Przejdź do treści

Dywizjon 303 i Ameryka: od Eskadry Kościuszkowskiej do emigracji

Amerykański wątek w historii Dywizjonu 303: amerykańscy ochotnicy Eskadry Kościuszkowskiej w wojnie 1920 roku, Merian C. Cooper, godło, które przeszło na Dywizjon 303, Witold Urbanowicz z amerykańskimi lotnikami w Chinach, losy lotników 303, którzy po wojnie zamieszkali w USA i Kanadzie, oraz pamięć o nich wśród Polonii. Do tego ciekawostki i źródła.

Historia Dywizjonu 303 zaczyna się nie w Anglii, ale we Lwowie w 1919 roku, i to z udziałem Amerykanów. Grupa amerykańskich lotników ochotników przyjechała wtedy walczyć za odradzającą się Polskę. Ich Eskadra Kościuszkowska zostawiła po sobie godło, które dwadzieścia lat później nosiły na burtach Hurricane’y najsłynniejszego polskiego dywizjonu Bitwy o Anglię.

W tym poradniku zbieramy cały amerykański wątek tej historii: kim byli ochotnicy z 1919 roku i jak walczyli w wojnie polsko-bolszewickiej, jak Merian C. Cooper trafił z sowieckiej niewoli do Hollywood i „King Konga”, jak tradycja eskadry przeszła na Dywizjon 303, jak Witold Urbanowicz walczył z amerykańskimi lotnikami w Chinach i jak Ameryka poznawała historię dywizjonu. Opowiadamy też losy lotników 303, którzy po wojnie zamieszkali w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, i o tym, jak pamięta o nich Polonia. Samą Bitwę o Anglię opisujemy w osobnym poradniku o polskich lotnikach w 1940 roku.

W skrócie
  • W latach 1919–1921 w Eskadrze Kościuszkowskiej służyli amerykańscy ochotnicy. Polskie monografie mówią o 21 Amerykanach, opis pomnika we Lwowie o 17.
  • Pomysł eskadry przedstawił Merian C. Cooper, późniejszy twórca „King Konga”. W 1920 roku dostał się do sowieckiej niewoli, uciekł z niej i otrzymał Virtuti Militari.
  • Godło eskadry, które zaprojektował amerykański pilot Elliot Chess, przeszło przez 111 Eskadrę Myśliwską na Dywizjon 303.
  • Witold Urbanowicz, dowódca 303 w czasie Bitwy o Anglię, w 1943 roku latał w Chinach w amerykańskim 75 Dywizjonie Myśliwskim i otrzymał amerykański Air Medal.
  • Po wojnie część lotników 303 zamieszkała w USA i Kanadzie, korzystając między innymi z amerykańskiej ustawy o przesiedleńcach z 1948 roku i kanadyjskich kontraktów rolnych.
  • Pamięć o nich podtrzymują organizacje weteranów i Polonii, groby na Cmentarzu Orląt we Lwowie oraz wystawa w New England Air Museum w Connecticut.

Amerykanie, którzy przyjechali walczyć za Polskę

Amerykański wątek Dywizjonu 303 zaczyna się dwadzieścia lat przed Bitwą o Anglię, pod Lwowem. Jesienią 1919 roku przyjechała tam grupa amerykańskich lotników, z których wielu miało za sobą walki I wojny światowej. Amerykanie nie byli najemnikami w zwykłym sensie tego słowa. Podpisali kontrakty z Wojskiem Polskim, dostawali żołd polskiego oficera i walczyli w polskiej jednostce, której nadali imię Tadeusza Kościuszki.

Warto od razu sprostować popularne uproszczenie. Amerykanie nie założyli tej eskadry. Jednostka powstała 7 listopada 1918 roku w Krakowie jako III eskadra lotnicza bojowa, na samolotach pozostawionych przez Austriaków, a pod koniec 1918 roku przeniosła się do Lwowa i otrzymała numer 7. Gdy przyjechali ochotnicy zza oceanu, polscy lotnicy mieli już za sobą blisko 200 lotów bojowych w wojnie polsko-ukraińskiej. Amerykanie dali jej nowe imię i godło, które przetrwało do dziś.

Merian C. Cooper i dług wobec Pułaskiego

Głównym inicjatorem całego przedsięwzięcia był Merian Caldwell Cooper, urodzony 24 października 1893 roku w Jacksonville na Florydzie, syn znanego prawnika. W rodzinie Cooperów przekazywano z pokolenia na pokolenie opowieść o pradziadku, pułkowniku Johnie Cooperze, który w 1779 roku pod Savannah walczył u boku Kazimierza Pułaskiego i wynosił śmiertelnie rannego generała spod ognia. Według przekazu przytaczanego przez Instytut Pamięci Narodowej John Cooper miał wtedy przysiąc, że Stany Zjednoczone spłacą dług wobec Pułaskiego i Polski. Prawnuk traktował tę rodzinną tradycję jak zobowiązanie.

W 1917 roku wyjechał do Francji, gdzie został pilotem bombowców DH-4 amerykańskiego lotnictwa. 26 września 1918 roku jego samolot został zestrzelony. Cooper, poparzony i z poranionymi rękami, trafił do niewoli niemieckiej, a w kraju przez pewien czas uważano go za zabitego.

Po zawieszeniu broni zgłosił się do Amerykańskiej Administracji Pomocy (American Relief Administration), którą kierował Herbert Hoover i która dostarczała Polsce pomoc żywnościową. W lutym 1919 roku dotarł z nią do Polski i został skierowany do misji żywnościowej we Lwowie, oblężonym wtedy przez wojska ukraińskie. Odwiedzał polskie okopy, co zjednało mu szacunek żołnierzy. Tam poznał gen. Tadeusza Rozwadowskiego, dowódcę polskich sił w Galicji Wschodniej, i przedstawił mu pomysł eskadry złożonej z amerykańskich ochotników.

„Pokażcie, co umiecie”

Za radą Rozwadowskiego Cooper pojechał w maju 1919 roku do Warszawy i zaoferował swoje usługi Józefowi Piłsudskiemu. Spotkanie nie było łatwe. Piłsudski przyjął ofertę niechętnie i według polskich opracowań miał powiedzieć, że najemników nie potrzebuje. Po krótkim wahaniu zgodził się jednak na zwerbowanie kilku doświadczonych amerykańskich lotników. „Płomienne, świdrujące oczy Marszałka patrzyły na mnie przez sekundę, a potem wstał i uścisnął mi rękę”, wspominał po latach Cooper.

Na początku lipca 1919 roku Cooper wrócił do Paryża. Tam spotkał znanego mu z Francji majora Cedrica Fauntleroya, pilota urodzonego na plantacji koło Natchez w stanie Missisipi, który jako czternastolatek opuścił dom, służył we francuskiej Legii Cudzoziemskiej, a potem jako pilot doświadczalny w amerykańskich siłach ekspedycyjnych. Fauntleroy dał się przekonać do polskiej sprawy i odtąd obaj werbowali kolejnych lotników. Według IPN ich nieformalnym biurem rekrutacyjnym była paryska Café de la Paix, gdzie rozmawiano z kandydatami.

Formalną zgodę strony amerykańskiej, reprezentowanej przez płk. Harry’ego Howlanda, na utworzenie eskadry wydano 16 sierpnia 1919 roku. Dziesięć dni później, 26 sierpnia 1919 roku, w paryskim hotelu Wagram kontrakt podpisali gen. Rozwadowski, wówczas szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, Cooper i Fauntleroy. Rozwadowski działał w porozumieniu z gen. Johnem Pershingiem, dowódcą amerykańskich wojsk w Europie, i liczył nawet na większą formację, nazywaną Legionem Amerykańskim. Z tych planów zrealizowano tylko eskadrę.

Ochotnicy podpisywali sześciomiesięczne kontrakty. Ich uposażenie, przywileje i obowiązki były takie same jak polskich oficerów tego samego stopnia. 16 września 1919 roku pierwsza grupa wyruszyła do Polski, podróżując jako obsługa pociągu sanitarnego, a tydzień później przekroczyła granicę polsko-niemiecką.

Kim byli ochotnicy

Według IPN pierwszą grupę tworzyło ośmiu lotników: Cedric Fauntleroy, Merian C. Cooper, Edward C. Corsi, George M. Crawford, Kenneth O. Shrewsbury, Carl H. Clark, Edwin L. Noble i Arthur H. Kelly. W październiku 1919 roku dołączyli Elliot W. Chess i Edmund P. Graves, a w listopadzie Harmon Rorison. W 1920 roku przybyli kolejni, wśród nich John McCallum, Kenneth Malcolm Murray, John Maitland, John Speaks, Thomas Garlick i Earl Evans. Murray przywiózł ze sobą własny myśliwiec Sopwith Camel, jedyny samolot tego typu w eskadrze.

Ilu Amerykanów naprawdę służyło w eskadrze, zależy od tego, kogo się liczy. Polskie monografie oraz polskie wydanie wspomnień Murraya podają, że przez jednostkę przewinęło się 21 Amerykanów, 20 pilotów i jeden obserwator. W opisie dziejów pomnika na lwowskim Cmentarzu Orląt mowa natomiast o 17 amerykańskich lotnikach, którzy przyjechali do Polski. Tę samą liczbę ma w tytule dokument Zbigniewa Kowalewskiego „Siedemnastu wspaniałych” z 2005 roku.

Obok Amerykanów w eskadrze latali Polacy, między innymi por. Jerzy Weber, Ludomił Rayski, Ludwik Idzikowski, Władysław Konopka i Aleksander Seńkowski. Całą obsługę naziemną, 31 mechaników, stanowili Polacy. Eskadra Kościuszkowska była więc polsko-amerykańską jednostką Wojska Polskiego.

Lewandówka, imię Kościuszki i godło z kosami

14 października 1919 roku ochotnicy stawili się u Piłsudskiego. Według IPN Naczelnik przyjął ich chłodno i porównał do najemników, ale nie sprzeciwił się ich służbie, mówiąc słynne „Pokażcie co umiecie”. Następnie Amerykanie zostali przydzieleni do 7 eskadry na lwowskim lotnisku Lewandówka, wyposażonej w myśliwce Albatros D.III produkcji austriackiej firmy Oeffag. Jesienią 1919 roku dowództwo jednostki objął Fauntleroy, a Cooper został jego zastępcą i prowadził jedną z dwóch grup eskadry, nazwaną imieniem Pułaskiego. 31 grudnia 1919 roku jednostka przyjęła nazwę 7 Eskadra Myśliwska im. Tadeusza Kościuszki.

Godło eskadry zaprojektował por. Elliot Chess. Na tle czerwono-białych pasów z flagi Stanów Zjednoczonych umieścił czerwoną krakowską rogatywkę i dwie skrzyżowane kosy bojowe, przypominające kosynierów z powstania kościuszkowskiego 1794 roku, a w otoku trzynaście gwiazd, symbol trzynastu pierwotnych stanów. Od kos godło zyskało nieoficjalne miano „Kosy”, a lotników eskadry zaczęto nazywać kosynierami.

Pierwszy z Amerykanów zginął nie w boju. 22 listopada 1919 roku, w czasie pokazów lotniczych z okazji pierwszej rocznicy obrony Lwowa, Edmund Graves wykonywał akrobacje na Albatrosie. Przy podwójnej beczce odpadło prawe skrzydło. Według relacji Coopera Graves próbował ratować się na spadochronie, ale skoczył zbyt nisko i spadochron się nie otworzył. Cooper uważał go za „bezspornie najlepszego pilota spośród nas”. Pogrzeb 24 listopada 1919 roku zgromadził tysiące lwowian. Gravesa pochowano na Cmentarzu Obrońców Lwowa i pośmiertnie odznaczono Krzyżem Walecznych. Na jego miejsce przyjechał Harmon Rorison.

Eskadra Kościuszkowska w wojnie 1920 roku

Zima 1919/1920 była na froncie względnie spokojna, więc eskadra szkoliła się i uzupełniała sprzęt. 1 lutego 1920 roku miała 12 pilotów, 2 obserwatorów i 10 samolotów. 3 kwietnia 1920 roku eskadrę przeniesiono na lotnisko w Połonnem, skąd zaczęła loty operacyjne, a 10 kwietnia jej naloty na wojska w Czudnowie ułatwiły zajęcie tej miejscowości.

Eskadra myśliwska nie stoczyła w tej wojnie walk powietrznych, bo nie doszło do starć z lotnictwem sowieckim. Jej myśliwce latały więc na rozpoznanie i do ataków na cele naziemne. Piloci schodzili nisko i ostrzeliwali z karabinów maszynowych wojska nieprzyjaciela, a przede wszystkim kawalerię.

Wyprawa kijowska

Ofensywa na Kijów zaczęła się 25 kwietnia 1920 roku. Następnego dnia, w walkach o Berdyczów, ciężko ranny został Edwin Noble. Eskadra stacjonowała kolejno w Berdyczowie, a od 8 maja w Białej Cerkwi pod Kijowem. 2 maja wrócił z Warszawy Fauntleroy z pierwszymi myśliwcami Ansaldo A.1 Balilla. 10 maja George Crawford zaatakował i zatopił bolszewicki statek na Dnieprze. Od 17 maja do początku czerwca Cooper z trzema pilotami, Clarkiem, Corsim i Weberem, działał jako oddział wydzielony z Kijowa, osłaniając polskie bombowce atakujące żeglugę na Dnieprze. Według polskich opracowań 30 maja w ataku pod Trypolem na Dnieprze zatopiono jeden statek, a drugi, pancerny, osiadł na brzegu.

25 maja Crawford jako pierwszy zameldował dowództwu, że w rejon Humania zbliża się 1 Armia Konna Siemiona Budionnego. Od tej chwili konnica Budionnego była głównym przeciwnikiem eskadry aż do końca wojny.

Odwrót i polowanie na kawalerię

W czasie odwrotu eskadra ewakuowała się z Białej Cerkwi, Koziatynia, Żytomierza i Berdyczowa. 7 czerwca Fauntleroy dostrzegł pod Żytomierzem zagony konnicy Budionnego, których nikt się na tym odcinku frontu nie spodziewał. Ta informacja pozwoliła sprawnie wycofać wojska gen. Antoniego Listowskiego wraz z jego sztabem. Na lotnisku w Berdyczowie sowieccy kawalerzyści zaskoczyli i uszkodzili samoloty Coopera i Crawforda, którzy musieli uciekać pieszo. Eskadra mieszkała wtedy w wagonach kolejowych. Murray podkreślał później, że żadna inna jednostka lotnicza nie miała bazy w ruchomym składzie kolejowym i nie walczyła na tyłach frontu w czasie 650-kilometrowego odwrotu.

Według książki Kennetha Malcolma Murraya polski wywiad przechwycił radiogram, w którym dowódca Armii Konnej prosił o wsparcie lotnicze i o podwojenie nagrody, do 25 tysięcy rubli, za każdego schwytanego amerykańskiego pilota, żywego lub martwego. Ślady eskadry zostały też w literaturze rosyjskiej. Izaak Babel, który w 1920 roku sam był w szeregach Budionnego, opisał w zbiorze opowiadań „Armia Konna” ataki eskadry Fauntleroya na sowiecką konnicę.

W tym czasie w eskadrze zmieniało się dowództwo. Pod koniec czerwca 1920 roku dowódcą został Cooper, a Fauntleroy objął dowództwo II dywizjonu lotniczego 2 Armii, do którego należała eskadra. Po zestrzeleniu Coopera w lipcu eskadrę przejął George Crawford. 15 lipca 1920 roku zginął Arthur Kelly. Leciał wtedy jako obserwator w załodze 21 eskadry niszczycielskiej z pilotem Stanisławem Skarżyńskim, innym lotnikiem niż późniejszy zdobywca Atlantyku. Ich samolot został zestrzelony nad szosą Łuck–Klewań w czasie ataku na kawalerię.

Obrona Lwowa w sierpniu 1920 roku

W sierpniu 1920 roku, gdy rozstrzygały się losy Warszawy, Budionny szedł na Lwów. 16 sierpnia III dywizjon lotniczy dostał rozkaz powstrzymania Armii Konnej. 7 eskadra miała wtedy tylko pięciu zdolnych do lotu pilotów: Fauntleroya, który dowodził już dywizjonem, Edwarda Corsiego, Elliota Chessa, Jerzego Webera i Aleksandra Seńkowskiego. Crawford był chory. W ciągu dwóch dni, 16 i 17 sierpnia, ta piątka wykonała 36 lotów szturmowych, po 18 dziennie.

Dniem największego wysiłku bojowego lotników broniących Lwowa był 18 sierpnia 1920 roku. Wykonano wtedy 72 loty bojowe, a szczególnie wyróżnili się Corsi i Weber. Jak bardzo piechota ceniła Amerykanów, pokazuje notatka z 1920 roku, przytaczana przez IPN bez wskazania autora i dokładnej daty. Jeden z polskich dowódców piechoty raportował w niej: „Amerykańscy lotnicy pomimo wycieńczenia, walczą jak opętani”, i dodawał, że bez ich pomocy „dawno by nas diabli wzięli”. „Biuletyn IPN” uważa obronę Lwowa za prawdopodobnie pierwszy przypadek, w którym samo lotnictwo obroniło ważny cel strategiczny przed wojskami lądowymi.

Wieczorem 18 sierpnia, w obawie przed zajęciem Lwowa, dywizjon odleciał do Przemyśla. We Lwowie zostało tylko dowództwo lotnictwa frontu z Fauntleroyem na czele, a samoloty dalej latały nad Lwów, traktując tamtejsze lotnisko jako wysuniętą bazę. 24 sierpnia eskadra wróciła do Lwowa. W sumie w sierpniu 1920 roku jej lotnicy wykonali 79 lotów bojowych. 31 sierpnia zginął John McCallum, który przybył jako uzupełnienie. Źródła różnią się co do okoliczności: część mówi o wypadku, część o śmierci w walce w obronie miasta.

Wrzesień i bilans

We wrześniu eskadra zwalczała sowiecką kawalerię w rejonie Hrubieszowa i Uściługa, ale walki straciły już na sile. Eskadra wykonała jeszcze 19 lotów rozpoznawczych, a ostatni raz jej lotnicy wzięli udział w walce 23 września 1920 roku. Wojnę formalnie zakończył traktat pokojowy podpisany w Rydze 18 marca 1921 roku.

Według opracowania Mariana Romeyki z 1933 roku w całym okresie walk eskadra wykonała 462 loty bojowe i spędziła w powietrzu 682 godziny. Sam Fauntleroy miał według polskich źródeł 80 lotów bojowych. Z Amerykanów zginęło trzech: Edmund Graves, Arthur Kelly i John McCallum. Cooper trafił do niewoli, a Noble został ciężko ranny.

Virtuti Militari i koniec amerykańskiego rozdziału

Za udział w wojnie lotnicy eskadry otrzymali order Virtuti Militari. Według IPN w październiku 1920 roku Srebrne Krzyże wręczył lotnikom III dywizjonu gen. Stanisław Haller, a 10 maja 1921 roku, już po powrocie Coopera z niewoli, pilotów eskadry dekorował osobiście Józef Piłsudski. Srebrny Krzyż Virtuti Militari otrzymali między innymi Fauntleroy, Cooper, Corsi, Crawford i Chess, a według anglojęzycznych opracowań także Clark, Noble, Rorison i Shrewsbury, obok polskich lotników, takich jak Weber, Rayski i Idzikowski. Cooper wspominał tę chwilę krótko: „Rumieniec wyszedł nam na twarze”. Fauntleroy, który w Wojsku Polskim awansował z majora na podpułkownika, otrzymał też czterokrotnie Krzyż Walecznych. Graves został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych, a polska lista personelu eskadry przy nazwisku Kelly’ego także odnotowuje to odznaczenie.

Wraz z końcem wojny skończyło się amerykańskie zaangażowanie. Fauntleroy został zwolniony ze służby na własną prośbę 10 maja 1921 roku, w dniu dekoracji. Amerykanie wrócili do domu, a eskadra stała się w pełni polska. W maju 1921 roku 7 eskadra myśliwska weszła w skład III dywizjonu myśliwskiego 1 Pułku Lotniczego w Warszawie. W 1925 roku przemianowano ją na 121, a później na 111 eskadrę myśliwską, która walczyła we wrześniu 1939 roku. Godło z kosami i gwiazdami przetrwało wszystkie te reorganizacje, a potem przeszło na Dywizjon 303.

Merian C. Cooper – od sowieckiej niewoli do „King Konga”

13 lipca 1920 roku samolot Coopera został zestrzelony, a pilot wylądował awaryjnie za liniami wroga. Według „Rzeczpospolitej” trafiła go seria z karabinu maszynowego z taczanki, czyli konnego wozu bojowego.

Frank Mosher, proletariusz z Ameryki

Kozakom, którzy go schwytali, przedstawił się jako Frank Mosher, amerykański robotnik siłą wcielony do polskiego lotnictwa. Część autorów zauważa, że ta mistyfikacja prawdopodobnie uratowała mu życie. W niewoli rozmawiał z nim Izaak Babel, ten sam, który opisywał Armię Konną.

Po nieudanej próbie ucieczki Cooper trafił do więzienia w Moskwie, a potem do oddziału jeńców, którzy oczyszczali tory kolejowe pod Moskwą. W niewoli spędził prawie dziewięć miesięcy. Wreszcie uciekł razem z dwoma polskimi jeńcami, por. Sokołowskim i kpt. Zalewskim. Przeszli około 700 kilometrów i w kwietniu 1921 roku dotarli na Łotwę, skąd Cooper wrócił do Polski. W Warszawie awansowano go na podpułkownika, a Srebrny Krzyż Virtuti Militari z numerem 3024, przyznany decyzją z 8 kwietnia 1921 roku, wręczył mu Piłsudski 10 maja.

Od „Trawy” do „King Konga”

Po powrocie do Stanów Cooper opublikował w 1922 roku w Chicago wspomnienia „Faunt-le-Roy i jego eskadra w Polsce. Dzieje Eskadry Kościuszki”. Potem wrócił do dziennikarstwa i zajął się filmem dokumentalnym. Z Ernestem B. Schoedsackiem nakręcił „Trawę” (1925), film o wędrówce plemienia Bachtiarów w Persji, oraz „Changa” (1927), a następnie fabularne „Cztery pióra” (1929).

Największy sukces przyszedł w 1933 roku. „King Kong”, którego premiera odbyła się 2 marca 1933 roku, był pomysłem Coopera. Cooper zrealizował go dla wytwórni RKO razem ze swoim stałym partnerem Schoedsackiem, sam kręcił sceny w dżungli, a w finale obaj pojawili się w kabinie samolotu, który dobija olbrzymiego goryla na szczycie Empire State Building.

W kolejnych latach Cooper był jednym z najważniejszych producentów Hollywood. Według polskich opracowań wyprodukował 62 filmy, a w 1934 roku magazyn „Fortune” zaliczył go do najważniejszych ludzi w branży. W 1946 roku założył z Johnem Fordem wytwórnię Argosy Productions, która wyprodukowała między innymi westerny „Fort Apache” (1948), „Nosiła żółtą wstążkę” (1949) i „Wagon Master” (1950). Przy „Poszukiwaczach” (1956) Forda był producentem wykonawczym. W 1952 roku otrzymał honorowego Oscara za całokształt twórczości, a w 1960 roku gwiazdę w hollywoodzkiej Alei Sław.

II wojna światowa: Chiny, Pacyfik, „Missouri”

W czasie II wojny światowej Cooper wrócił do munduru jako pułkownik lotnictwa armii amerykańskiej. Służył w Indiach, był oficerem łącznikowym do spraw logistyki przy nalocie Doolittle’a na Japonię. Potem trafił do Chin jako szef sztabu gen. Claire’a Chennaulta, dowódcy China Air Task Force, następczyni „Latających Tygrysów” i poprzedniczki 14 Armii Powietrznej. 25 października 1942 roku poprowadził nalot 12 bombowców B-25 i 7 myśliwców P-40 na doki Kowloon w Hongkongu.

W latach 1943–1945 był szefem sztabu dowództwa bombowego 5 Armii Powietrznej w południowo-zachodnim rejonie Pacyfiku. Był na pokładzie pancernika „Missouri”, gdy Japonia podpisywała kapitulację.

Przyjaciel Polski do końca

Cooper nie zapomniał o Polsce. W 1937 roku wstąpił do Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce i wspierał Fundusz Inwalidów im. Paderewskiego. Po napaści Niemiec na Polskę w 1939 roku zorganizował koncert dobroczynny na rzecz Polski, a w czasie wojny opiekował się Polakami w Stanach i spotykał z polskimi władzami. 14 marca 1941 roku, będąc w Anglii, odwiedził Dywizjon 303, który nosił godło jego dawnej eskadry. Według IPN Cooper wręczył też Witoldowi Urbanowiczowi, który dowodził dywizjonem jesienią 1940 roku, Odznakę Kościuszkowską w uznaniu osiągnięć Dywizjonu 303. Pół wieku później Urbanowicz przekazał ją 23 Bazie Lotnictwa Taktycznego. Później słał dywizjonowi gratulacje i pozdrowienia, a po wojnie utrzymywał kontakt z polskimi lotnikami, którzy osiedlili się w Stanach Zjednoczonych.

Oprócz Virtuti Militari Cooper miał Krzyż Walecznych i polską odznakę pilota. W 1966 roku polski rząd na uchodźstwie w Londynie przyznał mu Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami. Instytut Pamięci Narodowej określa go jako przyjaciela Polski do końca życia.

Merian C. Cooper zmarł na raka 21 kwietnia 1973 roku w San Diego w Kalifornii, w wieku 79 lat. Jego prochy rozsypano nad oceanem z pełnymi honorami wojskowymi. W 2024 roku IPN pokazał w Warszawie dokument Rafała Sałaty „Trzy śmierci Meriana Coopera”. Premiera odbyła się 8 listopada 2024 roku w kinie Kultura, w ramach obchodów Święta Niepodległości.

Groby na Cmentarzu Orląt i pamięć

Trzech Amerykanów, którzy zginęli w polskiej służbie, nie wróciło do domu. Edmund Graves, Arthur Kelly i John McCallum spoczęli na Cmentarzu Obrońców Lwowa, nazywanym Cmentarzem Orląt. Na płycie grobowej wyryto napis „Oficerowie Lotnicy z Eskadry myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki”. Według opisów pomnika na płycie podano też ich dane: Graves, porucznik, urodzony w 1891 roku w Bostonie, zmarły 22 listopada 1919 roku we Lwowie, Kelly, kapitan, urodzony w 1890 roku w Richmond, zmarły 16 lipca 1920 roku pod Łuckiem, i McCallum, porucznik, urodzony w 1890 roku w Detroit, zmarły 31 sierpnia 1920 roku pod Lwowem.

Pomnik z 1925 roku

Nad grobami stanął pomnik lotników amerykańskich. Ufundował go Związek Narodowy Polski z Chicago. Postać lotnika z rozpostartymi skrzydłami i uniesioną głową wyrzeźbił Józef Starzyński, a tło w kształcie piramidy zaprojektował Józef Ludwik Różyski, wybrany w konkursie. U góry umieszczono napisy po polsku i po angielsku. Polski brzmiał: „Amerykanom Poległym w Obronie Polski w latach 1919–1920”.

Pomnik odsłonięto uroczyście 30 maja 1925 roku. W okresie międzywojennym odbywały się przy nim uroczystości ku czci amerykańskich obrońców Lwowa.

Zniszczenie i powrót

Po 1945 roku Lwów znalazł się w granicach Związku Radzieckiego. Pod koniec lat czterdziestych grobowce w katakumbach zostały splądrowane, a pomniki amerykańskich lotników i francuskich piechurów, którzy walczyli po stronie polskiej, rozbito. W 1971 roku radzieckie władze wysłały na cmentarz czołgi i ciężki sprzęt, które zniszczyły kolumnadę i większość pozostałych grobów, w tym pomnik amerykański.

Prace porządkowe zaczęli w 1989 roku pracownicy polskiej firmy Energopol, a odbudowa ciągnęła się latami wśród sporów polsko-ukraińskich. Porozumienie o kształcie cmentarza władze obu państw podpisały w grudniu 2001 roku. Uroczyste otwarcie odbudowanego cmentarza odbyło się 24 czerwca 2005 roku z udziałem prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Wiktora Juszczenki.

Pomnik amerykańskich lotników wrócił na swoje miejsce, ale początkowo bez angielskiego napisu, a polski tekst zmieniono na „Amerykanom Poległym w Walce o Polskę 1919–1920”. Napis angielski przywrócono dopiero w maju 2016 roku.

Pamięć w Stanach Zjednoczonych

W październiku 2020 roku, w setną rocznicę wojny polsko-bolszewickiej, na grobie Edwina Noble’a na cmentarzu Wildwood w Winchester w Massachusetts złożono polską flagę, godło eskadry i znicz. Zrobił to ppłk Karol Budniak, zastępca attaché obrony i lotniczego Ambasady RP w Waszyngtonie. Jak mówił lokalnej gazecie, jego biuro postanowiło z okazji stulecia odnaleźć i odwiedzić groby wszystkich amerykańskich ochotników, którzy tworzyli eskadrę. Noble był jednym z pierwszej ósemki. Po powrocie w 1921 roku został dyrektorem generalnym mleczarni Noble Milk Company i od 1933 roku mieszkał z żoną w Winchester.

11 listopada 2021 roku, w dniu, w którym Amerykanie obchodzą Dzień Weteranów, a Polacy Święto Niepodległości, w New England Air Museum w Windsor Locks w stanie Connecticut otwarto wystawę o polskich lotnikach, w której centralne miejsce zajmuje Eskadra Kościuszkowska. Współorganizatorem był Central Connecticut State University. Konsul generalny RP w Nowym Jorku Adrian Kubicki mówił na otwarciu, że wystawa pokazuje bohaterów, dzięki którym Polska jest dziś niepodległa.

Po polskiej stronie amerykańskich ochotników upamiętniają przede wszystkim wojskowi. Tradycje Eskadry Kościuszkowskiej i Dywizjonu 303 dziedziczy dziś 23 Baza Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Na jej myśliwcach MiG-29 malowano portrety Coopera i Fauntleroya. 17 sierpnia 2023 roku w Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie Poczta Polska zaprezentowała znaczek „Amerykańscy piloci w obronie Lwowa 1920”, wydany w porozumieniu z Dowództwem Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych.

„Gwiaździsta eskadra” i „Skrzydła nad Polską”

Historia Amerykanów w polskich mundurach szybko trafiła do kina. W 1930 roku Leonard Buczkowski nakręcił niemy film „Gwiaździsta eskadra” według scenariusza Janusza Meissnera. Akcja toczy się w Eskadrze Kościuszkowskiej w czasie wojny polsko-bolszewickiej, a wątek miłosny amerykańskiego pilota i polskiej dziewczyny był inspirowany prawdziwymi losami Coopera. Polska premiera odbyła się 10 kwietnia 1930 roku. Film powstał przy współpracy lotnictwa wojskowego. Na lotnisku Ławica pod Poznaniem zgromadzono ponad 200 samolotów, a sceny walk powietrznych po raz pierwszy w polskim kinie kręcono kamerami zamontowanymi na samolotach.

„Gwiaździstej eskadry” nie da się dziś obejrzeć. Według polskich opracowań film najprawdopodobniej się nie zachował, a jego kopie po 1945 roku wywieźli lub zniszczyli Rosjanie. „Biuletyn IPN” dodaje, że w latach stalinowskich zniszczono wszystkie znane kopie, a jednocześnie zakazano publikowania „Dywizjonu 303” Arkadego Fiedlera. W 2005 roku powstał natomiast wspomniany dokument „Siedemnastu wspaniałych”.

Najważniejszą relacją z pierwszej ręki pozostaje książka Kennetha Malcolma Murraya „Wings over Poland”, wydana w 1932 roku przez amerykańskie wydawnictwo D. Appleton. Murray, porucznik pilot eskadry, opisał w niej działania jednostki od 1919 do 1921 roku, wyprawę kijowską i walki z Budionnym. Pisał, że ochotnicy chcieli spłacić dług, jaki Ameryka miała wobec Kościuszki i Pułaskiego za ich udział w wojnie o niepodległość. Na polskie wydanie książka czekała prawie 90 lat. W grudniu 2020 roku Ośrodek KARTA wydał ją pod tytułem „Skrzydła nad Polską. 7 Eskadra Myśliwska im. Tadeusza Kościuszki”. Naukową monografię eskadry, wydaną po angielsku w 2002 roku, napisał historyk Janusz Cisek.

Od Eskadry Kościuszkowskiej do Dywizjonu 303

Amerykańscy ochotnicy wrócili do domu po wojnie z bolszewikami, ale eskadra, w której latali, została w Polsce. Przez następne dwadzieścia lat zmieniała numery, lotniska i samoloty, a mimo to zachowała dwie rzeczy: tradycję Kościuszkowską i godło zaprojektowane przez Amerykanina. Właśnie ta ciągłość sprawia, że Polonia w Stanach Zjednoczonych może patrzeć na Dywizjon 303 jak na jednostkę, która ma w sobie trochę amerykańskiej krwi.

Eskadra, która zmieniała numery

Historia jednostki zaczęła się, zanim przyjechał do niej pierwszy Amerykanin. 7 listopada 1918 roku na krakowskim lotnisku Rakowice zaczęto organizować III eskadrę lotniczą bojową, a 21 grudnia 1918 roku przemianowano ją na 7 eskadrę lotniczą. Instytut Pamięci Narodowej przypomina, że gdy przydzielono do niej amerykańskich pilotów, eskadra miała już za sobą blisko 200 lotów bojowych. Amerykanie nie stworzyli więc jednostki od zera, ale nadali jej rozgłos, patrona i znak rozpoznawczy.

W maju 1921 roku, już po wojnie, eskadra trafiła do Warszawy. Weszła w skład III dywizjonu myśliwskiego nowo organizowanego 1 pułku lotniczego, który stacjonował początkowo na lotnisku mokotowskim, a później na Okęciu. Wiosną 1925 roku 7 eskadrę przemianowano na 121 eskadrę myśliwską, a rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych z 2 sierpnia 1928 roku na 111 Eskadrę Myśliwską. Razem ze 112 eskadrą tworzyła odtąd III/1 Dywizjon Myśliwski, czyli trzeci dywizjon 1 pułku lotniczego, jednostkę odpowiedzialną za niebo nad stolicą.

Zmieniały się też samoloty. Piloci dywizjonu latali kolejno na włoskich Ansaldo Balilla, francuskich Spadach, a od 1933 roku na polskich PZL P.7a. W połowie lat 30. przyszły myśliwce PZL P.11, a od 1936 roku ich najnowsza wersja P.11c. Tradycja Kościuszkowska żyła w tym czasie nie tylko na kadłubach. W 1930 roku na ekrany wszedł film „Gwiaździsta eskadra”, inspirowany przeżyciami Meriana C. Coopera. Na początku lat 30. pilot eskadry Stanisław Latwis skomponował dla niej marsz, który później stał się hymnem polskiego lotnictwa.

Wrzesień 1939 roku

W sierpniu 1939 roku III/1 Dywizjon zmobilizowano i włączono do Brygady Pościgowej, która miała bronić Warszawy. Dywizjonem dowodził kpt. pil. Zdzisław Krasnodębski, a 111 Eskadrą kpt. Gustaw Sidorowicz. Gdy Sidorowicz został ranny 1 września, eskadrę przejął 2 września por. Wojciech Januszewicz. Dywizjon miał 22 myśliwce, w większości P.11c, czyli samoloty wolniejsze i słabiej uzbrojone od niemieckich Messerschmittów.

W wykazie zwycięstw 111 Eskadry z września 1939 roku, sporządzonym przez londyńskie Biuro Historyczne Lotnictwa, powtarzają się nazwiska, które rok później znała cała Anglia. Januszewicz zestrzelił 3 września dwusilnikowego Messerschmitta Bf 110, a 4 i 6 września bombowce nurkujące Ju 87. Por. Mirosław Ferić uszkodził Bf 110, zestrzelił samolot rozpoznawczy Henschel Hs 126, a 9 września razem z kolegami, wśród których był Kazimierz Wünsche, zniszczył He 45. 17 września ostatnie cztery P.11c eskadry odleciały do Rumunii, a 18 września granicę przekroczył pozostały personel. Za kampanię wrześniową III/1 Dywizjon odznaczono orderem Virtuti Militari.

Godło z rogatywką, kosami i gwiazdami

Godło, które przetrwało wszystkie te przemiany, narysował w Eskadrze Kościuszkowskiej amerykański pilot Elliot Chess, który żył w latach 1899–1962. W centrum znaku jest czerwona czapka krakuska, czyli rogatywka, z pawim piórem, taka, jaką Kościuszko nosił w czasie insurekcji 1794 roku. Za nią krzyżują się dwie kosy, które przypominają chłopów walczących u boku Kościuszki.

Tło pochodzi z flagi Stanów Zjednoczonych: pionowe czerwone i białe pasy oraz trzynaście gwiazd, które oznaczają trzynaście pierwotnych stanów. Gwiazdy i pasy przypominały, że Kościuszko walczył najpierw o niepodległość Ameryki, a dopiero potem o wolność Polski. Metalową odznakę eskadry, również według projektu Chessa, wykonał Eugeniusz Marian Unger ze Lwowa. Lotnicy nazywali godło po prostu „Kosą”, a pilotów eskadry „kosynierami”.

IPN zwraca uwagę na pewien paradoks. Dywizjon, który w 1940 roku bronił Wielkiej Brytanii, nosił imię generała, który pomógł Amerykanom pokonać Brytyjczyków, i godło z gwiazdami i pasami zbuntowanych kolonii.

Jak imię i godło trafiły do Northolt

Dywizjon 303 oficjalnie powołano do życia 2 sierpnia 1940 roku w Northolt. Nie był nową jednostką bez przeszłości. Polskie opracowania nazywają go spadkobiercą warszawskiego III/1 Dywizjonu, od którego przejął część początkowego personelu i odznakę 111 Eskadry. IPN pisze, że w Dywizjonie 303 służyło wielu pilotów i mechaników dawnej 111 Eskadry. Polskim dowódcą nowej jednostki został ten sam Zdzisław Krasnodębski, który we wrześniu 1939 roku prowadził III/1 Dywizjon nad Warszawą, a w Anglii latali w nim także Januszewicz, Ferić i Wünsche.

Na kadłubach Hurricane’ów pojawiło się dawne godło 111 Eskadry. Na zdjęciu z października 1940 roku, opublikowanym przez IPN, widać „Kosę” na samolocie dywizjonu i wypisany pod nią rachunek zestrzeleń. Godło malowane na samolotach różniło się od późniejszej odznaki dywizjonu tylko tym, że nie miało cyfr „303”.

Imię dostał dywizjon w symbolicznym dniu. Według IPN 17 września 1940 roku, w pierwszą rocznicę sowieckiej napaści na Polskę, otrzymał pełną nazwę 303 Dywizjon Myśliwski im. Tadeusza Kościuszki. Dziś najczęściej używa się pełnej formy 303 Dywizjon Myśliwski Warszawski im. Tadeusza Kościuszki, w której słowo „Warszawski” przypomina o przedwojennym rodowodzie jednostki z 1 pułku lotniczego.

Czy w Dywizjonie 303 latali Amerykanie

Wielu czytelników w Ameryce zadaje to pytanie, bo skoro godło przyszło od amerykańskich ochotników, to może i w 1940 roku ktoś zza oceanu dołączył do Polaków. Opracowania, z których korzystaliśmy, nie wymieniają jednak wśród pilotów Dywizjonu 303 z czasów bitwy o Anglię żadnego Amerykanina. Amerykańskie dziedzictwo jednostki było przede wszystkim symboliczne: między eskadrą Coopera a dywizjonem z Northolt minęło dwadzieścia lat.

Obcokrajowcy w dywizjonie oczywiście byli. Pierwszym dowódcą był Brytyjczyk Ronald Kellett, eskadrami dowodzili Brytyjczyk Athol Forbes i urodzony w Winnipeg Kanadyjczyk John Kent, a najskuteczniejszym pilotem bitwy w barwach 303 został Czech Josef František. Wśród nich jedynym przybyszem z Ameryki Północnej był Kent, Kanadyjczyk w służbie RAF.

Tradycja Kościuszkowska nie skończyła się wraz z rozwiązaniem dywizjonu w 1946 roku. W maju 1993 roku 1 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa” w Mińsku Mazowieckim przejął tradycje przedwojennego 1 pułku lotniczego, do którego należała 111 Eskadra. W 2009 roku na myśliwcu MiG-29 nr 15 namalowano godło o średnicy trzech metrów, a w ramach projektu „Warszawscy Kosynierzy” każdy samolot jednostki dostał patrona. Jednym z nich jest Amerykanin Cedric Fauntleroy, dowódca Eskadry Kościuszkowskiej, którego upamiętnia MiG-29 nr 42.

Witold Urbanowicz w Chinach z amerykańskimi lotnikami

Najbardziej amerykański rozdział w historii Dywizjonu 303 napisał jego dowódca z najgorętszych dni bitwy o Anglię. Witold Urbanowicz, który we wrześniu i październiku 1940 roku prowadził dywizjon do walki, trzy lata później latał nad Chinami w amerykańskiej jednostce wywodzącej się z legendarnych „Latających Tygrysów”.

Odczyty dla Polonii i placówka w Waszyngtonie

Po bitwie o Anglię Urbanowicz pracował w sztabie 11 Grupy Myśliwskiej, a od 15 kwietnia 1941 roku dowodził 1 Polskim Skrzydłem Myśliwskim w Northolt. Biografowie zgodnie piszą, że nie był lubiany przez polskie władze lotnicze. W czerwcu 1941 roku odsunięto go od latania i wysłano do Stanów Zjednoczonych z serią odczytów dla Polonii, które miały zachęcić Amerykanów polskiego pochodzenia do wstępowania do Polskich Sił Zbrojnych.

Według Battle of Britain London Monument w Ameryce wygłaszał też wykłady o taktyce w amerykańskich bazach lotniczych. Latem 1942 roku przeszedł w Wielkiej Brytanii kurs instruktorski, a 3 listopada 1942 roku został zastępcą attaché lotniczego przy polskiej ambasadzie w Waszyngtonie. Źródła różnią się tu w szczegółach. Część anglojęzycznych opracowań podaje, że już w czerwcu 1941 roku przydzielono go na stanowisko drugiego attaché lotniczego w USA, polskie opracowania i Battle of Britain London Monument mówią o odczytach w 1941 roku i placówce dyplomatycznej od jesieni 1942 roku.

Gość 14 Armii Lotniczej

Wiosną 1943 roku Urbanowicz poznał gen. Claire’a Chennaulta, który zaprosił go do Chin. We wrześniu 1943 roku Polak zgłosił się na ochotnika i jako gość wstąpił do amerykańskiej 14 Armii Lotniczej, czyli 14th Air Force, walczącej z Japończykami w Chinach. Dowodził nią właśnie Chennault, twórca ochotniczej grupy „Latających Tygrysów”. Po krótkich pobytach w 16 i 74 dywizjonie 23 października 1943 roku Polak został przydzielony do 75 Dywizjonu Myśliwskiego, czyli 75th Fighter Squadron, z 23 Grupy Myśliwskiej, która przejęła tradycje i przydomek „Latających Tygrysów”.

Latał na amerykańskim myśliwcu Curtiss P-40N, w RAF nazywanym Kittyhawk, a w USA Warhawk. Brał udział w walkach w czasie bitwy pod Changde, eskortował bombowce i samoloty transportowe. Najgłośniejszy dzień przyszedł 11 grudnia 1943 roku nad lotniskiem w Nanchangu. Urbanowicz starł się tam z japońskimi myśliwcami i zestrzelił dwa z nich. Te dwa zwycięstwa zostały oficjalnie uznane.

Co do tego, jakie to były samoloty, źródła się nie zgadzają. W meldunkach pojawiły się Zero, ale brytyjski historyk Nicholas Millman pisze, że w rzeczywistości były to myśliwce armii Nakajima Ki-44 z 85 Sentai, a polskie opracowania przypuszczają, że chodziło o Nakajimy Ki-43. To częste w historii lotnictwa: pilot w ułamku sekundy rozpoznaje sylwetkę samolotu i nie zawsze trafnie.

Ile naprawdę zestrzelił nad Chinami

Oficjalnie zaliczono mu nad Chinami dwa zestrzelenia. Sam Urbanowicz twierdził, że było ich znacznie więcej. W swoich wspomnieniach pisał, że na Dalekim Wschodzie zniszczył 11 samolotów, sześć w walkach powietrznych i pięć podczas ataków na japońskie lotniska w Chinach i na Tajwanie, w momencie startu lub lądowania. Dodawał, że po powrocie z Chin dokumenty złożył w Polskim Inspektoracie Lotnictwa w Londynie. Te dodatkowe zwycięstwa nigdy nie zostały oficjalnie potwierdzone, dlatego w tabelach asów liczy mu się tylko dwa japońskie samoloty.

Amerykańscy koledzy zapamiętali go jako wyjątkowego obserwatora. W „Ogniu nad Chinami” Urbanowicz przytacza słowa jednego z pilotów 75 dywizjonu, który porównał Urbanowicza do hinduskiego mistrza, swamiego, bo po walce Polak potrafił opowiedzieć, co robił każdy z uczestników starcia. Sam Urbanowicz twierdził, że żadna wroga kula nigdy nie trafiła w jego samolot.

Medale i spotkanie, którego nie było

Za służbę w Chinach Urbanowicz otrzymał amerykański Air Medal, ogłoszony w 1944 roku, oraz chiński Krzyż Lotniczy i chińską odznakę pilota. Niektóre polskie opracowania wymieniają wśród jego odznaczeń także amerykański Distinguished Flying Cross, ale bez daty, a anglojęzyczne opracowania i Battle of Britain London Monument tego odznaczenia nie podają, więc nie jest ono potwierdzone. Pewne jest, że ma brytyjski Distinguished Flying Cross, przyznany w październiku 1940 roku za bitwę o Anglię.

Kusi, by połączyć tę historię z Merianem C. Cooperem, założycielem Eskadry Kościuszkowskiej. Cooper rzeczywiście był w Chinach i pracował dla Chennaulta. Był szefem sztabu China Air Task Force, poprzedniczki 14 Armii Lotniczej, a 25 października 1942 roku poprowadził nalot dwunastu bombowców B-25 i siedmiu myśliwców P-40 na doki Kowloon w Hongkongu. Od 1943 roku służył jednak jako szef sztabu dowództwa bombowego 5 Armii Lotniczej na południowo-zachodnim Pacyfiku. Źródła, z których korzystaliśmy, nie potwierdzają, że Urbanowicz i Cooper spotkali się w Chinach, więc trzeba to traktować wyłącznie jako ciekawą zbieżność losów.

Powrót do Waszyngtonu

Loty bojowe w Chinach zakończył w połowie grudnia 1943 roku. Część opracowań pisze, że w grudniu wrócił do Wielkiej Brytanii, ale Battle of Britain London Monument podaje, że na początku 1944 roku był jeszcze raz w Kunmingu. Zgadza się z tym zdjęcie z 11 stycznia 1944 roku, na którym gen. Chennault wręcza mu odznaczenie. Potem Urbanowicz wrócił do Wielkiej Brytanii, a w sierpniu 1944 roku znów pojechał do Waszyngtonu, tym razem jako polski attaché lotniczy. Pełnił tę funkcję do lipca 1945 roku, gdy Stany Zjednoczone cofnęły uznanie rządowi RP na uchodźstwie. W październiku 1945 roku przeniesiono go w stan nieczynny. Swoje chińskie przygody opisał w książce „Ogień nad Chinami”, wydanej w Krakowie w 1963 roku. Po wojnie osiadł na stałe w Nowym Jorku.

Ameryka patrzy na Dywizjon 303

Dla przeciętnego Amerykanina w 1940 roku bitwa o Anglię toczyła się daleko, a Stany Zjednoczone jeszcze nie walczyły. Amerykańskie zainteresowanie Dywizjonem 303 narastało powoli: przez książki, wizyty polskich lotników, a po latach przez historyków, filmowców i muzea. Wiele z tych historii zaczyna się od tego samego pytania: skąd na polskim samolocie w RAF wzięły się gwiazdy i pasy.

Ameryka pamiętała eskadrę Coopera

Amerykanie mogli poznać historię Eskadry Kościuszkowskiej na długo przed bitwą o Anglię. W 1932 roku wydawnictwo D. Appleton wydało w USA książkę „Wings Over Poland” Kennetha Malcolma Murraya, jednego z amerykańskich lotników eskadry, o dziejach 7 eskadry w latach 1919–1921. Eskadra Kościuszkowska była pierwszą jednostką lotniczą, której ruchomą bazą był pociąg. W specjalnie przystosowanych wagonach przewożono samoloty, a mieściły się w nich także sztab, części zamienne, warsztaty i kwatery lotników.

W przypadku samego Dywizjonu 303 w 1940 roku lepiej udokumentowana jest prasa brytyjska. IPN pisze, że sukcesy, urok osobisty i zawiłe życiorysy uczyniły z Polaków ulubieńców gazet, a reporterzy zapełniali angielskie łamy doniesieniami o bohaterskich lotnikach. Do Ameryki legenda docierała głównie przez książkę i przez ludzi.

Odczyty, werbunek i obozy w Kanadzie

Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski, po gorącym przyjęciu przez Polonię w czasie wizyty w Ameryce, liczył, że z USA i Kanady napłyną tysiące ochotników. W kwietniu 1941 roku władze kanadyjskie zgodziły się na zaciąg i powstały dwa ośrodki: rekrutacyjny w Windsor w Ontario, tuż naprzeciw Detroit, oraz zapasowy w Owen Sound. Gen. Bolesław Duch przyjechał do Windsor 20 lipca 1941 roku. Miał do dyspozycji 37 oficerów i 57 żołnierzy, wśród nich pięciu oficerów lotnictwa i dwóch marynarki wojennej.

W tej akcji brał udział także Witold Urbanowicz, który działał w misji lotniczej. Bohater bitwy o Anglię miał przyciągać młodych Amerykanów polskiego pochodzenia, ale misja zakończyła się fiaskiem. Młodzież polonijna często nie czytała po polsku, starsze pokolenie pamiętało, że II Rzeczpospolita nie dotrzymała obietnic wobec ochotników z czasów I wojny światowej, a po ataku na Pearl Harbor w grudniu 1941 roku i przystąpieniu USA do wojny napływ ochotników ze Stanów Zjednoczonych ustał. Do 15 marca 1942 roku przyjęto 895 ochotników, z czego 727 pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Szefowie misji kłócili się między sobą, a Urbanowicz krytykował gen. Ducha za próby podporządkowania sobie misji lotniczej. 25 kwietnia 1942 roku Duch zakończył swoją misję, a 27 czerwca 1942 roku zlikwidowano całą Polską Misję Wojskową w Kanadzie.

„Squadron 303” po angielsku

Ważnym ambasadorem dywizjonu w Ameryce okazała się książka Arkadego Fiedlera. Po brytyjskim wydaniu z 1942 roku, w 1943 roku ukazało się wydanie amerykańskie, nakładem nowojorskiego wydawnictwa Roy Publishers, pod tytułem „Squadron 303: The Story of the Polish Fighter Squadron with the R.A.F.”. Tak jak w innych wydaniach wojennych, lotnicy występowali w nim pod pseudonimami, by chronić ich rodziny w okupowanej Polsce.

Drugie życie dała książce znów Ameryka. W 2010 roku, na 70. rocznicę bitwy o Anglię i na prośbę syna pisarza, kalifornijskie wydawnictwo Aquila Polonica z Los Angeles wydało nowy angielski przekład pod tytułem „303 Squadron: The Legendary Battle of Britain Fighter Squadron”. Było to pierwsze nowe wydanie angielskie od 1942 roku, z prawdziwymi nazwiskami pilotów i blisko 200 historycznymi zdjęciami, mapami i ilustracjami. W 2011 roku zdobyło złotą nagrodę Benjamin Franklin Award w kategorii historii.

„A Question of Honor” – amerykańscy dziennikarze o Dywizjonie 303

We wrześniu 2003 roku nowojorskie wydawnictwo Knopf wydało książkę „A Question of Honor: The Kosciuszko Squadron: Forgotten Heroes of World War II”. Napisali ją amerykańscy dziennikarze Lynne Olson i Stanley Cloud, autorzy wydanej wcześniej książki o korespondentach CBS „The Murrow Boys”. Liczy ponad 500 stron i śledzi losy pięciu pilotów dywizjonu od przedwojennego szkolenia, przez ucieczkę do Francji i Anglii i bitwę o Anglię, aż po lata powojenne.

Książka jest czymś więcej niż historią jednostki. Autorzy pokazują, jak Polska, wierny sojusznik, za przyzwoleniem Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych znalazła się po wojnie na ponad czterdzieści lat pod władzą komunistów, i przypisują to błędnej ocenie zamiarów Stalina przez zachodnich przywódców. „Publishers Weekly” nazwał ją „solidnym uzupełnieniem historii lotnictwa II wojny światowej” i chwalił staranność badań. Recenzent magazynu „Military History”, którego tekst publikuje serwis HistoryNet, zarzucał z kolei autorom, że wątek wielkiej polityki na długo spycha samych lotników na drugi plan.

W 2004 roku książka ukazała się po polsku jako „Sprawa honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski. Zapomniani bohaterowie II wojny światowej”. 30 stycznia 2009 roku Stanley Cloud wraz z attaché lotniczym ambasady USA płk. Walterem Munyerem odwiedził 23 Bazę Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim, jednostkę, która kultywuje tradycje Dywizjonu 303, i opowiadał tam o swojej książce.

„Hurricane”, czyli „Mission of Honor”

Anglojęzyczny film „Hurricane” Davida Blaira wszedł do polskich kin 17 sierpnia 2018 roku pod tytułem „303. Bitwa o Anglię”, a w Wielkiej Brytanii 7 września 2018 roku. W Stanach Zjednoczonych dystrybuowano go pod tytułem „Mission of Honor”. 30 kwietnia 2019 roku firma Cinedigm wydała go w USA na Blu-ray, DVD i w serwisach streamingowych. W serwisie Rotten Tomatoes amerykańska wersja ma 86 procent pozytywnych ocen, ale na podstawie zaledwie siedmiu recenzji. Portal Culture.pl zauważał, że film stara się trzymać faktów, ale potrzeby dramaturgii nieraz biorą w nim górę nad historią, więc film warto traktować jako wejście w temat, a nie podręcznik historii.

„Kosa” w Connecticut i w Waszyngtonie

W Stanach Zjednoczonych dywizjon ma własną stałą wystawę w New England Air Museum w Windsor Locks w Connecticut. Muzeum przygotowało ją razem z naukowcami z Central Connecticut State University, gdzie działa program studiów polskich. Komitetem organizacyjnym kierował historyk prof. Mieczysław B. Biskupski, a zbiórka na projekt i montaż wystawy miała przynieść 125 tysięcy dolarów.

Wystawę otwarto uroczyście 11 listopada 2021 roku, w Narodowe Święto Niepodległości Polski i amerykański Dzień Weteranów. Opowiada o całej linii Kościuszkowskiej, od ochotników z 1919 roku, takich jak Merian C. Cooper i Cedric Fauntleroy, po pilotów Dywizjonu 303. Są na niej fotografie, filmy, dzienniki lotników, mundury z czasów wojny, repliki samolotów, odnowiony silnik Merlin i interaktywny kiosk z historiami lotów i ludzi. Konsul generalny RP w Nowym Jorku Adrian Kubicki mówił podczas otwarcia, że wystawa pokazuje bohaterów, dzięki którym Polska jest dziś niepodległym krajem.

Godło z rogatywką i kosami ma też swoje miejsce w Waszyngtonie. W Institute of World Politics działa Katedra Studiów Polskich im. Kościuszki, a odznaka Dywizjonu 303 jest jej symbolem. Grupę darczyńców wspierających katedrę nazwano „303 Squadron Club”. Znak zaprojektowany ponad sto lat temu przez amerykańskiego pilota w polskiej służbie wrócił w ten sposób do kraju, z którego wzięły się jego gwiazdy i pasy.

Lotnicy Dywizjonu 303, którzy zamieszkali w Ameryce

Wojna skończyła się w maju 1945 roku, ale dla polskich lotników w Wielkiej Brytanii nie oznaczała powrotu do domu. Polska, za którą walczyli, znalazła się pod władzą komunistów, a wielu z nich urodziło się na ziemiach, które po Jałcie przypadły Związkowi Sowieckiemu. Ci, którzy jednak wrócili, szybko przekonali się, jak traktuje się „lotników z Zachodu”: weryfikacje, inwigilacja, a w najgorszych przypadkach areszt i proces. Według Listy Krzystka z około 11 tysięcy członków lotniczego Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia do kraju wróciło mniej niż 3 tysiące, około 500 wstąpiło do RAF, a około 2800 wyjechało z Wysp dalej, do innych krajów osiedlenia.

Dokąd? Rozjechali się po całym świecie, od Argentyny po Australię, a Ameryka Północna była tylko jednym z kierunków. Za ocean prowadziły czasem okrężne drogi, na przykład przez Republikę Południowej Afryki czy Suazi.

Jak się jechało za ocean

Do Stanów Zjednoczonych drzwi uchyliła ustawa o przesiedleńcach, Displaced Persons Act, podpisana przez prezydenta Harry’ego Trumana 25 czerwca 1948 roku. Dzięki niej do 1952 roku na stałe osiedliło się w USA 393 542 przesiedleńców, a co trzeci z nich urodził się w Polsce. Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych mieszkający w Anglii nie byli jednak typowymi „dipisami” z obozów w Niemczech. Ich sprawę załatwiła dopiero nowelizacja z 16 czerwca 1950 roku. Podpisując ją, Truman oświadczył, że 18 tysięcy honorowo zwolnionych weteranów polskiej armii na uchodźstwie, którzy po wojnie dostali tymczasowy dom w Anglii, będzie mogło zamieszkać w Stanach Zjednoczonych na stałe. To liczba miejsc, a nie liczba tych, którzy faktycznie przyjechali.

Kanada wcześniej, bo już w 1946 roku, zgodziła się przyjąć polskich weteranów, głównie żołnierzy 2 Korpusu z Włoch. Warunki były twarde: każdy musiał podpisać umowę i przez dwa lata pracować jako robotnik rolny, niezależnie od wykształcenia i dawnego zawodu. Pierwszy transport przypłynął do Halifaksu na statku „Sea Robin” w listopadzie 1946 roku. Źródła różnie podają liczbę przyjętych w ramach tego programu: Stowarzyszenie Polskich Kombatantów w Ottawie pisze o około 5 tysiącach, Kanadyjskie Muzeum Historii o 4527.

Lotnicy z Wielkiej Brytanii jechali różnymi drogami: do rodziny, za pracą w przemyśle lotniczym, czasem po kilku latach spędzonych gdzie indziej. Poniżej opisujemy ludzi, których służbę w Dywizjonie 303 i późniejsze życie w USA lub Kanadzie potwierdzają biografie oparte na ewidencji personelu i literaturze przedmiotu. Wielu znanych „Kościuszkowców” do tej grupy nie należy. Jan Zumbach osiadł we Francji, Jan Rogowski i Eugeniusz Szaposznikow w Anglii, Leon Świtoń w Argentynie, a Mirosław Wojciechowski służył w RAF aż do śmierci w wypadku lotniczym w 1956 roku.

Witold Urbanowicz – od statystyka w liniach lotniczych do generała

Jego historię opisujemy szerzej w poradniku o Bitwie o Anglię, więc tu tylko kilka mniej znanych szczegółów. Po zwolnieniu ze służby zaczynał w Nowym Jorku skromnie: przez około rok był statystykiem w liniach American Overseas Airlines, a od listopada 1946 do czerwca 1947 roku sekretarzem zarządu YMCA. 17 sierpnia 1947 roku wypłynął do Polski na „Batorym”, oficjalnie po to, by odwiedzić rodzinę i zebrać materiały do odczytów w Ameryce. O jego zatrzymaniach w czasie tej podróży i zobowiązaniu do współpracy z wywiadem wojskowym PRL piszemy w poradniku o Bitwie o Anglię. Według dokumentów przechowywanych w IPN kontakty z tym wywiadem utrzymywał w Stanach Zjednoczonych w latach 1948–1949, a przekazywane przez niego materiały oceniano jako mało wartościowe. Po powrocie w styczniu 1948 roku, jak relacjonuje Sławomir Koper, stracił pracę, bo nie miał jeszcze amerykańskiego obywatelstwa. Później pracował między innymi w Eastern Airlines, a według Kopra był też przez ponad rok bez pracy. Lynne Olson i Stanley Cloud przytaczają wspomnienie syna, według którego ojciec przez długie lata był rozgoryczony: mały dom w robotniczej dzielnicy Queens i nisko płatna praca biurowa nie przypominały marzeń młodego pilota. Na emeryturę przeszedł w 1973 roku, ale do 1994 roku doradzał jeszcze amerykańskiemu przemysłowi lotniczemu. Zmarł w szpitalu dla weteranów na Manhattanie.

Zdzisław Krasnodębski – od taksówki w Kapsztadzie do Motoroli w Toronto

Pierwszy polski dowódca Dywizjonu 303 poznał Amerykę Północną już w czasie wojny. Po wyjściu ze szpitala, w czerwcu 1941 roku, wysłano go z misją wojskową do Kanady. Jeździł po Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, namawiając młodych ludzi polskiego pochodzenia do wstąpienia do Polskich Sił Zbrojnych. Po wojnie razem z żoną Wandą wyjechał w 1948 roku do Kapsztadu, ale znalazł tam tylko pracę taksówkarza. W 1951 roku przenieśli się do Kanady. Najpierw był kierowcą, potem inspektorem w firmie lotniczej Sanderson Aircraft w Malton, później pracował w Motorola Canada, Addison Industries i Canadian Radio Manufacturing w Toronto. Brytyjski Battle of Britain London Monument podsumowuje to krótko: zrobił udaną karierę w branży radiowej i telewizyjnej. W 1956 roku przyjął obywatelstwo kanadyjskie, a w 1976 roku dostał Złotą Odznakę Honorową Koła Lwowian za działalność na rzecz pamięci o Kresach. Zmarł w Women’s College Hospital w Toronto i został pochowany na Prospect Cemetery przy St. Clair Avenue West.

Wojciech Kołaczkowski – rajdowiec, który sprzedawał Jaguary w Nowym Jorku

Urodził się 16 kwietnia 1908 roku w Moszenkach na Lubelszczyźnie, w ziemiańskiej rodzinie. Zanim został pilotem, był kierowcą rajdowym. Trzykrotnie startował w Rajdzie Monte Carlo, a w 1928 roku, za kierownicą czechosłowackiej Zbrojovki, nie został sklasyfikowany, ale według polskich biografii dostał nagrodę dla najmłodszego uczestnika. Jak przypomina IPN, największe sukcesy odniósł w drugiej połowie lat 30. W 1937 roku wygrał na DKW najmniejszą klasę Międzynarodowego Rajdu Automobilklubu Polski, a rok później był drugi w swojej klasie na Lancii Aprilii.

Do Dywizjonu 303 trafił w grudniu 1940 roku. 17 czerwca 1941 roku zestrzelił nad przylądkiem Gris Nez Messerschmitta Bf 109, a 21 listopada 1941 roku objął dowództwo całego dywizjonu i sprawował je do 6 maja 1942 roku. Potem dowodził 2 Polskim Skrzydłem Myśliwskim. Po wojnie handlował w Anglii używanymi samochodami, a potem wyemigrował za ocean i osiadł w Stanach Zjednoczonych. W Nowym Jorku był przedstawicielem handlowym i kierowcą fabrycznym takich firm jak Austin, BMC, Leyland i Jaguar. Działał w Stowarzyszeniu Lotników Polskich i w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Londynie. W połowie lat 90. przeprowadził się do Sarasoty na Florydzie i tam zmarł 19 lipca 2001 roku, w wieku 93 lat. Zgodnie z jego wolą prochy złożono 6 września 2001 roku na Powązkach Wojskowych w Warszawie.

Tadeusz Sawicz – ostatni z bitwy o Anglię

Urodził się 13 lutego 1914 roku w Warszawie. We wrześniu 1939 roku latał jako łącznik i 14 września wylądował P.11 w oblężonej Warszawie z rozkazami dla gen. Juliusza Rómmla. Do Dywizjonu 303 przydzielono go 20 października 1940 roku, w końcowej fazie bitwy o Anglię, a w lutym 1941 roku przeszedł do Dywizjonu 316. Później dowodził 315 Dywizjonem i polskimi skrzydłami myśliwskimi. W 1944 roku był oficerem łącznikowym przy amerykańskiej 9 Armii Powietrznej i w 61 Dywizjonie Myśliwskim USAAF zorganizował polską sekcję. Za to dostał amerykański Distinguished Flying Cross i Air Medal.

W listopadzie 1957 roku wyemigrował do Kanady. Pracował w przemyśle lotniczym i liniach lotniczych, mieszkał w Montrealu, a potem w Etobicoke pod Toronto. W 2005 roku przyleciał do Londynu na odsłonięcie Battle of Britain London Monument. 3 maja 2006 roku prezydent Lech Kaczyński mianował go generałem brygady. Zmarł 19 października 2011 roku w Toronto, w wieku 97 lat, jako prawdopodobnie ostatni żyjący polski pilot bitwy o Anglię. 29 listopada 2011 roku jego prochy przewieziono z Kanady do Warszawy, gdzie następnego dnia, w obecności ministra obrony Tomasza Siemoniaka i brytyjskiej asysty honorowej, pochowano go na Powązkach Wojskowych.

Jan Falkowski – farmer spod Toronto i instruktor latania

Urodził się 26 czerwca 1912 roku w Pohulance. Dzieciństwo spędził na Syberii, gdzie w czasie rewolucji zginęli jego rodzice, a do Warszawy dotarł dopiero we wrześniu 1922 roku. W bitwie o Anglię walczył w brytyjskim 32 Dywizjonie. W lipcu 1943 roku objął dowództwo Dywizjonu 303 i dowodził nim do listopada 1943 roku. W tym czasie zestrzelił dwa Focke-Wulfy Fw 190, 22 sierpnia i 6 września, a trzeci prawdopodobnie. 9 marca 1945 roku, już jako dowódca 3 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego, został trafiony przez artylerię przeciwlotniczą nad Holandią i dostał się do niewoli. Uciekł z transportu w Zwolle i ukrywał się u holenderskiego ruchu oporu aż do nadejścia wojsk kanadyjskich.

Kanadyjczycy okazali się dla niego ważni także po wojnie. W 1947 roku wyjechał do Kanady, kupił farmę około 20 mil od Toronto i uczył latania w miejscowej szkole lotniczej. 9 sierpnia 1962 roku leciał z żoną, synem i jeszcze jednym pasażerem jednosilnikowym Mooneyem na zachód od Toronto, zgubił drogę i zabrakło mu paliwa. Wylądował awaryjnie na bagnie, z którego nie dało się wyjść pieszo. Przypadkiem dostrzegł ich pilot innej awionetki i całą czwórkę zabrał helikopter. W latach 60. napisał wspomnienia „With the Wind in My Face”, wydane później także w Polsce jako „Z wiatrem w twarz”. Zmarł 27 lipca 2001 roku w Peterborough w Ontario.

Tadeusz Kotz – od ucieczki przez Pireneje do Collingwood

Urodził się jako Tadeusz Koc, 9 sierpnia 1913 roku w Grabanowie. Zanim w lipcu 1943 roku trafił do 303, latał w dywizjonach 307, 317 i 308. 3 lutego 1943 roku został zestrzelony nad północną Francją, wylądował koło Saint-Omer i z pomocą francuskiego ruchu oporu przeszedł przez Paryż i Pireneje do Hiszpanii, a stamtąd do Gibraltaru. 21 lutego meldował się już w Northolt. Jego raport z ucieczki utajniono aż do 1973 roku. Od listopada 1943 do 25 września 1944 roku dowodził Dywizjonem 303.

W 1948 roku ożenił się z Julią Jacyną, która służyła w brytyjskiej WAAF, a wcześniej z rodziną przeszła sowieckie zesłanie na Syberii. Wyjechali razem do Suazi, gdzie przez rok pracował na farmie, ale wrócił do Anglii i zatrudnił się w zakładach Martin-Baker, produkujących fotele katapultowe. W 1956 roku przeniósł się do filii firmy w Collingwood w Ontario. Pracował tam aż do jej zamknięcia, które nastąpiło po anulowaniu programu myśliwca Avro Canada CF-105 Arrow, a potem do emerytury w fabryce lodówek i szyb samochodowych. Na emigracji zmienił pisownię nazwiska na Kotz. W 2005 roku wydał w Kanadzie wspomnienia „Błękitne niebo i prawdziwe kule”, które w Polsce ukazały się dopiero w 2018 roku jako „303. Mój dywizjon”. Zmarł 3 czerwca 2008 roku w Collingwood i spoczywa na tamtejszym cmentarzu St. Mary’s.

Bolesław Gładych – „Mike Killer” i psychoterapeuta z Seattle

Urodził się 17 maja 1918 roku w Warszawie i jako uczeń sprawiał tyle kłopotów, że wyrzucono go z trzech warszawskich gimnazjów. Według polskich biografii do Dywizjonu 303 przydzielono go wiosną 1941 roku (niektóre źródła podają jesień 1940), a pierwszy lot operacyjny wykonał 3 maja 1941 roku. 23 czerwca 1941 roku w dwóch lotach zgłosił zestrzelenia kilku Messerschmittów, a uszkodzonym Spitfire’em rozbił się na lotnisku w Manston i został ciężko ranny. Później latał w Dywizjonie 302, a od 1944 roku, dzięki Francisowi „Gabby’emu” Gabreskiemu, w amerykańskim 61 Dywizjonie Myśliwskim 56 Grupy Myśliwskiej na Thunderboltach. Nigdy nie był formalnie przyjęty do USAAF, a koledzy nazywali go „Mike Killer”. Na polskiej liście Bajana ma 14 zestrzeleń pewnych, a amerykańskie zestawienia przypisują mu 10 zwycięstw w służbie USA.

Po wojnie przemycał podobno towary z Anglii do Francji i poleciał nielegalnie Norsemanem w stronę Linzu w okupowanej Austrii, po swojego brata Jana. Potem wyemigrował do Nowego Jorku i latał na DC-3 w liniach Rainbow Airlines. Przyjął obywatelstwo amerykańskie i osiadł z żoną Elisabeth w Seattle. Według polskich biografii współpracował z Boeingiem, Douglasem i Lockheedem i zrobił doktorat z psychologii. W Seattle przez wiele lat pracował jako psychoterapeuta. Zmarł w Seattle 12 lipca 2011 roku, w wieku 93 lat.

Walerian Jasionowski – przez Dywizjon 303 do Los Angeles

Urodził się 10 lutego 1905 roku i zaczynał jako obserwator w Morskim Dywizjonie Lotniczym. 1 września 1939 roku, po śmierci Mieczysława Medweckiego, objął dowództwo krakowskiego III/2 Dywizjonu Myśliwskiego. W Wielkiej Brytanii był pierwszym dowódcą nowo formowanego Dywizjonu 308, a w Dywizjonie 303 służył krótko, latem 1943 roku. Od stycznia 1944 roku był oficerem operacyjnym przy sztabie amerykańskich sił powietrznych. Po wojnie nie wrócił do komunistycznej Polski, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i zmarł 17 czerwca 1977 roku w Los Angeles.

Juliusz Frey – z Leconfield do Kanady

Urodził się 14 lipca 1907 roku w Oparach pod Drohobyczem. 1 września 1939 roku jako dowódca 114 Eskadry Myśliwskiej zestrzelił Heinkla He 111. 12 listopada 1940 roku przeniesiono go do Dywizjonu 303, który odpoczywał wtedy po bitwie w Leconfield w Yorkshire, a 19 lutego 1941 roku wysłano go do Pembrey, by organizował Dywizjon 316. Z Kanadą zetknął się jeszcze w czasie wojny: w 1943 roku latał na Mosquito w kanadyjskim 418 Dywizjonie, jednostce nocnych intruderów. W 1946 roku opuścił wojsko, a potem osiadł w Kanadzie. Ostatnio mieszkał w White Rock w Kolumbii Brytyjskiej, zmarł 30 marca 1991 roku.

Bolesław Fujarczuk – z centrali telefonicznej w Northolt do budowy domów w Mississauga

Dywizjon to nie tylko piloci. Bolesław Fujarczuk urodził się w 1924 roku w Romanówce w powiecie tarnopolskim i jako nastolatek został wywieziony w głąb Związku Sowieckiego. Z armią Andersa wydostał się do Iranu, w Iraku zgłosił się do lotnictwa i statkiem dookoła Afryki dopłynął pod koniec 1942 roku do Liverpoolu. W 1943 roku przydzielono go do Dywizjonu 303. W nagraniu dla Archiwum Historii Mówionej IPN opowiadał, że obsługiwał centralę telefoniczną, przez którą wzywano pilotów do dyspersji przed lotem bojowym, i że wszyscy koledzy zazdrościli mu przydziału do tak sławnej jednostki. W 1944 roku był z dywizjonem nad kanałem La Manche w czasie inwazji, potem skończył kurs radionawigatora.

Do 1949 roku pracował w kancelarii demobilizacyjnej korpusu przesiedleńczego i pomagał wysyłać kolegów do Australii, Ameryki, Meksyku i Afryki. Sam pojechał na końcu, do Kanady, gdzie czekali brat i ciotka. Przyjechał jeszcze w mundurze. Pracował w odlewni, potem sprzedawał nieruchomości, aż z braćmi zaczął budować domy. Pierwszy postawili własnymi rękami, a w sumie, jak wspominał, wybudowali 68 domów, potem budynki mieszkalne i obiekty przemysłowe w Mississauga, zatrudniając, gdzie się dało, Polaków. Od 1951 roku należał do toronckiego Skrzydła „Warszawa”. Jako 97-latek był jednym z inicjatorów pomnika polskich lotników w Mississauga.

Polonia i weterani

Lotnicy, którzy przyjechali do Ameryki Północnej, nie trafiali w próżnię. Czekały na nich organizacje założone jeszcze przez weteranów pierwszej wojny światowej, a wkrótce sami zaczęli tworzyć własne koła i skrzydła. Dla wielu były one jedynym miejscem, gdzie mogli mówić o wojnie z ludźmi, którzy rozumieli, czym był Northolt czy Dęblin.

Stowarzyszenia kombatanckie

Najstarsze jest Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce (SWAP). Powstało w maju 1921 roku na zjeździe w Cleveland w stanie Ohio, a założyli je ochotnicy z USA i Kanady, którzy w liczbie ponad 20 tysięcy walczyli w Armii Polskiej we Francji, zwanej Błękitną. W 1939 roku SWAP miał 141 placówek w USA, Kanadzie i Polsce. W czasie drugiej wojny światowej pomagał w akcji rekrutacyjnej do Wojska Polskiego prowadzonej w Stanach i Kanadzie w latach 1941–1942, tej samej, w której uczestniczyli Krasnodębski i Urbanowicz. Po 1945 roku jego szeregi zasilili weterani drugiej wojny. To właśnie toroncka Placówka 114 SWAP z inicjatywy komendanta Krzysztofa Tomczaka doprowadziła w 2013 roku do ekshumacji prochów Zdzisława i Wandy Krasnodębskich i przewiezienia ich do Polski.

Weterani Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie stworzyli też własne Stowarzyszenie Polskich Kombatantów (SPK), założone w 1946 roku w Londynie jako federacja organizacji w krajach osiedlenia. Pierwsze koło kanadyjskiego SPK zawiązało się jeszcze we Włoszech, 3 października 1946 roku, zanim żołnierze opuścili obóz Falconara koło Ankony. W szczytowym okresie SPK w Kanadzie miało 22 koła, od Victorii po Montreal. W Stanach Zjednoczonych SPK zorganizowało się w 1952 roku, miało siedzibę przy 180 Second Avenue na Manhattanie i działało do 2012 roku. Wśród jego celów było zdobycie dla polskich weteranów praw podobnych do tych, jakie mieli weterani amerykańscy.

Skrzydła lotników

Lotnicy mieli osobną organizację. Polish Air Force Association, później znane jako Stowarzyszenie Lotników Polskich, powstało w Wielkiej Brytanii w 1945 roku i już do końca tego roku zapisało się do niego 6 tysięcy osób. Jego oddziały za granicą nazywano po lotniczemu skrzydłami. W Los Angeles dr Tadeusz Mrozowski zebrał 21 grudnia 1951 roku byłych polskich lotników w lokalną eskadrę stowarzyszenia. W 1962 roku jej zasięg rozszerzono na Arizonę, Oregon i Waszyngton, a organizacja przyjęła nazwę Pacific Coast Wing. Siedziba mieściła się przy 3424 West Adams Boulevard. Liczba członków spadła ze 120 w 1962 roku do 50 w 1993 roku, ale głównym zadaniem stowarzyszenia pozostawało zbieranie pieniędzy dla weteranów, wdów i sierot.

W Toronto działało Skrzydło „Warszawa”. Należeli do niego między innymi Bolesław Fujarczuk z Dywizjonu 303, Marceli Ostrowski, pilot i strzelec z bombowego Dywizjonu 301, który zapisał się w 1956 roku, oraz radionawigator z Dywizjonu 307 Stanisław Sadowski, wybrany na prezesa w 1977 roku. Zdzisław Krasnodębski poświęcał wiele czasu pracy społecznej właśnie w środowisku lotniczym.

Pomnik w Mississauga

Na pierwszy w Kanadzie pomnik polskich lotników trzeba było czekać do 28 listopada 2021 roku. „Spirala Zwycięstwa” stanęła przed Centrum Kultury Jana Pawła II w Mississauga. Zaprojektowali ją kanadyjscy artyści polskiego pochodzenia Ania i Wojtek Biczysko. Ze stalowego obelisku na trójkątnej podstawie wyrasta kompozycja z trzech samolotów, które symbolizują walkę w powietrzu. Pomnik upamiętnia nie tylko pilotów, ale także personel naziemny i kobiety z Pomocniczej Lotniczej Służby Kobiet, a na tablicy celowo nie umieszczono żadnych nazwisk. Koszt budowy szacowano na 195 tysięcy dolarów kanadyjskich. Część pieniędzy dało kanadyjskie ministerstwo do spraw weteranów, a projekt sponsorował też IPN. Wśród inicjatorów byli Bolesław Fujarczuk i syn zmarłego w 2020 roku Marcelego Ostrowskiego, Chris. „Nie ma takiego pomnika w Kanadzie” – mówił Fujarczuk Polskiemu Radiu, gdy zbierano fundusze.

Honory po 1989 roku

Dla lotników na emigracji upadek komunizmu oznaczał, że ojczyzna mogła wreszcie oficjalnie powiedzieć im „dziękuję”. Witold Urbanowicz przyjechał do Polski w czerwcu 1991 roku, a 11 listopada 1995 roku prezydent Lech Wałęsa mianował go generałem brygady. Wojciech Kołaczkowski otrzymał 27 sierpnia 1998 roku Krzyż Komandorski Orderu Zasługi RP, a jego wizerunek umieszczono później na myśliwcu MiG-29 nr 67 z 23 Bazy Lotnictwa Taktycznego. Imię Urbanowicza noszą ulice w Krakowie i Lublinie oraz szkoła w rodzinnej Olszance.

Groby po obu stronach oceanu

Część „Kościuszkowców” spoczywa w Ameryce Północnej. Witold Urbanowicz leży na polskim cmentarzu przy sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w Doylestown w Pensylwanii, zwanym Amerykańską Częstochową, gdzie pochowano wielu polskich weteranów. W Collingwood w Ontario spoczywa Tadeusz Kotz. Inni wrócili po śmierci do Polski, jak Sawicz i Kołaczkowski, a Zdzisław Krasnodębski i jego żona Wanda, po ponad trzydziestu latach na torontońskim Prospect Cemetery, spoczęli na Powązkach 14 maja 2014 roku.

Ciekawostki

  • Amerykanin polskiego pochodzenia Francis Gabreski, syn imigrantów z Frampola, chciał latać z Dywizjonem 303. Ponieważ 303 akurat odpoczywał, w styczniu 1943 roku trafił do polskiego Dywizjonu 315 w Northolt.
  • W kwietniu 1944 roku amerykański 61 Dywizjon Myśliwski przyjął pięciu kolejnych polskich pilotów jako „Polish Flight”. Polską sekcję organizował w tym dywizjonie Tadeusz Sawicz, były pilot 303.
  • Bolesław Gładych malował na swoich samolotach pingwinka z napisem „Pengie”. Tak nazywał swoją dziewczynę, Kanadyjkę ze służby WAAF.
  • Książka Arkadego Fiedlera o Dywizjonie 303 ukazała się po angielsku w Nowym Jorku już w 1943 roku, nakładem Roy Publishers.
  • Nowe angielskie wydanie książki Fiedlera wydało w 2010 roku wydawnictwo Aquila Polonica z Los Angeles. Podano w nim prawdziwe nazwiska lotników, ukrytych w wojennym wydaniu pod pseudonimami, a w 2011 roku książka zdobyła złotą nagrodę Benjamina Franklina w kategorii historii.
  • Najgłośniejszą amerykańską książkę o polskich lotnikach, „A Question of Honor” Lynne Olson i Stanleya Clouda, wydało w 2003 roku nowojorskie wydawnictwo Knopf. W podtytule autorzy nazwali dywizjon po prostu „The Kosciuszko Squadron”.
  • Zdzisław Krasnodębski, zanim stanął na czele Dywizjonu 303, jako szesnastolatek walczył ochotniczo w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku, tej samej, w której latali amerykańscy ochotnicy Eskadry Kościuszkowskiej.
  • Kronika kalifornijskiego Pacific Coast Wing odnotowuje, że we wrześniu 1992 roku lotnicy z całego świata zjechali na przekazanie do Polski sztandaru Polskich Sił Powietrznych, ofiarowanego w czasie wojny przez kobiety z Wilna. Uroczystości odbyły się w Londynie, Warszawie i Dęblinie.

Oficjalne źródła

Czy ten poradnik był pomocny?

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!


Dodaj komentarz

Zaloguj się aby uniknąć weryfikacji emaila przy każdym komentarzu, lub komentuj jako gość:

Komentarz może być moderowany przed publikacją.