Przejdź do treści

Afera „Dziwex”: jak PRL wysyłała młode Polki do włoskich klubów nocnych

W 1980 roku państwowe ZPR werbowały kobiety do „zespołów baletowych” we Włoszech, gdzie trafiały do klubów, które były burdelami. Sprawdzona historia sprawy, relacje kobiet, proces i jak rozpoznać ten schemat dziś.

W 1980 roku w warszawskiej prasie ukazało się ogłoszenie: państwowe przedsiębiorstwo rozrywkowe szuka młodych kobiet do „żeńskiego zespołu baletowego”, wymagany wzrost od 168 do 172 cm. Zgłosiły się tłumy. Wybrane, prawie wyłącznie blondynki, wyjechały na kontrakty do Włoch. Na miejscu okazało się, że „rewia” to kluby nocne pod Mediolanem i Florencją, a „taniec” to siedzenie z klientami w lożach, z których część była zwykłymi burdelami.

Wiosną 1981 roku, w czasie karnawału „Solidarności”, sprawę ujawnił tygodnik „Antena”. Prasa nazwała ją „Dziwexem”. Była to największa znana wtedy sprawa handlu kobietami w powojennej Polsce. Ten poradnik opisuje, jak działał ten mechanizm, co przeżyły kobiety, które o tym opowiedziały, dlaczego nikt nie trafił za to do więzienia i jak rozpoznać ten sam schemat dziś.

Pełna dokumentacja sprawy: szczegółowe kalendarium, opis mechanizmu, relacje, liczby, proces i materiały źródłowe zebrano na stronie dziwex.com. Polecamy ją każdemu, kto chce poznać sprawę dokładniej.

O tym tekście: to historia prawdziwych kobiet. Nie podajemy nazwisk kobiet, bo w publikacjach występują tylko pod imionami albo inicjałami. Opieramy się na reportażu Heleny Kowalik, artykule Marcina Dzierżanowskiego, badaniach historyczki Anny Dobrowolskiej i dokumentacji dziwex.com. Uczciwy opis musi pomieścić trzy fakty jednocześnie: część kobiet doświadczyła przemocy i przymusu, część mówiła, że wiedziała, na co jedzie, i nie żałuje, a sąd w 1984 roku nie uznał, że doszło do handlu ludźmi.

Słowo, które samo mówiło, o co chodzi

„Dziwex” nie był nazwą żadnej firmy. Słowo pojawiło się po raz pierwszy w 1981 roku w tygodniku „Antena”. Helena Kowalik, „Blondynki do konsumpcji”, Wprost, 2014. Powstało z połączenia wulgarnego słowa „dziwka” z końcówką „-ex”, którą nosiły nazwy państwowych przedsiębiorstw handlu zagranicznego PRL, jak Pewex. Historyczka Anna Dobrowolska zwraca uwagę, że takie połączenie może wskazywać na negatywny stosunek do kobiet. Marcin Dzierżanowski, „Afera »Dziwexu«, czyli Polki na eksport”, My Company Polska, 2023. W tym poradniku używamy tej nazwy wyłącznie jako historycznej nazwy sprawy, a nie jako określenia kobiet, które ta sprawa skrzywdziła.

PRL, głód dolarów i marzenie o wyjeździe

Pod koniec lat 70. PRL desperacko potrzebowała twardej waluty. Państwowe agencje artystyczne wysyłały za granicę muzyków, artystów estradowych i zespoły taneczne, a część ich zarobków trafiała do państwa. Dyrektor Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych (ZPR) tłumaczył, że eksportując polskie zespoły, przedsiębiorstwo zarabia na honoraria dla zagranicznych artystów sprowadzanych do Polski. Wprost. Wyjazd na kontrakt był możliwy tylko przez państwową agencję. Wojciech Mann wspominał: „Bez Pagartu nikt nie mógł wyjechać na zagraniczny kontrakt”. Paszport odbierało się przed wyjazdem i oddawało po powrocie. Onet Kultura, 2011.

Dla młodych ludzi wyjazd na Zachód oznaczał pieniądze i świat, którego w kraju nie mogli zobaczyć. Anna Dobrowolska, powołując się na historyka Dariusza Stolę, podaje, że w latach 80. od 70 do 85% badanych deklarowało gotowość do emigracji. Anna Dobrowolska, praca doktorska, Uniwersytet Oksfordzki, 2021. Tytuł jej artykułu naukowego o sprawie to cytat z jednej z kobiet: „Wszyscy marzą o wyjeździe”. Journal of Women’s History, streszczenie artykułu Anny Dobrowolskiej.

Ogłoszenie, „komisja” i kontrakt: jak działał mechanizm

  1. Ogłoszenie. W 1980 roku Dzielnicowy Dom Kultury Ochota razem z Biurem Imprez Artystycznych ZPR ogłosił nabór do „żeńskiego zespołu baletowego dla potrzeb estradowych”. Wymagano ukończenia 18 lat, „proporcjonalnej budowy ciała” i wzrostu od 168 do 172 cm. Podobne ogłoszenia ukazały się potem m.in. w Krakowie, Łodzi i Rzeszowie. My Company Polska.
  2. Kwalifikacje. Według Dzierżanowskiego kandydatki oceniała w Warszawie komisja złożona z choreografów i włoskich impresariów. Liczył się wygląd, nie umiejętności. Dziennikarka Krystyna Świątecka pisała: „Liczyły się tylko warunki zewnętrzne. Kwalifikacje nie miały znaczenia”. Po kilkudniowym, fikcyjnym szkoleniu kobiety dostawały fikcyjne zaświadczenia. Tamże.
  3. Prawie same blondynki. Według Kowalik werbowano „tylko blondynki”. Wprost.
  4. Kontrakt. Umowę sporządzano w biurze ZPR. Zawierała klauzulę o „konsumpcji nieobowiązkowej”. Tamże. Część kobiet wyjeżdżała z paszportami służbowymi jako pracownice ZPR, a część z prywatnymi paszportami jako turystki, przez drugą włoską agencję. My Company Polska.
  5. Odebrane paszporty. „Antena” pisała, że kobietom „odbierano na dzień dobry paszporty”. Jedna z kobiet, Ewa G., opowiadała, że właściciel klubu oddał jej paszport dopiero po upływie kontraktu. Wprost.

Według „Anteny” zespoły formowano tak, by do „atrakcji”, na przykład akrobaty albo iluzjonisty, dodać „tło”, czyli grupę kobiet. Stąd tytuł późniejszego reportażu telewizyjnego „Atrakcja z tłem”. My Company Polska. Zespoły nosiły nazwy takie jak Mette Show, Lady Shic czy Yoko Show. Wprost.

„Konsumpcja”, boksy i licznik szampana

Kobiety trafiały do prowincjonalnych klubów w okolicach Mediolanu i Florencji. „Antena” pisała, że pod nazwami takimi jak Rosa Pantera, Blue Notte, Omnibus czy Moulin del Topo kryły się domy publiczne. Według reportażu Kowalik praca polegała na siedzeniu przy stolikach i namawianiu klientów na drogie trunki, podawane do lóż oddzielonych przepierzeniami. Za udział w „konsumpcji” kobieta dostawała około 100 lirów, równowartość paczki papierosów. Jeśli klient się zdecydował, brał kobietę do boksu. Nie płacił jej, ale musiał kupować szampana, a od wejścia za przepierzenie „bił licznik”. Wprost.

Oficer milicji opowiadał reporterowi „Kulis” Maciejowi Piotrowskiemu o regulaminie. Kobiety wychodziły z pokoi tylko do pracy o 22, w lokalu siedziały „na wystawie”, a z klientami rozmawiały przez kelnerów. Opornym właściciel dokładał do grupy dwie albo trzy prostytutki. Po kilku dniach kobiety widziały, że nowe koleżanki zarabiają więcej, „i raczej już się nie stawiały”. Tamże. To przykład presji ekonomicznej, która nie wymagała bicia, żeby działać.

Co opowiadały kobiety, które wróciły

Relacje kobiet znamy z prasy z lat 1981–1984, przytoczonych przez Helenę Kowalik. Są bardzo różne.

  • Magda, 20 lat: była w grupie pięciu dziewczyn, które na lotnisku przywitał włoski impresario. Nie wiedziały, co w praktyce znaczy „konsumpcja”. Trzy z nich zaszły w ciążę. Mówiła, że w innych grupach było gorzej: jednej przestrzelono policzek, a o dwóch „zaginął wszelki ślad”.
  • Mariola z Rzeszowa, osiem miesięcy we Włoszech: w pierwszym lokalu nie było parkietu do tańca, tylko „boksy jak dla koni”. Odmawiała pójścia do boksu i „nieraz dostała za opór po twarzy”. W końcu właściciel zgodził się, by tylko piła z klientami. Klienci ją obmacywali.
  • Ewa G. pojechała z mężem i od razu poznała, że to burdel. Odmawiała, godzinami siedziała sama przy wodzie. Paszport odzyskała dopiero po zakończeniu kontraktu.
  • Kierowniczka jednego z zespołów miała „jak najlepsze wspomnienia” i mówiła, że nikt jej do niczego nie zmuszał.
  • Kobieta, z którą rozmawiał reporter Jan Lewandowski, nie rozumiała, po co prasa to rozgrzebuje. Zobaczyła kawałek świata i zarobiła na mieszkanie. Inaczej, jak mówiła, do emerytury stałaby za bufetem na stacji kolejowej.

Wszystkie te relacje przytacza reportaż Heleny Kowalik we Wprost. Anna Dobrowolska pisze, że wiele kobiet było zmuszanych do usług seksualnych, ale też ostrzega, że prasa z tamtych lat zacierała granicę między dobrowolną a przymusową pracą i nie jest wiarygodnym źródłem o przeżyciach samych kobiet. Dobrowolska, praca doktorska. Najdrastyczniejsze opisy z 1981 roku, o uzbrojonych strażnikach i strzałach, pochodzą z artykułów prasowych, a nie z relacji kobiet, i tak należy je traktować.

Polki z klubów jednej z włoskich agencji wysłały list przez konsula PRL w Mediolanie do ZPR i do redakcji: „Dowiedziałyśmy się, że pracujemy w domu publicznym, pod lufą strażników mafii. Jest to dla nas ogromna obraza”. Według Kowalik w redakcjach list schowano na dno szuflady. Wprost.

33 dolary dla tancerki, milion dla pośredników

Według Kowalik ZPR wypłacał każdej kobiecie 15% jej gaży, czyli 33 dolary dziennie, przez polski konsulat w Mediolanie. Wprost. Dzierżanowski pisze, że „podobno” ZPR inkasowało za dzień pracy jednej kobiety 220 dolarów, a dniówka kobiety była mniej więcej równowartością miesięcznej pensji w Polsce. My Company Polska. Kwota 220 dolarów ma więc tylko jedno źródło i jest podana z zastrzeżeniem.

Za noc poza lokalem klient płacił właścicielowi klubu od 200 do 300 tysięcy lirów, z czego kobieta dostawała 5%, opowiadała Mariola. Według „Anteny” polscy naganiacze dostawali po 500 dolarów za każdą zwerbowaną blondynkę plus dodatki za każdy dzień jej pracy. Milicja szacowała, że naganiacze zarobili co najmniej milion dolarów. Jeden z aresztowanych pracowników ZPR przyznał w telewizji, że brał od Włochów łapówki w dolarach. Wprost.

Trzysta czy tysiąc pięćset kobiet

Dokładnej liczby nikt nie ustalił. Jan Śpiewak pisał w „Antenie”: „Są już dowody (...), że do roku 1980 wysłano do Włoch około 300 rzekomych balerin, a podejrzewa się, że ta liczba może być pięciokrotnie większa”. Wprost. Z tej pięciokrotności i z późniejszych szacunków prasy wzięła się liczba około 1500 kobiet. My Company Polska. Milicja przesłuchała 40 tancerek, które wróciły. Nie wiadomo, ile kobiet zostało we Włoszech. Dokumentacja dziwex.com zestawia wszystkie znane liczby.

„Antena”, list w szufladzie i aresztowania w Hotelu Europejskim

Sprawę ujawnił wiosną 1981 roku Jan Śpiewak w „Antenie”, w tekście „Dziwex i mafia”. Anna Dobrowolska datuje publikacje na kwiecień 1981 roku, a inne źródła na marzec. Dobrowolska, praca doktorska. Śpiewak nazwał sprawę „największą aferą handlu żywym towarem w historii polskiej kryminalistyki”. My Company Polska.

Takie teksty mogły się ukazać dzięki odwilży po sierpniu 1980 roku. Komisja „Solidarności” pracowników przedsiębiorstw rozrywkowych pisała, że ujawnienie sprawy „stało się możliwe dzięki zmianom dokonującym się w Polsce po sierpniu 1980 r.”. Tamże. Reporter Jan Lewandowski przypominał, że wcześniej cenzura blokowała nawet dane o alkoholizmie. Wprost.

Reakcja była ogromna. Cena numeru „Anteny” na warszawskim bazarze Różyckiego wzrosła trzydziestokrotnie. W Hotelu Europejskim w Warszawie aresztowano dwóch włoskich impresariów. Paradoksalnie po artykułach wielokrotnie wzrosła liczba wniosków wizowych młodych kobiet w ambasadzie Włoch. Na konferencji prasowej rzecznik milicji ganił prasę, że kobiety, które wróciły, „teraz są traktowane przez otoczenie jak prostytutki”. Prokurator mówił, że handel ludźmi „nie jest łatwy do udowodnienia, zwłaszcza że Włosi nie kwapią się do współpracy”, a na wyjazd śledczych do Włoch „nie ma dewiz”. Tamże.

Trzy lata śledztwa i wyrok tylko za dolary

Śledztwo trwało trzy lata. W 1984 roku prokuratura oskarżyła pracowników ZPR o handel żywym towarem, czerpanie zysków z nierządu i przestępstwa dewizowe. Proces był niejawny. Jeden z włoskich impresariów zmarł przed procesem, a drugi się nie stawił, bo Polska nie miała z Włochami umowy o ekstradycji. Wprost.

Zarzuty handlu ludźmi i czerpania zysków z nierządu upadły. Według Kowalik żaden polski śledczy nie widział klubów, a sąd opierał się na zeznaniach świadków i oskarżonych, którzy mieli interes w zaprzeczaniu, że „konsumpcja” oznaczała nierząd. Na rozprawie część świadków odwoływała zeznania. Jedyny, kto widział boksy, reporter Maciej Piotrowski, na pytanie o wysokość przepierzeń odpowiedział, że były „raczej niskie”. W uzasadnieniu sąd napisał, że rozgłos wokół sprawy utrudnił dotarcie do prawdy, a medialna wrzawa była dla oskarżonych karą dotkliwszą od wyroku. Tamże.

Ostatecznie skazano oskarżonych tylko za przestępstwa dewizowe. Kierownik działu eksportu i importu ZPR dostał dwa lata w zawieszeniu i grzywnę, a szeregowi urzędnicy po roku w zawieszeniu i grzywny. Nikt nie trafił do więzienia. Tamże. Obrońca w procesie, Stanisław Zabłocki, pisał po latach we wspomnieniach, że „nikt nikogo do niczego nie zmuszał”. My Company Polska. Warto pamiętać, że to słowa obrońcy, a nie ustalenie sądu.

Prawo też nie ułatwiało sprawy. W kodeksie karnym z 1969 roku nie było przepisu o handlu ludźmi, bo uznano, że to przestępstwo nieaktualne w Polsce. Prokurator sięgnął po stary przepis z przepisów wprowadzających kodeks, który karał handel kobietami „nawet za ich zgodą”. Józef Koredczuk, Uniwersytet Wrocławski, 2021.

Piosenka kabaretu i powrót do tego samego klubu

Według Kowalik po procesie jedna z włoskich agencji zerwała kontakty z ZPR, ale na jej miejsce weszli inni. Latem 1985 roku w tym samym klubie Omnibus występował polski zespół taneczny sprowadzony przez inną państwową agencję, Pagart. Wprost. Jak wyglądała jego praca, źródła nie mówią.

Sprawa weszła do popkultury. Kabaret Tey wykonywał piosenkę „Dziwex”, którą śpiewał Rudi Schuberth, z tekstem Zenona Laskowika i Krzysztofa Jaślara. Refren brzmiał: „Dziwex, dziwex, interes złoty, jadą dziewczyny do Włoch, na roboty”. Tekstowo.pl. Historię sprawy opisała później Anna Dobrowolska w książce „Zawodowe dziewczyny. Prostytucja i praca seksualna w PRL” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2020). Histmag, recenzja książki.

Ten sam schemat działa dziś

Mechanizm z 1980 roku, czyli legalnie wyglądający pośrednik, kontrakt na „taniec” albo „pracę w hotelu” i odebrany paszport, działa również dziś. Dokumentacja dziwex.com zbiera sygnały ostrzegawcze, które warto znać, zanim przyjmie się pracę za granicą. dziwex.com, „Jak temu zapobiegać”:

  • pracodawcy zależy na twoim wyglądzie bardziej niż na umiejętnościach;
  • wynagrodzenie jest podejrzanie wysokie w stosunku do pracy;
  • pośrednik płaci za podróż i mieszkanie, a potem robi z tego dług do odpracowania;
  • ktoś proponuje, że „przechowa” twój paszport;
  • umowa jest w obcym języku albo z kimś innym niż faktyczny pracodawca;
  • jesteś pod presją czasu i nie możesz porozmawiać z kimś, kto już tam pracował.

Nigdy nie oddawaj nikomu swojego paszportu ani dowodu osobistego. Przed wyjazdem zostaw bliskim adres pracodawcy i kopię umowy. W Polsce handel ludźmi jest przestępstwem z art. 189a kodeksu karnego, za które od 1 października 2023 roku grozi od 3 do 20 lat więzienia. Zgoda ofiary nie zmienia tego, że to przestępstwo. Kodeks karny, art. 189a.

Gdzie szukać pomocy w Polsce i za granicą

KrajGdzie dzwonićUwagi
PolskaKCIK, Krajowe Centrum Interwencyjno-Konsultacyjne dla Ofiar Handlu Ludźmi: +48 22 628 01 20Pomoc i konsultacje dla ofiar handlu ludźmi. gov.pl/web/kcik
PolskaFundacja La Strada: +48 605 687 750Organizacja pomagająca ofiarom handlu ludźmi. strada.org.pl
Polska i UENumer alarmowy 112W nagłym zagrożeniu.
USANational Human Trafficking Hotline: 1-888-373-7888, SMS 233733Całą dobę, poufnie. humantraffickinghotline.org
Wielka BrytaniaModern Slavery & Exploitation Helpline: 08000 121 700modernslaveryhelpline.org
NiemcyHilfetelefon „Gewalt gegen Frauen”: 116 016Całą dobę, anonimowo, także w sprawie handlu ludźmi. hilfetelefon.de
KanadaCanadian Human Trafficking Hotline: 1-833-900-1010Całą dobę, poufnie. canadianhumantraffickinghotline.ca
AustraliaNumer alarmowy 000W nagłym zagrożeniu. Zgłoszenia także przez stronę policji federalnej. afp.gov.au

Numery sprawdziliśmy na oficjalnych stronach w listopadzie 2026 roku. Za granicą możesz też zwrócić się do najbliższego konsulatu RP.

Czego nie wiemy na pewno

  • Ile było kobiet i ile z nich nie wróciło do Polski.
  • Dokładna data publikacji w „Antenie”: marzec albo kwiecień 1981 roku.
  • Kwota 220 dolarów dziennie dla ZPR: podaje ją tylko jedno źródło, z zastrzeżeniem „podobno”.
  • Pochodzenie słowa „Dziwex”: czasem nazywa się je milicyjnym kryptonimem, ale nie znaleźliśmy źródła, które by to potwierdzało. Reportaże mówią, że słowo pojawiło się po raz pierwszy w „Antenie”.
  • Losy oskarżonych po 1984 roku i wynik włoskich postępowań w tej sprawie.

Oficjalne źródła

Czy ten poradnik był pomocny?

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!


Dodaj komentarz

Zaloguj się aby uniknąć weryfikacji emaila przy każdym komentarzu, lub komentuj jako gość:

Komentarz może być moderowany przed publikacją.