nie należy traktować jako przesądzonego.
Parasol na moście Waterloo i inne ataki
Najbardziej znany zamach na człowieka związanego z Wolną Europą dotyczył Bułgara. Georgi Markow, pisarz, który w 1969 roku zbiegł na Zachód, pracował w Londynie dla BBC World Service, Deutsche Welle i Radia Wolna Europa. W latach 1975–1978 RWE co tydzień nadawała jego „Zaoczne reportaże” o życiu w komunistycznej Bułgarii, bezlitosne wobec Todora Żiwkowa. 7 września 1978 roku na przystanku przy moście Waterloo Markow poczuł ukłucie w udo i zobaczył mężczyznę podnoszącego parasol. Zmarł 11 września. Podczas sekcji znaleziono w jego nodze kulkę o średnicy 1,7 milimetra ze stopu platyny i irydu, z wywierconymi kanalikami, w których prawdopodobnie była rycyna. Dziesięć dni wcześniej w paryskim metrze w ten sam sposób próbowano zabić innego bułgarskiego emigranta, Władimira Kostowa. Nikogo nie oskarżono. Głównym podejrzanym był Włoch Francesco Gullino, który zmarł w Austrii w sierpniu 2021 roku. Kaługin twierdził, że Bułgarom pomogło KGB.
Wolną Europę szczególnie zaciekle zwalczała Rumunia. Według anglojęzycznych opracowań Ceaușescu prowadził przeciwko rozgłośni kampanię w ramach programu „Eter”, a źródła różnią się co do tego, kiedy go uruchomiono. Anglojęzyczne opracowania piszą też o „kontrowersyjnych okolicznościach” śmierci trzech dyrektorów sekcji rumuńskiej. Podejrzenia, że padli ofiarą Securitate, krążą od lat, ale nie znaleźliśmy dowodów, które by je przesądzały.
Po 1989 roku
Rok przełomu
Według PAP w 1989 roku rozgłośnia, kierowana od tego roku przez Piotra Mroczyka, w istotny sposób pomogła Komitetom Obywatelskim „Solidarności” w kampanii przed wyborami czerwcowymi. W sierpniu 1989 roku, na zaproszenie Lecha Wałęsy, Jan Nowak-Jeziorański po raz pierwszy od wojny przyjechał do Polski.
Koniec Rozgłośni Polskiej
30 czerwca 1994 roku Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa nadała ostatnią audycję z Monachium. Tę datę podają IPN i PAP. W jednym z anglojęzycznych zestawień jako koniec sekcji polskiej figuruje 31 grudnia 1994 roku. Kalendarium Polskiego Radia dodaje, że w 1996 roku działalność zakończyła warszawska placówka RWE. Oficjalna historia RFE/RL podaje z kolei, że „sekcję polską” zamknięto w 1997 roku, a ówczesny prezes Thomas Dine mówił w 2002 roku, że RFE/RL przestała nadawać do Polski właśnie w 1997 roku. Źródła mówią więc o różnych etapach wygaszania. Data 30 czerwca 1994 roku zamyka 42 lata Rozgłośni Polskiej w jej klasycznej, monachijskiej postaci. Nie udało nam się ustalić, jak dokładnie wyglądały polskie audycje między 1994 a 1997 rokiem.
Z Monachium do Pragi
Po zimnej wojnie Kongres ciął budżet, a w latach 90. poważnie rozważano nawet likwidację rozgłośni. Przeprowadzka do Pragi w 1995 roku była możliwa dzięki zaproszeniu prezydenta Václava Havla i premiera Václava Klausa. Gmach dawnego Zgromadzenia Federalnego Czechosłowacji tuż obok placu Wacława stał pusty od rozpadu federacji w 1992 roku. Rozgłośnia, którą komunistyczne służby przez dekady próbowały uciszyć, zamieszkała w budynku komunistycznego parlamentu. Po zamachach z 11 września 2001 roku władze amerykańskie i czeskie uznały, że lokalizacja w centrum miasta jest zbyt narażona na atak. W 2009 roku redakcje przeniosły się do nowej, mocno strzeżonej siedziby w dzielnicy Hagibor.
Powrót Nowaka-Jeziorańskiego
Z Waszyngtonu Nowak-Jeziorański działał między innymi na rzecz przyjęcia Polski do NATO. W 1994 roku zaczął nadawać w Programie I Polskiego Radia felietony „Polska z oddali”. 21 lipca 2002 roku wrócił do Polski na stałe i zamieszkał w Warszawie. Mówił wtedy: „Przychodzi moment, kiedy nie wolno patrzeć na kraj z oddali”. Jego kolejny cykl radiowy nosił tytuł „Polska z bliska”.
Zmarł 20 stycznia 2005 roku w Warszawie, w wieku 90 lat. Trumnę wystawiono na dziedzińcu Zamku Królewskiego, gdzie 26 stycznia żegnały go tłumy oraz najważniejsi ludzie w państwie. Spoczął w rodzinnym grobie na Powązkach.
Wolna Europa dziś i kryzys 2025 roku
RFE/RL istnieje nadal. Według jej oficjalnej strony (stan na listopad 2026 roku) dociera do odbiorców w 18 krajach i w 24 językach. Starsze zestawienia podają więcej, na przykład 27 języków i 23 kraje, bo w latach 2025–2026 zamknięto kilka sekcji. Główna siedziba jest w Pradze. Najważniejszym kierunkiem pozostają Rosja, Ukraina i Białoruś. W 2014 roku rozgłośnia razem z Głosem Ameryki uruchomiła rosyjskojęzyczny kanał informacyjny Nastojaszczeje Wriemia („Current Time”). Rosja od 2017 roku domagała się rejestracji RFE/RL jako „agenta zagranicznego”, a w 2021 roku nadała taki status jej stronie internetowej i zamroziła konta, w marcu 2022 roku, po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, wszczęła postępowanie upadłościowe, które zmusiło radio do zawieszenia pracy w Moskwie, a w lutym 2024 roku uznała je za „organizację niepożądaną”. Białoruski serwis po represjach z lat 2020–2021 pracuje z Litwy. Dziennikarze rozgłośni płacą za to wysoką cenę: w czerwcu 2025 roku w Azerbejdżanie dziennikarz RFE/RL Farid Mehralizade został skazany na 9 lat więzienia.
W 2025 roku Wolna Europa znalazła się na krawędzi likwidacji, tym razem z powodu decyzji Białego Domu. 14 marca 2025 roku prezydent Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze nr 14238, które nakazywało ograniczyć Agencję USA ds. Mediów Globalnych (USAGM), nadzorującą RFE/RL i Głos Ameryki, „w maksymalnym zakresie zgodnym z prawem”. Następnego dnia USAGM wypowiedziała umowę grantową z RFE/RL. 18 marca rozgłośnia pozwała agencję i jej szefów, w tym Kari Lake, przed sądem federalnym w Waszyngtonie. 25 marca sędzia Royce Lamberth wydał tymczasowy zakaz, uznając, że agencja działała „arbitralnie i kapryśnie”. 26 marca USAGM wycofała wypowiedzenie, ale zastrzegła sobie prawo do ponownego zerwania umowy. 29 kwietnia sąd nakazał wypłatę 12 178 590 dolarów za kwiecień, a 18 lipca częściowo uwzględnił wniosek o zabezpieczenie, nakazując podpisanie umowy grantowej na rok budżetowy 2025 i przywrócenie comiesięcznych wypłat do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Prawną osią sporu było to, że pieniądze dla RFE/RL co roku przyznaje Kongres.
Europa pośpieszyła z pomocą. 22 marca 2025 roku czeski rząd zapowiedział wsparcie dla rozgłośni, a w maju szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas ogłosiła, że UE przekaże RFE/RL 6,2 miliona dolarów (Szwecja zadeklarowała 2 miliony). Zespół R.E.M., autor przeboju „Radio Free Europe” z 1981 roku, wydał nową wersję utworu, z której dochód przeznaczono dla rozgłośni.
Na tym kryzys się nie skończył. W listopadzie 2025 roku na polecenie USAGM przestała działać sekcja węgierska. 3 lutego 2026 roku prezydent podpisał ustawę budżetową na 2026 rok, która zapewnia pieniądze dla RFE/RL i Głosu Ameryki. Reporterzy bez Granic oceniają jednak, że oznacza to cięcie o około jedną czwartą w porównaniu z poprzednimi latami. W marcu 2026 roku, powołując się na „ciągłą presję budżetową”, RFE/RL zamknęła sekcje bułgarską, rumuńską i północnomacedońską oraz pasztuński serwis Radio Mashaal dla północno-zachodniego Pakistanu. Według stanu na początek listopada 2026 roku rozgłośnia nadaje, ale nie udało nam się znaleźć w wiarygodnych źródłach informacji o ostatecznym rozstrzygnięciu jej sporu sądowego z USAGM. Nie podajemy też kwoty przyznanej na 2026 rok, bo jej nie potwierdziliśmy.
Archiwa: Stanford, Warszawa, Budapeszt
W grudniu 1999 roku Hoover Institution przy Uniwersytecie Stanforda ogłosiła, że RFE/RL przekazała jej archiwum audycji i akta korporacyjne od początku lat 50. do czerwca 1995 roku, czyli do przeprowadzki do Pragi: około 61 tysięcy szpul taśm i około 7,5 miliona stron maszynopisów. W maju 2002 roku Hoover i polskie Archiwa Państwowe zawarły porozumienie o wspólnym katalogowaniu audycji polskich z lat 1952–1994. Według Hoovera to ponad 17 tysięcy nagrań i 1,5 miliona stron tekstów, a RFE/RL zgodziła się, by Archiwa Państwowe zrobiły kopie dla siebie. Nagrania Rozgłośni Polskiej zdigitalizowało też i udostępniło w internecie Polskie Radio.
Osobny zbiór to archiwum Instytutu Badawczego RFE/RL, czyli analizy, raporty i wycinki, z których korzystali dziennikarze i dyplomaci całego świata. Nie trafiło ono do Stanforda, tylko do Open Society Archives przy Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Osobiste archiwum Nowaka-Jeziorańskiego przejął Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu.
Pamięć w Polsce
W 2002 roku Polskie Radio przyznało Nowakowi-Jeziorańskiemu Diamentowy Mikrofon, a jedno z jego studiów, S-4, otrzymało imię Radia Wolna Europa. Dzień po jego śmierci, 21 stycznia 2005 roku, jego imię nadano głównej sali wykładowej Muzeum Powstania Warszawskiego. Na warszawskim Powiślu od 2006 roku stoi ławeczka Jana Nowaka-Jeziorańskiego dłuta Wojciecha Gryniewicza. Jego imię noszą szkoły, ulice w Warszawie i Kielcach, rondo w Poznaniu (od 2005 roku), plac w Krakowie (dawny plac Kolejowy, od 2007 roku) i aleja w Gliwicach i Bytomiu, którą biegnie droga krajowa nr 88. Senat ogłosił rok 2014 Rokiem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, a Poczta Polska wydała wtedy znaczek o nominale 4,20 zł w nakładzie 300 tysięcy sztuk. W 2016 roku w Muzeum „Pana Tadeusza” Ossolineum otwarto wystawę stałą „Misja: Polska” o Nowaku-Jeziorańskim i Władysławie Bartoszewskim.
W 2001 roku z inicjatywy Nowaka-Jeziorańskiego powstało we Wrocławiu Kolegium Europy Wschodniej jego imienia, które wydaje dwumiesięczniki „Nowa Europa Wschodnia” i „New Eastern Europe” i ma siedzibę w zamku w Wojnowicach, którego od 2014 roku jest właścicielem. Od 2004 roku we Wrocławiu przyznawana jest Nagroda im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, której pierwszym laureatem był Tadeusz Mazowiecki. Dawni pracownicy rozgłośni działają w Stowarzyszeniu Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej RWE jego imienia. Nie udało nam się potwierdzić, czy dawną siedzibę radia w Monachium przy Oettingenstraße 67 upamiętnia dziś jakaś tablica.
Ciekawostki
- W grudniu 1959 roku czechosłowacka StB próbowała otruć pracowników sekcji czechosłowackiej, podmieniając w stołówce RWE solniczki na pojemniki z atropiną. Spiker Ivan Havlík, zmuszony do współpracy po porwaniu jego ojca, poinformował o spisku drugą stronę. Według Prokopa Tomka nieudana akcja zniszczyła siatkę StB w rozgłośni na całe lata 60.
- Wiosną 1976 roku przedstawiciele wywiadu sowieckiego zaproponowali pokazowy „trybunał” nad Wolną Europą. Ministrowie z NRD, Węgier i Bułgarii poparli pomysł i zaproponowali Pragę. Szef KGB Jurij Andropow i polski minister spraw wewnętrznych Stanisław Kowalczyk „zalecili ponowne rozważenie” idei, co oznaczało jej koniec. Prokop Tomek przypuszcza, że Moskwa nie chciała komplikować stosunków z Zachodem w czasie procesu helsińskiego.
- W czerwcu 1976 roku czechosłowacki odpowiednik Czechowicza, „kapitan” Pavel Minařík, przyjechał do Polski na zaproszenie wywiadu PRL. Obaj „bohaterowie” spotkali się ze słuchaczami Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie.
- Minařík był w RWE tylko spikerem i, jak pisze Prokop Tomek, sam składał swoim przełożonym propozycje zamachu bombowego na rozgłośnię. Zaczął je składać po 1972 roku, a wtedy polityczne skutki takiej akcji były już nie do przyjęcia.
- Replikę parasola, którym zabito Georgiego Markowa, współpracownika Radia Wolna Europa, można zobaczyć w International Spy Museum w Waszyngtonie. Program „Pogromcy mitów” sprawdzał, czy taki parasol-pistolet mógł zadziałać, i uznał, że tak.
- W 1986 roku sąd PRL skazał za szpiegostwo Józefa Szaniawskiego, którego „przestępstwem” było przekazywanie informacji do Radia Wolna Europa.
- Naprzeciwko monachijskiej siedziby RWE, po drugiej stronie Oettingenstraße, były korty tenisowe. Pracownicy rozgłośni spotykali się w restauracji St. Anna Hof przy Lerchenfeldstraße.
- Radio Wolna Europa wielokrotnie nadawało list Iona Mihaia Pacepy do jego córki Dany, opublikowany w 1980 roku w „Le Monde”. Zbiegły szef rumuńskiego wywiadu tłumaczył w nim, dlaczego przeszedł na stronę Zachodu. Według Pacepy powodem był rozkaz Ceaușescu, by zorganizował zabójstwo Noëla Bernarda, dyrektora rumuńskiej sekcji RWE.
- Zamachy na Wolną Europę nie skończyły się z zimną wojną. Gdy w 1998 roku Wolna Europa zaczęła nadawać dla Iraku, Saddam Husajn kazał swojemu wywiadowi „brutalnie zakłócić” ich nadawanie. Plan zakładał ostrzał praskiej siedziby z granatnika RPG-7 z okna budynku po drugiej stronie ulicy. Udaremnił go czeski kontrwywiad BIS.
- Od czerwca 2023 roku patronem jednego z wrocławskich tramwajów, Moderusa Gamma o numerze 3325, jest Jan Nowak-Jeziorański.
- „Zaoczne reportaże” Markowa, nadawane przez Wolną Europę, ukazały się w Bułgarii drukiem dopiero w 1990 roku, a w 2000 roku autor otrzymał pośmiertnie Order Starej Płaniny, najwyższe bułgarskie odznaczenie.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!